Fotorelacja Seszele 06.2011 ( Mahe, Praslin, La Digue)

49 posts / 0 nowych
Ostatni wpis
Strony
bepi
Obrazek użytkownika bepi
Offline
Ostatnio: 3 miesiące 2 tygodnie temu
Rejestracja: 04 wrz 2013
Fotorelacja Seszele 06.2011 ( Mahe, Praslin, La Digue)
Żelek
Obrazek użytkownika Żelek
Offline
Ostatnio: 4 lata 1 miesiąc temu
Rejestracja: 04 wrz 2013

super bepi...terz przeniosłam MALEDIWKI...ale troche mnie to irytuje......

bepi
Obrazek użytkownika bepi
Offline
Ostatnio: 3 miesiące 2 tygodnie temu
Rejestracja: 04 wrz 2013

Na nasze wyśnione Seszelki wylatujemy jak już pisałam z Frankfurtu 3 czerwca 2011  , samolotem lini condor ( przelot zakupiony za 558 euro) , który lata na Seszele w każdy piątek o godzinie 20.25. Raniutko w piątek około godziny 6.00 ruszamy z okolic Katowic do FRA. Na lotnisko dojeżdżamy z dużym wyprzedzeniem tą odległość  900 km szybko przejechaliśmy, już  ok godz 15.00 byliśmy na lotnisku ,bo drogi w Niemczech w miare puste w tym dniu bo jest w tym czasie długi weekend w Niemczech. Dla mnie w momencie przebycia na lotnisko to najgorsze ...mamy już za sobą .. bo mnie najbardziej stresują te dojazdy na lotniska i długa jazda samochodem, lot samolotem to już potem jak sie to mówi Pan Pikuś ...jestem zamknięta w skrzyni ...w której nie mam  na nic wpływu więc już nie mam   stresów ze ktoś wyprzedza na trzeciego czy zajeżdza drogę ..natomiast do braku snu w samolocie czy nudy podczas tylu godzin można się przyzwyczaić-))
>  Samochód parkujemy jak zwykle na choliday parkingu który jest oddalony od lotniska o ok. 10 minut jazdy busikiem ( dojazd busikiem za  free)na 16 dni mielismy koszt parkingu 89 euro.  Do wylotu mamy sporo czasu więc w tym czasie się szwendamy po lotnisku. Ja mam obawy czy napewno będzie na nas czekał bilet i miejsce w  samolocie, bo zawsze mielismy pakiecik z biura podrózy, bilety w ręce, a tym razem mamy tylko dokument rezerwacji wydrukowany z meila , biletu na condora brak , bo mamy jakąs odprawę w systemie notix czyli bezbiletową .. Na szczęscie wszystko wporządku, pokazujemy naszą rezerwację i dostajemy bilety ! jupii ! Proszę jezszcze o miejsce w miarę możliwości i dostępności ale w  ostatnim rzędzie w samolocie czyli rząd nr 42 bo z doświadczenia wiem że poza sezonem często tyły samolotu są puste i można całkiem w komfortowych warunkach podróżować. I faktycznie ostatnie 10 rzedów środkowych  siedzeń 3 osobowych jest puste !!! Od razu przesiadam się na środkowy rzędzik gdzie mam 3 siedzenia do dyspozycji, Roberto zostaje na naszej dwójeczce przy oknie. Lot trwa 9 godzin i 35 minut . W tym czasie dostajemy za free dwa posiłki i napoje ciepłe i zimne . Roberto wiekszosc lotu przesypia, ja 9 godzin patrzę się w nie wiadomo co.. , bo nigdy nie śpię w samolocie, ale na szczescie warunki podróżowania mam lepsze niż bussines klasie ..bo nogi i kręgosłup wyprostowane, nic nie boli nic nie drętwieje nie uwiera  LOT SUPER !W samolocie dostajemy wizy do wypełnienia . Różnica czasu między PL a Seszelami to tylko 2 godziny .
Rano o godz 8.00 powoli samolot szykuje się do lądowania , ja już mam nos przy szybie , już nie mogę się doczekać tych widoczków,wypatruję już tych lazurów i rajskich widoków  Najpierw na horyzoncie pojawia się jakaś malutka wysepka , potem następna większa ,ale puste te wyspy nie zamieszkałe, i po chwili widzimy 3 wyspę już z daleka widać że  jest ogromna ..to Mahe z lotu ptaka widać jaka jest DUŻA, i teren bardzo górzysty , jakoś zawsze sobie wyobrażałam że to wszystko jest znacznie mniejsze , jaka piękna widoczność ! widać piękne kolonialne wille położone wysoko w górach, widzę boisko w Victorii, rondo w centrum Victorii -stolicy Seszeli  poznaję nawet ,bo wczesniej tyle sie zdjęc naooglądałam, no i widać mnóstwo mnóstwo lazuru!!!!! Eden island , mnóstwo łodzi, katamaranów zacumowanych na oceanie, widoczki bajeczne, zupełnie zapomniałam aby wyciągnąć aparat fotograficzny  !!! Narazie pogoda cudna, słoneczko !!! wiec kolorki oceanu przepiękne !ale już po  kilku sekundach nagle wpadamy w chmurzyska !!!!!!!! i widoki już pojawiły się mniej atrakcyjne ..hehe  samolot ląduje , po prawej stronie mamy góry gdzie sposród zieleni wystają ogromne skały granitów po drugiej stronie samolotu jest ocean . Pas lądowania jest przy samym oceanie . ( Aby w trakcie lądowania mieć ciekawsze widoki polecam siadać w samolocie po prawej stronie okien -)))
>  Wychodzimy z samolotu, a tu słoneczka brak! zaczyna lekko padać deszcz !!!!!!!! Tym razem po wyjściu z samolotu nie buchnęło nas tym karaibskim ..tropikalnym wilgotnym powietrzem ..hehe tylko normalne powietrze i klimacik  jak w Polsce przy temp 27 st bo taka była raniutko temperatura jak wylądowaliśmy na Mahe . Idziemy po płycie do hali lotniska , oddajemy w okienku wypełnioną wizę , nic nie płacimy żadnych opłat przylotowych  o których informują katalogi i biura podróży a czytałam o jakiś 20$ przy przylocie i 40$ przy wylocie -) W paszporcie wbijają nam pieczęć w kształcie największego kokosa świata czyli coco de mer . Na lotnisku atmosfera jest  spokojna nie gra muzyczka żadna , nikt nie tańczy... nie ma żadnych grajków jak to było wcześniej w Mexico czy Dominikanie-)) Odbieramy nasze walizki i Robercik zaczyna swoje marudzenie.. widzisz teraz musimy sami szukać transportu do hotelu, nikt na nas nie czeka jak to zwykle bywało, mówi teraz sie bede musiał prosic i targowac.. a po tylu godzinach podróży człowiek chce mieć wszystko cacy..podane na tacy ..a nie biegać po lotnisku .. ale widzi mój wzrok bazyliszka i zapada cisza  ..deszcz leje i to mocno , ja czekam z walizkami , Roberto już biegnie w kierunku postoju taxi, pyta napotkanego taksówkarza ile bierze za kurs do Berjaya na Beau vallon beach ten mu odpowiada 50 $ !!! No nie. !chyba na głowę upadł za tak krótki odcinek drogi bo to około 16 km ,( to w hotelu nam mniej oferowali a by na nas czekali od razu na lotnisku po przylocie ładnie i pięknie z tabliczką ..)hehe myślał chyba ten gościu że trafił na dzianego frajera..który nie ma rozeznania w cenach..
Kiedy Roberto odmówił kursu za 50$ , zaraz do niego podszedł młody sympatyczny chłopak  z innej taxi i mówi że za 30$ nas zawiezie bez problemu. OK ! Zgadzamy się, nie ma czasu już, na jakieś dodatkowe zbijanie ceny bo leje okropnie ! Ja chcę już być w hotelu !

Ruszamy z lotniska , jezuu jak ja nie lubię tego ruchu lewostronnego, zaraz mi się przypomina szaleńcza jazda na Jamajce gdzie miałam wrażenie że wszyscy na nas jadą. Tym razem kierowca jedzie powoli i ostrożnie, deszcz leje , po drodze po lewej stronie ciagle mijamy domy mieszkanców Seszeli, to piekna zabudowa w stylu kolonialnym , kolorowe domki są niewielkie ale bardzo czyste i zadbane , prawie każdy w ogrodzie ma kilka granitowych skał , mnóstwo kwiatów, fajnie to wygląda zupełnie coś innego niż do tej pory widzieliśmy. Po około 10 minutkach jesteśmy w Victorii stamtąd kierujemy się na Beau vallon jedziemy ciagle w górę ! drogi robią się coraz węższe, po drodze mijamy taki punkt widoczkowy gdzie jest fajny widok na całą Vicrorię.  Dotarliśmy do hotelu Berjaya Beau Vallon ! ok .godz 9.30 na pierwszy rzut oka nie wygląda tak okropnie jak się naczytałam w necie, to pierwszy i najstarszy hotel na wyspie Mahe , jest wybudowany w 1972 roku i dopiero teraz przechodzi remont ..więc klimaty takie gierkowskie... hehe ..
w Lobby dostajemy napój powitalny ( sok pomarańczowy zabarwiony grenadiną ) ale bez alkoholu-))niestety -) no i cieplutki eukaliptusowy ręczniczek  dla przemycia twarzy po podróży.  Oddajemy nasze bilety , hotel mieliśmy zabukowany z Neckermanna Austria, pokój oszczędny-)  Babeczki w recepcji jakieś takie bez uśmiechu na twarzy to nie to co na Dominikanie ,gdzie jest wesoło , gra muzyka, i nawet po 30 godzinnej podróży zaraz stresy mijają w tych wesołych klimatach..Recepcjonistki   niby są miłe ...ale jak dla mnie mają smutny.. sposób bycia .. podobnie jak było na Kubie -) Mówią że pokoje są jeszcze nie gotowe i mamy chwilkę...poczekać  .. Ta chwila trwała 2 godziny !!!!!!! w między czasie przestał padać deszcz, ja już w tym czasie opanowałam cały hotel , najpierw pobiegłam na plaże... już wczesniej wiedziałam ze ta plaża mnie raczej nie zachwyci i sie nie myliłam, plaża bez jakiś fajewerków ,na plaży hotelu Berjaya jest mnóstwo drzew zamiast palm, piasek bardziej zółty niż biały-) a lazur nie taki ..jakiego ja oczekuje na urlopie, ale przecież o tym wszystkim bardzo dobrze wiedziałam, zamówiłam ten hotel  na tej wyspie, ze względu dobrą  cenę i lokalizację , oraz dobry dostęp do sklepów i jedzenia-) bo niektóre hotele są  położone przy cudnych plażach ale lokalizacje fatalne  i często  wieczorem diabeł mówi dobranoc..., sklepów w okolicy czesto nie ma... a stołowanie pozostaje  tylko w hotelu .. a przy naszych apetytach i sposobie spędzania wolnego czasu o to byśmy zbankrutowali w takich cichszych okolicach (

Hotel ma około 230 pokoi i jest największy na wyspie,  ale teren hotelu jest nie za duży, przed hotelem jest duży parking, fontanna , malutkie lobby , stoisko gdzie można zakupić wycieczki, jeden sklepik z pamiątkami, zaraz dalej jest restauracja gdzie jedliśmy śniadania , bar , basen niezbyt duży ale czysty i przy nim było kilka palemek które tak uwielbiam  , bar przy basenie i restauracja przy plazy  gdzie wieczorem można zjeśc kolację . Mnie zdecydowanie !!!!!!!!przypadła do gustu cześć domków w ogrodzie , tzw chaletów , ale te pokoje są znacznie droższe ale wyglądały  całkiem  fajnie , wokoło nich było  dużo  zieleni i kwiatów , plac zabaw dla dzieci, teren bardziej zadbany . Pani z recepcji poprosiła jeszcze nas o kartę kredytową .. mówimy że nie posiadamy .. w takim razie poprosiła o depozyt po 100 $ od osoby ..dostalismy pokwitowanie wpłaty depozytu.  Zbliżało się już południe , a że słonko już grzało nieźle to kwitnięcie ...w tym lobby było dla mnie udręką,  inni ludzie którzy przybyli z lotniska po nas , ( pewnie na zorganizowanych wycieczkach )dostali dawno pokoje , Mój miś znowu zaczyna ... widzisz ...zachciało  Ci się wakacji na włąsną reke ...niemcy z naszego samolotu już dawno leżą  na plaży .. tylko my i taka para włochów czekaliśmy ,już miałam w planie wyciągnąć z kofra bikini i śmigać na plażę a nie tracić czas, ale Roberto mówi spokojnie ....przecież do 12.00 muszą nas zakwaterować, jeśli tego nie zrobią mój spokojny miś.... powoli przerodzi się w Gordona Ramsey -)))rzadko mu się to zdaża ale jak trzeba to nawet ja  nie poznaję wtedy mojego męża.Po spenetrowaniu całego hotelu wreszcie dostajemy klucze do pokoju, pokój mamy na 2 piętrze , idziemy krętymi schodami na 2 piętro ,na szczescie boj hotelowy niesie nam walizki na plecach , az mu współczuje ! windy brak, korytarze i drzwi , wszystko jest naprawadę obskurne, wygląda to jak korytarz wiezienny....cześć pokoi w budynku głównym jest już odnowiona około 60 pokoi standartowych ma całkiem przyzwoity wygląd!hotel a raczej pokoje hotelowe są remoncie , który nie jest uciążliwy i niie było słychać odgłosów remontu. My dostajemy przecież zamówiony sparzimmer -) Pokój jak dla nas jest całkiem wporządku , łóżko szerokie, czyste , lodówka, TV z płaskim ekranem, sejf, dość duża szafa, kącik do siedzenia, największy minus to brak balkonów !!!!!! Jest czajnik , kawa, herbata , cukier, szklanki to wszystko za free. łazienka jest mała , i okropna-))) Kabina prysznicowa hehe . tylko w japonkach tam wchodziłam stan fatalny ! ale ręczniki są widać że nowe, czyste, bielutkie. Jest szampon do włosów, mydło żel pod prysznic, odżywka do włosów, czepek, nici+ igła, balsam do ciała. Kilka ujęć z hotelu

Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011

pokój

Od Seszele 2011 Od Seszele 2011

widok z okna

Od Seszele 2011
bepi
Obrazek użytkownika bepi
Offline
Ostatnio: 3 miesiące 2 tygodnie temu
Rejestracja: 04 wrz 2013

Ja biorę szybki prysznic , Miś w tym czasie już rozrabia w naszych termosikach ...drinki, aby się wreszcie odstresować  po podróży ,na bezcłówce w Frankfurcie zakupiliśmy przecież 5 litrów hawany club i bacardi rumu  aby starczyło nam na te pierwsze dni pobytu .. Nawet nie rozpakowujemy walizek , bo szkoda nam dnia, słoneczka i czasu, zostawimy to na wieczór. Kubki w dłoń ! i ruszamy na plażę, jak widzę ten paskudny, ciemny  korytarz i klatkę schodową w hotelu to tym cześciej j sięgam do mojego kubka-) Idziemy po ręczniki , przy basenie jest budka gdzie musimy podać nr pokoju, wpisać godzinę pobrania ręczników i się podpisać , zaś kiedy je oddawaliśmy znowu ta sama procedura.. buhehe  od razu widać co za ustrój panuje w tym kraju..mało tego ..gdyby nam na przykład recznik się zmoczył czy by go deszcz zalał podczas naszych spacerów, nie dostalisbysmy nowego suchego reczniczka jak to bywało na karaibach ze czasem latałam 2 razy na dzien po suchy recznik plażowy. Tu mamy limit jeden recznik na dzień na osobę !  Wchodzimy na plaże a tu leżaków o tej godzinie brak ! Przy basenie pustych leżaków stoi mnóstwo , ale nie da się ich przenieść.. bo są ciężkie i drewniane. Dostrzegamy plastikowe leżaczki takie jak mieliśmy na Saonie ..takie wygięte na stałe, no cóż bierzemy  ! i tak to lepsze niż leżenie na ręcznikach jak mieliśmy w Tajlandii-) Są w sumie całkiem wygodne, dostrzegamy że dużo starych..-) niemieckich emerytów... rezerwuje sobie leżaczki  ręcznikami a i tak na nich nie leżą !  i masakra !czasem parę godzin są przyblokowane ! Na plaży wszyscy leżą pod jednym ogromnych drzewem  w cieniu , ja zabieram swojego leżaczka na brzeg na słoneczko !! Cały dzień spędzamy na opalaniu i drinkowaniu, nawet nie smaruję się olejkiem do opalania  bo to słońce dla mnie i mojej skóry  jest  jak w Polsce  w lato czyli ... nie pali od rana do nocy tylko czasem słonko się chowa na 15 minut za chmury ..potem znowu świeci ,   do końca pobytu zużyliśmy w sumie pół olejku do opalania z faktorem 6 , to słoneczko to nie takie piekło... jak na karaibach czy w Egipcie -)))Kto nie lubi się smażyć jak jaszczur całymi dniami na plaży  w ostrym słońcu, lub ma białą karnację  to byłby mega !!!!!!zadowolony z klimatu na Seszelach . Ja  nie spędzam raczej nigdy czasu w cieniu czy pod parasolem i lubię mieć lampę..non stop .. Klimat o tej porze rokui na Seszelach jest taki przyjazny do człowieka  ok 30 st , sporo wieje ,bo to wyspy , nie ma parnoty..., potów , wilgoci .  Na plaży niestety nie ma żadnej muzyczki , animacji , itp. Są natomiast hotelowe  kajaki i katamarany za free,  jest za opłatą  jet ski, jest możliwość przejechania się bananem który ciagnęła motorowka ,lub parasailing . Jeszcze zapomnaiłam dodać że w lobby jest kasyno, w którym nie byliśmy .   Pogoda tego pierwszego  dnia  była okej. Temp 30 st , do końca dnia brak opadów

Dziewczyny jak dla mnie to zdecydowanie najpiękniejsza La Digue, jeżeli wróce na Seszelki na naszą 25 rocznicę ślubu-)) bo takie mam plany.. to tylko na La Digue hehehe... Hotel Patatran jak dla mnie jest najlepszym hotelem na La Digue, ma najpiękniejszą plaże, palmy kokosowe , lazury i jest przy samej plaży, świetny basen z dobrym widokiem. Na La Digue nie ma zbyt duzo hoteli, raczej same domy wczasowe, bez basenów i niekoniecznie przy samej plaży, Na la Digue najbardziej wypasnym i takim bardziej snobistycznym hotelem jest Le Domaine de l'Orangeraie ale mnie osobiście połozenie tego hotelu nie przypadło do gustu, przy samej ulicy, przy nieciekawej plaży..jak dla mnie. Oczywiście nie ma co porównywać hoteli na Seszelach czy tego Patatrana z hotelami na karaibach czy gdziekolwiek indziej, bo to zawsze wyjdzie słabiej.. widoki są na 5* ale hotele z racji wielkości wyspy, małe skromne, to jest zupełnie inna bajka...ale w porównaniu z innymi hotelami Patatran jak na warunki ..Seszeli  wygląda super ! i ma najlepsze położenie jak dla mnie. Tyle tylko że chętnych na ten hotel jest mnóstwo i na lastach cięzko tam trafić..

Pod wieczór jeszcze tego dnia poszliśmy się rozejrzeć po okolicy , oraz  zakupić napoje bo ceny w hotelach są 3 razy wyższe niż w sklepach -)i napoje w hotelach są w mniejszych pojemnościach butelek-). W okolicy hotelu Berjaya na Mahe jest około 5 sklepów spożywczych , trzeba tylko wyjść z hotelu i kierować się na lewą stronę , wieczorem na zakupy polecam  wziąć komórkę  aby oświetlić sobie drogę albo latarkę..bo latarnie nie są zbyt często rozstawione , a chodniki o ile wogóle są w danym miejscu  ,  to często w tragicznym stanie z ogromnymi dziurskami!!!  można tam kupić prawie wszystko ,jedzenie, napoje, warzywa, środki czystości , często panuje w nich niezły burdel bo sklepy sa malutkie  a sprzedają tam wszystko co na tych wyspach do życia potrzeba..hehe ..przeważnie sprzedają hindusi, hehe.. sklepy te wyglądaja przeważnie jak u nas 20-30 lat temu.. prawie każdy produkt jaki oglądałam jest sprowadzany na Seszele z innych krajów, soki z Grecji, Cypru, Egiptu itp. Orzeszki, chipsy z Malezji ..itp sporo rzeczy z Emiratów ,  Obok sklepów jest też  kafejka internetowa gdzie ceny internetu sa w miarę przyzwoite, nie to co  w hotelach ( 500 rupi za 1 dzień lub 100 rupi za godzinę ).
Przed hotelem jest też przystanek autobusowy skąd można dojechać do Victorii w ciągu 15 minut, koszt biletu to 10 rupi od osoby  czyli niecały 1$, bilet ten jest droższy niż wszystkie inne autobusy , ponieważ tylko na tej jednej trasie autobus ma klimatyzację i wygodniejsze siedzenia, normalna cena biletu na całej Mahe i Praslin to 5 rupi .Bilety kupuje się u kierowcy.
Obładowani jak camele  po zakupach wracamy uzupełnić naszą lodówkę w pokoju. Następnie idziemy w kierunku plaży rozejrzeć się bo słychać z oddali jakąś muzę przyjazną do ucha. Na plaży  przy naszym Berjaya niestety nie ma żadnych animacji, i ale idziemy wzdłuż plaży najpierw w kierunku hotelu Coral Strand który obecnie przechodzi totalny remont i jest zamknięty na co najmniej pół roku. Za hotelem zauważamy mnóstwo ludzi, wesołe klimaty mieszkańców Seszeli którzy przyjechali z całymi rodzinami na plażę w ten sobotni wieczór, rozstawili swoje grille, kolumny z aut ,bawią się ,  śmieją i tańczą w rytmach francusko-kreolskiego regae. Klimaty super ! aż nam się chce wkręcić w ich imprezy i potańczyć z na tych prywatnych familijnych imprezach. Szkoda że nie ma takich klimatów w hotelach na Seszelach-) Miejscowi kreole co mnie zdziwiło prezentują się całkiem całkiem.. chodzi mi o to że mają świetne , modne ciuchy, samochody,  więc pomimo tak wysokich cen jakie sa na Seszelach stać ich modne fatałaszki, gadżety np. okularki markowe itp. Wzdłuż drogi w okolicy hotelu Coral  stoją też uliczni sprzedawcy jedzenia z grilla, kilka osób , ale to co oferują  nie wygląda apetycznie..z reguły są to hamburgery, hod dogi, udka z kurczaka , grille chyba nie są zbyt często myte bo  bałabym się zjeść cokolwiek z tak zwęglonych rusztów, nawet nie pytamy o ceny , w Tajlandii na wózkach to była zupełnie inna apetyczna bajka ..
W tej okolicy jest jeden sklepik z ciuchami, 2 sklepy spożywcze, pizzeria, oraz chocolate spa  i restauracja Boat house wyglada całkiem fajnie z zewnątrz  , płaci się 20 euro od osoby  i jesz ponoć ile chcesz , ale omijamy ją bo takie wysokie ceny  nie wchodzą w grę. Idziemy do pizzeri Baobab która znajduje się na samej plaży , knajpka bardzo obskurna ale nawet klimatyczna -)) siedzenia ? tj ławki zrobione z betonu , podłogi nie ma tylko piasek !  zamawiamy 2 pizze z tuńczykiem ( po 90 rupi sztuka) piwo sey brew 35 rupi. Po 15 minutach przynosi nam kelnerka pizze , którą to na forach zagranicznych inne nacje wychwalali pod niebiosa ..ale dla nas bez rewelacji, cienka sucha  ..na styl włoski, czyli najeść  się nie idzie.. trochę cebuli, sosu pomidorowego , a tuńczyka też śladowe ilości .. a sera to już przez lupę szukać ..w takim kraju gdzie wydobywa się tonami tuńczyka powinnien on być dostępny na każdym kroku i konkretnych ilościach-) Oj siedzimy z Misiem i wspominamy nasze polskie lokalne pizzerie gdzie piramidy bekonu, kabanosa, sera , i innych dodatków aż wyginają pizzę że nie da się jej jeść bez użycia widelca i noża..natomiast naszą kreolską  pizzę możemy jeść jak jakąś dietetyczną wase.. hehe?gdybym to ja takie pizze u nas jadła to nie mamy z miśkiem problemów z wagą-)Już wiem dlaczego ludzie na Seszelach są tacy szczupli !!! faceci to mają talię jak osy ! a nogi szczupłe jak moje ręce .. No ale koniec marudzenia suma sumarum to było najtańsze jedzenie w okolicy , jutro rozejrzymy się za czymś konkretnym.  Wychodzimy od stołu tak jak człowiek powinien czyli z niedosytem hehe.. plusem tej sytuacji jest  że mam ochotę na dalszy ruch , spacery plażą z latarką w ręku ...-) Na ukochanych Karaibach to z reguły po kolacji nie jestem w stanie chodzić tylko muszę dochodzić do siebie na hamaku po tym obżarstwie -)))
Jak wrócę do pokoju to zaraz spałaszuje na zagrychę? moje zapasy z walizki, idziemy do hotelu  a po plaży wieczorami biega setki krabów, dobrze że mi  jeszcze w głowie szumi bo całodniowym drinkowaniu, bo chyba normalnie bałabym się tych stworzonek w takich ilościach. Zaraz za hotelem Berjaya w lewą stronę plaży też słyszymy znowu są wesołe roztańczone regae klimaty miejscowych rodzin.

Trochę info odnośnie cen na stan czerwiec 2011

Jeszcze raz dziękuję wszystkim za pozytywne komentarze na temat zdjęć.
Roboch napisz coś wiecej , na jakich wyspach masz noclegi ? na jak dlugo lecisz ?
Ja niestety nie zobaczyłam wszystkiego co planowałam, na Mahe nie zdążyłam zobaczyć  Petite Anse , Police bay i Anse Louis , i na La Digue nie zobaczyłam anse marron, porostu mój chłop to już miał dość tych wszystkich plaż , dla niego każda wyglądała podobnie , więc już nie miałam odwagi go ciągać dalej, i tak sukces że udało mi się go zaciągnąc na 4 wyspy ..hehe ,szkoda ze też nie zobaczyłam coco island i Felicite, za duże fale!!!
Generalnie myśmy sporo czasu stracili na jeżdzenie autobusem , można to było zrobić taxi i wszystko zobaczyć w 1dzień , myśmy mieli budżet ograniczony więc wszędzie jeżdziliśmy autobusem i często łapaliśmy stopa pomiędzy plażami , autobus   jest tani jak barszcz ! 5 rupi , czyli ok pół $  i jedziesz jak długo chcesz ale męczące i czasochłonne. Jedynie z Beau Vallon do Victori kosztuje 10 rupi bo jest nowszy i klimatyzowany -)Na Mahe mojemu mężowi najbardziej podobała się Baia Lazare ( dojazd z dworca z Victori autobusem nr 9 lub 13 ,)a mnie na Mahe najbardziej spodobała się Anse Intendance. Największe rozczarowanie i najmniej mi przypadła do gustu na Mahe Grand Anse , nie warto , szkoda czasu! Po drodze widzieliśmy sporo ciekawych plaż z pochyłymi palemkami , cudownych i dzikich , gdybym jezdziła autem po tych wyspach to zobaczyłabym zdecydowanie wiecej plaz i ciekawych miejsc, a tak w tym autobusie to mi oczy latały dookoła głowy i się trochę wkurzałam że nie mogę wysiąc w danym ciekawym miejscu ..wogóle autobusy jeżdzą jak szalone po wyspach , z reguły nigdzie nie ma pobocza i barierek ochronnych , jeżdzisz nad przepaściami , ja po pierwszej takiej jeżdzie autobusem  i stresach zaraz poleciałam do sklepu po takamakę -) i wtedy było już git !no co zrobić ,my na wakacjach nigdy nie prowadzimy auta , nie wyobrażamy sobie dnia bez piwa, drinka itp
Aha co mnie zdziwiło po przylocie nie płacilismy zadnych opłat wjazdowych i wyjazdowych , jak tu ludzie pisali ze w sumie  po 60 $ , mysmy nic nie płacili ! Ceny napoi w sklepach na wszystkich wypsach identyczne ! nie mam pojęcia skąd ludzie na zagranicznych forach pisali ze na Praslin i La Dig jest 20% drożej , to nieprawda! Cena lokalnego piwa Sey Brew to 20 rupi w sklepie i taka cena była wszędzie na kazdej wyspie  , w hotelu to samo piwo 60 rupi. Kaucja za butelke wynosi 2 rupie, wiec po spożyciu piwka warto zwracać szkło w sklepie  -)
Na Mahe warto wymienic kasę był lepszy kurs za 1 $ płacili 12 rupi, za 1 euro 17 rupi. Na Praslin kurs niższy bo za dolara 11.50 rupi
Podam ci ceny napoi bo skoro jutro juz wylatujesz to moze się przyda info:
Coca cola , Sprite, Fanta 1,5 litra to 25 rupi
Soki w kartonie 1 l to od 32-38 rupi
Wino półwytrawne 0,75 l zaczyna się od 120 rupi
Vodka Takamaka 200 rupi ( 0,75 l)
Rum Takamaka biały lub ciemny 40-43% to koszt 225 rupi za butelkę 0,75 l
Rum Takamaka coco 23% bodajże to koszt ok 180 rupi o ile dobrze pamiętam
rum w mniejszych butelkach takamaka 0,375 l mocniejszy po 115 rupi,  słabszy coco po 90 rupi.
Woda Mineralna niegazowana 1 litr to koszt 13 rupi, natomiast 1,5 litra = 18 rupi, Woda o pojemnosci 5 litrów = 40 rupi.
na Mahe najtansze jedzenie jest w takiej obskurnej knajpce -pizzeri Baobab na plaży Beau Vallon  tyle tylko ze dziwne godziny urzędowania od popołódnia do 16 i potem od 18 do 22.00 , frytki + rybka to koszt około 120-150 rupi cena pizzy z tuńczykiem to koszt 90 rupi, ale się tym nie najesz ...-)proponuje zabrać z domu trochę gotowych zupek..-) mój jak wyszedł z baru i był jeszcze głodny to czasem dostał jakieś Ele.. mozarelle -) z proszku -)) w knajpce ceny są dośc wysokie , myśmy tylko dwa razy byli w knajpce ! cały pobyt jedliśmy take away za 30-45 rupi ! Można się tym w miarę najeść -) Cena obiadu w restauracji około 15-20 euro !!!! na Beau Vallon jest  jedna knajpa z bufetem płacisz 20 euro i jesz ie chcesz -)
Na Praslin najtansze jedzenie jest w Coco Rouge w centrum wyspy , take away 30-40 rupi, czynne od 12 do 14 i od 19-22. Na Anse Volbert jest knajpka-lodziarnia  La Goule  tam jeszcze można zjeśc w miare przyzwoicie cenowo jakieś dania z makaronami od 80 rupi, frytki+ sałatka + ryba od 150 rupi.
Najwiecej sklepów ( oprócz Victori) było jednak na Na Digue, sklepy te były czyste , wybór dośc duży , ! najgorzej na Praslinie.. z reguły sprzedają tam hindusi a w sklepach niezły bajzel, nie miałam nawet odwagi przez dwa tygodnie zdjeśc loda ze sklepu jak widziałam jak to wszystko wygląda ..do dzisiaj przywieziony soczek z mango śmierdzi kulkami na mole ..i przypomina mi sklepiki z Praslinu buhehehe
Na La Digue take away jest zaraz za portem tam gdzie jest internetowa kafejka jak się skręca z centrum w kierunku hotelu chateau st. cloud. Na Praslinie najładniejsza plaża to Anse Lazio ( autobus nr 61 ) i Anse Georgette ( możan sie tam dostac przez hotel Lemuria , ale wczesniej trzeba ich poprosic telefonicznie lub meilem o zgode przejscia przez ten wypasny hotel do anse Georgette)
Na La Digue , ta niby najpiękniejsza plaża świata nam osobiście nie przypadła do gustu... nie moja bajka ..za mało lauzru, za mało palm na plaży i za dużo rafy i kamieni na brzegu -))) Warto iśc na Anse Patate , i Anse Cocos te plaże dla mnie najłdniejsze na La Digue  ( na Cocos trza się przedrzeć przez busz , szybki spacer stromymi alejkami trwał z Grand Anse około 30 minut ale warto było !!!warto miec dobre buty, ja poszłam w japonkach to sobie mozesz mnie wyobrażić,,spinająco sie po skałach w japonkach hehe..Masakra
Sorry za błedy ale piszę teraz na kolanie w aucie, przeczytałam ze jutro lecisz i tak na szybciorka garść info dla Ciebie
 
Zmęczeni po pierwszym w dniu w raju, idziemy spać ale w moim przypadku spanie jest  tylko do godziny 5.00 rano! O tej godzinie zaczyna się tzw . inwazja ptaków przed naszym pokojem. I tak mieliśmy przez najbliższe 2 tygodnie ( oprócz pobytu na La Digue -) codziennie około godziny 18.00 i 5 rano ptaszyska w ogromnych ilościach  przylatywały na takie ogromne drzewa w ogrodzie hotelowym i niesamowicie głośno skrzeczały, trwało to około pół godziny , ale ja mam lekki sen iż słyszę nawet komara w nocy a co dopiero taki wrzaskot ptaków , zasnąć już nie mogę zatem  o godzinie 7.30 ruszamy na śniadanie, aż się boję co tam nam zaserwują bo w necie naczytałam się opinii iż kompletnie nie ma co jeść..w tej sieci hoteli.
Restauracja na powietrzu jest częściowo z widokiem na basen i morze, nawet fajna , przytulna, ale obsługa dla nas kiepska ! zero uśmiechu, życzliwości,  podobnie jak było w lobby, po prostu robią co do nich należy i tyle.
  W hotelu Berjaya na Mahe mamy następujący wybór bufetu śniadaniowego :
Omlety lub jajka sadzone ,(  niezbyt dobre , bo mają jakieś takie żółtka bez koloru.. zatem i cały omlet kiepsko smakuje) jajka na twardo, pomidory faszerowane zapiekane ,owsianka, warzywa na ciepło, ryż lub makaron , kawałki pieczonej ryby lub pulpety rybne , parówki, bekon, naleśniki, dżemy, kilka liści sałaty , pomidora, pieczywo dwa rodzaje : bagietka i bułka maślana, 2 rodzaje ciastek francuskich ( niedobre, suche i jakieś bez smaku -)) jeden rodzaj sera do krajania, 3 rodzaje wędliny nawet dobra zjadliwa, mleko, płatki, jogurty sprowadzane z Francji w kilku smakach , owoce : ananas, banany, jabłka, pomarańcze, arbuz, papaja i jeszcze jakies inne owoce których nie znam nazwy ale i tak mi nie smakowały bo było tam mnóstwo pestek malutkich i smakowąły jak limonka. Dwa rodzaje soków : mango i pomarańczowy oraz kawa, herbata .
Codziennie przez 5 dni było to samo na śniadania , ale i tak ten wybór był zdecydowanie lepszy i większy niż w naszym drugim hotelu Berjaya na Praslin i na La Digue w Chateau St. Cloud.
Także wybór i smak jedzenia bez porównania z karaibami, czy Tajlandią, nawet nie ma co porównywać  zdecydowanie mniej , gorzej, i mniej smaczne. Mnie to w sumie aż tak nie przeszkadzało bo ja i tak zawsze jem jedno i to samo na śniadanie czyli góra bekonu, omlet i tradycyjne  kanapki-)
Po śniadaniu cały dzień spędzamy na plażowaniu i drinkowaniu , poznajemy na plaży stewardesy z Polski które latają na trasach emirates i akurat mają okienko, chyba większość załogi wszystkich lini lotniczych po wylądowaniu na Seszelach przebywa w naszym hotelu, ciągle ich spotykaliśmy w lobby czy na śniadaniu. W ciągu dnia idziemy na spacer do hotelu Le Meridien Fisherman's Cove, teren hotelu w sumie nawet fajny , basen z ładnym widokiem, zadbane domki w ogrodzie , ładne widokowe lobby na cały beau vallon , ale najbrzydsza plaża jaką widziałam na Seszelach jest przy tym hotelu, mnóstwo kamieni, odłamków rafy w wodzie, brak lazuru i fajnych kolorów, kompletna kicha jeśli chodzi o położenie tego hotelu, nie moja bajka..jedynie na plaży co mnie urzekło w tym hotelu to jedna pochyła niesamowicie wykrzywiona palemka kokosowa..hehe..
kilka pstryków z naszego hotelu

             

Następnego dnia po śniadaniu ruszamy darmowym hotelowym busikiem który rusza o godzinie 9.40 z naszego hotelu  do Victorii będącej najmniejszą stolicą świata a zarazem największym miastem Seszeli. Z Victorii eksportuje się  wanilię, ryby, cynamon, kopra, orzechy kokosowe, olej palmowy, skorupy żółwi, mydło i guano W stolicy mieszka około 20 tyś ludzi ale my tego dnia jesteśmy tam prawie sami ?tego dnia jest jakieś święto więc prawie wszystkie sklepy są zamknięte , ludzi prawie nie ma ! tylko kilku hindusów ma czynne swoje sklepy tego dnia , więc spokojnie można sobie Sey Brew zapodać-) Miasto bardzo sympatyczne, czyste, sporo zieleni , niska zabudowa , żadnych budynków  molochów, wieżowców. W sumie w Victorii byliśmy 3 razy i po tym czasie , czuliśmy się jakbyśmy mieszkali tam od zawsze.., wszystko blisko ,  nie można się tam chyba zgubić -)  Największą atrakcją Victorii  jest, królująca na centralnym placu, miniatura londyńskiego Big Bena  oraz  hinduska świątynia .Spacerujemy po  uliczkach  Victorii, miasteczko  jest małe, można spokojnie pieszo obejść najciekawsze zakątki tego małego miasteczka w  2 godzinki  , my po drodze mijamy  targ Sir Selwyn Clarke Market, na którym w sobotnie poranki można kupić ryby prosto z morza, tropikalne owoce czy wyroby lokalnych rzemieślników, niestety tego dnia  targowisko jest nieczynne. Zatem kierujemy się na dworzec autobusowy skąd ruszymy zobaczyć moje wyśnione anse..

         

bepi
Obrazek użytkownika bepi
Offline
Ostatnio: 3 miesiące 2 tygodnie temu
Rejestracja: 04 wrz 2013

Po zwiedzeniu Victorii idziemy na dworzec autobusowy, ludzi wokoło bardzo mało ,w porównaniu z tym co widzieliśmy następnego dnia. My kierujemy się na peron z którego odjeżdżają autobusy nr 9 lub 13. Plan autobusów na mahe znajduję się pod tym adresem:
http://www.seychelles-info.com/documents/Bus_Timetable-Mahe.pdf
W planach mamy pojechać do portu Launay .  Czekamy około 10 minutek i podjeżdża autobus nr 9 , szkoda że nie nr 13 bo z rozkładu jazdy wynika że  9 jedzie dłużej .. nie chce nam się czekać na dworcu  na autobus nr 13 już wolimy jechać , przynajmniej zobaczymy więcej . Płacimy kierowcy po 5 rupi ,wsiadamy a  w autobusie siedzą tylko miejscowi .Ruszamy i jedziemy do portu około półtora godziny,  w autobusie wszystkie szyby otwarte, wieje jak diabli, przeciągi z każdej strony , aż mam stracha czy nie złapię jakiegoś zapalenia ucha, ale co tam po chwili zapominam o moich obawach   bo teren wokoło jest bardzo widokowy , górzysty a  krajobrazy przepiękne , co chwilę mijamy granitowe szczyty gór, a w nich ukryte  wioski,  wszędzie  tropikalna bujna  roślinność,  drogi są utwardzone, w dobrym stanie ale bardzo wąskie i bardzo kręte a przystanki zaznaczone są białą farbą na asfalcie. Wyspa  Mahe ma 6 km szerokości i 26 km długości, zajmuje powierzchnię około 148 km?, na Mahe znajduje się około 70 plaż !!!!!!!  Autobusy na wyspie jeżdżą bardzo szybko !!! natomiast samochody miejscowej ludności  i turyści samochodami z wypożyczalni  jeżdżą bardzo ostrożnie. Mnie już po pół godzince to się w głowie kręci od tych wszystkich wywijasów i zakrętasów .. autobus co chwilę przed zakrętem trąbi, ostrzega innych z na przeciwka bo drogi są tak wąskie że dwa autobusy mają problem się wyminąć na zakręcie !  i mieliśmy kilka takich sytuacji gdzie robiły cofki.. w tył i przód aby dało radę przejechać, na drogach nie ma pobocza a barierki ochronne rzadko bywają, więc jest bardzo niebezpiecznie w niektórych miejscach. Myślę sobie jak tylko będę na miejscu zaraz idę do sklepu po butelczynę  takamaki aby ukoić moje nerwy . Prawie całą drogę jedziemy wzdłuż oceanu , co chwilkę mijamy jakieś przepiękne plaże, urocze zatoczki i pochyłe palemki , co chwilę lazurem mnie porazi po oczach !!Mijamy taki cudny punkt widokowy z którego rozciąga się widok na Eden Island , coś pięknego , ale ja nawet nie mam odwagi wyciągnąć aparatu fotograficznego , bo jedziemy bardzo stromymi drogami , autobus ledwo zipie, biegi wyrczą ..ale jakoś jedziemy , teraz ogromnie żałuję że nie zrobiłam fotek z autobusu ,   aż mnie skręca aby wysiąć w niektórych miejscach no ale nasz cel do Port Launay.
Widoki te możecie zobaczyć na picasie w tej galerii :
https://picasaweb.google.com/TViera3/Seychelles4#5132521174401392754
https://picasaweb.google.com/TViera3/Seychelles4#5132521221646033026
https://picasaweb.google.com/TViera3/Seychelles4#5132520001875320418

dzięki Malginia! Mara gdybyś jechała tym autobusem tej lini 9 to polecam siadać po lewej stronie siedzeń  autobusu , ładniejsze widoki będą -) Wreszcie docieramy do Port Launay który jest morskim  parkiem  narodowym .  Zbliżając się do plaży Launay widoki zapowiadają się super ,zatoka otoczona zielonymi górami z których wyłaniają się granitowe skały a nich ukryte wille  ,  już z daleka widać ładne zielonkawe kolorki oceanu , bardzo czysto  i przejrzysto, granaty oceanu  mieszają się z niesamowitą zielenią ,  fale tutaj są malutkie ,piaseczek bardzo jasny i mięciutki  z oddali widać sporo snurkujących ludzi więc pewnie pod wodą są jakieś ciekawe widoki , ale jak tylko weszliśmy na plażę  i zobaczyłam  po lewej stronie te pielgrzymki? ruskich.. głośnych  turystów, wrzaski i wszystkie okoliczne skałki oblepione ?od ruskich piękności wymalowanych jak klauny z cyrku   ? z hotelu Constance  Ephélia to już mi przeszła ochota na spędzanie czasu w tym miejscu. Ten hotel chyba sobie upodobali ruscy turyści bo tyle to ich już nigdzie nie spotkałam na Seszelach . Przeszliśmy tylko plaże w porcie  w każdą stronę i zaraz się stamtąd ewakuowaliśmy, nawet nie miałam jak zrobić tam zdjęć bo było tam tak tłumnie !!! więc biegałam z tym aparatem i wydziwiałam jak tylko można aby nie mieć tej pielgrzymki na zdjęciu .  Generalnie teraz stwierdzam iż Port Launay  była to najbardziej zatłoczona plaża na Seszelach na jakiej byliśmy. A wszystko przez ten hotel Ephelia , gdyby go tam nie wybudowali to miejsce byłoby piękne i bardzo malownicze !! być może trafiłam zły moment, porę.. na odwiedzenie tego miejsca, sama nie wiem.. Port Launay

                       

Wychodzimy na drogę i nasz cel to Anse l'Islette , którą widzieliśmy już z okna autobusu jadąc do portu Launay, więc musimy wrócić się  idziemy a droga jest coraz bardziej stroma,  droga wąska, aż się boję że mnie coś potrąci w tym buszu , po drodze też mijamy sklepik gdzie zakupujemy Sey Brew i pierwszą takamakę , ale bierzemy ten rum ciemny w smaku bardziej waniliowy.. o wyższej zawartości %,( 43%) na razie bierzemy tylko butelczynę 0,375 l na spróbowanie? Jest pyszny ! mieszamy go z zimniutką colą smakuje rewelacyjnie, od razu jakoś człowiekowi luźniej i jak zatankowaliśmy ..nasze paliwo ?ruszyliśmy w kierunku anse l?islette. Po pół godzinie szybkiego marszu raz w górę raz w dół , mega zmęczeni  docieramy, L?islette to malutka wysepka na oceanie , który w tym miejscu ma niesamowite kolorki, woda jest tak płytka i jest odpływ że można dotrzeć na ta wysepkę otoczoną granitami, porośniętą palemkami i roślinnością , kolory oceanu w tym miejscu są cudne !!! czegoś takiego jeszcze nie widziałam , siedzimy na plaży  i sączymy do końca  nasze paliwo..tj. takamakę -)  Teraz się czuję, tak jak powinien człowiek się czuć na urlopie, wyluzowana, !! ehh w takim momencie mogę wsiadać do autobusu i się nie stresować szaloną  jazdą..hehe..

       
bepi
Obrazek użytkownika bepi
Offline
Ostatnio: 3 miesiące 2 tygodnie temu
Rejestracja: 04 wrz 2013
     

Wychodzimy na drogę i stwierdziłam ze nie będziemy czekać na autobus bo szkoda czasu , zatrzymuję pierwszy jadący samochód,  udało się ! od razu się zatrzymał  ,kobiecie w bikini na środku drogi łatwo to przychodzi buhehe..-))) Biegnę i zaglądam do środka auta,  bo mam trochę obawy czy takie podróżowanie po wyspie jest bezpieczne  a tam dwóch sympatycznych uśmiechniętych wypakowanych macho ..wyglądających jak z teledysku  z grubymi ketami..na szyi i okularkami  kiwają się w rytmach muzyki typu shaggy, pytamy czy jadą w kierunku Grand Anse ,odpowiadają po angielsku  tak ! nie ma sprawy ! że nas podrzucą ! jupii ! Ktoś wczesniej z Was pytał o języki na Seszelach, otóż prawie każdy na wyspach mówi w 2-3 językach po angielsku, francusku i po kreolsku ten język  jak dla mnie to taki bełkot..przerobiony z języka francuskiego.. hehe.. Wsiadamy do zatrzymanego auta ale ja jeszcze szybko zakładam moją kieckę heh i jedziemy około 15 minut na Grand Anse. Proponujemy zapłatę za podwiezienie ale chłopcy absolutnie nie chcą podać kwoty , chcemy im dać 20 rupi na piwko ale ciągle odmawiają , i życzą udanego pobytu na Seszelach. Wysiadamy ,dziękujemy za podwóz  jak tylko można, bo tej trasy z l?islette na Grand Anse na pewno byśmy pieszo nie pokonali. W tym czasie pogoda się niesamowicie zmieniła , parę kilometrów dalej a tu tak pochmurno  że za chwilkę zacznie padać, wchodzimy na Grand Anse  która mnie jeszcze z dwie godziny temu poraziła lazurem z okien autobusu jak ją mijaliśmy , a teraz hmm wygląda w tej pochmurnej pogodzie nieciekawie jak dla nas, jest to plaża która mnie chyba najmniej zauroczyła na Seszelach. Plaża jest dość  długa ale jakoś tak mało malownicza jak dla mnie, ogromne fale , nie można się kąpać, więc z morza od mocnych fal unosi się taka bryza że prawie nie widać drugiego brzegu , myślę że gdyby nam pogoda dopisała to może miałabym inne wrażenia, cykamy parę fotek i stwierdzam że w takiej pogodzie to ja już nie chcę dalszej wycieczki, bo nawet najpiękniejsza plaża Seszeli podczas deszczu wygląda przeciętnie jak dla nas , a ja chcę każda plażę zapamiętać jako rajską heh.

   

Na przeciwko grand anse jest przystanek autobusowy, czekamy chwilkę na autobus  i jedziemy do Victorii. Ale oczywiście po drodze po około 25 minutach jazdy  znowu mnie poraziło lazurem , hehe.. więc szybko krzyczę do kierowcy stopppp w autobusie ,  i wysiadamy, Miś już ma dośc tych plaż i przesiadek na dzisiaj , marudzi że idzie po Sey Brew do sklepu a ja sobie mam iść na plaże hehe. Idę idę  i po chwili rozpoznaję że to przecież  Anse Royale  hehe.. bo na końcu tej plaży jest taki kościołek zaś z drugiego końca są takie malownicze skałki ,  zdjęcia z tej plaży nie wyszły fajne bo nie było kompletnie słonka, ale nawet w takiej pochmurnej i deszczowej  pogodzie widać było niesamowite odcienie i kolorki lazuru i granatu oceanu, spaceruję ta plażą ze 20 minut , jest tam sporo wodorostów na brzegu  ale to taka pora roku, ponoć od czerwca do sierpnia jest najwięcej glonów na Seszelach.

       

Przy tej plaży Anse Royale jest restauracja Kaz Kreol, ale my o tej godzinie nie do końca jesteśmy głodni więc idziemy na przystanek a po chwili już jedziemy do Victorii, mój Roberto przeszczęśliwy ze nareszcie koniec wycieczki..hehe Wysiadamy na dworcu i patrzymy na zegarki jest godzina 17.0, biegniemy w kierunku postoju taxi , bo przecież o godzinie 17.15 jedzie ostatni darmowy bus z Victorii do hotelu Berjaya

Wieczorem tego dnia idziemy jeszcze z latarkami plażą na kolację do pizzeri Baobab na rybę i frytki , ( około 130 rupi od osoby  ile pamiętam   ) Jedzenie może być.. ale  mnie nie powala na kolana, ogólnie dla nas kuchnia kreolska dobra ale bez jakiś fajewerków? kuchnia meksykańska chyba najbardziej nam smakuje, to już tajska była lepsza dla nas niż kreolska-) No ale z drugiej strony stołujemy się w barach i lokalnych najtańszych  jadłodajniach ..gdzie jemy z miejscowymi kreolami ,być może w ekskluzywnych drogich restauracjach jest inaczej , tego nie wiem bo nie byłam .. gdybym w nich była pewnie uwaliłabym tyle kasy na Seszelach że o zimowym urlopie mogłabym zapomnieć a tak jest szansa na doładowanie baterii ..przed zimą . Następnego dnia kolejna wycieczka po anse, ale tym razem już jedziemy wcześniej z hotelu  , wsiadamy do autobusu miejskiego  pod hotelem Berjaya o godzinie 8.20 autobus ma nr 21 , klimatyzowany, o godzinie 8.35 jesteśmy na dworcu w Victorii, po czym szybko biegniemy po dworcu bo z innego peronu o godz 8.35 odjeżdża nam autobus nr 5 który jedzie w kierunku Anse Takamaka/ Baia Lazare po około 1 godz i 20 minutach wysiadamy przy Anse Takamaka, wchodzimy na plażę jesteśmy tam sami !!! plaża bardzo ładna , ładny kolor oceanu , co chwilę omijam leżące kokosy na mięciutkim piasku, świetna na spacerki , kierujemy się w stronę restauracji Chez Batista, bardzo fajna knajpka na samej plaży ale o tej godzinie jest jeszcze zamknięta, jeśli ktoś będzie popołudniu to polecam, bo wyglądała w środku dość ciekawie. Przy brzegu kilka skałek, jakiś dom na tych skałkach który jest obecnie w remoncie, na plaży odpoczywamy pół godzinki i to sami  ..

                       

następnie  idziemy dalej w drogę  nasz cel to Anse Intendance  plaża na wyspie  Mahe  która mi się najbardziej podobała.  Plaża Anse Intendance  znajduje się przy luksusowym hotelu Banyan Tree , my tam docieramy po około 15 minutach  łapiąc okazje na drodze, jak zwykle kierowca niesamowicie miły , za żadne skarby nie chce od nas pieniędzy za podwiezienie. Na plażę idziemy około 15 minut z głównej drogi , gdzie nas zostawił kierowca, w sumie chciał nas podwieść jeszcze dalej ale już nie miałam sumienia aby  jechał z nami po tych wertepach  , stwierdziliśmy  ze spokojnie sobie dojdziemy. Przed plażą jest informacja iż należy uważać bo w tym miejscu  żółwie znoszą jaja po czym wracają w miejsca wylęgu jaj. Już samo wejście na plażę wskazuje że w okolicy jest ten wypaśny hotel  Banyan Tree , alejka do plaży porośnięta kwiatami , ładnie ogrodzone dojście do plaży, zadbane latarnie. Plaża jest piękna i  ma piękny kolor oceanu ! po lewej stronie są urocze skałki a po prawej stronie plaży jest położony  wsród zieleni ten hotel, jeden z najbardziej luksusowych na wyspie Mahe. Na plaży są tylko 2 osoby no i my . Ocean w tym miejscu bardzo niespokojny, ale kolor ma boski , widzimy  ogromne fale które wyżłobiły rów o wysokości około 1 metra na plaży, od czasu jak przyszliśmy na tą plaże to słońca nie widać , schowało się za chmurami !siedzimy a jego nie ma !!! i to  chyba z pół godziny ! aż mnie szlak trafia , nie wyciągnę aparatu jak to słońce nie wyjdzie !!! Wyzywam.. sklinam ..na to słońce, porównuję do afrykańskiego egipskiego słoneczka które świeci na niebie od rana!!! gdzie nie ma ani jednej chmurki !!!!!-))))a tu wczoraj chmury , deszczyk dzisiaj też nie ciekawie..Siedzimy ,po czym wychodzą jakieś pojedyncze promyki słoneczka , w ten my szybko  jak żółtki.. na wycieczce.. szybko wstajemy i bombardujemy sejsję kilkunastu zdjęć zanim całkowicie zrobi się pochmurno. Także na Seszelach to nie jest łatwo zrobić słoneczne zdjęcia, czasem trzeba się długo naczekać aż się pojawi słońce i kolory dookoła nabiorą rajskich kolorów , bo burych nie lubię-)i potem i tak w domu usuwam takie zdjęcia,  co innego jak człowiek miałby w planie siedzieć tu cały dzień ,ale na nas czekają przecież  inne anse -))))

                 

tym razem ruszamy na Baia Lazare , plaże na wyspie Mahe , która to z kolei najbardziej się spodobała mojemu Roberto.

bepi
Obrazek użytkownika bepi
Offline
Ostatnio: 3 miesiące 2 tygodnie temu
Rejestracja: 04 wrz 2013

dzięki Kara, no kto nie lubi plaż to na Seszelkach nie ma faktycznie  co robić .. zabytków tam nie ma żadnych ! tylko parki , rezerwaty,ogrody botaniczne,  wyspy, i cudowne ANSE hehe.. które zaś z kolei ja przeuwielbiam , Ja znowu kompletnie nie pojechałabym na wakacje gdzie codziennie musiałabym zwiedzać jakieś katedry, kościoły, muzea, pomniki to mnie wogóle nie kręci i tylko męczy i nudzi...na Seszelach jest super tez pod tym względem że wszystko co ciekawe do zobaczenia jest bardzo blisko i nie trzeba jechać całej nocy , czy dnia aby zobaczyć coś pięknego, tak samo na Jamajce mi się podobało że ta wyspa była dość mała i można te wycieczki jako tako opanować a nie marnowac czasu w autobusach na urlopie.

Po wyjściu z Anse Intendance idziemy na przystanek autobusowy , skąd pojedziemy na plaże Baie Lazare, na przystanku są dwa sklepiki więc uzupełniamy zapasy Sey Brew, oraz rumu Takamaka, siedzimy na przystanku chyba ze 15 minut, Robert z piwkiem ja już rozrobiłam rum  z soczkiem mango , siedzimy i sączymy nasze paliwo.. jak jakieś żule ..nagle podchodzi do nas miejscowy kreolczyk i nas zagaduje czy nam to piwko lokalne smakuje oraz rumy, no jak widać bardzo smakuje , zresztą w takim upale i po takich wędrówkach jakie my codziennie mamy na Seszelach to chyba każde piwo by nam smakowało-) Dopiero w domu w chłodniejszym temperaturach człowiek potrafi ocenić czy dane piwo jest wporządku ..hehe.. My natomiast   podpytujemy napotkanego kreolczyka jak daleko mamy do Baie Lazare, na to sympatyczny gość odpowiada że jedzie w tamtym kierunku , bo on jest dostawcą alkoholi do hoteli i sklepów hehe.. ale nam się trafiło!!!, głodnemu.. chleb na myśli? proponuje podwózkę z tym że zaznacza że będziemy musieli czasem na niego zaczekać , bo jak po drodze będzie jakiś sklep to nie będzie go parę minutek. Spokooo!!! ładujemy się do bagażówki , siedzimy we trójkę z przodu a za mną całe kartony takamaki , vodki , i innych zagranicznych rarytasów , jezusiczkuuu takie zapasy chyba by nam starczyły do końca życia ..heh albo i nie -)))))ten człowiek  jest bardzo ciekawy skąd jesteśmy, jaka u nas pogoda, jakie ceny itp. W trakcie drogi trochę Roberto opowiada mu o Polsce. Po chwili stajemy przy sklepiku, my pytamy czy chce abyśmy wysiedli  na zewnątrz busa i poczekali na niego , bo przecież tyle ma w aucie towaru , pytamy czy się nie boi ? , a on na to spokooo nie ma problemu, możecie siedzieć w środku w aucie , co za gość, wziął obcych ludzi do auta i się nie boi że mu zwiniemy? jakieś butelki  hehe.. ja to mam większego stresa ..przez to że zakupy co w sklepie kupiliśmy czyli  takamakę i mam ją w torbie , zaciskam torbę aby nie było jej widać , bo jeszcze sobie pomyśli że w trakcie jego nieobecności zwinęłam mu jakąś butelkę z kartonów. Po 10 minutach jazdy jesteśmy na samiutkiej Baie Lazare. Dziękujemy za podwóz, pytamy ile się należy ale jak zwykle gość  nie chce słyszeć o jakiejkolwiek zapłacie.  Okolica bardzo spokojna, parę domów w okolicy, wchodzimy na plażę która jest dosłownie chyba ze 2 metry od drogi głównej ,jest piękna , zupełnie inna niż te co wcześniej widzieliśmy, jesteśmy znowu prawie  sami na tej plaży, tylko z daleka przy głazach czyli z prawej strony  widać parę osób .Ocean spokojny w tym miejscu w kolorze zieleni, leciutkie fale kołyszą kilka łódeczek zacumowanych przy brzegu.  Na plaży jest kilka palemek takich jak ja kocham , czyli pięknie pochylonych w kierunku oceanu, za palemkami jest jakieś zaniedbane stoisko gdzie podejrzewam ktoś sprzedawał owoce , są jakieś sznury na pranie , gdzie jakaś pani wiesza sobie pranie hehe..tak tu cicho , tak tu spokojnie, nie ma szumu fal,  po lewej stronie plaży jest zatopiony w zieleni na wzniesieniu  hotel Lazare Picault , nazwa tego hotelu pochodzi od  francuskiego  żeglarza, znanego  ze swoich badań archipelagu Seszeli. Z hotelu rozciąga się piękny widok na cała zatokę Baie Lazare.

                       

Szukając ofert na wyspie Mahe brałam też ten hotel pod uwagę, bo miał dość atrakcyjne ceny, ale obawiałam się przerażającej ciszy i spokoju w okolicy  i nie zdecydowałam się na tej rejon wyspy. Jeżeli ktoś lubi totalny spokój i ciszę w okolicy i  ładne widoki pocztówkowe  to będzie zadowolony, nie ma tam lazurków ale tez jest przyjemnie . Po nacieszeniu oczu pochyłymi palemkami Roberto już mnie pogania aby pójść w kierunku skałek  na prawą stronę plaży, już z daleka granity wyglądają na olbrzymie, i faktycznie takie są, Roberto się wspina na ogromny głaz i cieszy się jak dziecko, tak mu się podobają te skały i ta plaża .  Zaraz za tymi granitami widać kolejną plażę dość długą plażę  próbuję się tam dostać od strony oceanu omijając granitowe skały , ale wymiękamy bo mamy obawy że zamoczymy plecaki i aparat, stwierdzamy że od strony drogi jakoś się tam przemkniemy. Idziemy na drogę ale jakoś nie widzimy dojścia do tej plaży, teren jest zagrodzony, w tle słychać koparki, młoty , pewnie już przy niej ktoś zainwestował w jakiś hotel i trwają prace nad budową. Czekamy na drodze w miejscu zaznaczonym bus, od dłuższego czasu nic nie jedzie, bardzo spokojna okolica , mało aut się tutaj przemieszcza, na przeciwko przystanku z posesji wyjeżdża samochód , to jakiś miejscowy rybak , raz kozie śmierć , zatrzymuję go i pytamy czy jedzie w okolicę Anse Soleil  i znowu mamy farta!, gościu jedzie właśnie w tym kierunku , wskakujemy do auta , znowu siedzimy z przodu we trójkę , a z tyłu na pace jest fullll ryb zatopionych w kostkach lodu .  Jedziemy około 10 minut, i z głównej drogi kręcimy na inna boczą drogę prowadzącą  do Anse Soleil , po tej drodze autobusy nie jeżdżą,  więc mamy naprawdę szczęście że trafiliśmy na tego rybaka , jedziemy raz w górę raz w dół, drogi kręte i strome i  auto ledwo zipie ,już się boję powrotu z tej plaży widząc jak pójdziemy stromo w górę, na szczęście paliwo..-)))mamy w plecaku.   Jesteśmy maksymalnie obłożeni , bo z tyłu cała paka ryb, ale daliśmy radę!  Żegnamy się proponujemy 20 rupi za podwóz aby starczyło mu chociaż na piweczko, ale gdzie tam, jak zwykle nikt nic nie chce, żegnamy się , my idziemy w kierunku Anse Soleil , rybak nas informuje że na samej plaży jest bardzo dobra restauracja Anse Soleil Cafe  ale niestety dzisiaj nieczynna  . Dziękujemy,  żegnamy się, on jedzie w kierunku budowy która słyszymy w okolicach tej plaży, my  idziemy parę metrów stromo w dół , mijamy tą kawiarenkę z widokiem na ocean , i jesteśmy na plaży .  Plaża Anse Soleil  jest malutką plażą  ale uroczą , dla mnie to taka romantyczna plaża , z ładnym widokiem  na inne wyspy , dla mnie byłaby idealna do romantycznego  obserwowania zachodów słońca w towarzystwie ukochanej osoby, jedynie nie pasuje mi na tej plaży obecność hotelu Anse soleil Beachcomber, znajduje się on po lewej stronie tej plaży i szpeci trochę widoki , jak patrzę na prawą stronę to widok jest piękny, palemki  z tyłu  plaży, kilka uroczych skałek , a na lewo ten paskudny widok hotelu.  Przy tej plaży też są ogromne fale i przecudowny!!!! kolor wody !!!! lazur nieziemski,

           

pomimo tego że zaczyna padać deszcz ocean nadal ma kolor boski, już sobie wyobrażam jak tu musi być pięknie kiedy pogoda jest idealna i na niebie nie ma chmur,  siedzimy na tej plaży a  wyspy w tle są tak zachmurzone jakby zaraz miała przyjść jakaś nawałnica!!! Tankujemy.. takamakę aby mieć siłę wyjść pod górę z tej plaży, no i pytam Roberto którą następną  plaże odwiedzamy ? Petit Anse czy Anse Louis( przy której jest ten luksusowy hotel Maya Luxury), na to mój miś się zbuntował ! Krzyczy że absolutnie nie chce już dzisiaj widzieć żadnej anse !!! i tak dla niego  wszystko to podobne, już nie rozróżnia która jest która hehe.. już chce mieć święty spokój i być w hotelu! żadnych plaż nie chce widzieć ! przynajmniej dzisiaj buhehe..

 
bepi
Obrazek użytkownika bepi
Offline
Ostatnio: 3 miesiące 2 tygodnie temu
Rejestracja: 04 wrz 2013

Z Anse Soleil ruszamy już na przystanek autobusowy , Nawet już nie próbuję przekonywać Roberto na kolejne plaże , bo widzę że faktycznie chłop ma już dośc tych plaż jak na jeden dzień heh.. ale w sercu czuję niedosyt przez to ,  że nie zobaczę ich zwłaszcza petite anse.  Jedziemy autobusem ale nie pamiętam jego numeru, bo jak wyszliśmy  z anse soleil trasą męczącą  pod górę to byliśmy mega wykończeni i jak tylko zobaczyłam autobus na drodze to już wsiadałam do środka obojętnie gdzie by jechał byle w okolice sklepów aby zakupić zimnego browara. Kierowca przy zakupie biletów powiedział że jedzie do Victorii, więc super !!!!!!! nam się trafiło. Po około godzinie wysiadamy na dworcu autobusowym , jest około godz 16.00 , idziemy poszwędać się po mieście bo nasz darmowy bus do hotelu Berjaya mamy o godz 17.15,. Idziemy jeszcze zerknąć do marketów w centrum Victorii,  ceny są w sumie takie same jak w sklepikach na Beau Vallon -)przechodzimy też  obok tego bazaru w Victorii ale o tej godzinie ludzie już się pakują, więc odpuszczamy. Tego dnia na ulicach mnóstwo ludzi się przemieszcza , zupełnie inaczej niż dzień wcześniej kiedy to mogliśmy podczas ich święta na spokojnie sobie pospacerować po stolicy. Wieczorem w hotelu słyszymy  jakieś fajne klimaty muzyczne więc idziemy sprawdzić co się dzieje w tym naszym hotelu a tu  odbywa się pokaz tańców kreolskich , dwie pary tańczą w rytmach takich jak te poniżej czyli sega i moutia http://www.youtube.com/watch?v=p2_nqaig1bg&feature=related
http://www.youtube.com/watch?v=4bCHtbzAPUw

Miś wreszcie szczęśliwy że coś się dzieje w tym hotelu , że wreszcie leci jakaś muza !!! ja zresztą też, od razu   zasiadamy przy stolikach , jest nas w sumie tylko z 10 osób , na tak duży hotel a gdzie reszta ??? o 22.00 czyżby już wszyscy spali ?? hehe..  Po chwili jeden z tancerzy porywa mnie do tańca , więc szybko sciągam moje japonki  i na boso wskakuję na scenę próbuje mnie nauczyć tych kreolskich tańców, ale spoko jakos daję radę , nie jest to aż tak skomplikowane , trzeba się tylko obracać i wachlować spódnicą ..hehe dobrze że mam dzisiaj kiecę ?od razu chwytam za boki i nasladuję ruchy tych pięknych tancerek !  Wieczorek trwa około godziny ale reszta wczasowiczów to jakieś takie sztywne towarzystwo ,  pomimo prób zaproszenia do tańca nie ruszyli dupy z krzeseł, jak dla mnie masakra,  straszne  ponuraki !! Już wiem dlaczego tak mało francuzów jest na Karaibach bo pewnie ich ta wspaniała atmosfera przeraża ? skoro oni bawić się nie potrafią !!!Po  wieczorku , przez godzinkę jeszcze leciała  muza w klimatach kreolsko-francuskiego regae, a ja jak ja słyszę te klimaty to wymiękam, od razu z Miśkiem na parkiet i nie interesuje mnie to iż sami tańczymy w całym hotelu a reszte sztywniactwa nas obserwuje !!!  Następny dzień spędzamy na odpoczynku i plażowaniu, popołudniu tankujemy nasze termosy w paliwo..i idziemy na spacer plażą w kierunku hotelu Hilton w Glacis ,

Od Seszele 2011 Od Seszele 2011

po drodze mijamy mnóstwo ogromnych  głazów w oceanie  ,

Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011

ale jakoś dajemy radę przejść, spotykamy po drodze dwa sympatyczne psiaki , które idą z nami całą drogę,  skaczą po tych skałach , wygłupiają się ,a Robert z nimi, niesamowicie łagodne pieski i chętne do zabawy.

Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011   Od Seszele 2011 Od Seszele 2011

Docieramy do Hiltona Northolm od strony plaży , psiaki zostają na plaży  a my wchodzimy do tego hotelu i szczęki nam opadają!!! Jest piękny, cudne drewniane wille  zatopione w tropikalnym ogrodzie , położone z pięknym widokiem na całą plażę Beau Vallon ,  oraz na malownicze zatoczki hotelowe a z tarasów tych domków to dopiero widoki muszą być wspaniałe !!! teren hotelu bardzo zadbany, mnóstwo palemek, hamaków, lamp, dzbanów, kwiatów.Zabudowa tych domków  tworzy taką stylową osadę trochę dla mnie na styl Azji. Idziemy dalej i trafiamy na  imponujący basen z którego widać cały Beau vallon , coś pięknego spędzać czas w takim widokowym basenie , Robert nie może się powstrzymać i wchodzi do tego basenu , cieszy się jak dziecko na te widoczki !!

Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011

Ja w tym czasie idę oblukać.. cały hotel i kieruję się w kierunku Spa , a tam też widoki cudne masaże z widokiem na ocean .Zaciszne miejsca do odpoczynku ukryte w skałkach  z widokiem na ocean. Dalej jest restauracja skąd roztaczają się zapierające dech widoki na urocze zatoczki hotelowe.   Hotel jest po prostu cudny ale bardzo drogi jak sprawdziłam w necie po powrocie ceny.

Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011

Po nacieszeniu oczu pięknymi widoczkami Hiltona , wracamy do naszego hotelu.

Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011

Kolejnego  dnia plażujemy w hotelu do godziny 14.00 . Natomiast pokój musimy już zdać o godzinie 10.00 , nastepnie bagaże  zostawiamy w lobby w przechowalni i do południa jeszcze plażujemy i idziemy jeszcze raz na spacer do tego Hiltona-),

Od Seszele 2011

Beau Vallon Beach

Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011

bo tak nam się tam podobało poprzedniego dnia. W drodze powrotnej załatwiliśmy taxi na ulicy  za 150 rupi czyli około 12 $, natomiast taxi które stały pod hotelem życzyły sobie za ten kurs 200 rupi, Jedziemy  do przystani promowej gdzie o godzinie 16.00 wypłyniemy na Praslin. Niestety w wtorki i czwartki płyną tylko 2 promy o 7.30 i 16.0  w inne dni tygodnia płynie jeszcze trzeci prom w południe.

bepi
Obrazek użytkownika bepi
Offline
Ostatnio: 3 miesiące 2 tygodnie temu
Rejestracja: 04 wrz 2013

Docieramy do przystani promowej, ale mamy jeszcze sporo czasu ,idziemy do biura cat cocos  po bilety na prom ,Roberto pokazuje naszą rezerwację promu przez internet i kupuje bilety można płacić w rupiach, euro lub dolarach, my płacimy po 690 rupi w jedną stronę dla 1 osoby , można też płacić 41 euro jak kto woli. W biurze oddajemy walizki , które obsługa promu po chwili ładuje na prom. My się w tym czasie rozglądamy po przystani, w okolicy w sumie nie ma nic ciekawego, nie ma też żadnego sklepu, tylko jedna przyczepa w której można kupić take away , idziemy zerknąć co tam zapodają ciekawego , wybór jest niewielki, my bieżemy frytki, sałatkę i udko z kurczaka  w cenie 45 rupi za porcję, można też kupić porcję za 30 rupi ale wtedy udko będzie mniejsze-) , są też do kupienia hamburgery i hod-dogi , bierzemy nasze danie na wynos i konsumujemy na ławeczce w przystani. Udko bardzo smaczne, fajnie przyprawione i  chrupiące jak z KFC-))) W tej przystani stoi kilka zardzewiałych statków towarowych, co chwilkę podjeżdżają samochody dostawcze i pakują na te statki napoje, mnóstwo  transporterów napoi, coli, sprite, fanta. Punktualnie co do minuty o godzinie 16.00 prom cat cocos odpływa, można siedzieć na dole statku, tam wszystko jest zamknięte za szybami, są telewizory .. stoliki, można kupić napoje albo jakieś ciasta , słodkości ,ale my kierujemy się na górę , na słoneczko i wiatr we włosach. Na górze nie ma zbyt dużo ludzi , płyniemy na razie w miarę spokojnie jest, po około 15 minutach zaczynają się ogromne fale , promem rzuca konkretnie, jest to uczucie jakby człowiek jechał statkiem po jakimś polu ornym? w sumie nigdy na urlopie nie miałam na statku czy katamaranie takiego uczucia, zastanawiam się czy dobrze zrobiłam jedząc tego take away przed wyjściem na prom hehe.. Robert spoko , siedzi na samym końcu w słoneczku , co chwilę ogromna fala  moczy ludzi którzy siedzą po prawej stronie z boku promu, są mokrzy , plecaki też mają przemoczone. Więc się poprzesiadali w głąb promu gdzie są osłony przed pochlapaniem. Po chwili kilka osób zaczyna wymiotować, obługa promu nosi na zmianę raz papierowe torebki , raz lód na głowę, ja się w sumie trzymam , bardziej mi jest niedobrze na widok tych ludzi wymiotujących którzy się tak męczą Jeden taki przystojniak Włoch  z wyglądem Antonio Banderasa wypacykowany , wystrojony siedzi niedaleko mnie, ale jak i jego dopadło to ja już się przesiadam w inne miejsce gdzie nikogo nie ma w rzędzie, bo nie mogę na to patrzeć i słyszęć co się dzieje u sąsiada z boku hehe.. Dokładnie po 1 godz i 5 minutach jesteśmy w porcie Praslin. Przy wysiadaniu z promu jest trochę zamieszania ponieważ obsługa musi wyładować walizki , a ludzie szukają swoich walizek , zaś obok mnóstwo ludzi czeka z walizami aby wejść na prom który zaraz będzie odpływał z Praslin na Mahe, w dodatku ludzie którzy przeżyli horor na promie wychodzą ledwo żywi i stoją , blokują przejście.. .heh .. po chwili mamy już swoje walizki i już do nas podchodzi taxówkarz pyta czy szukamy transportu, okej my szukamy tylko jaką cenę nam zaproponuje , na to mówi że 200 rupi, my się targujemy i mówimy że za 150 rupi to pojedziemy do Berjaya Praslin do którego mamy 6 km z portu..

Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011

Taksówkarz trochę marudzi , ale w końcu zgadza się na naszą cenę 150 rupi czyli około 12 $. Po 10 minutkach jesteśmy w hotelu, wysiadamy z naszymi tobołami , plecakami ,walizkami i w tym momencie podbiega do nas recepcjonistka zabiera nam plecaki, pomaga , obsługa zupełnie inna niż w Berjaya na Mahe, bardziej uśmiechnięta , i życzliwa, od razu dostajemy drink powitalny czyli  zimniutki sok pomarańczowy zabarwiony grenadyną, ale bez alkoholu.-) i mokry ręcznik do odświeżenia twarzy.  Sympatyczna recepcjonistka zabiera nasze vouchery , a ja proszę o pokój bliżej plaży hehe i w tym momencie robi się zamieszanie.. bo recepcjonistka patrzy w nasz bilet i mówi ze mamy wykupiony pokój standard ..a przecież przy samej plaży są superiory.. zaczyna nam tłumaczyć rozmieszczenie pokoi w hotelu , itp.,  no dobra  tłumaczymy że niech jest standard ale w miarę blisko plaży..-)ale kobieta nie do końca nas chyba zrozumiała -) Opowiedziała o której godzinie mamy śniadanie, co i jak w hotelu, oraz informuje iż o godzinie 15.00 mamy za free przy basenie ciasto , kawę i herbatę.  Okej bierzemy klucz z pokoju, obsługa pakuje nasze walizki na wózek i jedziemy , mijamy rząd bungalowów przy basenie, potem mijamy drugi rząd bungalowów w ogrodzie, myślę sobie gdzie ten gościu jedzie, a on sobie skręca w rząd bungalowów od numeru 400 a to są superiory przy samej plaży z którego są widoki na ocean. Woww , jedziemy alejką do samego końca i dostajemy pokój nr 409 najbardziej wysunięty na plaże, ale super !!! Po wyładowaniu walizek , zaraz pędzę na recepcję podziękować tej recepcjonistce za tak dobrą lokalizację i standard pokoju. Wytłumaczyła że hotel jest tylko w połowie obłożony więc spoko znalazła dla nas pokój przy plaży.. hehe. Pokój mamy dość duży, mebelki ciemne nowe, jest szerokie łóżko, pościel bielutka czyściutka , duża szafa, kanapa stolik , toaletka , sejfu i TV nie ma !!!jest lodówka, (pusta) filiżanki, szklanki, czajnik bezprzewodowy, herbata, kawa cukier za free. Pokój pomimo że pokój ma duże okno jest bardzo ciemno, ja od razu zajmuję prawą część łóżka bo z niej roztacza się widok na ocean heh i przyjemnie byłoby się budzić z widokiem na lazur oceanu. Wchodzimy do łazienki, jest wanna ( niestety, preferuję na urlopach bardziej prysznice) bidet, toaleta, łazienka ładna, jasna, nowiutka, czyściutka, jest suszarka, mydełka, żel pod prysznic, odżywka do włosów, balsam do ciała, szczotki do zebów, czepek  na włosy, patyczki do uszu, maszynka do golenia !!! hehe grzebień. Jesteśmy bardzo bardzo zadowoleni, zdecydowanie piękniej niż na w Berjaya na Mahe, no ale w końcu tu mamy superiora..hhe szkoda tylko że nie ma TV i tego sejfu, no ale sejf jest na recepcji..Tutaj pobyt mamy 7 dni a pobyt wyszedł nas o 30 euro mniej niż te 5 dni na Mahe. Teren hotelu Berjaya Praslin  zdecydowanie bardziej mi przypadł do gustu niż Berjaya Beau vallon , może przez te bungalowy, lubię mieszkać w domkach  z tarasem i bliskością ogrodu , a nie w budynkach głównych gdzie muszę chodzic po klatkach schodowych ? Recepcja tego hotelu jest odnowiona ,jasna , odmalowana ,przytulna ,  hotel przechodzi remont którego prawie wogóle nie zauważyliśmy, są odnawiane w naszym czasie tylko 2 bungalowy z tyłu hotelu.  Zaraz za recepcją jest restauracja gdzie będziemy jeść śniadania a dalej tzw cocktail bar, przy którym nigdy nikogo nie widziałam.., no i stół do bilarda, jest też boisko do tenisa, basen jest bardzo malutki , znacznie mniejszy niż na Mahe ale ja się nigdy nie kąpię w basenie na wakacjach, także mi to nie przeszkadza, przy basenie bar w którym nic się nie dzieje , nigdy tam nie widziałam barmana czy jakiegoś alkoholu hehe..ogród hotelu bez jakiś fajewerków, kilka drzew ,palemek ,  trochę krzaków z kwiatami, drzewa papai , trawa żółta wypalona, w sumie ogród bez jakiegoś ładu i składu.. oj gdybym to ja była właścicielem tego hotelu od razu bym się wzięła za ten ogród !!!bo lubię mieć jakiś porządek w ogrodzie !Obok recepcji jest sklepik gdzie można kupić jakieś pamiątki, ubrania, przyprawy, kartki znaczki, i inne duperelki . W hotelu jest też pizzeria na samej plaży, i wokoło niej życie się toczy na tej wyspie, hehe.. mnóstwo tam rasta man, lokalnych kolesi którzy sprzedają wycieczki.  My właśnie z bungalowa mamy do tej pizzeri ok 30 kroków ale najpierw trzeba pokonać setki dziur ..w trawie gdzie siedzą ogromniaste kraby-)i wieczorami kopią nowe nory.. wieczorem trzeba uważać aby nie wpaść w te dziurska bo można sobie nogę skręcić-) Zaś do sklepu z pokoju mamy odległość ok 10 sekund !!! super sprawa, raniutko jak nas będzie suszyć to po zimnego Sey Brewa będzie rzut beretem ..a nie jak na Mahe gdzie chodziliśmy jak camele obładowani napojami w plecakach Mnie najbardziej jednak cieszy w tym hotelu plaża ,kolor oceanu w tym miejscu cudowny! Z brzegu niesamowite turkusy , w oddali granaty, a wokoło plaża otoczona zielonymi górami , w tle wysepka  a za nią St. Pierre , wygląda to cudownie , Zdecydowanie lepiej niż mieliśmy na Mahe  na Beau Vallon !!! Cała plaża Anse Volbert jest super, idealna na długie romantyczne spacery ,piaseczek mięciutki, jaśniutki,  miejscami na plazy  tylko napotykamy resztki raf koralowych. Palm na plaży batrdzo mało raczej drzewa, krzewy, ale kolor oceany wynagradza brak palemek-

Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011
bepi
Obrazek użytkownika bepi
Offline
Ostatnio: 3 miesiące 2 tygodnie temu
Rejestracja: 04 wrz 2013

Anse Volbert

Od Seszele 2011 Od Seszele 2011

a tutaj nasze paliwo ..które lokalni nazywali  coco net ...w pierwszym dniu próbowali nam sprzedać kokosa w którym robili drinka z dodatkiem rumu i nazywali to coco net ( 60 rupi) ale drugiego dnia już nie próbowali zgadać o zakup coco net bo zauważyli że do końca pobytu bez własnego coco-neta nie ruszalismy się z pokoju

Od Seszele 2011

na naszym tarasiku

Od Seszele 2011 Od Seszele 2011

Anse Volbert widok z góry

Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011
bepi
Obrazek użytkownika bepi
Offline
Ostatnio: 3 miesiące 2 tygodnie temu
Rejestracja: 04 wrz 2013

a tu nasi przyjaciele z plaży Anse Vobert, ten chłopak po lewej stronie ,krórego nazywałam Bob Marley ze względu na podobieństwo do Boba już pierwszego dnia do mnie poszedł i zagadał czy jestem tu sama czy  z chłopakiem w podróży poślubnej buhehe!!!!!!!!! do końca pobytu mi przynosił rozmaite owoce na plaży, a ja nie wiedziałam jak się ich pozbyć!!! -))bo ja nie przepadam za owocami podczas drinkowania.. ja natomiast przynosiłam mu w zamian batoniki typu hanuta, prince polo, corny ..które pałaszowali zaraz po otrzymaniu

Od Seszele 2011
Strony

Wyszukaj w trip4cheap