Fotorelacja Seszele 06.2011 ( Mahe, Praslin, La Digue)

49 posts / 0 nowych
Ostatni wpis
Strony
bepi
Obrazek użytkownika bepi
Offline
Ostatnio: 3 miesiące 2 tygodnie temu
Rejestracja: 04 wrz 2013

Tego pierwszego dnia wieczorem idziemy zobaczyć  okolicę naszego hotelu.

Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011

Są tam trzy  sklepy spożywcze,  dwa sklepy z pamiątkami i bank ( czynny od 8.30 do 12.30 potem przerwa i od  14 do 18.00) w którym można  wymienić walutę, jest też lodziarnia, i ze 3 drogie restauracje . W weekend sklepy mają bodajże dwie przerwy w południe , ale nie pamiętam dokładnie tych godzin .W sklepach są takie same ceny jakie były na Mahe. Kolejnego dnia pobudka wcześnie rano, po godz 5,00 o tej porze codziennie mnie budził wrzask ptaków które z reguły przesiadywały na ogromnym drzewie przed naszym bungalowem. Wchodzę do łazienki a tam jaszczurki śmigają po wannie, w zlewie mnóstwooo mrówek ! W sumie mnie to nie przeszkadza, taki kraj..taka przyroda , wiadomo że im bliżej ziemi to robactwa zawsze więcej w pokojach, Jaszczurki pewnie musiały wejść w trakcie sprzątania pokoju, bo ciągle je spotykaliśmy na drzewach, na tarasie, alejkach .  O godzinie 7.30 jako pierwsi idziemy na śniadanie, restauracja jest na wolnym powietrzu  z widokiem na ogród i basen. Wybór jedzenie jest tutaj skromniejszy niż w Berjaya na Beau Vallon . Codziennie prawie to samo czyli omlety lub jajka sadzone, parówki ,bekon, pizza, rogaliki francuskie( niedobre i suche) pączki angielskie, babka ale też niedobra i sucha ! z pieczywa to bagietka i chleb tostowy. Nie ma żadnych pomidorów, ogórków i innych warzyw  itp. Nie ma też sera do krajania ani szynki. Jest jakaś ryba wędzona na zimno ala łosoś ..i kiełbasa ala salami ?która smakuje okropnie i nie jedliśmy jej wogóle. Sa też racuchy, dżemy, płatki śniadaniowe + mleko. Kawa , herbata, 2 soki : mango i pomarańczowy lub limonowy, ale soki są takie al.?a tang ..napewno nie były to soki zrobione z owoców-) Owoce dostępne to z reguły ananasy, bananki, arbuz, papaja, niestety nie ma limonek które uwielbiam do herbatki.]

Od Seszele 2011

Na ciepło była fasolka , kolejnego  dnia był kurczak, następnego warzywa zapiekane, ryż, makaron. Czyli śniadanie bez jakiś fajewerków.., jadłam przez 7 dni na śniadanie ciągle omlet oraz pizze którą sobie obkładałam dodatkowo bekonem, bo poprzednia wersja było licha ..albo sobie kroiłam parówki do tej fasolki na ciepło i już miałam fasolkę po bretońsku-) . Na niemieckich stronach naczytałam się wcześniej że w tych hotelach nie ma co jeść na śniadanie , ale w sumie nie było tak źle jak to sobie wyobrażałam przed urlopem czytając te opinie  , jak człowiek się odpowiednio wcześniej nastawi .. i nie będzie oczekiwał uginających się stołów jak na Karaibach?to nie będzie aż tak źle?Obsługa w restauracji też z kamienną twarzą czyli bez uśmiechu i jakiejkolwiek życzliwości, po prostu pracują bo muszą i robią tylko to co do nich należy..Nas najbardziej na śniadaniu codziennie wkurzał czajnik na herbatę , ponieważ był dziurawy  i jak się nalewało herbatę do filiżanki to rozlewał się  wrzątek częściowo  po stole, podłodze i ubraniach , obsługa to widziała ale nie reagowała wogóle ,takie komunistyczne podejście do życia.. jak dla mnie-)widzą że czajnik felerny ale nikt nie reaguje? po napoje , kawe czy herbate oczywiście każdy sobie sam musiał chodzić i nalewać, stąd ten problem  z czajnikiem, ja to już trzeciego dnia przestałam pić herbatę bo nie chciałam być oblana wrzątkiem -) Popołudniowy poczęstunek słodkościami za free o godz 15.00 przy basenie o którym mówiła recepcjonistka  okazał się tą suchą babką która im pewnie została ze śniadania, ale i tak Niemcy się rzucali na to jak na jakiś rarytas, dwa razy się załapałam na kawusie popołudniową ale już na babkę  nie, bo się spożniłam z plaży ze 15 minut , to w tym czasie już wszystko było zjedzone hehe.. Po śniadaniu bierzemy z lobby ręczniki plażowe i idziemy na plażę, jesteśmy chyba pierwsi szukamy leżaków , są one dostępne przy pizzeri, ale są zamknięte łańcuchem na kłódkę..no i jak tu teraz wziąć leżak nikogo z obsługi nie ma wokoło , nikt się nie kwapi aby wydać leżak a o przyniesieniu go na plaże to już można tylko pomarzyć , nie raz smyczyłam na głowie leżaki na plażę-) tylko nasi znajomi rasta z plaży mi czasem pomagali , idziemy więc do pizzeri po kogoś kto nam wreszcie otworzył kłodkę i wydał leżak buhehe? co za śmieszne zasady .. większość ludzi zwłaszcza tych w podróży poślubnej bo takich jest najwięcej na Seszelach  nie wiedziało jak wziąć ten leżak , postali chwilkę , porozglądali się po czym odpuszczali  bo nikt nawet nie podszedł do nich aby pomóc i  leżeli sobie gołąbki .. na ręcznikach .. Leżaków w sumie na plaży było ze 8 sztuk, jak ktoś przyszedł po południu to już nie miał leżaka , a najlepsze jest to że przy basenie tych leżaków było chyba ze 30 ale tam nikt nie leżał z reguły, więc  obsługa hotelu zamiast przenieść te leżaki na plażę bo tam jest większe zapotrzebowanie to ma to głęboko w dupie.. takie komunistyczne podejście do życia ? Roberto mówi że na tych wyspach potrzebni są tu głośni i wymagający amerykańscy turyści  oni by tu zrobili porządek i obsługa by tu pracowała jak należy-) A tak przyjeżdżają takie zakochane gołąbki  co sobie patrzą pół dnia w oczy ..i nie chcą afery czy problemów  albo francuzi i się dostosowują do tych śmiesznych zasad i reguł !!!! Mnie to strasznie wkurzało i przeszkadzało, myślę że za parę lat się to zmieni na tych wyspach-) Oczywiście jak ktoś leżał na leżaku na plaży to było wszystko okej, ale jak tylko by się poszło na spacer i leżaczek stał by wolny ze 10 minutek już był zamknięty na kłodkę buhehe..myśmy mieli stracha zostawiać reczniki na leżakach kiedy gdzieś poszliśmy na dłuższy  spacer bo baliśmy się że nam ukradną te ręczniki albo wrzucą w kąt aby w ten sposób mieć leżaczek-)

bepi
Obrazek użytkownika bepi
Offline
Ostatnio: 3 miesiące 2 tygodnie temu
Rejestracja: 04 wrz 2013

Tego dnia idziemy na spacer wzdłuż całej plaży Anse Volbert. Spacer tą plażą to czysta przyjemność, mięciutki bielutki piaseczek , na plaży mnóstwo różnych krzaczorków z których kwitną różne kolorowe kwiatuszki , nie ma za dużo palm, ale  ładna ta plaża.

Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011

Spacerujemy tą plażą około 45 minut do końca , po drodze spotkaliśmy dosłownie parę osób , wszędzie pusto idealnie dla młodych małżeństw  aby się gdzieś ukryć w zaciszu w krzaczorkach i spędzić samotne romantyczne chwile..idziemy i debatujemy z moim miśkiem jakby to było gdybyśmy na Seszele przylecieli 12 lat temu zaraz po ślubie..hehe Stwierdzamy że na pewno wydalibyśmy zdecydowanie mniej kasy na alkohol, bo wtedy ja jeszcze nie piłam drinków.. jak już to jakiś likier? typu adwokat w ilości 1 kieliszek podczas imprezy hehe.., mój wtedy jeszcze nie pił piwa w takich ilościach ani drinków  heh. Nie lubiliśmy wtedy jeszcze imprezować , więc pewnie byśmy byli tutaj przeszczęśliwi w tym spokojnym romantycznym  miejscu, Teraz  to my mamy taki spokój cały rok w domu , nie mając dzieci ..więc na urlopie szukamy rozrywek , wesołych klimatów, muzyczki, tańców na plaży itp. Idziemy dalej plażą i od czasu do czasu mijamy malutkie hotele , pensjonaty , których nawet nie widać od strony plaży bo zabudowa jest niska ,  tylko na plaży jest wtedy ze 3-5 osób i wtedy wiadomo ze w tym miejscu jest jakiś hotel albo apartament, Pierwszym hotelem od prawej strony plaży wychodząc z  Berjaya jest niewielki pensjonat  Village du Pecheur ,hotel ten ma przepiękną restaurację z cudnym widokiem na ocean, po drodze trafiamy również na hotel Acajou, a tam widzimy akurat ślub przy plaży ,  kelner niesie pięknie przystrojony różami tort, wchodzimy do środka hotelu, teren, ogród zadbany , mały kameralny hotelik, mały basenik, ale wszędzie pustki nikogo nie ma przy basenie w środku dnia , ani przy plaży, idziemy dalej i spotykamy bardzo fajny ośrodek domków o nazwie Les Villas d'Or , to kilka Villi usytuowanych w zadbanym i kwiatowym ogrodzie, jest tam też malutki basen, domki są tak rozmieszczone że prawie każdy ma taki swój korytarzyk na plażę i ławeczkę skąd można wpatrywać się w ocean  , jeśli ktoś preferuje pobyt w prywatnych Villach to ten ośrodek wydaje mi się najładniejszy na anse volbert, tyle tylko ze tam naprawdę jest spokojnie i zacisznie i nie widać żywej duszy.. idziemy dalej i mijamy taki hotel który ma zabudowę na styl  kenijskich okrągłych domków  , wchodzimy do środka ale zaraz nas obsługa wyprasza, a to dlatego że ten hotel jest tylko dla włoskich turystów, więc jak my weszliśmy z tymi blond czuprynami to zaraz podpadliśmy ..hehe bo tam sami Italiano na terenie hotelu. Doszliśmy do końca tej plaży,  idziemy dalej już nie plażą ,tylko taką dróżką polną , i docieramy do anse Gouvernement, przy tej plaży jest niewielki hotel L'Archipel  to kilka bungalowów które  znajdują się na takim zboczu górującym nad plażą ale teren hotelu mnie osobiście nie za bardzo się podoba, dość stromo wokoło, plaża nawet fajna , trochę palemek, trochę skałek, ale z tego hotelu jednak nie da się pospacerować plażą bo jest otoczony skałami po bokach więc to trochę takie zadupie.. Po powrocie do naszego hotelu tankujemy nasze termosy i idziemy w drugą stronę plaży czyli na lewo od naszego hotelu Berjaya , jako pierwszy z naszym hotelem sąsiaduje ośrodek o nazwie Chalets Cote d'Or domki wyglądają całkiem fajnie, nowe zadbane, dużo kwiatów wokoło ,tyle tylko że nie mają  te domki widoku na morze tylko na tyły bungalowów hotelu Berjaya-) heh..Następnie jest Des Arts,  jest tam też taka kolorowa artystyczna galerio-restauracja przy plaży i kilka fajnych pochyłych palemek przy tym odcinku plaży. Mnie również spodobał się hotel Le Duc który jest zaraz obok Des Arts , tyle tylko że z Le Duc nie ma widoku bezpośredniego na ocean, ale ma ładny ogród, dużo kwiatów, posągów, rzeźb w ogrodzie, fajny fikuśny ale mały basen, bardzo stylowy i zadbany jest ten hotelik. Kolejnym hotelem jest Paradise Sun i ten hotel mi się najbardziej podoba na plaży Anse Volbert, na drugim miejscu podoba mi się Le Duc-) Paradise Sun jak już wcześniej pisałam ma ładny zadbany ogród, sporo palemek na terenie hotelu, fajne wygodne lażaczki, hotel jest największy na plaży anse volbert, uroczy  basenik no i świetnie położona restauracja jako jedyny hotel ma restaurację  na samej plaży, więc jedzenie posiłków z takim widokiem to coś pięknego !!! Za tym hotelem już są tylko skałki to jest ostatni hotel i dalej plażą nie da się iść. Będąc w Paradise Sun mój Roberto grzebał coś w komórce i tak natrafiliśmy że jest tutaj wifi nie kodowane ..dla tego hotelu i tutaj korzystaliśmy od czasu do czasu z netu-)))

bepi
Obrazek użytkownika bepi
Offline
Ostatnio: 3 miesiące 2 tygodnie temu
Rejestracja: 04 wrz 2013

Alex super że Seszelki Ci się spodobały, La Digue to najlepszy wybór, spokojnie możesz z tej wyspy wyskoczyć sobie na Curieuse  albo na Praslin w ciągu 15 minut !!! promem za 20 euro ( na Praslin koniecznie Anse Georgette i Anse Lazio musisz zobaczyć, dolina majowa mnie aż tak nie powaliła ... może dlatego że wcześniej się już naoglądałam tyle zdjęć z stamtąd ..heh  jest tam pięknie,  jak w jakiejś bajce a człowiek czuje się jak krasnal ...wsród tych ogromnych roślin ale za drogi wstęp moim zdaniem , 30$ to dużo na osobę za to co można tam zobaczyć-) zwłaszcza że coco de mer to już wcześniej zobaczyliśmy przy polu golfowym w hotelu Lemuria .
Ps.  żołwiki też mieliśmy w tym naszym hotelu na La Digue  , tam była taka zagroda było ich chyba ze 8-10 szt, są kochane , codziennie rano i wieczorem do nich zaglądaliśmy i głaskałam te kochane pysiule .W tym naszym hotelu są nawet takie dwa domki superiory na palach które mają widok z tarasu bezpośrednio do zagrody z żółwikami, więc można obserwować te pysiulki w każdej chwili jakby się dostało taki pokój, my mieliśmy niesamowitego farta z tym pokojem w Chateau St. Cloud , bo pokoje standartowe które wykupiliśmy które są przy basenie były akurat remontowane i nas przerzucili do villi na wzgórzu ,a tam standart lux, jak weszłam do łazienki to mi szczęka opadła , tam chyba spędzałam najwięcej czasu hehe

Alex te żółwie to są niezłe żarłoki , cały dzień jedzą, ziewają i śpią, gdyby je tak wypuścić na teren hotelu zeżrą wszystko dookoła i tylko kupy.. za nimi trzeba by zbierać.. Ja też byłam pozytywnie zaskoczona standartem w tym hotelu , ogród mały ale przepiękny, wszystko to ręczna robota, każda donica , dzbanek jest wykładany kamykami , stoliki, fotele wszystko pomysłowo wyrzeźbione, ale o tym napisze w pozniejszym czasie ten hotel jest jednym z tanszych na La Digue patrząc na oferty niemieckie, obok tego hotelu był ten Bernique który jest najtańszy w ofertach niemieckich ale to nora... okropna , nie polecam nikomu, no chyba że tak zapije że nie będzie wiedział gdzie śpi i gdzie się budzi-)
obok naszego Chateau był też hotel Birgo w podobnej cenie, ale nie był już tak fajny jak nasz, ale był całkiem okej no i Calou  ale też standartowo  gorszy nisz Chateau St. Cloud . Wiesz oni muszą czymś zachęcać turystów aby wybrali hotel tak daleko od plaży , dlatego tak piekny ogród i teren hotelu , na pobyt tak krótki jak my odległośc 800 m od plaży nie przeszkadza , ale na dłuższym pobycie może to być problemem bo tzreba na plaże rowerem jechać ,w okolicy plaży Dartaniana widziałam sporo różnych domków ,villi nowych , niby blisko plaży ale ogród to takie wypalone trawy i nic poza tym, ale ludzie pewnie bedą wynajmować z powodu lokalizacji. Na La Digue jest mało hoteli, wiecej jest tych guest house. Mnie się najbardziej Patatran podobał, może nie miał tak pięknego ogrodu jak u nas  czy villi ,ale lokalizacja super, widoki cudo i ta cudna plaża z palemkami.

bepi
Obrazek użytkownika bepi
Offline
Ostatnio: 3 miesiące 2 tygodnie temu
Rejestracja: 04 wrz 2013

Kolejnego dnia zaraz po śniadaniu ruszamy na Anse Georgette , wtęp na tą plażę załatwiłam już około 2 tygodnie przed urlopem, napisałam meila do hotelu Lemuria prosząc o możliwość przejścia w tym dniu  przez ten hotel do plaży Anse Georgette. Oczywiście menadżer hotelu wyraził zgodę, meila sobie wydrukowałam i zabrałam ze sobą . Na tą plażę jedziemy autobusem nr 61 , przystanek jest zaraz pod bramą hotelu Berjaya , tam od strony drogi do pensjonatu Mango Lodge . Na wyspie Praslin jeżdzą tylko 3 linie autobusowe 61,62,63, Przy wyjściu z hotelu Berjaya jest tablica z rozkładem jazdy.  Autobus podjeżdża płacimy 5 rupi od osoby jedziemy w kierunku hotelu Lemuria, ale najpierw jedziemy do portu, potem autobus zawraca i jedzie w głąb wyspy w kierunku Vallee de Mai, teren w tym miejscu też górzysty , jak zwykle skrzynia biegów wyrczy ale jakoś ciągnie pod górę, wokoło mnóstwo palm i tej roślinności dżunglowatej jaka jest w tym rezerwacie. Mijamy rezerwat , jedziemy  w kierunku Grand Anse , jedziemy wzdłuż całej tej plaży , jest tam kilka hoteli, pensjonatów ale plaża mnie osobiście nie za bardzo się podoba, za mało lazuru? Potem mijamy farmę pereł , lotnisko , i docieramy pod hotel Lemuria, tzn. kierowca nam mówi że tutaj mamy wysiąść, kierowcy są bardzo sympatyczni często pytaliśmy czy jedzie w dane miejsce i oni sobie to zapamiętali, i jak byliśmy w danym miejscu tam nam kierowca  krzyczał że  mamy już wysiadać-) Do tego hotelu musimy iść dość kawałek bo autobus nie staje pod samymi drzwiami hotelu,  idziemy alejką około 15 minut wzdłuż niej ciągną się pola golfowe hotelu Lemuria, teren niesamowicie zadbany , trawka zielona idealnie przystrzyżona, docieramy do bramy wejściowej hotelu, stoją strażnicy ubrani  elegancko we we fraki.. od czasu do czasu mijają  nas czarne hotelowe limuzyny Infinity  które wożą tych  turystów po wyspie, kierowca jedzie w garniturze i w białych rękawiczkach..-) Pokazuję strażnikom mojego wydrukowanego e-maila a oni zaglądają sobie do zeszytu i są tam moje dane, odchaczają nas , niesamowite, co za dyscyplina i porządek już mi się ten hotel podoba-)) Idziemy kolejne 15 minut od tej bramy , a wzdłuż nadal ciągną się pola golfowe , podchodzimy pod lobby,  my zamiast isć ciągle prosto do Anse Georgette, postanowiliśmy zajrzeć na chwilę na teren tego hotelu, Constance Lemuria jest piękny ! , zadbany ,ogromny, mnóstwo kwiatów, niektóre alejki w hotelu zrobione na wzór rezerwatu Valle de mai, mnóstwo bujnej tropikalnej  zieleni , palm , granitów w ładnie zaprojektowanych  ogrodzie. Teren hotelowy przylega do dwóch innych  plaż, z jednej strony urocza zatoczka z palemkami, skałkami po bokach  i leżaczkami i tam idziemy się popluskać a z drugiej strony hotelu jest  dzika pusta długa plaża idealna na długie spacery.

Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011

W ogrodzie jest mnóstwo  willi utrzymanych w stylu polinezyjskim. Jedna z restauracji  tego hotelu jest położona na takich skałkach na wzgórzu z tarasu restauracji  rozciąga się na malowniczy widok na zatokę  i ocean , jest tam pięknie i romantycznie, przy tej restauracji są też stoliki i krzesełka ukryte wśród skał granitowych gdzie można spędzić romantyczną kolację z ukochaną osobą we dwoje. W hotelu dwa piękne niewielkie baseny kaskadowe . Obsługa tutaj niezwykle miła, każdy się uśmiecha, mówi dzień dobry itp. Nawet nas chcą podwieźć meleksem hehe..  Roberto odpoczywa na plaży i kąpie się w tej uroczej zatoczce a ja biegam po hotelu z aparatem -) Jak już szczęki podnieśliśmy z podłogi ? to kierujemy się na Anse Georgette, idziemy ze 25 minut znowu polami golfowymi, teren niesamowicie zadbany, mnóstwo kwiatów , bajorek , idziemy a przy alejkach pachną drzewa migdałowców  które tutaj są w kolorze białym (takie widzieliśmy w Tajlandii,) oraz w kolorze różowym, na polach są stanowiska do lądowania helikopterów?, po prostu mega wypas, idziemy alejką raz pod górę raz w dół,  i wreszcie docieramy do Anse Georgette.

Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Od Seszele 2011

user=0&feat=embedwebsite">Seszele 2011

Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011

Plaża jest piękna, urocza, przy wejściu na plaże po piasku pnie się  mnóstwo takich zielonych pnączy z fioletowymi kwiatuszkami, piasek jest cudny mięciutki, a kolor oceanu jak z bajki ! po bokach tej plaży skałki , na plaży jest około 10 osób , większość z hotelu Lemuria którzy nas mijali na alejce jadąc na plażę  meleksami-) Mnie plaża bardzo się podoba !!!!!!jak na razie jest najpiękniejsza jaką widziałam będąc na Mahe i Praslin. Roberto stwierdza że to wszystko podobne i na Mahe też takie były -) Bardziej go kręciły widoki w Lemuri niż ta cała plaża hehe oj  te chłopy co my z nimi mamy ..

Od Seszele 2011

Po godzinnym odpoczynku wracamy na przystanek skąd jedziemy do centrum wyspy a dokładnie jedziemy po prowiant? na wieczór po take away do baru Coco Rouge . Bar ten jest otwarty w godzinach od 11.45 do 14 .00 i od 18-22.00. Wchodzimy do środka i ustawiamy się w kolejce , niektórzy miejscowi dziwnie się na nas patrzą , bo z białasów tylko my tam stoimy, czekamy chyba ze 10 minut bo każdy bierze sporo pojemników na wynos , niektórzy i po 10 sztuk !!! My też bierzemy 5 sztuk , bo dania wyglądają całkiem apetycznie, jest ryż, sałatka, jakaś żółta kapusta która smakuje  podobnie jak nasza zasmażana , jest jakiś sosik curry, gulasz z kurczaka, udka z kurczaka, skrzydełka, gulasz z kiełbasek, gulasz z ryby, wieprzowiny , Wybór nawet spory, stoliki i teren baru wygląda czysto i schludnie także nie mam jakiś obaw że dostanę jakiegoś zatrucia czy bieguny?, zresztą tyle osób tam kupuje że jedzenie na pewno jest świeże bo ruch jest na bieżąco. Płacimy 175 rupi za 5 porcji , w tej cenie w hotelu nawet 1 porcji obiadu byśmy nie kupili -) Także mamy na wieczór ucztę.., skosztujemy różnych smaków i potraw ale na tarasie naszego bungalowa-)zamiast w restauracji , dlatego jak jedliśmy codziennie tego take away na tarasie to chyba  wszystkie psy z okolic do nas przylatywały czując zapach jedzenia-) Zaraz obok Coco Rouge przy sklepach jest przystanek autobusowy , czekamy ze 10 minut na autobus , i po kolejnych 10 minutach jesteśmy w hotelu. Do końca dnia czas spędzamy na plaży.

bepi
Obrazek użytkownika bepi
Offline
Ostatnio: 3 miesiące 2 tygodnie temu
Rejestracja: 04 wrz 2013

Tego samego dnia na plaży poznajemy takiego gościa który oferuje nam wycieczkę na wyspę Curieuse w połączeniu ze snorklingiem na wyspie  St . Pierre . Oferuje cenę 25euro+ dodatkowo 15 euro od osoby za podatek i wstęp na wyspę od osoby Jest też druga opcja  czyli  40 euro + 15 euro  jeżeli chcemy mieć na wycieczce grilla.  Podpytujemy jaką łodzię pojedziemy , twierdzi że dużą.. pytamy która to jest , bo na naszej plaży jest kilka łodzi zacumowanych, twierdzi że jej nie widać bo jest gdzieś akurat na wycieczce..hehe..Okej nie ma co wybrzydzać, gość jest bardzo sympatyczny więc umawiamy się na wycieczkę na następny dzień. Nawet się nie targujemy co do ceny , bo już  nam gościu powiedział że jak kupimy u niego jeszcze drugiego fakulteta na którym mi zależy czyli Coco Island i Felicite  50 euro + podatki,  to wtedy dostaniemy rabat ... My zgadzamy się na opcję za 25+15 euro od osoby , bo nie chcemy jesć grilla na plaży bo dla nas to za wczesna pora  na obiadek. Następnego dnia po śniadaniu idziemy na plażę , o godz 8.30 czekamy na plaży obok pizzeri  hotelu Berjaya i przychodzi ten chłopak, jest nam z 8 osób , płacimy w sumie 80  euro za dwie osoby, my  bierzemy tylko płetwy , bo maski i rurki mamy swoje przywiezione z domu. Reszta uczestników wycieczki to włosi z hotelu Paradise Sun.  Wsiadamy na łódeczkę ledwo się mieścimy wszyscy , łodź wcale nie jest duża jak nas zapewniono  , no już trudno , gorszym problemem dla mnie jest pogoda ,jest  bardzo pochmurno i zaczyna padać deszcz. Pędzimy motorówką na Curieuse Island która leży około 1 kilometra na północ od wyspy Praslin. Jej powierzchnia wynosi ok. 3 km2. Płyniemy na tą wyspę około 7 minut , co chwilę fala nas chlapie   ,  jestem mokra boję się że za chwilę to i będzie  fryzura  zmokłej kury.. ale co tam  chyba najbardziej się boję o aparat fotograficzny ,  w sumie jest zabezpieczony w plecaku , dodatkowo jeszcze w worku , więc powinno być okej .Dopływamy do plaży  Baie Laraie na Curieuse gdzie wita nas stado ponad 100-letnich żółwi

Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011

Żółwie sobie spacerują swobodnie po tej wyspie , tutaj mamy nimi  kontakt pierwszy raz , na początku trochę się bałam że mnie ten zółw dziabnie w palec , ale z czasem widzę że one są bardzo łagodne i lubią  głaskanie po głowach. Niektóre  żółwie są ogromne w sumie jest ich  chyba około 25 sztuk , te mniejsze maleństwa siedzą w zagrodzie .Następnie kierujemy się na szlak który prowadzi nas w głąb tropikalnego lasu. Wchodzimy po schodach na wzgórze , wokoło ogromne kamienie, granity, pokryte roślinnością , jest coraz bardziej parno i gorąco już mi się piweczko marzy a tu tylko woda dziś  w plecaku..buu.. Idziemy dalej takimi pomostami zbitymi z desek na palach i wchodzimy  do lasu mangrowego.

Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011

Tam spotykamy jeszcze na drodze żółwia ?skąd on się tam wziął , taki samotnik ? jak on się tam dostał ? hmm  no chyba nie przez te schody kamienne hehe.. Miziamy.. go po główce i idziemy dalej lasem , bo nasza grupa z wycieczki już dawno gdzieś znikła , idziemy  lasem czasami jest stromo  , a okolicę pokrywa czerwona ziemia , polecam odpowiednie buty, ja zaś wybrałam się w japonkach więc muszę  uważać aby nie skręcić nogi .Dochodzimy na drugą stronę wyspy w ciągu około  30 minut i wchodzimy na kolejną  plażę czyli Anse St. Jose . Zmęczeni i spoceni wędrówką szybko zrzucamy to co mamy na sobie i  wskakujemy do oceanu , kolory oceanu tutaj są cudowne ! zielenie, lazury, szmaragdy , pięknie!!!

Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011

W tle widać wyspę Praslin i hotel La Reserve .  Ludzi tutaj na tej plaży dość trochę jest w porównaniu do plaż na jakich wcześniej byliśmy  , więc my kierujemy się do końca tej plaży . Przy plaży stoją zacumowane 2 katamarany i kilka łodzi, jest też łodź naszego organizatora wycieczki. Przy  tej plaży stoi  dom Doctor's House, lekarza który w II poł. XIX leczył na tej wyspie trędowatych.

Od Seszele 2011 Od Seszele 2011

Zwiedzamy go w środku , a potem idziemy się wylegiwać w słonku, bo podczas naszego marszu po wyspie  pogoda się zmieniła i zrobiło się całkiem przyjemnie. Pozostała grupa wycieczki naszej czyli włosi konsumują grilla . Po około 2 godzinach laby, włosi nadal nie chcą jechać na snoorkling na wyspę St. Pierre. Po są zmęczeni po jedzeniu i muszą kolejne 2 godziny odpoczywać.. na plaży . masakra co za leniwy naród sobie myślę?  więc nasz kapitan pyta czy chcemy tam sami pojechać , jasne ! super cieszymy się ! kapitan woła nas ale  wchodzimy na jeszcze mniejszą łódeczkę rybacką niż  przypłynęliśmy tutaj To jest  łódź rasta man który przywiózł jedzenie i naczynia na tą wyspę na grilla?dla włochów  hehe   Pędzimy tą łódeczką około 5 minut , w tym czasie zaczął lekko deszcz padać, fale nas podlewają , łódź skacze po falach jak szalona, ja zgrzytam zębami z zimna bo jestem cała przemoczona od tych fal , zaciskam tylko plecak z aparatem aby nie wypadł z łodzi albo żeby go nie zalało, Zabawny rasta  z dredami do pasa , bez zębów stoi   z tyłu łodzi ma ubaw jak diabli , śpiewa tam sobie , śmieje się , coś tam krzyczy  w niebo, chyba musiał coś zajarać ..-) Wreszcie dotarliśmy na  malutką wysepkę St Pierre ,

Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011

fale są ogromne nie mam odwagi wejść do wody, i jeszcze  mnie dupsko boli od dna łodzi która z całej siły uderzała o fale , boję się że mnie fala zarzuci na kamole które wystają z oceanu lub tą piękną wyspę na której znajduje się kilka palemek , pięknych formacji granitowych skał .Próbuję pocykać zdjęcia ale łódką kołysze że większość zdjęć wychodzi krzywa jak diabli! Zresztą słonka też nie ma i zdjęcia i kolorki nie wychodzą zbyt fajne, w rzeczywistości jak jest pogoda słoneczna to wokoło tej wyspy jest cudnie a kolory oceanu są tak turkusowe  że aż szczęka opada ..  Roberto snurkuje  a rasta w tym czasie myje w oceanie talerze.. po tym grillu , Po  10 minutach Robert ledwo wchodzi na łódkę  bo ona nie ma żadnej drabinki, przy okazji podrapał sobie całe kolano-) Ale mówi że nie warto było, aż takich super widoków nie było pod wodą dla kogoś kto wcześniej snurkował w Egipcie na tak pięknych rafach-)  Dowiadujemy się że piękniejsze ryby i rafy są jednak w okolicy Felicite i Coco ale na samą myśl o tej wycieczce już mam dość, pytamy Rasta-man czy w tej okolicy Coco i Felicite też są tak duże fale, odpowiada że jeszcze większe !!!!! oj to ja dziękuję ,  katamaranem  to chętnie, ale takimi łódeczkami w ogóle nie wchodzi taka wycieczka w gre .. Płyniemy około 3 minutki i już jesteśmy na plaży w naszym hotelu ! Nareszcie ! Od razu idziemy do sklepu po piweczko i resztę dnia spędzamy na plaży. Kolejnego dnia po śniadaniu jedziemy autobusem nr 61 spod hotelu do rezerwatu przyrody doliny Mai która jest położona  w samym środku  wyspy Praslin. Jedziemy tam około 25 minut , przy wejściu do rezerwatu płacimy wstęp 360 rupi od osoby ( 30$)Rezerwat ma powierzchnię ok.  320 h lasu równikowego  i chroni endemiczne seszelskie gatunki fauny i flory. Dolina ta to pozostałość lasu palmowego, który zachował się w naturalnym, nienaruszonym stanie. Przy wejściu do parku jest tablica informująca iż można wybrać różne trasy a jest ich dokładnie 5 trwają od 1,5 godz do 2,5 godz. My wybieramy trasę różową która ma 1,7 km .Dolina Vallee de Mai jest wpisana na liste UNESCO jako jedyne miejsce gdzie rośnie  palma Coco de Mer w swoim naturalnym środowisku, ktorej owoce żeńskie  dochodzą do wagi 25kg !!  Kokosy znane są z dziwnego, nietypowego kształtu przypominającego damskie pośladki , natomiast męskie przypominają męskiego ? hmm? falusa ?hehe.. Liście tych drzew mogą mieć nawet do 6 metrów szerokości i 14 wysokości. W parku żyją też bardzo rzadko spotykane gatunki ptaków - seszelskie bulbule i czarne papugi. My w tym rezerwacie  nic takiego nie spotkaliśmy, może za szybko przeszliśmy ten rezerwat -)(dopiero na La Digue w zagrodzie żółwi spotkaliśmy tą czarną papugę a bilbule to widzieliśmy  w naszym hotelu na Praslinie kiedy wraz z innymi ptakami  atakowały moje bagietki z talerza- ) Będąc w rezerwacie ma się wrażenie jakby się było jakimś krasnoludkiem .. bo przyroda dookoła jest niesamowicie bujna, wysoka , spotykamy jakieś takie dziwne owoce żółte o nazwie Jackfruit które są owocem  drzewa bochenkowego i wyrastające one z kory drzew , śmiesznie to wygląda , niesamowicie też wyglądają korzenie draceny, W rezerwacie  jest dość ciemno i ciężko zrobić fajne zdjęcia. Niestety nie dotarliśmy do punktu widokowego rezerwatu bo gdzieś pobłądziliśmy i nie chciało nam się robić tej trasy od nowa. Te ogromne kokosy coco de mer o max wadze 25 kg to widziałam tylko  na stoliku ?przy wejściu do rezerwatu, na palmach widziałam mnóstwo tych kokosów ale znacznie mniejszych , które jeszcze nie miały tych specyficznych kształtów..bardzo chciałam zobaczyć takiego olbrzymiego kokosa  jak rośnie na palmie ..ale nic z tego.

Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011

Tego dnia mamy jeszcze w planie zobaczyć Anse Lazio , Wracamy więc autobusem z doliny majowej , przystanek jest pod samym wejściem do parku ,wysiadamy znowu przy Coco Rouge , kupujemy prowiant,

Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011

podczas czekania na autobus wypijamy sobie  zimniutkie Sey Brew-y ,

Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011 Od Seszele 2011

w tym czasie podchodzi do nas jakiś gościu i proponuje transport ale my w tym dniu nie chcemy  , ale podpytujemy czy przyjedzie do naszego hotelu w czwartek ostatniego naszego dnia pobytu na Praslinie , gościu od razu się zgadza i  umawiamy się aby nas zawiózł z hotelu  do portu skąd wypłyniemy na La Digue . Uzgadniamy godzinę 8.30 ,pod lobby i cenę 125 rupi (ok. 10$),  żegnamy się i jedziemy autobusem do hotelu a tam od jednego drinka do drugiego ..i stwierdzamy że dzisiaj to nam się już nie chce jechać na Anse Lazio, zostawimy to na kolejny dzień.

bepi
Obrazek użytkownika bepi
Offline
Ostatnio: 3 miesiące 2 tygodnie temu
Rejestracja: 04 wrz 2013

take away na La Digue jest w samym centrum wyspy, zaraz za portem jak się skręca w głąb wyspy czyli w drogę  gdzie się jedzie do Chateu st. cloud.  Od naszego hotelu to ok 700 m, musieliśmy na rowerze jechać  tam około 5 minut, gorzej z tymi godzinami urzędowania..bo w sumie my to jesteśmy głodni tak z reguły ok 17.00 a take away na La Digue  jest 12-14 i 18-22 , ta druga pora to też nie bardzo ..bo wtedy już jest ciemno i trzeba by z latarkami ..na rowerze jechać po tego take away,hehe wiec myśmy sobie kupowali po południu , a jedliśmy wieczorem dopiero-) W sumie my mieliśmy mało czasu na la Digue, więc my się ciągle po tej wyspie przemieszczaliśmy na rowerze, więc wyskok po take away to nie był dla nas problem..

bepi
Obrazek użytkownika bepi
Offline
Ostatnio: 3 miesiące 2 tygodnie temu
Rejestracja: 04 wrz 2013

Następnego  dnia znowu idziemy na przystanek autobusowy pod hotelem Berjaya skąd jedziemy autobusem na plażę Anse Lazio. Autobusem jedziemy tam około 15 minut, jedziemy wzdłuż oceanu mijamy hotel La Reserve, a potem jedziemy wzdłuż plazy Anse Possession , Anse Takamaka, Anse Boudin, piękne są to widoki z autobusu, plaże puste, mienią się kolorami zieleni, odcieni granatów,  cudowne krajobrazy, gdybym tu na tej wyspie była dłużej to na pewno zawitałabym i na tych plażach, ale nie mamy czasu ani samochodu aby stawać w każdym pięknym miejscu. Jedziemy dalej po drodze mijamy jeszcze takie osiedle  na skarpach wypasionych willi na palach , z których są cudne widoki na ocean, wille są piękne , nowoczesne ,wszystkie podobne do siebie , ale gdybym miała tyle kasy to nie kupiłabym w tym miejscu domu, bo nie ma bezpośredniego dojścia do plaży..a kupując dom w takim raju i za tyle milionów ( ok. 3 mln $) to bezpośredni dostęp do plazy  jest dla mnie najważniejszy hehe? Dojeżdżamy na skrzyżowanie gdzie droga w dół prowadzi do Anse Lazio a droga w górę  ok. 2 km prowadzi do punktu widokowego Zimbabwe . Autobus staje i dalej nie jedzie więc musimy wysiadać . Idziemy alejką na Anse Lazio, raz stromo w dół, raz w górę, ale widoczki po drodze cudowne , i jeszcze pogodę w tym dniu mamy wymarzoną, prawie cały czas jest słońce ! tym razem nie chowa się tak często za chmury, widoki z tej alejki boskie, kto podjechał taxi bezpośrednio pod Lazio to wiele stracił pięknych widoków z góry-))) Idziemy około 15 minut tą drogą bo bokach mamy czerwoną afrykańską ziemię jak na safari w Kenii -))w tle granitowe skały zatopione w zieleni  a na prosto mamy widok na lazur oceanu , no coś pięknego , Roberto zachwycony widokami !! ja też zresztą, zmęczeni spacerem zbliżamy się do Lazio, następnie idziemy po takiej dróżce z mięciutkiego piasku , po bokach są jakieś domki ehh jak ja im zazdroszczę mieszkać w takiej okolicy przy tej plaży !!! Nareszcie wchodzimy na plażę ,a lazurem bije po oczach ! cudne ma kolory Anse Lazio i te kamole tak ładnie w oceanie się prezentują , ludzi nie jest zbyt dużo może ze 20 osób ale plaża jest długa , więc spoko ! tłumów nie ma , Robert siada sobie przy skałce i cyka foteczki swoją komórką , to znak że mu się naprawdę podoba skoro pierwszy raz wyjął komórę aby zrobić fotki hehe? oczywiście aparat ja od razu opanowałam, w takich kolorkach  cykam zdjęć chyba ze sto, jakby mnie coś opętało .. muszę każdy kamień sfotografować , mijam te kamole i idę dalej i jest kolejna plaża mniejsza ale jeszcze bardziej urocza ,znowu seria zdjęć i  mijam kolejne kamole idę dalej do samego końca i znowu jest urocza malutka zatoczka i to pusta, wszyscy siedzą na tym najdłuższym odcinku plaży , kolory się tam mienią cudnie zielenie, szmaragdy, turkusy , oj jak rajsko, wracam się po Roberto który został w 1 największej części tej plaży . Czas spędzamy w tej uroczej zatoczce, próbuję się jeszcze pospinac po kamolach aby pójść jeszcze dalej ale nie daję rady , za ślisko, za ciepły są te głazy! Miś stwierdza że to najfajniejsza plaża z wysp Praslin i Mahe, mnie chyba bardziej zauroczyła jednak Anse Georgette , ale Lazio też jest piękna! Na plaży spędzamy z  2 godzinki i ruszamy spowrotem , ledwo idę , ciaglę pod góre, w ciągu tego spaceru wydoiłam całą cole 1,5 litra, idę marzę o zimniutkim piweczku , docieramy na to rozwidlenie dróg , Roberto zagaduje aby się pokusić na Zimbabwe ale ja mam dość !!! jestem spocona , wykończona! Wracamy do hotelu , resztę dnia spędzamy na naszej plaży w towarzystwie rasta man , i człowieka która sprzedał nam wycieczkę na Curieuse , drinkujemy , ogólnie fajnie i wesoło spędzamy dzień , na koniec zapraszamy na drinka tego gościa do nas na taras bungalowa  , częstujemy go polskimi przekąskami? rozmawiamy o życiu , pracy i zarobkach na Seszelach po czym  przychodzi ochrona hotelu i każe gościowi opuścić nasz taras, tłumaczymy ze to nasz przyjaciel i to my decydujemy czy on z nami spędza czas czy nie, ochroniarz odszedł, myśleliśmy że odpuścił .. ale gdzie tam ..przyszedł za 10 minut znowu,ale tym razem  z kierownikiem hotelu i zrobił straszną awanturę temu gościowi od wycieczek,  Az mi go żal,  miejscowi nie mogą przebywać na terenie naszego hotelu,  spoko nie chcemy już afer więcej żegnamy się , a on mnie prosi jeszcze o garść paluszków i  hanutę na drogę bo mu tak zasmakował ten batonik. Dostaje ode mnie całą sztangę batoników, bo ja ich przywiozłam na Seszele chyba pół walizki heh Kolejnego dnia czas spędzamy na plaży, spacerujemy znowu przez całą Anse Volbert.  W południe robimy jeszcze kurs do centrum po take away , już to mamy ocykane ok. godz 11.20 jedziemy spod bramy hotelu autobusem 61 do Coco Rouge , jesteśmy tam w porze otwierania baru, tym razem jesteśmy pierwsi i nie czekamy w kolejce..hehe.. kupujemy kilka take away , za 5 min jedzie stamtąd autobus i w południe pare minut po  12 już powrotem na plaży -)  Pod wieczór udajemy się jeszcze na spacer na punkt widokowy na cała zatokę Cote do Or  tj do  hotelu Mango Lodge , tam to dopiero wycisnęłam z siebie siódme poty.. droga stroma , idziemy ze 15 minut ale ciągle pod górę i docieramy do tego hotelu który składa się z kilku drewnianych domków postawionych na palach z cudnym widokiem, ale osobiście nie chciałabym tam mieszkać? gdyby miała taką trasę pokonywać codziennie na plazę czy do sklepów to bym chyba się wykończyła !!!  W okolicy jest kilka domów , a widoki z nich miód malina , fajnie widać wyspę St. Pierre  i Curieuse ,Roberto się wkurza bo zapomniał swojego nowego sprzętu obiektywa do ściągania widoków z daleka , marudzi całą drogę , chce tu wchodzić jeszcze raz ze swoim sprzeciorem ale ja się absolutnie nie zgadzam , nie mam na to siły i ochoty  !!!! Po powrocie konsumujemy nasze take away a apetyty po tym spacerku nam dopisują  Wieczorem pakujemy się i rano wcześnie idziemy na śniadanie o 7.30, zdajemy pokój który dzien wcześniej przyszła obsługa hotelu sprawdzić czy jest wporządku ? buhehe a co niby miałoby być nie porządku ?co byśmy niby z tamtąd mieli ukraść ??? jak nic tam nie było .. no chyba czajnik albo szklanki buhehe, no dobra takie mają procedury ..ale pierwszy raz się z czymś taki spotkaliśmy .. Zdajemy pokój, ręczniki, oddają nam depozyt 100$ , bierzemy rzeczy z sejfu z lobby który jest tam za free. Czekamy na naszego znajomego z którym się umówiliśmy parę dni temu na transport do portu, mamy obawy czy przyjedzie czy zapomniał o nas , na szczeście jest punktualnie !!! o 8.30 wyjezdzamy z hotelu do portu , kierowca jest bardzo sympatyczny mam jego numer telefonu jakby ktoś potrzebował transportu na Praslinie, płacimy mu 125 rupi jak się wczesniej umówilsimy zegnamy się , idziemy kupić bilet na prom do biura Inter Island Ferry  , płacimy po 20 euro za bilet na osobę w dwie strony i ruszamy na ta rajską perełkę zwaną La Digue.. Dobranoc-)

<!-- REPLY --><!--/vb:if--><!-- /REPLY -->
  • Edytuj
  • Oflaguj
  • Cytat
  • Komentarz
  • Lubię to
bepi
Obrazek użytkownika bepi
Offline
Ostatnio: 3 miesiące 2 tygodnie temu
Rejestracja: 04 wrz 2013

Następnego  dnia znowu idziemy na przystanek autobusowy pod hotelem Berjaya skąd jedziemy autobusem na plażę Anse Lazio. Autobusem jedziemy tam około 15 minut, jedziemy wzdłuż oceanu mijamy hotel La Reserve, a potem jedziemy wzdłuż plazy Anse Possession , Anse Takamaka, Anse Boudin, piękne są to widoki z autobusu, plaże puste, mienią się kolorami zieleni, odcieni granatów,  cudowne krajobrazy, gdybym tu na tej wyspie była dłużej to na pewno zawitałabym i na tych plażach, ale nie mamy czasu ani samochodu aby stawać w każdym pięknym miejscu. Jedziemy dalej po drodze mijamy jeszcze takie osiedle  na skarpach wypasionych willi na palach , z których są cudne widoki na ocean, wille są piękne , nowoczesne ,wszystkie podobne do siebie , ale gdybym miała tyle kasy to nie kupiłabym w tym miejscu domu, bo nie ma bezpośredniego dojścia do plaży..a kupując dom w takim raju i za tyle milionów ( ok. 3 mln $) to bezpośredni dostęp do plazy  jest dla mnie najważniejszy hehe? Dojeżdżamy na skrzyżowanie gdzie droga w dół prowadzi do Anse Lazio a droga w górę  ok. 2 km prowadzi do punktu widokowego Zimbabwe . Autobus staje i dalej nie jedzie więc musimy wysiadać . Idziemy alejką na Anse Lazio, raz stromo w dół, raz w górę, ale widoczki po drodze cudowne , i jeszcze pogodę w tym dniu mamy wymarzoną, prawie cały czas jest słońce ! tym razem nie chowa się tak często za chmury, widoki z tej alejki boskie, kto podjechał taxi bezpośrednio pod Lazio to wiele stracił pięknych widoków z góry-))) Idziemy około 15 minut tą drogą bo bokach mamy czerwoną afrykańską ziemię jak na safari w Kenii -))w tle granitowe skały zatopione w zieleni  a na prosto mamy widok na lazur oceanu , no coś pięknego , Roberto zachwycony widokami !! ja też zresztą, zmęczeni spacerem zbliżamy się do Lazio, następnie idziemy po takiej dróżce z mięciutkiego piasku , po bokach są jakieś domki ehh jak ja im zazdroszczę mieszkać w takiej okolicy przy tej plaży !!! Nareszcie wchodzimy na plażę ,a lazurem bije po oczach ! cudne ma kolory Anse Lazio i te kamole tak ładnie w oceanie się prezentują , ludzi nie jest zbyt dużo może ze 20 osób ale plaża jest długa , więc spoko ! tłumów nie ma , Robert siada sobie przy skałce i cyka foteczki swoją komórką , to znak że mu się naprawdę podoba skoro pierwszy raz wyjął komórę aby zrobić fotki hehe? oczywiście aparat ja od razu opanowałam, w takich kolorkach  cykam zdjęć chyba ze sto, jakby mnie coś opętało .. muszę każdy kamień sfotografować , mijam te kamole i idę dalej i jest kolejna plaża mniejsza ale jeszcze bardziej urocza ,znowu seria zdjęć i  mijam kolejne kamole idę dalej do samego końca i znowu jest urocza malutka zatoczka i to pusta, wszyscy siedzą na tym najdłuższym odcinku plaży , kolory się tam mienią cudnie zielenie, szmaragdy, turkusy , oj jak rajsko, wracam się po Roberto który został w 1 największej części tej plaży . Czas spędzamy w tej uroczej zatoczce, próbuję się jeszcze pospinac po kamolach aby pójść jeszcze dalej ale nie daję rady , za ślisko, za ciepły są te głazy! Miś stwierdza że to najfajniejsza plaża z wysp Praslin i Mahe, mnie chyba bardziej zauroczyła jednak Anse Georgette , ale Lazio też jest piękna! Na plaży spędzamy z  2 godzinki i ruszamy spowrotem , ledwo idę , ciaglę pod góre, w ciągu tego spaceru wydoiłam całą cole 1,5 litra, idę marzę o zimniutkim piweczku , docieramy na to rozwidlenie dróg , Roberto zagaduje aby się pokusić na Zimbabwe ale ja mam dość !!! jestem spocona , wykończona! Wracamy do hotelu , resztę dnia spędzamy na naszej plaży w towarzystwie rasta man , i człowieka która sprzedał nam wycieczkę na Curieuse , drinkujemy , ogólnie fajnie i wesoło spędzamy dzień , na koniec zapraszamy na drinka tego gościa do nas na taras bungalowa  , częstujemy go polskimi przekąskami? rozmawiamy o życiu , pracy i zarobkach na Seszelach po czym  przychodzi ochrona hotelu i każe gościowi opuścić nasz taras, tłumaczymy ze to nasz przyjaciel i to my decydujemy czy on z nami spędza czas czy nie, ochroniarz odszedł, myśleliśmy że odpuścił .. ale gdzie tam ..przyszedł za 10 minut znowu,ale tym razem  z kierownikiem hotelu i zrobił straszną awanturę temu gościowi od wycieczek,  Az mi go żal,  miejscowi nie mogą przebywać na terenie naszego hotelu,  spoko nie chcemy już afer więcej żegnamy się , a on mnie prosi jeszcze o garść paluszków i  hanutę na drogę bo mu tak zasmakował ten batonik. Dostaje ode mnie całą sztangę batoników, bo ja ich przywiozłam na Seszele chyba pół walizki heh Kolejnego dnia czas spędzamy na plaży, spacerujemy znowu przez całą Anse Volbert.  W południe robimy jeszcze kurs do centrum po take away , już to mamy ocykane ok. godz 11.20 jedziemy spod bramy hotelu autobusem 61 do Coco Rouge , jesteśmy tam w porze otwierania baru, tym razem jesteśmy pierwsi i nie czekamy w kolejce..hehe.. kupujemy kilka take away , za 5 min jedzie stamtąd autobus i w południe pare minut po  12 już powrotem na plaży -)  Pod wieczór udajemy się jeszcze na spacer na punkt widokowy na cała zatokę Cote do Or  tj do  hotelu Mango Lodge , tam to dopiero wycisnęłam z siebie siódme poty.. droga stroma , idziemy ze 15 minut ale ciągle pod górę i docieramy do tego hotelu który składa się z kilku drewnianych domków postawionych na palach z cudnym widokiem, ale osobiście nie chciałabym tam mieszkać? gdyby miała taką trasę pokonywać codziennie na plazę czy do sklepów to bym chyba się wykończyła !!!  W okolicy jest kilka domów , a widoki z nich miód malina , fajnie widać wyspę St. Pierre  i Curieuse ,Roberto się wkurza bo zapomniał swojego nowego sprzętu obiektywa do ściągania widoków z daleka , marudzi całą drogę , chce tu wchodzić jeszcze raz ze swoim sprzeciorem ale ja się absolutnie nie zgadzam , nie mam na to siły i ochoty  !!!! Po powrocie konsumujemy nasze take away a apetyty po tym spacerku nam dopisują  Wieczorem pakujemy się i rano wcześnie idziemy na śniadanie o 7.30, zdajemy pokój który dzien wcześniej przyszła obsługa hotelu sprawdzić czy jest wporządku ? buhehe a co niby miałoby być nie porządku ?co byśmy niby z tamtąd mieli ukraść ??? jak nic tam nie było .. no chyba czajnik albo szklanki buhehe, no dobra takie mają procedury ..ale pierwszy raz się z czymś taki spotkaliśmy .. Zdajemy pokój, ręczniki, oddają nam depozyt 100$ , bierzemy rzeczy z sejfu z lobby który jest tam za free. Czekamy na naszego znajomego z którym się umówiliśmy parę dni temu na transport do portu, mamy obawy czy przyjedzie czy zapomniał o nas , na szczeście jest punktualnie !!! o 8.30 wyjezdzamy z hotelu do portu , kierowca jest bardzo sympatyczny mam jego numer telefonu jakby ktoś potrzebował transportu na Praslinie, płacimy mu 125 rupi jak się wczesniej umówilsimy zegnamy się , idziemy kupić bilet na prom do biura Inter Island Ferry  , płacimy po 20 euro za bilet na osobę w dwie strony i ruszamy na ta rajską perełkę zwaną La Digue.. Dobranoc-)

<!-- REPLY --><!--/vb:if--><!-- /REPLY -->
  • Edytuj
  • Oflaguj
  • Cytat
  • Komentarz
  • Lubię to
bepi
Obrazek użytkownika bepi
Offline
Ostatnio: 3 miesiące 2 tygodnie temu
Rejestracja: 04 wrz 2013
bepi
Obrazek użytkownika bepi
Offline
Ostatnio: 3 miesiące 2 tygodnie temu
Rejestracja: 04 wrz 2013
Strony

Wyszukaj w trip4cheap