myślę, że nie ma miejsc nudnych ; to zawsze jest kwestia naszego "spojrzenia" i nastawienia; każde, nawet uchodzące za nudne miejsce- ma jakis swój (czasami ukryty) potencjał;
a tego typu opinie (tam nic nie ma!) wypisują najczęsciej jacyś malkontenci albo wręcz ignoranci XD!
Saliny zawsze wzbudzają mój zachwyt; zwłaszcza te "różowe" ; widoczki urocze, takie nieco "lanzarotańsko-fuertavertuwiańskie"
nooo... remont tego "grata" brzmi mocniej jak poważnie (sądząc po jego stanie) , ale prawdziwy pasjonat z pewnością doprowadziłby go do stanu , że mocno bysmy sie zdziwili jakby "zabłysł dawnym blaskiem" !
dla mnie twoja Sal - jest Cool! (choc moi znajomi, bywalcy Cabo Verde- twierdzą, że jest najmniej ciekawa , wśród pozostałych; ja nie byłam jeszcze na żadnej, a chciałabym kiedyś... najbardziej kusi mnie taka wycieczka na której była kiedys nasza Małgosia (mabro) - na 3 wyspy; może jeszcze kiedys mi sie uda tam dotrzec... ? who know?
Też uważam, że opinie o WZP (wydawane najczęściej przez osoby przebywające wyłącznie w hotelu na Sal) są bardzo krzywdzące. Byłam na 5 wyspach i każda z nich jest inna i ma coś innego do zaoferowania - górzysta i zielona Santo Antao (ta mi się najbardziej podobała), wulkaniczna Fogo, Sao Vicente ze szczytem Monte Verde i dużym miastem Mindelo, Boavista nieco podobna do Sal ale chyba bardziej urozmaicona. Pozostałe, których nie widziałam też są zróżnicowane - np. największa Santiago ze stolicą Praia czy Sao Nicolau podobna do Santo Antao. Marzy mi się odwiedzenie wszystkich wysp a póki co polecam wycieczkę, na której byłam a o której wspomina Piea. Itaka nadal ją ma w ofercie.
Wracając do Sal to saliny nic się nie zmieniły od mojego pobytu w 2013 r. i wciąż zachwycają. Natomiast Shark Bay zrobiło się miejscem bardzo turystycznym. Podczas mojego pobytu nie było tam ludzi ani żadnych straganów. Rekinów zresztą też nie spotkaliśmy, hi, hi. Dopiero na pomoście w Santa Maria mogliśmy zobaczyć jak wygląda rekin cytrynowy w całej okazałości
Jazdę na pace, podobnie jak Żelek, zaliczyłam w czasie jednodniowej wycieczki na Boavistę. Nie dość, że ławki były niemiłosiernie twarde to tego dnia wiało koszmarnie i mało nam głów nie urwło, o kurzu nie wspominając
"Piaskownica" i zabawa z falami super! I ten cudowny kolor wody
Hotel (Riu) fajny bo ma dużo zieleni chociaż niedawno był wybudowany
...ostatnim punktem tej jednodniowej wycieczki było "Niebieskie Oko". Czyli rodzaj podwodnej jaskini o turkusowej wodzie. "Specyfika miejsca" jest taka że aby "nacieszyć oczy" tym naturalnym fenomenem trzeba się tam znaleźć o odpowiedniej porze dnia. W czasie naszego pobytu (połowa listopada) ten "najlepszy czas" przypadał na godziny od 13-tej do 14-stej.Mniej więcej ; ) Dlatego więc przewodnik zadecydował o kolejności odwiedzanych atrakcji. My chcieliśmy zacząć włąśnie od "Blue Eye" a na "rekinkach" zakończyć wycieczkę. Dobrze jednak,czasem,posłuchać..."młodszych" ; )
Odcinek drogi pomiędzy solniskami a "okiem" jest najdłuższym do pokonania. Jazda odbywa sie w całości po "drogach gruntowych". Kurz zdaje sie wciskać do wnętrza Hiluxa mimo zamknietych okien. Wyobrażam sobie co sie musiało dziać..."na pace" ; )
Krajobrazy wokół niemal...senegalskie ; )
po,około,półgodzinnej jeździe docieramy. Parking "nabity" samochodami. Widać też autokary. Zachdzę w głowe jak dojechały po tych drogach !??? Nasz przewodnik prowadzi do kasy. Kupujemy bilety. Nie pamietam "za ile" ale nie były to ceny "powalajace". Wychodzimy na dróżke prowadzaca do celu. A tam...koleja jak za PRL-u "do miesnego" !!!! Co gorsza,tylko miejscami chroniacy od słońca daszek. Jestesmy..."zdruzgotani" perspektywą długiego oczekiwania. Na szczęście możemy porozgladać sie po nadmorskiej okolicy. Jest niemal..."irlandzka" !!!
Czarne "wytrawione" przez ocean skały. Pęknięcia w brzegu do których wciskaja sie fale. Wyglada to nieźle ,tyle że aby TO zobaczyć nie musimy lecieć "przez pół dnia". Wystarczy "parę godzin" jazdy ; )))
Nasz przewodni "gdzieś zniknął" a kolejka oczekujących wydaje się...nie poruszać. Jestesmy skłonni..."odpuścić sobie" ogladanie "oka" i wracać. Na szczęście,chłopak wraca i...prowadzi nas do bramki. Ludziska wokół patrza zdziwieni..On rozmawia z "ekipa wpuszczającą" i oznajmia. "Teraz ,gdy otworza bramkę,wchodzicie. Nie śmiem pytać ani negować jego decyzji ; )
Ustawiamy sie tuż za grupą "jakichś specjalnych VIP-ów".Wchodzimy razem z nimi na "kładkę" a potem na schodki prowadzace do "punktu widokowego".
Zanim zejdziemy,dostrzegam tablice z "info".Co ciekawe,nie ma informacji pisanej cyrylicą !!! ; Jest natomiast w..."języku Rej,a" !!!!! : ))
Dochodzimy,pojedyńczo do "punku obserwcji". Trzeba stanąć,jest asysta,na skalnym wystepie i...zerknąć w dół. Patrzymy na "Niebieskie oko". A może ono patrzy na nas ??? ; )
Oględziny trwają...może dziesięć a może piętnaście sekund. Ot i wszystko. Na myśl że moglismy jeszcze stać w "opiekanej słońcem" kolejce aby zobaczyć takie..."NIC". Robi mi sie goraco. I to nie z upału ; )))
Dróżka powrotna wiedzie w pobliżu pokazywanego wcześniej "brzegowego pęknięcia". Stajemy aby raz jeszcze pstryknąc kilka fotek...
Nasz przewodnik oznajmia że są miesiące gdy ocean "nie szaleje" a turyści przybywajacy "do oka" kąpia się w tej "mini-zatoczce" spłukując z siebie kurz. Patrząc na to "co się wyprawia" az trudno mi w to uwierzyć ; )
Możemy jeszcze wejść do budynku gdzie mieszczą sie sklepiki z pamiatkami,mini-knajpka,toalety. Na żadną "z tych atrakcji" nie mamy ochoty. Chcemy być ,jak najszybciej,w hotelu. Wracamy i po niespełna godzinnej jeździe możemy "raczyć się" chłodny piwkiem w przybasenowym barku ; )
Resumując "Blue Eye" to "najsłabsza" atrakcja jaką widzieliśmy. Warta zobaczenia jedynie gdy połączymy ją z innymi...
"Młody" dostał od nas "odpowiedniego TIP,a". Co ciekawe,WSZYSCY obdarowywani na Sal (kierowcy TAXI,przewodnicy,housekeep,ing) byli naprawde zadowoleni z napiwków. Jakże inaczej się wtedy..."rozdaje kaskę" ; )))
Jutro.kilka fotek z miasteczka Santa Maria...
—
...no to w drogę... żeby się oburzać i podziwiać
...zdumiewać i wzruszać ramionami...wybrzydzać i zachwycać...Radoslav
Plaża i woda przepiękne. Jeśli chodzi o krajobrazy, to wolę bardziej górzyste, ale - jak już mawiali starożytni - de gustibus non est disputandum. Z pewnością, WZP godne są odwiedzenia. Pozdrawiam.
...choć nasz hotel,tak ten pierwszy jak i drugi, umiejscowione były "administracyjnie" w mieście Santa Maria to aby "poczuć miejski klimat" należało przemioeścic się ,około dwóch kilometrów. Odległość nie była "zabójcza" ale wspominany juz parokrotnie "kurz i upał" skutecznie zniechecały do opcji "per pedes".
To co jest jednym z "plusów" na Sal to łatwość znalezienia tasówek. Zdają się być...wszędzie !!! ; ) Tak przy hotelach,miejscach popularnych turystycznie jak i po prostu "na ulicach".Ceny równie przyjemne jak i sama jazda. Śmialiśmy się że "taksometry sa niepotrzebne" ponieważ obowiązuje "stała opłata" w wysokości ...pięciu EURO. Tyle bowiem płaciliśmy za każdym razem,wyjątek to transfer na lotnisko. Samochody to wcale nie "trupki" tak często spotykane w innych "egzotycznych" regionach świata.
Jazda trwała około kwadransa i kierowca wysadził nas w "punkcie zero" czyli lokacji będącej głównym celem wycieczki. To budynek "Mercado Municipal de Santa Maria". Czyli nic innego jak...miejskie targowisko. Postanowiliśmy odwiedzić "ryneczek" aby zaopatrzyć sie w "jakieś souvenir,y" gdyż hotelowy sklepik był,ogólnie rzecz biorąć, słabo wyposażony.
Budynek targowy "trąci kololianizmem". Tak z zewnatrz ...
jak i w środku...
zdziwił nas..."minimalizm" jaki spotkalismy wewnątrz. "Oferta handlowa" jest naprawde niewielka !!! Na parterze przeważają,bardzo skromne, stoiska (stoisko !???) "owocowo-warzywne"...
były tez pakowane "przyprawy,grochy,fasole" itp. ...
natomiast pięterka zdominowały boksy z "fatałaszkami i upominkami". Mimo że oferta pamiatkarska podobnie do owocowej bardzo skromna,nie wyszlismy z "pustymi rękami" ; ))
Naprawde dokładne obejście obiektu ,plus zakupy,zajęły nam nie więcej niż pół godziny. Wychodzimy na ulice aby porozgladać się "po mieście". Przeważają budynki w "nowym stylu". Kolorowe i większości zadbane."Amatorzy" slums,ów będa zawiedzeni...
ulice "z rozmachem".Szerokośći jezdni i..."spokoju na drodze" szczerze zazdrościłem ; )
miejscami widać..."ludzi". Dużych...
i małych...
podobaja sie nam..."muralowe chodniki"...
w pobliżu miejskiego sakwerku trochę więcej zieleni...
i "modny" ,niemal wszędzie,napis o "ukochaniu" danego miejsca ; )
kierujemy sie do miejskiej plaży. W jej poblizu więcej hotelików. Tak małych,boutik,owych...
jak i większych...
ten,zdawał sie być..."alpejski" ; ))
trafił sie także taki "exclusive" !!! ; )
sa oczywiście sklepiki i knajpki...
przy jednym..."polski akcent" ; )
doszlismy do plaży. Zamiar był ambitny aby "odwiedzić molo".Ale na samą myśl o "marszu przez piaski" w nieosłonietym miejscu ..."nam przeszło" ; ) Jedynie poogladaliśmy "plaowe przybytki". Z daleka ; )))
i raz jeszcze potwierdziła sie łatwośc w "pozyskiwaniu taxi". Gdy zawrócilismy,niemal natychmiast,pojawił sie "firmowo pomalowany pojazd". Chocćbył "kawałek od nas".machęliśmy. Kierowca nas dostrzegł i wycofał aw naszym kierunku...
zdązyliśmy zając miejsca a on zapytał: "Do RIU Palace" ? Tak,odparłem zdziwiony,skąd wiesz !??? Usmiechnął się,"po opasce na ręce". "Bystrzacha",pomyslałem...
Kwardans i kolejny drinuś "schładzał nas" w przybasenowym barku ; )
jutro zakończenie i ...luźnych uwag kilka ; )
—
...no to w drogę... żeby się oburzać i podziwiać
...zdumiewać i wzruszać ramionami...wybrzydzać i zachwycać...Radoslav
to dobrze, że kolorowo i zadbanie ?? myślisz, ża są jacyś amatorzy slumsów? osobiście bałbym się wejść, i myślę każdy, do dzielnicy slumsów - gdzie raz. dwa i wychodzisz bez portfela; o ile wogóle wychodzisz
...i tu się zdziwisz !!! znam wielu ludzi którzy "słono zapłacili" aby "zostać oprowadzonym" po dzielnicach biedy w wielu miastach świata !!! dlaczego,bo nic tak nie cieszy jak "cudza bieda" ; )
—
...no to w drogę... żeby się oburzać i podziwiać
...zdumiewać i wzruszać ramionami...wybrzydzać i zachwycać...Radoslav
Widzę, że Sal robi się coraz bardziej turystyczna Wydaje mi się, że market i te zadbane, piętrowe, kolorowe budynki to nowe obiekty. W czasie mojego pobyu w Santa Maria były dwie, niewielkie uliczki na krzyż i wyglądały mniej więcej tak:
w 2013 r.
i w 2019 r.
Szkoda, że nie wybraliście się na molo bo to "centrum" lokalnego życia i handlu rybami. Nie wiem tylko czy teraz normalnie funkcjonuje bo planowany był duży remont tego miejsca.
Ciekawa jestem jak Żelek odbiera pokazane przez Ciebie miejsca? Czy wg Niej bardzo się na Sal zmieniło?
Jeśli chodzi o slumsy to niestety na Sal nadal są bo to bardzo biedna wyspa. Wiele nowo powstających hoteli niestety należy do osób z zagranicy. Na Sal mieszka Polka Ola, która wyszła za mąż za Kabowerdeńczyka i stara się pomagać dzieciom z najbiedniejszych rodzin. Wspierają jej działania m. in. turyści z Polski przywożąc dary lub wpłacając datki. Można o tym poczytać na jej profilu na Fb.
Te z zdecydowanie wolelismy sobie tutaj pospacerować niż włazić do tej wody ))
myślę, że nie ma miejsc nudnych ; to zawsze jest kwestia naszego "spojrzenia" i nastawienia; każde, nawet uchodzące za nudne miejsce- ma jakis swój (czasami ukryty) potencjał;
a tego typu opinie (tam nic nie ma!) wypisują najczęsciej jacyś malkontenci albo wręcz ignoranci XD!
Saliny zawsze wzbudzają mój zachwyt; zwłaszcza te "różowe" ; widoczki urocze, takie nieco "lanzarotańsko-fuertavertuwiańskie"
nooo... remont tego "grata" brzmi mocniej jak poważnie (sądząc po jego stanie) , ale prawdziwy pasjonat z pewnością doprowadziłby go do stanu , że mocno bysmy sie zdziwili jakby "zabłysł dawnym blaskiem" !
dla mnie twoja Sal - jest Cool! (choc moi znajomi, bywalcy Cabo Verde- twierdzą, że jest najmniej ciekawa , wśród pozostałych; ja nie byłam jeszcze na żadnej, a chciałabym kiedyś... najbardziej kusi mnie taka wycieczka na której była kiedys nasza Małgosia (mabro) - na 3 wyspy; może jeszcze kiedys mi sie uda tam dotrzec... ? who know?
Piea
Radek, faktycznie kolorki bardzo urzekające !
Piea, ja też bym się na tą wycieczke wybrała. Daj znać , jak bys się wybierała. Może dołączę ?
No trip no life
Doczytałam
Też uważam, że opinie o WZP (wydawane najczęściej przez osoby przebywające wyłącznie w hotelu na Sal) są bardzo krzywdzące. Byłam na 5 wyspach i każda z nich jest inna i ma coś innego do zaoferowania - górzysta i zielona Santo Antao (ta mi się najbardziej podobała), wulkaniczna Fogo, Sao Vicente ze szczytem Monte Verde i dużym miastem Mindelo, Boavista nieco podobna do Sal ale chyba bardziej urozmaicona. Pozostałe, których nie widziałam też są zróżnicowane - np. największa Santiago ze stolicą Praia czy Sao Nicolau podobna do Santo Antao. Marzy mi się odwiedzenie wszystkich wysp a póki co polecam wycieczkę, na której byłam a o której wspomina Piea. Itaka nadal ją ma w ofercie.
Wracając do Sal to saliny nic się nie zmieniły od mojego pobytu w 2013 r. i wciąż zachwycają. Natomiast Shark Bay zrobiło się miejscem bardzo turystycznym. Podczas mojego pobytu nie było tam ludzi ani żadnych straganów. Rekinów zresztą też nie spotkaliśmy, hi, hi. Dopiero na pomoście w Santa Maria mogliśmy zobaczyć jak wygląda rekin cytrynowy w całej okazałości
Jazdę na pace, podobnie jak Żelek, zaliczyłam w czasie jednodniowej wycieczki na Boavistę. Nie dość, że ławki były niemiłosiernie twarde to tego dnia wiało koszmarnie i mało nam głów nie urwło, o kurzu nie wspominając
"Piaskownica" i zabawa z falami super! I ten cudowny kolor wody
Hotel (Riu) fajny bo ma dużo zieleni chociaż niedawno był wybudowany
Czekam na c.d.
...ostatnim punktem tej jednodniowej wycieczki było "Niebieskie Oko". Czyli rodzaj podwodnej jaskini o turkusowej wodzie. "Specyfika miejsca" jest taka że aby "nacieszyć oczy" tym naturalnym fenomenem trzeba się tam znaleźć o odpowiedniej porze dnia. W czasie naszego pobytu (połowa listopada) ten "najlepszy czas" przypadał na godziny od 13-tej do 14-stej.Mniej więcej ; ) Dlatego więc przewodnik zadecydował o kolejności odwiedzanych atrakcji. My chcieliśmy zacząć włąśnie od "Blue Eye" a na "rekinkach" zakończyć wycieczkę. Dobrze jednak,czasem,posłuchać..."młodszych" ; )
Odcinek drogi pomiędzy solniskami a "okiem" jest najdłuższym do pokonania. Jazda odbywa sie w całości po "drogach gruntowych". Kurz zdaje sie wciskać do wnętrza Hiluxa mimo zamknietych okien. Wyobrażam sobie co sie musiało dziać..."na pace" ; )
Krajobrazy wokół niemal...senegalskie ; )
po,około,półgodzinnej jeździe docieramy. Parking "nabity" samochodami. Widać też autokary. Zachdzę w głowe jak dojechały po tych drogach !??? Nasz przewodnik prowadzi do kasy. Kupujemy bilety. Nie pamietam "za ile" ale nie były to ceny "powalajace". Wychodzimy na dróżke prowadzaca do celu. A tam...koleja jak za PRL-u "do miesnego" !!!! Co gorsza,tylko miejscami chroniacy od słońca daszek. Jestesmy..."zdruzgotani" perspektywą długiego oczekiwania. Na szczęście możemy porozgladać sie po nadmorskiej okolicy. Jest niemal..."irlandzka" !!!
Czarne "wytrawione" przez ocean skały. Pęknięcia w brzegu do których wciskaja sie fale. Wyglada to nieźle ,tyle że aby TO zobaczyć nie musimy lecieć "przez pół dnia". Wystarczy "parę godzin" jazdy ; )))
Nasz przewodni "gdzieś zniknął" a kolejka oczekujących wydaje się...nie poruszać. Jestesmy skłonni..."odpuścić sobie" ogladanie "oka" i wracać. Na szczęście,chłopak wraca i...prowadzi nas do bramki. Ludziska wokół patrza zdziwieni..On rozmawia z "ekipa wpuszczającą" i oznajmia. "Teraz ,gdy otworza bramkę,wchodzicie. Nie śmiem pytać ani negować jego decyzji ; )
Ustawiamy sie tuż za grupą "jakichś specjalnych VIP-ów".Wchodzimy razem z nimi na "kładkę" a potem na schodki prowadzace do "punktu widokowego".
Zanim zejdziemy,dostrzegam tablice z "info".Co ciekawe,nie ma informacji pisanej cyrylicą !!! ; Jest natomiast w..."języku Rej,a" !!!!! : ))
Dochodzimy,pojedyńczo do "punku obserwcji". Trzeba stanąć,jest asysta,na skalnym wystepie i...zerknąć w dół. Patrzymy na "Niebieskie oko". A może ono patrzy na nas ??? ; )
Oględziny trwają...może dziesięć a może piętnaście sekund. Ot i wszystko. Na myśl że moglismy jeszcze stać w "opiekanej słońcem" kolejce aby zobaczyć takie..."NIC". Robi mi sie goraco. I to nie z upału ; )))
Dróżka powrotna wiedzie w pobliżu pokazywanego wcześniej "brzegowego pęknięcia". Stajemy aby raz jeszcze pstryknąc kilka fotek...
Nasz przewodnik oznajmia że są miesiące gdy ocean "nie szaleje" a turyści przybywajacy "do oka" kąpia się w tej "mini-zatoczce" spłukując z siebie kurz. Patrząc na to "co się wyprawia" az trudno mi w to uwierzyć ; )
Możemy jeszcze wejść do budynku gdzie mieszczą sie sklepiki z pamiatkami,mini-knajpka,toalety. Na żadną "z tych atrakcji" nie mamy ochoty. Chcemy być ,jak najszybciej,w hotelu. Wracamy i po niespełna godzinnej jeździe możemy "raczyć się" chłodny piwkiem w przybasenowym barku ; )
Resumując "Blue Eye" to "najsłabsza" atrakcja jaką widzieliśmy. Warta zobaczenia jedynie gdy połączymy ją z innymi...
"Młody" dostał od nas "odpowiedniego TIP,a". Co ciekawe,WSZYSCY obdarowywani na Sal (kierowcy TAXI,przewodnicy,housekeep,ing) byli naprawde zadowoleni z napiwków. Jakże inaczej się wtedy..."rozdaje kaskę" ; )))
Jutro.kilka fotek z miasteczka Santa Maria...
...no to w drogę... żeby się oburzać i podziwiać
...zdumiewać i wzruszać ramionami...wybrzydzać i zachwycać...Radoslav
Plaża i woda przepiękne. Jeśli chodzi o krajobrazy, to wolę bardziej górzyste, ale - jak już mawiali starożytni - de gustibus non est disputandum. Z pewnością, WZP godne są odwiedzenia. Pozdrawiam.
...choć nasz hotel,tak ten pierwszy jak i drugi, umiejscowione były "administracyjnie" w mieście Santa Maria to aby "poczuć miejski klimat" należało przemioeścic się ,około dwóch kilometrów. Odległość nie była "zabójcza" ale wspominany juz parokrotnie "kurz i upał" skutecznie zniechecały do opcji "per pedes".
To co jest jednym z "plusów" na Sal to łatwość znalezienia tasówek. Zdają się być...wszędzie !!! ; ) Tak przy hotelach,miejscach popularnych turystycznie jak i po prostu "na ulicach".Ceny równie przyjemne jak i sama jazda. Śmialiśmy się że "taksometry sa niepotrzebne" ponieważ obowiązuje "stała opłata" w wysokości ...pięciu EURO. Tyle bowiem płaciliśmy za każdym razem,wyjątek to transfer na lotnisko. Samochody to wcale nie "trupki" tak często spotykane w innych "egzotycznych" regionach świata.
Jazda trwała około kwadransa i kierowca wysadził nas w "punkcie zero" czyli lokacji będącej głównym celem wycieczki. To budynek "Mercado Municipal de Santa Maria". Czyli nic innego jak...miejskie targowisko. Postanowiliśmy odwiedzić "ryneczek" aby zaopatrzyć sie w "jakieś souvenir,y" gdyż hotelowy sklepik był,ogólnie rzecz biorąć, słabo wyposażony.
Budynek targowy "trąci kololianizmem". Tak z zewnatrz ...
jak i w środku...
zdziwił nas..."minimalizm" jaki spotkalismy wewnątrz. "Oferta handlowa" jest naprawde niewielka !!! Na parterze przeważają,bardzo skromne, stoiska (stoisko !???) "owocowo-warzywne"...
były tez pakowane "przyprawy,grochy,fasole" itp. ...
natomiast pięterka zdominowały boksy z "fatałaszkami i upominkami". Mimo że oferta pamiatkarska podobnie do owocowej bardzo skromna,nie wyszlismy z "pustymi rękami" ; ))
Naprawde dokładne obejście obiektu ,plus zakupy,zajęły nam nie więcej niż pół godziny. Wychodzimy na ulice aby porozgladać się "po mieście". Przeważają budynki w "nowym stylu". Kolorowe i większości zadbane."Amatorzy" slums,ów będa zawiedzeni...
ulice "z rozmachem".Szerokośći jezdni i..."spokoju na drodze" szczerze zazdrościłem ; )
miejscami widać..."ludzi". Dużych...
i małych...
podobaja sie nam..."muralowe chodniki"...
w pobliżu miejskiego sakwerku trochę więcej zieleni...
i "modny" ,niemal wszędzie,napis o "ukochaniu" danego miejsca ; )
kierujemy sie do miejskiej plaży. W jej poblizu więcej hotelików. Tak małych,boutik,owych...
jak i większych...
ten,zdawał sie być..."alpejski" ; ))
trafił sie także taki "exclusive" !!! ; )
sa oczywiście sklepiki i knajpki...
przy jednym..."polski akcent" ; )
doszlismy do plaży. Zamiar był ambitny aby "odwiedzić molo".Ale na samą myśl o "marszu przez piaski" w nieosłonietym miejscu ..."nam przeszło" ; ) Jedynie poogladaliśmy "plaowe przybytki". Z daleka ; )))
i raz jeszcze potwierdziła sie łatwośc w "pozyskiwaniu taxi". Gdy zawrócilismy,niemal natychmiast,pojawił sie "firmowo pomalowany pojazd". Chocćbył "kawałek od nas".machęliśmy. Kierowca nas dostrzegł i wycofał aw naszym kierunku...
zdązyliśmy zając miejsca a on zapytał: "Do RIU Palace" ? Tak,odparłem zdziwiony,skąd wiesz !??? Usmiechnął się,"po opasce na ręce". "Bystrzacha",pomyslałem...
Kwardans i kolejny drinuś "schładzał nas" w przybasenowym barku ; )
jutro zakończenie i ...luźnych uwag kilka ; )
...no to w drogę... żeby się oburzać i podziwiać
...zdumiewać i wzruszać ramionami...wybrzydzać i zachwycać...Radoslav
to dobrze, że kolorowo i zadbanie ?? myślisz, ża są jacyś amatorzy slumsów? osobiście bałbym się wejść, i myślę każdy, do dzielnicy slumsów - gdzie raz. dwa i wychodzisz bez portfela; o ile wogóle wychodzisz
papuas
...i tu się zdziwisz !!! znam wielu ludzi którzy "słono zapłacili" aby "zostać oprowadzonym" po dzielnicach biedy w wielu miastach świata !!! dlaczego,bo nic tak nie cieszy jak "cudza bieda" ; )
...no to w drogę... żeby się oburzać i podziwiać
...zdumiewać i wzruszać ramionami...wybrzydzać i zachwycać...Radoslav
Widzę, że Sal robi się coraz bardziej turystyczna
Wydaje mi się, że market i te zadbane, piętrowe, kolorowe budynki to nowe obiekty. W czasie mojego pobyu w Santa Maria były dwie, niewielkie uliczki na krzyż i wyglądały mniej więcej tak:
w 2013 r.
i w 2019 r.
Szkoda, że nie wybraliście się na molo bo to "centrum" lokalnego życia i handlu rybami. Nie wiem tylko czy teraz normalnie funkcjonuje bo planowany był duży remont tego miejsca.
Ciekawa jestem jak Żelek odbiera pokazane przez Ciebie miejsca? Czy wg Niej bardzo się na Sal zmieniło?
Jeśli chodzi o slumsy to niestety na Sal nadal są bo to bardzo biedna wyspa. Wiele nowo powstających hoteli niestety należy do osób z zagranicy. Na Sal mieszka Polka Ola, która wyszła za mąż za Kabowerdeńczyka i stara się pomagać dzieciom z najbiedniejszych rodzin. Wspierają jej działania m. in. turyści z Polski przywożąc dary lub wpłacając datki. Można o tym poczytać na jej profilu na Fb.