...czas na największy atut tegoż miejsca czyli plażę. Zarówno jej wielkość jak i rozmiar bardzo przypominaja tę z Senegalu. Niemal identyczne jest także do niej dojście. Zarówno wielkościowo jak i "wizualnie"...
przed wejściem,sa tablice informujace o czasie legowym żółwi i "zamknieciem" niektórych kawałków plaży. Jest tez prośba o "zachowanie ostrożności". Na szczęście w listopadzie jest już..."po jajach" i brak jakichkolwiek ograniczeń co do spacerowania...
po przejściu "palmowego lasku" wychodzimy na otwartą przestrzeń...
tu pierwsza różnica w porównaniu z tę senegalską. Na Sal jest...czyściusieńko !!! Nie ma "ekip sprzatających" a jedyne "pozostałoiści" jakie napotkamy to te pozostawione przez turystów. Ocean niczego nie wyrzuca na brzeg...
W jednym miejscu "szopki" z ekwipunkiem do "morskich zabaw" a tuż obok stara latarnia morska...
Druga różnicą w porównaniu z afrykańskim wybrzeżem kontynentalnym jest...czystość oceanu. Woda jest,dosłownie,niczym nie zanieczyszczona. Jej kolor i temperatura zachęcają do kąpieli...
Oczywiście nie moglismy sobie odmówić zabawy z falami...
po "solankowych ekscesach" zawsze fajnie wrócić na zimne piwko ; )
odwiedzalismy "piaskownice" także wieczorkiem. Zachody słońca nie tak spektakularne jak "w tropikach" ale i tak mogły sie podobać...
tyle z plaży na której bywaliśmy codziennie. Jutro "wychylimy nos" poza hotel...
—
...no to w drogę... żeby się oburzać i podziwiać
...zdumiewać i wzruszać ramionami...wybrzydzać i zachwycać...Radoslav
...Asia ,zabrzmi niewiarygodnie ale...miejscami TAK !!! po pierwsze plaża ciągnie sie i ciągnie,zda sie końca nie miec... po drugie,naprawdę ciężko tam wytrzymać dłużej niż...kwadrans !!!
siła słońca i "wysuszający wiatr" zmogą każdego !!! a "w wodzie" kąpali się jedynie odważni i tylko w czasie odpływu. Gdy "woda rosła" wszyscy... "łazili po brzegu" ; )
—
...no to w drogę... żeby się oburzać i podziwiać
...zdumiewać i wzruszać ramionami...wybrzydzać i zachwycać...Radoslav
...gdy Basia oznajmiła znajomym w pracy gdzie lecimy w listopadzie wiele osób wyraziło zdziwienie. Na "Cape Verde" !??? Przecież TAM "nic nie ma" ?!!! Nic w znaczeniu "niczego do ogladania" (zwiedzania).Nam to zupełnie nie przeszkadzało bo nastawieni byliśmy wakacyjne ; ) Jednakże jeszcze w domu sprawdzilismy czy faktycznie na wyspie Sal brak jest miejsc "wartych zobaczenia". Okazało sie że na liscie wycieczkowej jest pare lokacji polecanych przez agencje organizujące wycieczki po wyspie.
Myśleliśmy że "bez problemu" załatwimy zarezerwowanie takich objazdówek w hotelu. Podobnie jak było to w senegalskim RIU. Jednakże,w recepcji powiedziano nam że w hotelu brak przedstawicielstwa jakiejkolwiek agencji. Ale,możemy zarezerwować sobie taką wycieczkę u "supervisor,a" który to człowiek ma "swe biuro" na...hotelowej plaży !!! ; )
Poszlismy i znaleźliśmy "gostka" bez problemu.Praktycznie to on "nas znalazł" ; )) Już z daleka wołając "hello,whwre you from". Odpowiedź "from japan" troszkę go zmieszała ale po chwili "ogarnął sprawę" i zaczęliśmy negocjacje. Tu wtręt: polecam odpowiedź w stylu "from japan",ewentualnie nazwę innego "egzotycznego kraju". Da to "chwilową przewagę" nad natarczywym sprzedawca itp. ; )
Szybko ustaliliśmy co chcemy zobaczyć a on zaproponował kolejność miejsc które odwiedzimy. Pozostała do uzgodnienia opcja cenowa. I tu uwaga,otóż istnieja dwa sposoby podróżowania. Oba samochodowe ale znacznie się różniące. Pierwszy,płacimy za "transport idywidualny" czyli w samochodzie będziemy sami. Koszt takiej wycieczki wrasta ale..."nie zabija cenowo". Sposób drugi,jedziemy "w grupie" a właściwie "w grupce".Tyle że będziemy siedzieć "na pace". To oznacza iż cały pustynny kurz oblepi nas "po całości". Gdy ,już po powrocie,rozmawiałem ze znajomą właśnie o "formie transporu" na takowej wycieczce powiedziała krótko. "Siedziałam na zewnątrz i...w zyciu nie byłam tak brudna" ; )))
Samochody którymi wozi sie turystów to "pick-up" typu np.Toyota HILUX. Wnętrze takowego pojazdu jest..."farmerskie" ale wygodne i klimatyzowane. Natomiast "na pace" czeka wąska ławeczka ledwo co obita dermą. Twarda i niewygodna.Skutecznie poobija nasze pupy w czasie jazdy po wertepach. No i wspomniany wcześniej kurz.Tak to mniej więcej wygląda...
Zjeżdżamy z "sfaltówki".Ogladamy krajobraz. Surowy,niemal pustynny ale "ma coś w sobie. Nawet nam sie podobał zwłaszcza że podróż nie trwała zbyt długo...
praktycznie brak jakiejkolwiek roślinności. Nielicząć "kilku krzako-drzew" w oddali...
mniej więcej po półgodzinnej jeździe jesteśmy na miejscu. Jako pierwszą odwiedzimy "Shark Bay"...
zapoznajemy sie z "obostrzeniami" wymienionymi na tablicach...
zostaje nam przydzielony przewodnik który zaprowadzi nas na spotkanie z rekinami. Przewodnik jest "obowiązkowy" i oczywiście płatny ; ) Należy posiadać odpowiednie buty,(mieliśmy ze sobą)takie które ochronoą nasze stopy przed rafa i ,ewentualnymi,"zakusami" rekinów. MOżna takowe wypozyczyć...
Ludzi...moc !!! Ale bez problemu przewodnik znajduje "wolny kawałek wody".
Trzeba uważać, (tak idąć "do" jak i wracając ; ) zwłaszcza na przybrzeżnej płyciźnie ponieważ kamienie są BARDZO śliskie !!! Dalej,już na rafie jest bardziej "przyczepnie"...
gdy jesteśmy na wybranym przez przewodnika miejscu,ten zaczyna "wabić ryby".Używa do tego "rybiego mięsa" którym "głaszcze wodę". Nie zanurza jednak ręki. Popkazywał mi wcześniej blizny na dłoniach. Podobno,to ślady "rekinich zębów" gdy jako "poczatkujący" wkładał dłoń zbyt głeboko pod wodę...
Rekiny zjawiają się dosłownie "po chwili"...
Ryby nie sa zbyt duże. Większość oscyluje pomiędzy jeden a półtora metra. Widzieliśmy jedynie dwa bardziej wyrośniete osobniki...
Zapewniam że fotki nawet w połowie nie oddaja ani "urody ryb" ani..."adrenalinki" ; ) Filmiki podwodne które udało mi sie nakręcić przekazuja atmosfere znacznie lepiej...
Po wyjściu na brzeg odwiedzamy okoliczne straganiki...
na miejsce można też dotrzeć w zorganizowajen grupie będąc kierowcą "buggy"...
dalsza część "drobiazgów do kupienia"...
kończymy oglądanie.Jeszcze tylko "zasłużony w pełni" TIP dla przewodnika i ruszamy do kolejnej lokacji. Jak na razie,jestesmy bardzo zadowoleni. Takie "NIC do zobaczenia" to ja lubię ; ) Jutro,nastepny "stop"...
—
...no to w drogę... żeby się oburzać i podziwiać
...zdumiewać i wzruszać ramionami...wybrzydzać i zachwycać...Radoslav
A tak na pace kiedyś jechałam w Senegalu po beżdrożach. Rudy pył miałam wszędzie , dosłownie ha ha
A z drugiej strony... WZP mają bardzo dużo do zaoferowania, trochę dziwię się takim opiniom,że tam nie ma nic. Oczywiście ilość i rodzaj atrakcji zależy od wyspy, ale one się bardzo róznia od siebie i na każdej jest coś. Każdy dla siebie coś znajdzie i plaże i długie treki i góry, wulkan etc
Tez lubie takie "nic" i to nam się tam podobało )) na pace objechalismy Boa Vista bo sobie tam polecieliśmy na jeden dzień ,zeby porównac obie wyspy ))
...kolejnym miejscem ktore odwiedzimy będzie "Salt Lake" lub w języku portugalskim "Salinas de Pedra de Lume". Ta ostatnia nazwa bardziej mi pasuje ponieważ nawiązuje do powstania solnisk. Sa one pozostałoscia po wygasłym wulkanie. Gdzie od XVIII-go wieku wydobywano sól. Dlatego nazwa "Ognisty Kamień" (Pedra de Lume) jest "adekwatna" ; )
Zanim dojedziemy do kopalni droga poprowadzi w pobliżu wybrzeża...
czasem w pobliżu małych miasteczek. W jednym z nich niedokończona (opuszczona) inwestycja. Kierowca objaśnia że to projekt osiedla które miało powstać z inicjatywy włoskiego "business,mana". Z "powodów nieznanych" realizacje projektu wstrzymano. Budynki wygladają..."fortecznie" i intrygujaco.
kawałek dalej,przy drodze jeden z najstarszych kościółków na wyspie.Do dziś nie wiem dlaczego nie zatrzymalismy się aby doń zajrzeć !???
dojeżdżamy do "dziwnego miejsca". Klimat zupełnie jak z filmu..."Mad Max"
na brzegu sporej zatoki "pozostałości" po bytności ludzi. Widać że niegdyś to miejsce "tętniło życiem"...
okazało sie że własnie z tej zatoki wypływały łodzie z "solnym urobkiem". Teraz to jedynie przystań rybacka skąd wieczorem rybacy wypływają na połów aby rankiem sprzedać to co "wpadnie w sieci"...
stare,zniszczone budynki gospodarcze stwarzają "apokaliptyczny klimacik". Ogladam je z zaciekawieniem...
Nasz kierowca to młody chłopak który ma podobne do moich zaiteresowania. Głównie..."motoryzacyje". Rozmawiamy w czasie jazdy o samochodach.Przede wszystkim tych..."sportowych" Marzy mu sie zakup Nissana Z350 ; ) W odpowiedzi na "współną pasję",mówi: "choć,coś Ci pokażę". Prowadzi mnie do starego magazynu. Stoi tam "wrak cieżarówki". To stary Mercedes. Zniszczony i "zapomniany". Ale jak to bywa w przypadku staroci,"ma to coś". Szkoda że WZP sa tak daleko. Kupiłbym go bez wahania. Odremontowany spłąciłby się "z nawiązką"...
pozostaje pokonać ostatni odcinek drogi prowadzacy do Salinas...
droga miejscami wiedzie "pod górę" a czasem..."przez górę" ; )
po wewnętrznej stronie wulkanicznego krateru widoczki..."nieziemskie" ; )
pozostawiono "szkielety" masztów po ,czymś w rodzaju,kolejki linowej transportujacej kopalniany urobek do fabryki pokazywanej wcześniej...
atrakcją jest możliwość wykapania się w "słonym jeziorku". Temperatura wody osiaga tam...27*C a zasolenie jest kilkunastokrotnie większe niz w Oceanie. Nie skorzystalismy. Znamy takie kapiele z pobytu nad Morzem Martwym.Ale jak widać na zdjęciu ,chętnych nie brakowało...
zamiast "się pluskać" wybraliśmy mały obchód nad brzegiem solnisk.Koloryt okolicy naprawdę nas zaintrygował. Odcienie różu ,brązu i bieli. Całość wygladała naprawdę COOL !!!
Choć kopalnia jest zamknieta,jako "zakład wydobywczy",wciąz pozyskuje sie tu sól. Tyle że juz nie na skalą przemysłową...
na zboczu jednego z otaczających "solanki" wzgórz widzę "wklęśnięcie w kształcie serca". Tez TO widzicie czy tylko mnie "wzrok mami" !?? ; )
wracamy. W poblizu "wejśćia-wyjścia" mały przybytek na potrzeby turystów. Knajpka,toalety itp. Siadamy przy stoliku. Zamawiamy "po piwku". Kierowca odmawia,"jestem w pracy a do tego prowadzę",oznajmia. Zamawiamy więc "colę" której...nie odmawia ; )
Po kwadransie ruszymy do ostatniej,przewidzianej na wycieczce.atrakcji. "Salinas de Pedra de Lume" podobały sie nam bardzo. "Przebiły" nawet spotkanie z rekinkami ; )
Jak wypadnie "punkt ostatni",o tym jutro...
—
...no to w drogę... żeby się oburzać i podziwiać
...zdumiewać i wzruszać ramionami...wybrzydzać i zachwycać...Radoslav
...czas na największy atut tegoż miejsca czyli plażę. Zarówno jej wielkość jak i rozmiar bardzo przypominaja tę z Senegalu. Niemal identyczne jest także do niej dojście. Zarówno wielkościowo jak i "wizualnie"...
przed wejściem,sa tablice informujace o czasie legowym żółwi i "zamknieciem" niektórych kawałków plaży. Jest tez prośba o "zachowanie ostrożności". Na szczęście w listopadzie jest już..."po jajach" i brak jakichkolwiek ograniczeń co do spacerowania...
po przejściu "palmowego lasku" wychodzimy na otwartą przestrzeń...
tu pierwsza różnica w porównaniu z tę senegalską. Na Sal jest...czyściusieńko !!! Nie ma "ekip sprzatających" a jedyne "pozostałoiści" jakie napotkamy to te pozostawione przez turystów. Ocean niczego nie wyrzuca na brzeg...
W jednym miejscu "szopki" z ekwipunkiem do "morskich zabaw" a tuż obok stara latarnia morska...
Druga różnicą w porównaniu z afrykańskim wybrzeżem kontynentalnym jest...czystość oceanu. Woda jest,dosłownie,niczym nie zanieczyszczona. Jej kolor i temperatura zachęcają do kąpieli...
Oczywiście nie moglismy sobie odmówić zabawy z falami...
po "solankowych ekscesach" zawsze fajnie wrócić na zimne piwko ; )
odwiedzalismy "piaskownice" także wieczorkiem. Zachody słońca nie tak spektakularne jak "w tropikach" ale i tak mogły sie podobać...
tyle z plaży na której bywaliśmy codziennie. Jutro "wychylimy nos" poza hotel...
...no to w drogę... żeby się oburzać i podziwiać
...zdumiewać i wzruszać ramionami...wybrzydzać i zachwycać...Radoslav
papuas
he he, no faktycznie, piachu do "zabawy" mieliście tam dostatek
; fajne foty!
Piea
I ludzi na plaży i w wodzie nie widać, mieliście "piaskownicę" na wyłączność?
...Asia ,zabrzmi niewiarygodnie ale...miejscami TAK !!! po pierwsze plaża ciągnie sie i ciągnie,zda sie końca nie miec... po drugie,naprawdę ciężko tam wytrzymać dłużej niż...kwadrans !!!
siła słońca i "wysuszający wiatr" zmogą każdego !!! a "w wodzie" kąpali się jedynie odważni i tylko w czasie odpływu. Gdy "woda rosła" wszyscy... "łazili po brzegu" ; )
...no to w drogę... żeby się oburzać i podziwiać
...zdumiewać i wzruszać ramionami...wybrzydzać i zachwycać...Radoslav
...gdy Basia oznajmiła znajomym w pracy gdzie lecimy w listopadzie wiele osób wyraziło zdziwienie. Na "Cape Verde" !??? Przecież TAM "nic nie ma" ?!!! Nic w znaczeniu "niczego do ogladania" (zwiedzania).Nam to zupełnie nie przeszkadzało bo nastawieni byliśmy wakacyjne ; ) Jednakże jeszcze w domu sprawdzilismy czy faktycznie na wyspie Sal brak jest miejsc "wartych zobaczenia". Okazało sie że na liscie wycieczkowej jest pare lokacji polecanych przez agencje organizujące wycieczki po wyspie.
Myśleliśmy że "bez problemu" załatwimy zarezerwowanie takich objazdówek w hotelu. Podobnie jak było to w senegalskim RIU. Jednakże,w recepcji powiedziano nam że w hotelu brak przedstawicielstwa jakiejkolwiek agencji. Ale,możemy zarezerwować sobie taką wycieczkę u "supervisor,a" który to człowiek ma "swe biuro" na...hotelowej plaży !!! ; )
Poszlismy i znaleźliśmy "gostka" bez problemu.Praktycznie to on "nas znalazł" ; )) Już z daleka wołając "hello,whwre you from". Odpowiedź "from japan" troszkę go zmieszała ale po chwili "ogarnął sprawę" i zaczęliśmy negocjacje. Tu wtręt: polecam odpowiedź w stylu "from japan",ewentualnie nazwę innego "egzotycznego kraju". Da to "chwilową przewagę" nad natarczywym sprzedawca itp. ; )
Szybko ustaliliśmy co chcemy zobaczyć a on zaproponował kolejność miejsc które odwiedzimy. Pozostała do uzgodnienia opcja cenowa. I tu uwaga,otóż istnieja dwa sposoby podróżowania. Oba samochodowe ale znacznie się różniące. Pierwszy,płacimy za "transport idywidualny" czyli w samochodzie będziemy sami. Koszt takiej wycieczki wrasta ale..."nie zabija cenowo". Sposób drugi,jedziemy "w grupie" a właściwie "w grupce".Tyle że będziemy siedzieć "na pace". To oznacza iż cały pustynny kurz oblepi nas "po całości". Gdy ,już po powrocie,rozmawiałem ze znajomą właśnie o "formie transporu" na takowej wycieczce powiedziała krótko. "Siedziałam na zewnątrz i...w zyciu nie byłam tak brudna" ; )))
Samochody którymi wozi sie turystów to "pick-up" typu np.Toyota HILUX. Wnętrze takowego pojazdu jest..."farmerskie" ale wygodne i klimatyzowane. Natomiast "na pace" czeka wąska ławeczka ledwo co obita dermą. Twarda i niewygodna.Skutecznie poobija nasze pupy w czasie jazdy po wertepach. No i wspomniany wcześniej kurz.Tak to mniej więcej wygląda...
Zjeżdżamy z "sfaltówki".Ogladamy krajobraz. Surowy,niemal pustynny ale "ma coś w sobie. Nawet nam sie podobał zwłaszcza że podróż nie trwała zbyt długo...
praktycznie brak jakiejkolwiek roślinności. Nielicząć "kilku krzako-drzew" w oddali...
mniej więcej po półgodzinnej jeździe jesteśmy na miejscu. Jako pierwszą odwiedzimy "Shark Bay"...
zapoznajemy sie z "obostrzeniami" wymienionymi na tablicach...
zostaje nam przydzielony przewodnik który zaprowadzi nas na spotkanie z rekinami. Przewodnik jest "obowiązkowy" i oczywiście płatny ; ) Należy posiadać odpowiednie buty,(mieliśmy ze sobą)takie które ochronoą nasze stopy przed rafa i ,ewentualnymi,"zakusami" rekinów. MOżna takowe wypozyczyć...
Ludzi...moc !!! Ale bez problemu przewodnik znajduje "wolny kawałek wody".
Trzeba uważać, (tak idąć "do" jak i wracając ; ) zwłaszcza na przybrzeżnej płyciźnie ponieważ kamienie są BARDZO śliskie !!! Dalej,już na rafie jest bardziej "przyczepnie"...
gdy jesteśmy na wybranym przez przewodnika miejscu,ten zaczyna "wabić ryby".Używa do tego "rybiego mięsa" którym "głaszcze wodę". Nie zanurza jednak ręki. Popkazywał mi wcześniej blizny na dłoniach. Podobno,to ślady "rekinich zębów" gdy jako "poczatkujący" wkładał dłoń zbyt głeboko pod wodę...
Rekiny zjawiają się dosłownie "po chwili"...
Ryby nie sa zbyt duże. Większość oscyluje pomiędzy jeden a półtora metra. Widzieliśmy jedynie dwa bardziej wyrośniete osobniki...
Zapewniam że fotki nawet w połowie nie oddaja ani "urody ryb" ani..."adrenalinki" ; ) Filmiki podwodne które udało mi sie nakręcić przekazuja atmosfere znacznie lepiej...
Po wyjściu na brzeg odwiedzamy okoliczne straganiki...
na miejsce można też dotrzeć w zorganizowajen grupie będąc kierowcą "buggy"...
dalsza część "drobiazgów do kupienia"...
kończymy oglądanie.Jeszcze tylko "zasłużony w pełni" TIP dla przewodnika i ruszamy do kolejnej lokacji. Jak na razie,jestesmy bardzo zadowoleni. Takie "NIC do zobaczenia" to ja lubię ; ) Jutro,nastepny "stop"...
...no to w drogę... żeby się oburzać i podziwiać
...zdumiewać i wzruszać ramionami...wybrzydzać i zachwycać...Radoslav
Spotkanie z rekinkami super !
A tak na pace kiedyś jechałam w Senegalu po beżdrożach. Rudy pył miałam wszędzie , dosłownie ha ha
A z drugiej strony... WZP mają bardzo dużo do zaoferowania, trochę dziwię się takim opiniom,że tam nie ma nic. Oczywiście ilość i rodzaj atrakcji zależy od wyspy, ale one się bardzo róznia od siebie i na każdej jest coś. Każdy dla siebie coś znajdzie i plaże i długie treki i góry, wulkan etc
No trip no life
Tez lubie takie "nic" i to nam się tam podobało )) na pace objechalismy Boa Vista bo sobie tam polecieliśmy na jeden dzień ,zeby porównac obie wyspy ))
...ha,ha,ha motyw "rudy pył miałam wszędzie" mnie..."rozmontował" ; ))))))
a Żelek to "by sobą nie był" gdyby pobyt..."przesiedział w miejscu" ; ))))
...do stwierdzenia Nel "się przychylam",opinia o tym że na WZP "jest nic ciekawego",krzywdzi tę lokację...
Basi najbardziej podobało się miejsce które pokażę jutro ; )
...no to w drogę... żeby się oburzać i podziwiać
...zdumiewać i wzruszać ramionami...wybrzydzać i zachwycać...Radoslav
...kolejnym miejscem ktore odwiedzimy będzie "Salt Lake" lub w języku portugalskim "Salinas de Pedra de Lume". Ta ostatnia nazwa bardziej mi pasuje ponieważ nawiązuje do powstania solnisk. Sa one pozostałoscia po wygasłym wulkanie. Gdzie od XVIII-go wieku wydobywano sól. Dlatego nazwa "Ognisty Kamień" (Pedra de Lume) jest "adekwatna" ; )
Zanim dojedziemy do kopalni droga poprowadzi w pobliżu wybrzeża...
czasem w pobliżu małych miasteczek. W jednym z nich niedokończona (opuszczona) inwestycja. Kierowca objaśnia że to projekt osiedla które miało powstać z inicjatywy włoskiego "business,mana". Z "powodów nieznanych" realizacje projektu wstrzymano. Budynki wygladają..."fortecznie" i intrygujaco.
kawałek dalej,przy drodze jeden z najstarszych kościółków na wyspie.Do dziś nie wiem dlaczego nie zatrzymalismy się aby doń zajrzeć !???
dojeżdżamy do "dziwnego miejsca". Klimat zupełnie jak z filmu..."Mad Max"
na brzegu sporej zatoki "pozostałości" po bytności ludzi. Widać że niegdyś to miejsce "tętniło życiem"...
okazało sie że własnie z tej zatoki wypływały łodzie z "solnym urobkiem". Teraz to jedynie przystań rybacka skąd wieczorem rybacy wypływają na połów aby rankiem sprzedać to co "wpadnie w sieci"...
stare,zniszczone budynki gospodarcze stwarzają "apokaliptyczny klimacik". Ogladam je z zaciekawieniem...
Nasz kierowca to młody chłopak który ma podobne do moich zaiteresowania. Głównie..."motoryzacyje". Rozmawiamy w czasie jazdy o samochodach.Przede wszystkim tych..."sportowych" Marzy mu sie zakup Nissana Z350 ; ) W odpowiedzi na "współną pasję",mówi: "choć,coś Ci pokażę". Prowadzi mnie do starego magazynu. Stoi tam "wrak cieżarówki". To stary Mercedes. Zniszczony i "zapomniany". Ale jak to bywa w przypadku staroci,"ma to coś". Szkoda że WZP sa tak daleko. Kupiłbym go bez wahania. Odremontowany spłąciłby się "z nawiązką"...
pozostaje pokonać ostatni odcinek drogi prowadzacy do Salinas...
droga miejscami wiedzie "pod górę" a czasem..."przez górę" ; )
po wewnętrznej stronie wulkanicznego krateru widoczki..."nieziemskie" ; )
pozostawiono "szkielety" masztów po ,czymś w rodzaju,kolejki linowej transportujacej kopalniany urobek do fabryki pokazywanej wcześniej...
atrakcją jest możliwość wykapania się w "słonym jeziorku". Temperatura wody osiaga tam...27*C a zasolenie jest kilkunastokrotnie większe niz w Oceanie. Nie skorzystalismy. Znamy takie kapiele z pobytu nad Morzem Martwym.Ale jak widać na zdjęciu ,chętnych nie brakowało...
zamiast "się pluskać" wybraliśmy mały obchód nad brzegiem solnisk.Koloryt okolicy naprawdę nas zaintrygował. Odcienie różu ,brązu i bieli. Całość wygladała naprawdę COOL !!!
Choć kopalnia jest zamknieta,jako "zakład wydobywczy",wciąz pozyskuje sie tu sól. Tyle że juz nie na skalą przemysłową...
na zboczu jednego z otaczających "solanki" wzgórz widzę "wklęśnięcie w kształcie serca". Tez TO widzicie czy tylko mnie "wzrok mami" !?? ; )
wracamy. W poblizu "wejśćia-wyjścia" mały przybytek na potrzeby turystów. Knajpka,toalety itp. Siadamy przy stoliku. Zamawiamy "po piwku". Kierowca odmawia,"jestem w pracy a do tego prowadzę",oznajmia. Zamawiamy więc "colę" której...nie odmawia ; )
Po kwadransie ruszymy do ostatniej,przewidzianej na wycieczce.atrakcji. "Salinas de Pedra de Lume" podobały sie nam bardzo. "Przebiły" nawet spotkanie z rekinkami ; )
Jak wypadnie "punkt ostatni",o tym jutro...
...no to w drogę... żeby się oburzać i podziwiać
...zdumiewać i wzruszać ramionami...wybrzydzać i zachwycać...Radoslav