Jesteś tutaj
Jesteś tutaj
...witam, na poczatku listopada odwiedzilismy jedną z "Wysp Zielonego Przylądka",wymienioną w tytule wyspę Sal. Dlaczego właśnie ją wybraliśmy ? Otóż,brana pod uwagę była "stołeczna" Santiago w okolicach miasta Praia lub właśnie Sal w pobliżu największego na tej wyspie miasta Santa Maria. Tak "po prawdzie" zdecydowało...połączenie lotnicze oraz "sobie taka" opinia o Santiago jaką usłyszelismy z ust naszego znajomego.
Pozostało wybrać hotel.W grę wchodziły jedynie obiekty oferujące "all" i posiadąjace "pięć gwiazdek". Konkurencję,i tak niewielką,przebiła oferta sieci RIU. Ich hotel wydał się najatrakcyjniejszy tak pod względem lokacji jak i..."urody" ; )
Przy "bukowniu" hotelu wybraliśmy pokój "large double" który kosztować miał,około,2800 EURO za tydzień pobytu. Cena zupełnie przyzwoita tym bardziej że listopad to poczatek "szczytu sezonu" i jak sie potem okazało ceny wzrosły niemal dwukrotnie. Ale o tym będzie jeszcze czas wspomnieć...
Największym "problemem",że tak to nazwę to połaczenia lotnicze Irlandii z Wyspami Zielonego Przylądka. Nie znaleźliśmy połączeń które oferował by jakikolwiek irlandzki przewoźnik. Nawet RYANAIR ; ))) Odpuściliśmy sobie AirFrance ponieważ wymagało by to tak zmiany lotniska jak i lini lotniczych. A takie "maltretacje" zupełnie nas nie interesowały.
Ostatecznie wybór padł na portugalskie TAP. Nie mieliśmy wcześniej "kontaku" z tym przewoźnikiem dlatego byliśmy troszke przygotowani na "niespodzianki". Jak sie okazało,przeczucia nas nie myliły. "Atrakcje"zaczęły się w kilkanaście dni po kupnie biletów (również i hotel był "zabukowany")
"Nauczony przez życie",mam zwyczaj sprawdzać pocztę internetowa codziennie zanim nie wylecimy.Ba,nawet kilka razy dziennie ; ) No i "pewnego dnia",TAP (linie lotnicze) przesłały info że przylot na Sal w wybranym wcześniej terminie nie jest mozliwy.Lot najnormalniej w świecie odwołano !!! Oczywiście proponując bez żadnych kosztów zmianę daty przylotu.Wybraliśmy lot o dzień wcześniej. Linie lotnicze potwierdziły zmianę więc wszystko wygladało OK. Pozostało zmienić czas przebywania w hotelu. Chcieliśmy dobrać jedna dobę. RIU odpowiedziało że nie ma w ofercie "pobytu jedndniowego" tak więc musimy zmienić rezerwację "po całości" i w tym momencie taki pobyt będzie kosztował...4700 EURO !!!
Sprawa wyglądała mało atrakcyjnie. Odpowiedziałem że w takim razie podtrzymuję wcześniejsza rezerwację. Pozostało nam znalezienie jakiegokolwiek hotelu na jedna dobę. Był jeszcze czas,około miesiaca,więc bez problemu zarezerwowaliśmy nocleg (kolacja i śniadanie w cenie) w "czwórce" która wydała się "całkiem,całkiem". Czas płynął,do wyjazdu zostały dwa tygodnie i tym razem "zaskoczył nas" hotel. Przysłał "info" że...nie ma dla nas pokoju gdyz przeprowadza "dezynskcję" wybranych pokoi.W tym tego naszego. Zaczynałem "mieć dość". Ponowne poszukiwania a teraz było już naprawde niełatwo znaleźć cokolwiek. "Rzutem na taśmę" udało sie zarezerwować pokój w hotelu "Dunas de Sal". Był to jedyny pokój a ostał się prawdopodobnie dlatego że...był najdroższy ; ) Za jedna dobę przyszło nam zapłaćić...480 EURO ; )))
To tyle o "maltreatcjach" związanych z rezerwowaniem tak lotów jak i pokoi. Dalej,było już "z górki". Nie mówiąc o tym że zarówno loty "tam" jak i "z powrotem" miały opóźnienie...
Połączenie wygladało nastepująco. Z Dublin,a do Lisbon,y niespełna trzy godziny. Zmiana samolotu i czterogodzinny lot ze stolicy Portugali na Sal. Samolot z Dublina..."śmieszny".Układ siedzeń "dwa i dwa". Kojarzył sie nam z...autobusem ; ) O dziwo, było w nim więcej miejsca "na nogi" niż w samolcie gdzie rejs trwał cztery godziny !!! Na "krótkiej trasie" przewoźnik oferował...czekoladki..."za free" ; ) Oraz możliwośc zakupienia "przegryzek i napoi" z karty. W czasie dłuższego lotu jeden posiłek był "w cenie". Także "napitki" serwowano "za free". Brak "ciężkiego alkoholu",jedynie piwo i wino.Rzecz jasna "zero" atrakcji medialnych na pokładzie...
To i tyle na wstępie. Trzy fotki "okraszające" nudny niezmiernie lot...
...jutro już relacja "z pobytu" ; )
...no to w drogę... żeby się oburzać i podziwiać
...zdumiewać i wzruszać ramionami...wybrzydzać i zachwycać...Radoslav
Niefajnie zanim sie jeszcze tak naprawdę zaczęło, ale mam nadzieję,że potem było juz tylko super
No trip no life
Radek, nie mogę wyjść z podziwu, że chwilę po powrocie z urlopu powstaje relacja
Szkoda, że ja tak nie potrafię...
Byłam na WZP 3 razy i odwiedziłam 5 wysp ale ostatnia moja wizyta na Sal była w 2019 r. Bardzo jestem ciekawa jak teraz wygląda wyspa bo wiem, że powstaje tam sporo nowych hoteli i przybywa turystów. Czekam zatem na c.d.
Ps. Wydaje mi się, że największym miastem na Sal jest Espargos czyli stolica wyspy a nie Santa Maria.
OOOO...jak szybko relacja jedzie )) czekam ,czekam .....byliśmy tam w listopadzie 2013
był to dla nas super wyjazd...taka odskocznia od codzienności.Niby nic nie robiliśmy a działo się duzo )) Czekam wiec niecierpliwie na wspomniową relacje ))
...witam. powiem szczerze,gdyby nie "interwencja mabro" do głowy by mi nie przyszło że na Sal jest inne miasto niż Santa Maria ; ))) ale sprawdziłem i rzeczywiście "stolicą administracyjną" wyspy jest wymienione Espargos. natomiast Santa Maria to "stolica turystyczna" wyspy.
wróćmy do "spraw hotelowych". Pierwszym lokum w którym zatrzymalismy się na jedną noc był "Dunas de Sal" .Hotel ulokowany jest przy jednej z głównych ulic miasteczka. Praktycznie na jego (miasata) obrzeżach. Tutaj znajduje sie główna "zona hotelara" mieszcząca największe i "najlepsze" turystyczne przybytki.
Powtórzę sie ale dla nas przy wakacyjnych wyjazdach trzy elementy stanowią najważniejsze punkty na które zwracamy główna uwagę. TO: lokacja,pogoda,hotel. We wstępie mówiłem dlaczego byliśmy zmuszeni do spędzenia nocki w tym właśnie hotelu.Czas go pokazać...
Zapodaliśmy sobie najlepszy z dostepnych wtedy pokoi.Zwał sie szumnie:"Junior Suite". Wygladał tak...
chyba nigdy wcześniej nie byłem w hotelowym pokoju z taką ilością luster ; )))
a najbardziej "urzekła mnie"...łazienka ; )))
te "kafelki" zaraz mi sie skojarzyły z "polandem" w okresie "demoludowym" ; )))
na szczęście,była "deszczownica"...
dopełnieniem był wąski ale długi balkonik. Ozdobiony kolorowymi liśćmi Bugenwelli...
balkonowe widoczki...
ze zdziwieniem,po tylu latach ,"odkryłem" że Bugenwilla to..."pnącze" !!!
z "poziomu gruntu" hotel także..."nie urywał głowy" ; ) Rzeczą naprawde niezwykłą był fakt że aby otrzymać "basenowe ręczniki" należało...wpłacić depozyt !!! W wysokości "50-sztuka". Oczywiście miał być zwrócony w dniu wymeldowania. Oczywiście nie miało znaczenia że przebywamy w obiekcie jedna dobę !!! Podróże jednak kształcą ; )
ciekawym pomysłem,widziałem to pierwszy raz, były "wiatrołapy". Ochraniały przed podmuchami wiatru jak i osłaniały hotel od "ulicznego zgiełku"...
były i dwa hamaki na których nie widziałem "bujajacych się". Myśle że ulokowano je zbyt blisko ulicy...
basen był "otoczony" palmami daktylowymi. Zaciekawił mnie fakt że "owocki" miały zarówno różne kolory jak i różną budowę "owocowych kiści". Nie wiem czy to ze wzgledu na "stopień dojrzewania" czy też były to "różne gatunki" daktylowców !???
był także "krzew opuncji",niestety jej owocki jeszcze w stanie "niejadalnym"...
hotelowa wypożyczalnia rowerów. ponieważ odległości na wysepce są niewielkie do pokonania,"bicykl" to całkiem niezły pomysł dla lubiących zwiedzać okolicę. Dla nas...nie za bardzo. Pedałowanie w tutejszym skwarze,przy tak silnym wietrze może być sporym wyzwaniem ; )
wieczorkiem,jedynym jaki spędzilismy w tym miejscu,wyszliśmy "się rozejrzeć". Te hotele to "nasi sąsiedzi" ; )
było także Kasyno...
oraz "lecznica".Gdyby ktoś wygrał, lub przegrał, "troszkę kaski" ; ))
a to nasz hotelik w nocnej odsłonie...
jako ciekawostka. Doszliśmy także do naszego "punktu docelowego". Okazało sie że RIU Palace Santa Maria jest dosłownie "kawałeczek drogi" od nas !!!
był nawet pomysł aby przejść pieszo z hotelu do hotelu. Jednakże "poranna upalność" wybiła nam z głowy ten pomysł. Taszcząc walizy w tych warunkach można by zamiast "dojść"..."zejść" ; )
Wymeldowanie mieliśmy o 12-stej więc było sporo czasu po śniadaniu aby odwiedzić plażę.O tym ,jutro...
...no to w drogę... żeby się oburzać i podziwiać
...zdumiewać i wzruszać ramionami...wybrzydzać i zachwycać...Radoslav
No i na jedna noc holtelik może być ))
...he,he,he żelku, on po prostu..."musiał być" ; ))
...no to w drogę... żeby się oburzać i podziwiać
...zdumiewać i wzruszać ramionami...wybrzydzać i zachwycać...Radoslav
Spojrzałam sobie na mapę...gdzie leży Hotel Riu Palace Santa Maria ? my w 2013 jak byliśmy na Sal to bylismy w hotelu Riu Funana-Riu Garopa )) tam gdzie teraz Riu Palace była pustynia ...spacerowalismy tam plażą do pomostu z rybakami.Przyjemnie wspominam ten wyjazd i koedyś bym wróciła ze względu na fajny klimat.
Czekam na fotki z hotelu
...nocka w hotelu minęła..."bez ekscesów" ; ) Fajne w "wyspach zielonego przyladka" jest to że leci się na nie naprawdę krótko a po przylocie nie dopadaja nas "jet-lag,i" ; ) Wstaliśmy więc wyspani i..."niezdezorientowani czasowo". Śniadanie było w formie bufetu. Generalnie,nie ma o czym mówić. Sery w plasterkach,wędlina,yogurty,warzywa ,słodkie pieczywo itp. Dla Basi "trafił się" omlet. Nie było się do czego przyczepić. Obsługa miła i..."uczynna".
Do wymeldowania(12.00) zostało sporo czasu. Mogliśmy więc albo pozostać "przy basenie" albo..."poszukać hotelowej plaży" ; ) Jak dla mnie największą niedogodnością,zwłaszcza przy dłuzszym pobycie,był fakt że hotel "nie przylegał" do plaży. Trzeba było do niej dojść. Odległość nie była "ogromna" ale perspektywa codziennego łażenia "z ręcznikami" nie wyglądała atrakcyjnie.
Należało więc: przejść przez ulicę. Tę ,przy której był hotel. Tu wtręt. Nie ma powodu do niepokoju jeśli chodzi o tzw."ruch uliczny". Zarówno ze strony pieszych jak i pojazdów. Te ostatnie zatrzymują się widząc "chcących przejść" przez jezdnię. Samochody jeżdża "przepisowo" a kierowcy "nie kozaczą". Należy zwrócic uwage czy aby nie idziemy..."rowerową ścieżką". Zwłaszcza wieczorem ponieważ "ruch jednokołowy" na takowych arteriach jest spory ; )
Wróćmy do "drogi na plażę". Po przejściu wspomnianej jezdni skręcamy w "piaszczysty pasaż". Do pokonania pozostało jakieś 200 może trzysta metrów.
Przed wejściem na plażę "jakieś szopki". To punkty wynajmu "morskich zabawek" oraz centra dla lubiacych podwodne wyprawy...
choć na Sal "nie ma bawełny" ale...
Jesteśmy na "piaskownicy". Ma naprawde imponujace rozmiary. Widać leżaki należace do hoteli.Znaleźlismy także kilka z "naszego hotelu"...
"Zauracza nas"...miękkość piasku. Jest zupełnie jak ten...nad Bałtykiem !!! Miekki i jasnożółty. Ani śladu ,tak wszechobecnych,na karaibskich plażach kawałków koralowca raniących stopy.
A do tego jej (plaży) rozmiary. Czy to "w lewo" czy w kierunku przeciwnym zdaje się "nie mieć końca" !!!
Były to "czas poranny" i mimo to że niebo lekko pochmurne,"siła słońca" robiła swoje. Zaczynaliśmy..."sie roztapiać" ; ) Wracamy teraz dokładniej przyglądając się okolicy. Sporo "boutik,owych hotelików" skrytych za zielenią...
Najbardziej cieszył nas fakt że..."plaża nie zawiodła". A przecież ta widziana ,na fotkach,przy hotelu RIU wydawała sie jeszcze większa...
Zdążylismy sie jeszcze "obmyć" i około południa wymeldować. Plan "przejścia pieszo" z hotelu do hotelu "upadł". I całe szczęście ; ) Koszt przejazdu wyniósł...pięc EURO. Czyli..niemal nic ; )
Podsumowując jednodniowy pobyt w "Dunas de Sal": Obiekt zdecydowanie na "dni pare". Przy dłuższym pobycie może być..."nudno". Pracownicy..."na pięć gwiazdek". Podobnie czystość i jedzenie. A,propos jedzenie. Pisałem już że śniadanie było bufetowe ale kolacja..."a la carte" !!! Troszkę byliśmy tym faktem zdziwieni i..."zaniepokojeni". Zupałnie niepotrzebie. "Zestaw kolacyjny" składał się ze startera,dania głównego i deseru. Te potrawy były "w cenie" za alkohol (piwo,wino) należało zapłacić.
Co ciekawego jedliśmy ? Otóż jeszcze "na obiad" ,zaraz po przybyciu zamówiliśmy "wieprzowinę w sosie serwym" z chips,ami. Te ostatnie sporządzone były ze..."słodkiego ziemniaka". W zestawieniu...COOL !!!
Natomiast kolacyjne dania głowne to ryba ,która wybrała Basia...
i "wieprz z żurawiną" dla mnie. Ciekawy był "podkład" ponieważ nie było to "ziemniaczane puree" a rodzaj drobnej kaszy...
Jak zapewnił nas personel. Każdego dnia "menu kolacyjne" ulegało zmianie...
To i tyle z "dnia pierwszego".Jutro zapraszam do "RIU Palace Santa Maria"...
...no to w drogę... żeby się oburzać i podziwiać
...zdumiewać i wzruszać ramionami...wybrzydzać i zachwycać...Radoslav
...jak pisałem na wstępie przy rezerwowaniu hotelu zwyciężyła sieć RIU. Dokładniej,jeden z trzech hoteli. Konkretnie RIU "Palace Santa Maria". Miał najlepszą z tych trzech obiektów lokację. Był też największy i...najnowszy ; )
Kilka fotek tego naprawdę sporego przybytku. Częśc mieszkalna to dwupiętrowe bloki. Co niezbyt komfortowe bydynki pozbawione są...wind. Śmialismy sie że RIU dba o...nasze "kardio" ; )
Zwłaszcza że nasz pokój był na 2-gim pietrze...
Na froncie każdego z budynków "afrykański motyw"...
jak na tak "wysuszone miejsce" na terenie hotelu sporo zieleni...
regularnie przycinane hibiskusy którymi "ogradzano" alejki z trudem dochowywały swe kwiaty...
hotel posiada aż...osiem basenów !!! Oczywiście o różnej wielkości i głębokości. Bodajże dwa (a może trzy ???) posiadaja w swym sąsiedztwie barek dostepny tak "z wody" jak i od "strony suchej". Woda czysta i o odpowiedniej temperaturze. Nie "zupa" i nie "lodowata"...
wiadomo że "życie towarzyskie" toczy się właśnie przy basenach. Gry i zabawy przeróżne czekaja na wczasowiczów. My także wybieralismy leżaki w tej części hotelu. Ze wzgledu na bliskośc barku i "muzę" ; )
nasz "blokhaus" znajdował się w części z której widać było...RIU Funana.
jednaki ciekawszym od "sąsiada" był wygląd..."ziemi niczyjej"...
na koniec prezentacji obiektu,nasz pokoik. Noisił "szumną nazwę" Large Double Room i...mały nie był ; ) Dorównywał rozmiarem "junior suite" z poprzedniego hotelu...
częśc łazienkowa podzielona na "kibelek" i łazienkę. Dla mnie "miód na serce",dwie umywalki ; )))
ale najbardziej "rozczulił mnie"...dozownik wiszacy na ścianie. Całkiem w "dominikańskim stylu" ; )
nie zadbano,a szkoda,o ekspress do kawy. Był natomiast czajnik i oczywiście lodóweczka z wodą i napojami. "Ubytki" codziennie uzupełniano...
na fotce widać zasobnik na lód. W każdym z budynków,na parterze,stała maszyna do lodu. My nie korzystalismy.Pokój sprzatano regularnie i o "ludzkiej porze".Po powrocie z obiadu było już "pozamiatene". Zostawiana codzienne "piątka" sprawiała że na łóżku leżały "przróżne twory" z narzuty. Bylismy pełni podziwu dla umiejetność i "kreatywności" pracownic "housekeeping,u" ; )
To i tyle "wieści ogólnych".Jutro...na plażę ; )
...no to w drogę... żeby się oburzać i podziwiać
...zdumiewać i wzruszać ramionami...wybrzydzać i zachwycać...Radoslav
Wiele akcentów widze podobnych jak Riu Funana-Garopa )) Nie wiem czy wystrój pokoi w pozostałych Riu zmieniony (myślę,że tak po tylu latach ) ale tutaj jest bardzo przyzwoicie