Nel, jakoś nie za bardzo się tam rozglądałm za "przystojniakami mafiozami" , no ale wiadomo...niektórym Włochom Pan Bóg nie poskąpił urody, oj nie - obdarzył ich męskim wdziękiem z nawiązką:))
Papuas, daltego tam najbezpieczniej jest chodzić po środku ulicy:)))
*
Najbardziej znanym i charakterystycznym miejscem w Tropei , które przyciąga tłumy turystów jest niewielka wysepka z urokliwym kościółkiem na szczycie wysokiego urwiska - to Santa Maria dell'Isola, będąca dziś fragmentem istniejącego tu niegdyś franciszkańskiego klasztoru a dziś folderowym miejscem; najczęściej fotografowanym tutaj:))
Ten benedyktyński klasztor znajduje się - co widać - na malowniczym występie skalnym górując nad morzem ; widoki z Sanktuarium oferują zapierające dech w piersiach widoki na miasto i Morze Tyrreńskie; choć sama ścieżka pod górę jest dość stroma, ale na szczęście krótka, a widoki z góry są zdecydowanie warte wysiłku
mapka pokazuje, że jest tu kilka punktów widokowych ulokowanych na niewielkich tarasikach, z których można obejrzec to cudne miejce z różnej perspektywy
zbliżenie na Plażę Rotonda: położona jest bezpośrednio pod miastem i łatwo dostępna; jest idealna dla rodzin z dziećmi (płytka woda) ale strasznie zatłoczona....
Nel, jasne że można;przy czym z klasztoru nic tu juz nie zostało (nie zachował się) to co widzimy to tylko kościółek, który ocalał wieki temu ...
- to co? - idziemy tam?
najpierw trzeba zejść z klifu na którym stoi miasto na sam dół do poziomu morza
po drodze tarasy widokowe z poziomu niższego
nooo... niezły ten klif na którym "stoi" Tropea!
i już jesteśmy na dole...
spojrzenie w górę na miasto
na dole podziwiamy doskonale widoczne dawne spichlerze;
kiedyś przechowywano w nich sól i zboża; dziś już nie używa się ich użytkowo; ale pełnią funkcje dekoracyjne miasta, bo wyglądają doprawdy przeciekawie, takie architektonicznie "plasterki miodu" :)....
z poziomu ulicy, wprost spod stóp skały trzeba wdrapac sie teraz na szczyt; trochę schodków jest... , no to: up, up, up... i jestesmy na górze:)
widoczki ze schodów w drodze pod górę....
i jestesmy na miejscu:)
niestety tylko po włosku ja kumam tu tylko co szóste słówko:))
kosciółek w środku jest ascetycznie skromny...
za wiele tu się nie naoglądłyśmy więc wychodzimy na zewnatrz ...
tutaj w zasadzie nie chodzi o ten kosciółeczek tylko widoki z....
ale żeby je ogarnąc Włosi, jak to Włosi - wykombinowali, że chcesz zobaczyc płać; tak to bowiem jest jakoś tu zorganizowane, że widoki są widoczne tylko z ogrodu za sanktuarium, a tam wejściówka jest płatna; nie pamiętam już dokładnie ile? ale nie za wiele..., zatem idziemy tam...
no OGRÓD to może nieco zbyt szumna nazwa:)
bo są tu tylko drzewka oliwne , opuncje i kilka innych krzaczków:)) nieiwle jak na płatny wstęp do "giardino"
ale poruszając się wzdłuż barierek odsłaniają się widoki niewidoczne zza Sanktuarium od frontu; no to .... płatne widoczki... :):)))
tutaj Plaża Michelino: otoczona skalistymi klifami....
z niezłym tłumkiem a jest prawie już październik! co tu musi sie dziać w sezonie???
z drugiej strony widoczna jakaś grota
i powoli zmierzamy do odwrotu...
teraz najgorszy odcinek:) bo musimy wspiąć się z powrotem do miasta, czyli dziesiątkami schodów pod górę w tym upale uff...
pod koniec tej "wspinaczki" ukazuję się nam zbawienna knajpka "ukryta" nieco z boku wsod schodów... - idziemy tam prędko ochłonąć przy czymś zimnym:)) i posiedziałyśmy tam z pół godzinki wyrównujac oddech i napawając się widoczkami....
ach, chwilo trwaj.... :):)):)))
zimna nagroda się należy za te trudy
ale to jeszcze nie koniec:) odpoczęłyśmy tam, zamówiłysmy jeszcze po jednym aperolku i znów ruszyłyśmy w Tropeę...
hejka, Witajcie po kilkudniowej przerwie (jakoś ostatnio jestem na "nie-do-czasie"; dopadają mnie już "roboty końca roku :(;
Radek, bąbelki były! może na fotce nie za bardzo to widać, ale nie zauważyłam, żadnej obcej mi wersji, aperol- jak to aperol - wszedzie taki sam
Papuas, no na montaz windy się tam raczej nie zanosi:))) , ale i tak mocno polecam Ci odwiedzenie kiedys Kalabrii.. cudnie tam i zabytków od groma - miałbyś co focić:)
Nel, Kasia, no bez aperolu ani rusz! zwłaszcza w Italii
*********
to dalej szwędamy się po Tropei....
zaułkami wąskich uliczek....
włoska literatura "zatopiona" w uroczych schodkach.....
właśnie przeczytałam przeciekawą książkę "Il Gattopardo" (Lampart) Giuseppe Tomasi di Lampedusy - (jest na tych schodach:)) to jedyna powieść tego autora (jest też film, co najmniej 2 ekranizacje) w czasach Burbonów i schyłku sycylijskiej arystokracji w czasach zjednoczenia Włoch - bardzo ciekawa; wszystkim Italomaniakom mocno polecam
jest tu też słynne "Il nome della rosa" Umberto Eco - wierzę, że tą pozycję znamy na pewno wszyscy:)
he he, Włosi mają specyficzne poczucie humoru:)
na tutejszym "Street Art" spotykam tu moja dobrą znajomą z Delft we współczesnej stylizacji ...
ubawiła mnie też śp. Królowa - w wersji a la Elton John
czy "wydziarana bezwstydnica" da Vinci'ego
ale najfajniejsza był obrazek wizyty van Gogha u fryzjera ; Dali idealnie pasuje do "golibrody"
i dalej przez uroczą Tropeę...
dochodzimy do katedry...
to Cattedrale di Maria Santissima di Romagna; Katedra pochodzi z XII wieku i jest b.ważnym zabytkiem historycznym; Wewnątrz można podziwiać reski, dzieła sztuki i relikwie, w tym słynną ikonę Matki Bożej z Rumunii, która jest patronką tego miasta;
w kącie kościoła - jedna z dwóch bomb-niewybuchów z czasów II wojny, które spadły na Tropeę i w podziękowaniu MB Rumuńskiej za to że nie wybuchły umieszczono je tu w Katedrze;
widziałam już w kilku kościołach różne bomby-niewybuchy:) , m.in najbardziej pamietam tą z Genui (tez umieszona w katedrze)
na tyłach katedry
z tarasu widokowego przy katedrze - ładnie widać port w Tropei
a tutaj ciag dalszy Tropea street art
no z samą Wenus!
i wracamy....
Piazza Ercole (plac Herkulesa) to główny plac miasta ; wieczorami to gwarne centrum życia towarzyskiego w Trope;
Można a nawet trzeba tu wypić kawę lub zjeść lody w jednej z lokalnych kawiarni
zatem robimy sobie stop w spacerowaniu...
włoska kawa zawsze smakuje tam jakoś zupełnie inaczej...wspaniale; i od lat nie wiem dlaczego? (:)))))
w Kalabrii nie może zabraknąć słynnych lodów!
to lokalna pyszność TARTUFO di Calabria - tu w wersji Tartuffo di iTropea - to mieszanka czekolady i lodów z orzechów laskowych, w środku znajduje się roztopione nadzienie z ciemnej czekolady, a całość otoczona jest w suchym kakaowym pudrze
no chwilo trawaj... ! ta zimna, płynna rozkosz na chwila powoduje, ze zapominany o kaloriach :):)):))))
naprawdę te lody są rewelacyjne! nikt nie może wyjechać z Kalabrii nie spróbowawszy Tartuffo di Calabria...
Nel, jakoś nie za bardzo się tam rozglądałm za "przystojniakami mafiozami"
, no ale wiadomo...niektórym Włochom Pan Bóg nie poskąpił urody, oj nie
- obdarzył ich męskim wdziękiem z nawiązką:))
Papuas, daltego tam najbezpieczniej jest chodzić po środku ulicy:)))
*
Najbardziej znanym i charakterystycznym miejscem w Tropei , które przyciąga tłumy turystów jest niewielka wysepka z urokliwym kościółkiem na szczycie wysokiego urwiska - to Santa Maria dell'Isola, będąca dziś fragmentem istniejącego tu niegdyś franciszkańskiego klasztoru a dziś folderowym miejscem; najczęściej fotografowanym tutaj:))
Ten benedyktyński klasztor znajduje się - co widać - na malowniczym występie skalnym górując nad morzem ; widoki z Sanktuarium oferują zapierające dech w piersiach widoki na miasto i Morze Tyrreńskie; choć sama ścieżka pod górę jest dość stroma, ale na szczęście krótka, a widoki z góry są zdecydowanie warte wysiłku
mapka pokazuje, że jest tu kilka punktów widokowych ulokowanych na niewielkich tarasikach, z których można obejrzec to cudne miejce z różnej perspektywy
zbliżenie na Plażę Rotonda: położona jest bezpośrednio pod miastem i łatwo dostępna; jest idealna dla rodzin z dziećmi (płytka woda) ale strasznie zatłoczona....
Piea
Hotelik pieknie połozony a Kalabria zachwyca )) zreszta co tu mówić-całe południowe Włochy to jedna wielka perełka tego kraju ))
Piea ciekawe czy do tego klasztoru na skałce można wejść i zwiedzić ?
No trip no life
hej, witaj Kasia
Nel, jasne że można;przy czym z klasztoru nic tu juz nie zostało (nie zachował się) to co widzimy to tylko kościółek, który ocalał wieki temu ...
- to co? - idziemy tam?
najpierw trzeba zejść z klifu na którym stoi miasto na sam dół do poziomu morza
po drodze tarasy widokowe z poziomu niższego
nooo... niezły ten klif na którym "stoi" Tropea!
i już jesteśmy na dole...
spojrzenie w górę na miasto
na dole podziwiamy doskonale widoczne dawne spichlerze;
kiedyś przechowywano w nich sól i zboża; dziś już nie używa się ich użytkowo; ale pełnią funkcje dekoracyjne miasta, bo wyglądają doprawdy przeciekawie, takie architektonicznie "plasterki miodu" :)....
z poziomu ulicy, wprost spod stóp skały trzeba wdrapac sie teraz na szczyt; trochę schodków jest... , no to: up, up, up... i jestesmy na górze:)
widoczki ze schodów w drodze pod górę....
i jestesmy na miejscu:)
niestety tylko po włosku
ja kumam tu tylko co szóste słówko:))
kosciółek w środku jest ascetycznie skromny...
za wiele tu się nie naoglądłyśmy
więc wychodzimy na zewnatrz ...
tutaj w zasadzie nie chodzi o ten kosciółeczek tylko widoki z....
ale żeby je ogarnąc Włosi, jak to Włosi - wykombinowali, że chcesz zobaczyc płać; tak to bowiem jest jakoś tu zorganizowane, że widoki są widoczne tylko z ogrodu za sanktuarium, a tam wejściówka jest płatna; nie pamiętam już dokładnie ile? ale nie za wiele..., zatem idziemy tam...
no OGRÓD to może nieco zbyt szumna nazwa:)
bo są tu tylko drzewka oliwne , opuncje i kilka innych krzaczków:)) nieiwle jak na płatny wstęp do "giardino"
ale poruszając się wzdłuż barierek odsłaniają się widoki niewidoczne zza Sanktuarium od frontu; no to .... płatne widoczki... :):)))
tutaj Plaża Michelino: otoczona skalistymi klifami....
z niezłym tłumkiem
a jest prawie już październik! co tu musi sie dziać w sezonie???

z drugiej strony widoczna jakaś grota
i powoli zmierzamy do odwrotu...
teraz najgorszy odcinek:) bo musimy wspiąć się z powrotem do miasta, czyli dziesiątkami schodów pod górę w tym upale
uff...
pod koniec tej "wspinaczki" ukazuję się nam zbawienna knajpka "ukryta" nieco z boku wsod schodów... - idziemy tam prędko ochłonąć przy czymś zimnym:)) i posiedziałyśmy tam z pół godzinki wyrównujac oddech i napawając się widoczkami....
ach, chwilo trwaj.... :):)):)))
zimna nagroda się należy za te trudy
ale to jeszcze nie koniec:) odpoczęłyśmy tam, zamówiłysmy jeszcze po jednym aperolku i znów ruszyłyśmy w Tropeę...
cdn
Piea
...a "aperolowy drink" podawali wedle kanonu czy w jakiejś "włoskiej odmianie" !??? pytam,bo na fotkach wyglada jak..."bez gazu" ; )))
...no to w drogę... żeby się oburzać i podziwiać
...zdumiewać i wzruszać ramionami...wybrzydzać i zachwycać...Radoslav
no widoczki z góry super, ale ... dopóki nie uruchomią windy - nie jadę tam
papuas
Piękny spacer i absolutnie zasłużona nagroda
No trip no life
Aby nie zchodzić z góry i wchodzić pod górę może lepiej tyrolka :), reflektowałbyś?- ja raczej nie
No ten Aperol to kiniecznie
hejka, Witajcie po kilkudniowej przerwie (jakoś ostatnio jestem na "nie-do-czasie"; dopadają mnie już "roboty końca roku :(;
Radek, bąbelki były! może na fotce nie za bardzo to widać, ale nie zauważyłam, żadnej obcej mi wersji, aperol- jak to aperol - wszedzie taki sam
Papuas, no na montaz windy się tam raczej nie zanosi:))) , ale i tak mocno polecam Ci odwiedzenie kiedys Kalabrii.. cudnie tam i zabytków od groma - miałbyś co focić:)
Nel, Kasia, no bez aperolu ani rusz! zwłaszcza w Italii
*********
to dalej szwędamy się po Tropei....
zaułkami wąskich uliczek....
włoska literatura "zatopiona" w uroczych schodkach.....
właśnie przeczytałam przeciekawą książkę "Il Gattopardo" (Lampart) Giuseppe Tomasi di Lampedusy - (jest na tych schodach:)) to jedyna powieść tego autora (jest też film, co najmniej 2 ekranizacje) w czasach Burbonów i schyłku sycylijskiej arystokracji w czasach zjednoczenia Włoch - bardzo ciekawa; wszystkim Italomaniakom mocno polecam
jest tu też słynne "Il nome della rosa" Umberto Eco - wierzę, że tą pozycję znamy na pewno wszyscy:)
he he, Włosi mają specyficzne poczucie humoru:)
na tutejszym "Street Art" spotykam tu moja dobrą znajomą z Delft
we współczesnej stylizacji ...
ubawiła mnie też śp. Królowa - w wersji a la Elton John
czy "wydziarana bezwstydnica" da Vinci'ego
ale najfajniejsza był obrazek wizyty van Gogha u fryzjera
; Dali idealnie pasuje do "golibrody"
i dalej przez uroczą Tropeę...
dochodzimy do katedry...
to Cattedrale di Maria Santissima di Romagna;
Katedra pochodzi z XII wieku i jest b.ważnym zabytkiem historycznym; Wewnątrz można podziwiać reski, dzieła sztuki i relikwie, w tym słynną ikonę Matki Bożej z Rumunii, która jest patronką tego miasta;
w kącie kościoła - jedna z dwóch bomb-niewybuchów z czasów II wojny, które spadły na Tropeę i w podziękowaniu MB Rumuńskiej za to że nie wybuchły umieszczono je tu w Katedrze;
widziałam już w kilku kościołach różne bomby-niewybuchy:) , m.in najbardziej pamietam tą z Genui (tez umieszona w katedrze)
na tyłach katedry
z tarasu widokowego przy katedrze - ładnie widać port w Tropei
a tutaj ciag dalszy Tropea street art
no z samą Wenus!
i wracamy....
Piazza Ercole (plac Herkulesa) to główny plac miasta ; wieczorami to gwarne centrum życia towarzyskiego w Trope;
Można a nawet trzeba tu wypić kawę lub zjeść lody w jednej z lokalnych kawiarni
zatem robimy sobie stop w spacerowaniu...
włoska kawa zawsze smakuje tam jakoś zupełnie inaczej...wspaniale; i od lat nie wiem dlaczego? (:)))))
w Kalabrii nie może zabraknąć słynnych lodów!
to lokalna pyszność TARTUFO di Calabria - tu w wersji Tartuffo di iTropea - to mieszanka czekolady i lodów z orzechów laskowych, w środku znajduje się roztopione nadzienie z ciemnej czekolady, a całość otoczona jest w suchym kakaowym pudrze
no chwilo trawaj... ! ta zimna, płynna rozkosz na chwila powoduje, ze zapominany o kaloriach :):)):))))
naprawdę te lody są rewelacyjne! nikt nie może wyjechać z Kalabrii nie spróbowawszy Tartuffo di Calabria...
i wracamy do hotelu....
to był bardzo przyjemny i ciekawy dzień....
Piea