Po opuszczenie hotelu w Fort Williams jedziemy malowniczą doliną Glencoe do ostatniego już szkockiego zamku - Inveraray. W dolinie zatrzymujemy się na punkcie widokowym i wtedy wreszcie słoneczko robi się łaskawe. Nie, żeby zaświeciło pełnym blaskiem, ale pojedyncze promienie przedzierają się przez chmury oświetlając niektóre partie gór. Naprawdę piękne światło dla focących. Teraz więc górzyste krajobrazy Szkocji, ale najpierw kamienne, zamkopodobne domki Fort Williams. Aura podczas jazdy oczywiście w kratkę i oprócz przelotnych opadów utrudniających foto przez szybę autokaru jest i trochę słońca, a nawet pokazuje się tęcza.
Jak widać po górkach spacerują jacyś trekkingowcy, ale wiele szlaków biegnie po prostym trawersując górskie zbocza.
Jesteśmy na punkcie widokowym, więc foto już nie przez szybę.
tak, odrobina słonka potrafi uatrakcyjnić każdy krajobraz i każde foto oprócz obfitych wrzosów oraz wierzbówki kiprzycy pojawiają się na punktach widokowych żółte zwarte kępy kwiatów, ale też i pojedyncze kolorowe
Jedziemy dalej i zaokienny krajobraz oraz z następnego punktu widokowego. Przy drodze znajdują się zatoczki dla pragnących sfocić okolicę, ale autokar nie wszędzie może się zatrzymać; niektóre zatoczki jedynie pod samochody osobowe.
Można zauważyć, jak wcześniej napisałem, jakiś wędrujących turystów, ale szlaki raczej biegną po prostym trawersując górskie zbocza. Nie zauważyłem nigdzie wspinającej się zakosami ścieżki. I na tych szlakach widać chodzących turystycznie.
Zamek Inveraray o pięknych, nawiedzanych przez duchy wnętrzach, a wokoło równie piękny park, nie tylko z rodzimymi gatunkami drzew; są i np. sekwoje. Niektóre drzewa, trochę jak z horrorów porastają obficie jakieś plechy i mchy. Udostępnienie zamku wzorowe, gdzie w każdym pomieszczeniu znajduje się jego opis w różnych językach; są również opisy po polsku. Wchodzimy zatem na pokoje.
Jesteśmy w holu - zbrojowni, który jest dawnym dziedzińcem, dziś zadaszonym z bogatą kolekcją broni. Przechodzimy przez kolejne komnaty, jest garderoba z dawnymi strojami.
Schodzimy paradną klatką z portretami przodków; zaglądamy do kuchni - podoba mi się urządzenie do nalewania wina z beczek. Tu kończymy zwiedzanie wnętrz i udajemy się do parku. W zamku miesci się również knajpka dla turystów, gdzie można coś przekąsić lub napić się wina.
zaskoczyły mnie jego wnętrza.... mury takie raczej gotyckie (no, bardziej neo) a w środku złoty blask "barocco-rococco":)) no zupełnie nie spodziewałam się takiego wystroju w Szkocji!:) raczej zawsze szkocja kojarzyła mi się bardziej z szarym kamieniem i surowszymi dekoracjami, a tu pełne zaskoczenie...
widać, że dawni właściciele gustowali w owalach i okręgach:) nie tylko ta broń wyeksponowana w kształcoie koła (b. ciekawe a efekt znakomity!) ale i witryny w jadalni z ekspozycją porcelany - też zabudowane w półokrągłych ścianach
no na pytanie - nie znam Nel odpowiedzi; brak jakiegoś wydzielonego obszaru private i na zewnątrz cały do obejścia, a wewnątrz drzwi z napisem private o niczym nie świadczą, bo równie dobrze mogło na nich być napisane; no entry czy też close
To parkowy spacer przy sprzyjającej na ogół aurze, bo dopiero pod koniec spaceru musimy schronić się na przysłowiowe 5min pod rozłożystym drzewem.
Po opuszczenie hotelu w Fort Williams jedziemy malowniczą doliną Glencoe do ostatniego już szkockiego zamku - Inveraray. W dolinie zatrzymujemy się na punkcie widokowym i wtedy wreszcie słoneczko robi się łaskawe. Nie, żeby zaświeciło pełnym blaskiem, ale pojedyncze promienie przedzierają się przez chmury oświetlając niektóre partie gór. Naprawdę piękne światło dla focących. Teraz więc górzyste krajobrazy Szkocji, ale najpierw kamienne, zamkopodobne domki Fort Williams. Aura podczas jazdy oczywiście w kratkę i oprócz przelotnych opadów utrudniających foto przez szybę autokaru jest i trochę słońca, a nawet pokazuje się tęcza.
Jak widać po górkach spacerują jacyś trekkingowcy, ale wiele szlaków biegnie po prostym trawersując górskie zbocza.
Jesteśmy na punkcie widokowym, więc foto już nie przez szybę.
papuas
Łazimy i focimy.
papuas
Piękne widoczki. Odbrobina słońca i jak zmienia obllicze gór. Oprócz wrzosów , widać jakieś żółte kwiaty
No trip no life
no pięknie Wam wychodzi to łażenie i focenie....
tak, ociupina słońca i już od razu świat wygląda inaczej...
(uwielbiam takie zarośnięte, "pluszowe" górki....); widoczki wymiatają...
Piea
tak, odrobina słonka potrafi uatrakcyjnić każdy krajobraz i każde foto oprócz obfitych wrzosów oraz wierzbówki kiprzycy pojawiają się na punktach widokowych żółte zwarte kępy kwiatów, ale też i pojedyncze kolorowe
Jedziemy dalej i zaokienny krajobraz oraz z następnego punktu widokowego. Przy drodze znajdują się zatoczki dla pragnących sfocić okolicę, ale autokar nie wszędzie może się zatrzymać; niektóre zatoczki jedynie pod samochody osobowe.
Można zauważyć, jak wcześniej napisałem, jakiś wędrujących turystów, ale szlaki raczej biegną po prostym trawersując górskie zbocza. Nie zauważyłem nigdzie wspinającej się zakosami ścieżki. I na tych szlakach widać chodzących turystycznie.
papuas
I kolejny "pit stop" czy raczej coffee stop, gdzie oprócz kawy są i pamiątki, a po stopie dojeżdżamy za chwilę do zamku Inveraray.
papuas
Zamek Inveraray o pięknych, nawiedzanych przez duchy wnętrzach, a wokoło równie piękny park, nie tylko z rodzimymi gatunkami drzew; są i np. sekwoje. Niektóre drzewa, trochę jak z horrorów porastają obficie jakieś plechy i mchy. Udostępnienie zamku wzorowe, gdzie w każdym pomieszczeniu znajduje się jego opis w różnych językach; są również opisy po polsku. Wchodzimy zatem na pokoje.
Jesteśmy w holu - zbrojowni, który jest dawnym dziedzińcem, dziś zadaszonym z bogatą kolekcją broni. Przechodzimy przez kolejne komnaty, jest garderoba z dawnymi strojami.
Schodzimy paradną klatką z portretami przodków; zaglądamy do kuchni - podoba mi się urządzenie do nalewania wina z beczek. Tu kończymy zwiedzanie wnętrz i udajemy się do parku. W zamku miesci się również knajpka dla turystów, gdzie można coś przekąsić lub napić się wina.
papuas
Piękny zamek i wnętrza. Niesamowita jest zbrojownia, jak oryginalnie zawieszona jest broń , w kształcie koła
Czzy jest wciąż zamieszkały ?
No trip no life
NO ZAMEK ZAISTE WSPANIAŁY I JAKI CIEKAWY!
zaskoczyły mnie jego wnętrza.... mury takie raczej gotyckie (no, bardziej neo) a w środku złoty blask "barocco-rococco":)) no zupełnie nie spodziewałam się takiego wystroju w Szkocji!:) raczej zawsze szkocja kojarzyła mi się bardziej z szarym kamieniem i surowszymi dekoracjami, a tu pełne zaskoczenie...
widać, że dawni właściciele gustowali w owalach i okręgach:) nie tylko ta broń wyeksponowana w kształcoie koła (b. ciekawe a efekt znakomity!) ale i witryny w jadalni z ekspozycją porcelany - też zabudowane w półokrągłych ścianach
Piea
no na pytanie - nie znam Nel odpowiedzi; brak jakiegoś wydzielonego obszaru private i na zewnątrz cały do obejścia, a wewnątrz drzwi z napisem private o niczym nie świadczą, bo równie dobrze mogło na nich być napisane; no entry czy też close
To parkowy spacer przy sprzyjającej na ogół aurze, bo dopiero pod koniec spaceru musimy schronić się na przysłowiowe 5min pod rozłożystym drzewem.
papuas