To chyba były inne punkty widokowe niż ja byłam, choć ja byłam w 2 do trzeciego nie zdążyłam bo zamykali.
Na mnie kanion wywarł olbrzymie wrażenie , czułam tam jakąś magię..
Jorguś a tobie jak bardziej się podobał , z heli czy z buta ?
Zacytuję mistrza, czyli siebie sprzed kilku postów:
"Efekt z góry jest rewelacyjny z uwagi na wielkość kanionu. Na zdjęciach z góry i z punktów widokowych nie widzę wielkiej różnicy, bo są one płaskie. Rzeczywistość jest inna. Całe szczęście, że nie oszczędzałem."
Podkowa. Nie było tego w programie, ale leży na trasie przejazdu.
Jednomyślna decyzja, zrzutka po 10$ od łba i wjeżdżamy na parking.
Rzeka Kolorado płynąc przez Wielki Kanion tworzy charakterystyczne zakole w kształcie podkowy konia – nazwane „Horseshoe Bend”.
Tylko problem ten sam o wieczornej porze. Zdjęcia można robić tylko z jednego miejsca (ok.20-25 minut idziemy z parkingu) i jest to pod zachodzące słońce. Cudów można dokonywać, będzie żle. Jak wygląda w pełnej krasie - na pierwszym zdjęciu zrobionym z banera na parkingu.
A że miejsce jest oddalone o 15 minut jazdy od hotelu to super. No i w Page po raz pierwszy śpimy dwie noce!!!
Kolejny dzień, dla mnie najlepszy, spędzamy z indianami Navaho.
Punkt pierwszy to Dolina Pomników, czyli Monument Valley. Miejsce rozsławione prze westerny Johna Forda. Jest nawet John Wayne Point, gdzie można sobie zrobić fotkę na koniu. Opłata 10$ na paszę dla zwierzaka.
Pod koniec Indianie zawożą do polowej stołowki na ich lunch (bardzo dobry).
Przepraszam za nadmiar zdjęć, ale tam mnie powaliło na kolana.
Kolejnego dnia rano opuszczamy hotel w Page i zatrzymujemy się nad utworzonym w 1963 r jeziorem Powell. Nie mieliśmy rejsu po jeziorze jak Cienkibolek.
Przeszliśmy się z 20 minut koło tamy Glen Canyon (ma ona 220 m wysokości i 480 m szerokości) i do autokaru. Kierunek Bryce Kanion.
Ale to już po długiej przerwie, pewnie z trzytygodniowej...
Zacytuję mistrza, czyli siebie sprzed kilku postów:
"Efekt z góry jest rewelacyjny z uwagi na wielkość kanionu. Na zdjęciach z góry i z punktów widokowych nie widzę wielkiej różnicy, bo są one płaskie. Rzeczywistość jest inna. Całe szczęście, że nie oszczędzałem."
Jorguś
Jorguś, no uśmiałam się z tego" miszcza" ha ha .....
Ale lotu heli zazdroszczę , no i popoda ci dopisała
No trip no life
Miszczu! na padłam z wrażenia!!!
Cuda pokazujesz.....
Piea
Podkowa. Nie było tego w programie, ale leży na trasie przejazdu.
Jednomyślna decyzja, zrzutka po 10$ od łba i wjeżdżamy na parking.
Rzeka Kolorado płynąc przez Wielki Kanion tworzy charakterystyczne zakole w kształcie podkowy konia – nazwane „Horseshoe Bend”.
Tylko problem ten sam o wieczornej porze. Zdjęcia można robić tylko z jednego miejsca (ok.20-25 minut idziemy z parkingu) i jest to pod zachodzące słońce. Cudów można dokonywać, będzie żle. Jak wygląda w pełnej krasie - na pierwszym zdjęciu zrobionym z banera na parkingu.
A że miejsce jest oddalone o 15 minut jazdy od hotelu to super. No i w Page po raz pierwszy śpimy dwie noce!!!
Jorguś
Mistrzu, ne narzekaj, Twoja fota bardzo ciekawa, ma efekt znikającego czubka skały
I kolorki super 
Kolejny dzień, dla mnie najlepszy, spędzamy z indianami Navaho.
Punkt pierwszy to Dolina Pomników, czyli Monument Valley. Miejsce rozsławione prze westerny Johna Forda. Jest nawet John Wayne Point, gdzie można sobie zrobić fotkę na koniu. Opłata 10$ na paszę dla zwierzaka.
Pod koniec Indianie zawożą do polowej stołowki na ich lunch (bardzo dobry).
Przepraszam za nadmiar zdjęć, ale tam mnie powaliło na kolana.
Jorguś
Cudny park, cudne foty.Ten Park to moje marzenie..
A Forrest Gump Point był ?
No trip no life
Wszystko co było zamieściłem. Poznaje skały z Forrest Gump Point, ale byliśmy od podnóża. a nie z Highway 163
Jorguś
Nadal jesteśmy w rezerwacie Indian Navaho.
Przejeżdżamy do Kanionu Antylopy.
Kolejne cudo.
Tam zostaliśmy podzieleni na 3 grupy w trzech samochodach i miejscowi robili za przewodnika.
Pewnie znowy przesadzę ze zdjęciami, ale to niesamowite miejsce.
Jorguś
Kolejnego dnia rano opuszczamy hotel w Page i zatrzymujemy się nad utworzonym w 1963 r jeziorem Powell. Nie mieliśmy rejsu po jeziorze jak Cienkibolek.
Przeszliśmy się z 20 minut koło tamy Glen Canyon (ma ona 220 m wysokości i 480 m szerokości) i do autokaru. Kierunek Bryce Kanion.
Ale to już po długiej przerwie, pewnie z trzytygodniowej...
Jorguś