na razie część mniej mnie interesująca, bo najważniejsze i najpiękniejsze są PARKI NARODOWE, ale .... Ten drewniany hotel imponujący - to niesamowite jakie obciążenie muszą znieść podpory na parterze, żeby to wszystko utrzymać no szacunek dla dawnych budowniczych aż dziw, Amerykanie tacy przetsiębiorczy, a nie zarabiają na wynajmie pokoju z horrorową historią
Idziemy obejrzeć stare miasto, ale zatrzymujemy się, bo trwa uroczystość zakończenia roku szkolnego dla absolwentów Mark Twain High School. Przemówień były setki i nie dotrwaliśmy do tradycyjnego wyrzucenia czapek.
Historyczne Stare Miasto jest w innym miejscu. Domy pamietają zapewne przełom XIX i XX wieku, są w nich obecnie sklepy. Na końcu ulicy znajduje się duża restauracja, w której zjedlismy lunch.
Przyznam się, że nie przepadałem za meksykańskim jedzeniem, ale nieosolony kurczak w obrzydliwej fasoli to stanowczo za dużo jak na mnie. Paskudztwo za ponad 60$.
Ale ogólnie San Diego zdecydowanie zlicytowało Los Angeles.
Ale najpierw zwiedzamy więzienie słynne z filmu "15.10 do Yumy" i późniejszego remaku. Muzeum o tej porze jest zamknięte, ale przez płot widać, że wiele nie straciliśmy.
Rano jedziemy do stolicy Arizony, Phoenix. Zobaczyliśmy (z zewnątrz) Kapitol Stanowy i znajdujący się po drugiej stronie ulicy jakby park pamięci poległym i walczącym na różnych frontach. Był nawet pomnik ku czci poległych psów i oczywiście słynnego szyfranta z plemienia Navajo.
Na wybór tej trasy spośród objazdówek po zachodzie Stanów zdecydowały przede wszystkim parki narodowe.
Ale dla mnie, fana koszykówki, miał też wpływ fakt możliwości zobaczenia hali sportowej drużyny grającej w lidze NBA – Phoenix Suns. Dodajmy mojej ulubionej drużyny w NBA.
Grali w niej Polacy, najpierw Cezary Trybański, potem wymieniony na Macieja Lampego i oczywiście najbardziej znany Marcin Gortat. Obecnie podporę zespołu stanowią dwaj złoci medaliści z Paryża, tj Devin Booker i Kevin Durant. Nie do końca byłem szczęśliwy, bo hala tylko z zewnątrz, w sklepiku tylko polary i koszulki meczowe, brak t-shirtów. No, ale zdjęcie w koszulce Duranta jest. I to zrobione w ostatnim momencie, bo w czerwcu Suns oddali go w ramach wymiany do Huston Rockets.
papuas
Idziemy obejrzeć stare miasto, ale zatrzymujemy się, bo trwa uroczystość zakończenia roku szkolnego dla absolwentów Mark Twain High School. Przemówień były setki i nie dotrwaliśmy do tradycyjnego wyrzucenia czapek.
Jorguś
Kawałek dalej jest stare miasto. Jest śliczne i takie ... meksykańskie.
A za Starówką znajduje się Balboa Park (zbieżność z Rocky'm przypadkowa). Paniom powinien sie spodobać.
Nie jest to jednak najstarsza część San Diego.
Jorguś
I starówka i park super ! Już mi się San Diego bardzo podoba
No trip no life
Historyczne Stare Miasto jest w innym miejscu. Domy pamietają zapewne przełom XIX i XX wieku, są w nich obecnie sklepy. Na końcu ulicy znajduje się duża restauracja, w której zjedlismy lunch.
Przyznam się, że nie przepadałem za meksykańskim jedzeniem, ale nieosolony kurczak w obrzydliwej fasoli to stanowczo za dużo jak na mnie. Paskudztwo za ponad 60$.
Ale ogólnie San Diego zdecydowanie zlicytowało Los Angeles.
Jorguś
Dalej jedziemy wzdłuż granicy z Meksykiem. Na stacji benzynowej widać słynny mur graniczny.
Jeszcze bliżej będziemy na odcinku pomiędzy Yumą a Phoenix.
Jorguś
Pod wieczór docieramy do Yumy, gdzie mamy nocleg.
Ale najpierw zwiedzamy więzienie słynne z filmu "15.10 do Yumy" i późniejszego remaku. Muzeum o tej porze jest zamknięte, ale przez płot widać, że wiele nie straciliśmy.
Jorguś
Nie ...to nie Ta Yuma
No trip no life
Rano jedziemy do stolicy Arizony, Phoenix. Zobaczyliśmy (z zewnątrz) Kapitol Stanowy i znajdujący się po drugiej stronie ulicy jakby park pamięci poległym i walczącym na różnych frontach. Był nawet pomnik ku czci poległych psów i oczywiście słynnego szyfranta z plemienia Navajo.
Jorguś
Na wybór tej trasy spośród objazdówek po zachodzie Stanów zdecydowały przede wszystkim parki narodowe.
Ale dla mnie, fana koszykówki, miał też wpływ fakt możliwości zobaczenia hali sportowej drużyny grającej w lidze NBA – Phoenix Suns. Dodajmy mojej ulubionej drużyny w NBA.
Grali w niej Polacy, najpierw Cezary Trybański, potem wymieniony na Macieja Lampego i oczywiście najbardziej znany Marcin Gortat. Obecnie podporę zespołu stanowią dwaj złoci medaliści z Paryża, tj Devin Booker i Kevin Durant. Nie do końca byłem szczęśliwy, bo hala tylko z zewnątrz, w sklepiku tylko polary i koszulki meczowe, brak t-shirtów. No, ale zdjęcie w koszulce Duranta jest. I to zrobione w ostatnim momencie, bo w czerwcu Suns oddali go w ramach wymiany do Huston Rockets.
Jorguś