kolejny dzień to nasz poczattek zwiedzania naszego Azorka:) po wczorajszych emocjach związanych z "lądowaniem" dziś wszyscy wyspani i nieco już ochłonięci:) masz polski pilot Łukasz umówił się z nami wczoraj że dziś będziemy zwiedzać stolice wyspy, ale z uwagi na totalna zmiane prognoz na plan jutrzejszy, (tam gdzie jutro jedziemy ma się chmurzyc, trochęi padać i byc mglisto ) więc robimy "zamianę" co wprowadziło nieco chaosu, bo wszyscy gotowi na spacer a tu zmiana planu więc rejwach po kostiumy i ręczniki:) , bo dzis będziemy się kąpać w gorących źródłach! ; chimerycznośc pogodowa Azorów ma taką cechę niestety, że tutaj się szuka "pogodowego okna", na szczęście jeśli mozna coś zamienić, to zamieniamy; skoro Łukasz wie co mówi....
z samego rana jedziemy najpierw na punkt widokowy a w zasadzie dwa; ale zanim dotrzemy na miejsce po drodze zielenina....
wjeżdżamy coraz wyżej....
i docieramy na miejsce
nasz pierwszy punkt widokowy na jezioro kraterowe Lagoa do Fogo w kaldezre tutejszego wulkanu - punkt: Miraduoro do Barrosa
wychodzimy z busika, a tu na górze huragan jakiś!!! nie ma co , witajcie w Raju ha ha
piekielne wiatry nas witają, ale w końcu jesteśmy na wulkanie to i cut piekła być musi
za to widok zupełnie nie piekielny...
jezioro Lagoa do Fogo zajmuje powierzchnię 1,53 km², jego linia brzegowa mierzy 5,5 km; największa głębokość dochodzi tu prawie do 32 metrów. Kaldera krateru Fogo powstała w wyniku zapadnięcia się wulkanicznego stożka około 15 000 lat temu, a wypełniające ją obecne jezioro jest skutkiem gromadzenia się wody opadowej;
Ostatni raz wulkan ten wybuchł w 1564 roku, ale to, ze było to blisko 500 lat temu wcale nie oznacza , że jest to wulkan wygasły... bo jest wprost przeciwnie! wciąz można tutaj obserwować duę ilości gorących bąbli powietrznych ; dlatego istnieje tutaj całkowity zakaz kąpieli pod groźbą dużych grzywien;
dalej podjeżdżamy nieco krętymi drogami na bardziej znany punkt widokowy Miraduoro da Lagoa do Fogo
gdzie ukazuje nam się cudowny widok.... słońce przedziera się nieśmiało przez chmury rzucając cienie na woodzie, a zimnica przy tym wietrze jest tu taka, że wyciagamy kurtki
Pamietam świetnie to miejsce. Jak przyjechalismy była mgła i widać było tylko zarys gór, jeziora . Poczekalismy ze 20 minut przyszedł wiatr , pomału rozwiewał chmury i sie zrobiło prawie tak pięknie jak u ciebie na fotkach
Zobacz jak ledwo co widać ..
A swoją drogą tych choinek jeszcze nie było co widać u ciebie
hej Papuas, ano rewelacja! dla mnie ta wyspa to Jedna Wielka Rewelacja!
Nel, mgły, chmury i obfite opady - to jak sama wiesz- specyfika tych wysp; pisałam juz o tym gdzieś wyżej, że chimerycznośc pogodowa Azorów - to jest cena za to ich ich zielone piękno!
( my czekaliśmy na Sete Cidades ponad pół godziny aż mgły opadną...; ale zelżały niestety tylko troszeczkę:( ; cała ta wyspa to jest jedna wielka "mgła i wilgoć", zwłaszcza z nasileniem na część zachodnią; zatem tam (w okolicach Sete Cidades) to w zasadzie 80% dni w roku - non-stop są mgły; Ci którzy trafią tam na słoneczną i klarowną przejrzystość, mogą mówic o dużym szczęściu:)
dalej z Lagoa do Fogo jedziemy do Caldeira Velha; to kolejna atrakcja na dziś, nie jest to daleko bo oba te miejsca są w tym samym kierunku
w drodze do źródeł .....
Caldeira Velha - co to jest? - dla mnie to "perełka" schowana w gęstym, deszczowym lesie; tak egzotycznym, jak nieomalże w parku Jurajskim:)) ; perełką są tu gorące źródła, , z których słyną Azory, a które na tej wyspie nie należą przecież do rzadkości , bo takich źródeł jest tu wszędzie naprawdę dużo; wszak Sao Miguel to jeden wielki gorący , bulgoczący wulkan:)
Żródła z goracą wodą o rdzawo-musztardowym kolorze mają jak na tego rodzaju źródła skład mineralny głównie siarkowo-żelazowy; natomiast ich temperaturę (38-39C) żródełka zawddzięczają wulkanom; tutaj w przypadku Caldeira Velha- wodę "podgrzewa" wulkan Fogo
zanim dojdziemy do samych źródeł trzeba przejść kawałek przez las.... i już na sam widok tej ścieżki i tego co ją otacza - ja zakochałam się w tym miejscu od pierwszego wejrzenia:); mamy tu całkiem sporo czasu ok 2,5 godziny, więc nie jest to "króciutka wizyta turystyczna":) jak może myśleć wielu; a ja jeszcze nie doszłam do tych źródeł a już byłam tu "kupiona"
wiele osób, które były tu wcześniej, piszą, ze wstęp tutaj kosztował 2 E; obecnie to już przeszłość; wejsciówka na teren tego "parku-rezerwatu" kosztuje 5E bez względu na to czy korzystamy ze żródlanych kąpieli czy nie; płaci się za sam fakt wejścia tutaj; teren jest naprawdę duży i jest tu gdzie połazić, a nawet Ci którzy się nie kąpią- też mają gdzie tutaj pochodzić i spędzić czas; tutaj niepodzielnie rządzi Matka Natura; tutaj podziwia się NIESAMOWITĄ przyrodę w tym zielonym otoczeniu i korzysta się z dobrodziejstw tych źródeł
dalej zanurzam się w tą zieleń; najpierw spacerujemy i zaglądamy za każdy krzaczor:) ; a potem wyskakujemy z ciuchów i chlup w te gorące źródełka:))
występują tu małe fumarole; ziemia tutaj bulgocze, chlupocze jakies błotko.... a po powierzchni tego bajorka (nie jest do kąpieli!:)) pływają liczne gorące bąble a woda tutaj to piekielny wrzątek! , ale taki uwaga! nie jak w gotującym sie czajniku, tylko raczej jak w piecu hutniczym:)) : 700-800C!!! ; miejsca z takim ukropem są tu stosownie oznaczone, ogrodzone i opatrzone tablicą ostrzegawcząl tak na wypadek gdyby komuś przyszło do głowy tu wskoczyć:)) .. raczej byłby to to skok ostatni takiego delikwenta :); nalezy zdawać sobie sprawę, że to nie żarty! to moc wulkanu!
wychodzi mocniejsze słonko... robi się przyjemniej, to idziemy się pochlapać:))
żeby zrobić takie zdjęcia musiałam się poświęcić i wyleźć z wody; wszak telefony zostały w bezpiecznej odległości:)
woda była tutaj ciepluśka jak zupka ; potem przemieściłysmy się dalej do źródła zasilanego wodą z ciepłego wodospadu; ale tutaj było odczuwalnie znacznie chłodniej (temp. wody ok 26C)
powiem Wam, że to miejsce było fantastyczne!!!
w małych drewnianych domkach sa tu wygodne przebieralnie; gdzie mozna dokonać zmiany garderoby z mokrej na suchą:) (aha, i zaleca się jakis stary kostium /albo przynajmniej ciemny, bo jednak ta zawartośc żelaza w połączeniu z dużą zawartością siarki i innych minerałów z trzewi ziemii - może nam nieco uszkodzić kostium, więc jakiegoś nowego, super hiper modelu raczej się tutaj nie zaleca:)
dla mnie to miejsce to była rewelacja! zwłaszcza ta gorąca kąpiel!
juz po powrocie do domu znalazłam gdzieś jakiś blog, gdzie przeczytałam wpis doświadczonej "w takich klimatach" podróżniczki, która po wizycie tuataj napisała, że :
cyt: " Park Caldeira Velha zrobił na mnie większe wrażenie niż Blue Lagoon na Islandii, czy gorące źródła termalne wciśnięte w cudowne Szwajcarskie Alpy. To dlatego, że jest niezurbanizowany, to element natury, a nie gospodarki. Nie kupicie tam kawy ani kanapki, nie wypożyczycie nawet ręcznika. Ingerencja człowieka w ten obszar była minimalna i nie naruszyła jego naturalnego uroku. Są tam przebieralnie, prysznice, centrum informacyjne i to tyle. Niezbędne minimum. Przekraczając bramy parku wchodzicie do dzikiego lasu, a nie do SPA..."
i ja absolutnie się z tym zgadzam; no może poza faktem, że nie ma tam możliwości kupienia kawy czy kanapki; obecnie jest; przed kasami jest mała budka, gdzie napiłyśmy się kawki , ale takiej w papierowym kubku, więc nie było czego focic:)
żegna nas tu taka miła parka:))
i jeszcze widoczki, z parkingu gdzie stał nasz busik
i jedziemy dalej, bo to jeszcze nie koniec atrakcji tego dnia....
naprawdę nikomu z Was nie podobała się ta Caldeira Velha? ; mnie bardzo ukrzekł ten "cud pierwotny"!
dalej jedziemy na północ do miasteczka Ribeira Grande
miasteczko - Ribeira Grande, co w dosłownym tłumaczeniu oznacza Wielką Rzekę; i faktycznie, przez miejscowość przepływa rzeka, choc nazywanie jej wielka jest dużą przesadą:) bo wcale nie jest wielka:) za to niezwykle malownicza, bo sporą atrakcja jest na niej wodna kaskada pod mostem, która robi wrażenie wodospadu, zwłaszcza jak sie tu stoi obok i słyszy ten huk z jakim spada woda!
rzeka w Ribeira Grande oprócz tego, że sama w sobie stanowi dość urodziwą atrakcję stanowi też centrum życia mieszkańców., bowiem wzdłuż jej końcowego fragmentu powstała ładnie i ciekawie zaaranżowana przestrzeń rekreacyjna jako mini ogródek z ławeczkami, rzeźbami, boiskiem, małą muszlą koncertową a wszystko to w otoczeniu pięknych roślin; mieszkańcy często tutaj przesiadują spotykając sie ze znajomymi na ploteczki:)) ; trzeba przyznać, że miejsce to robi wrażenie...
widoczek na uroczy arkadowy most
fragment tej samej rzeki (no, tutaj to rzeczki) w innej części miasta
Piea, Caldeira Velha oczywiście do wpisania na listę miejsc do odwiedzenia. Niepowtarzalne widoki miejsce do relaksu. Ja też bym chętnie wlazła do wody, lubię takie atrakcje. Strój to nie problem. Ale pamiętam z Tunezji, że ciężko było zmyć z ciała te żelaziste osady.
A terenów rekreacyjnych w Ribeira Grandez niesamowitymi widokami można tylko mieszkańcom pozazdrościć.
Zieleń i roślinność niesamowita ))
kolejny dzień to nasz poczattek zwiedzania naszego Azorka:) po wczorajszych emocjach związanych z "lądowaniem" dziś wszyscy wyspani i nieco już ochłonięci:) masz polski pilot Łukasz umówił się z nami wczoraj że dziś będziemy zwiedzać stolice wyspy, ale z uwagi na totalna zmiane prognoz na plan jutrzejszy, (tam gdzie jutro jedziemy ma się chmurzyc, trochęi padać i byc mglisto ) więc robimy "zamianę" co wprowadziło nieco chaosu, bo wszyscy gotowi na spacer a tu zmiana planu więc rejwach po kostiumy i ręczniki:) , bo dzis będziemy się kąpać w gorących źródłach!
; chimerycznośc pogodowa Azorów ma taką cechę niestety, że tutaj się szuka "pogodowego okna", na szczęście jeśli mozna coś zamienić, to zamieniamy; skoro Łukasz wie co mówi....
z samego rana jedziemy najpierw na punkt widokowy a w zasadzie dwa; ale zanim dotrzemy na miejsce po drodze zielenina....
wjeżdżamy coraz wyżej....
i docieramy na miejsce
nasz pierwszy punkt widokowy na jezioro kraterowe Lagoa do Fogo w kaldezre tutejszego wulkanu - punkt: Miraduoro do Barrosa
wychodzimy z busika, a tu na górze huragan jakiś!!! nie ma co , witajcie w Raju
ha ha
piekielne wiatry nas witają, ale w końcu jesteśmy na wulkanie to i cut piekła być musi
za to widok zupełnie nie piekielny...
jezioro Lagoa do Fogo zajmuje powierzchnię 1,53 km², jego linia brzegowa mierzy 5,5 km; największa głębokość dochodzi tu prawie do 32 metrów. Kaldera krateru Fogo powstała w wyniku zapadnięcia się wulkanicznego stożka około 15 000 lat temu, a wypełniające ją obecne jezioro jest skutkiem gromadzenia się wody opadowej;
Ostatni raz wulkan ten wybuchł w 1564 roku, ale to, ze było to blisko 500 lat temu wcale nie oznacza , że jest to wulkan wygasły... bo jest wprost przeciwnie!
wciąz można tutaj obserwować duę ilości gorących bąbli powietrznych ; dlatego istnieje tutaj całkowity zakaz kąpieli pod groźbą dużych grzywien;
dalej podjeżdżamy nieco krętymi drogami na bardziej znany punkt widokowy Miraduoro da Lagoa do Fogo
gdzie ukazuje nam się cudowny widok.... słońce przedziera się nieśmiało przez chmury rzucając cienie na woodzie, a zimnica przy tym wietrze jest tu taka, że wyciagamy kurtki
mimo, że mocno tu wiało - bardzo mi się podobało
Piea
krajobrazowo ten Azor to jedna wielka rewelacja, przynajmniej jak na razie
papuas
Pamietam świetnie to miejsce. Jak przyjechalismy była mgła i widać było tylko zarys gór, jeziora . Poczekalismy ze 20 minut przyszedł wiatr , pomału rozwiewał chmury i sie zrobiło prawie tak pięknie jak u ciebie na fotkach
Zobacz jak ledwo co widać ..
A swoją drogą tych choinek jeszcze nie było co widać u ciebie
No trip no life
hej Papuas, ano rewelacja! dla mnie ta wyspa to Jedna Wielka Rewelacja!
Nel, mgły, chmury i obfite opady - to jak sama wiesz- specyfika tych wysp; pisałam juz o tym gdzieś wyżej, że chimerycznośc pogodowa Azorów - to jest cena za to ich ich zielone piękno!
( my czekaliśmy na Sete Cidades ponad pół godziny aż mgły opadną...; ale zelżały niestety tylko troszeczkę:( ; cała ta wyspa to jest jedna wielka "mgła i wilgoć", zwłaszcza z nasileniem na część zachodnią; zatem tam (w okolicach Sete Cidades) to w zasadzie 80% dni w roku - non-stop są mgły; Ci którzy trafią tam na słoneczną i klarowną przejrzystość, mogą mówic o dużym szczęściu:)
Piea
dalej z Lagoa do Fogo jedziemy do Caldeira Velha; to kolejna atrakcja na dziś, nie jest to daleko bo oba te miejsca są w tym samym kierunku
w drodze do źródeł .....
Caldeira Velha - co to jest? - dla mnie to "perełka" schowana w gęstym, deszczowym lesie; tak egzotycznym, jak nieomalże w parku Jurajskim:)) ; perełką są tu gorące źródła, , z których słyną Azory, a które na tej wyspie nie należą przecież do rzadkości , bo takich źródeł jest tu wszędzie naprawdę dużo; wszak Sao Miguel to jeden wielki gorący , bulgoczący wulkan:)
Żródła z goracą wodą o rdzawo-musztardowym kolorze mają jak na tego rodzaju źródła skład mineralny głównie siarkowo-żelazowy; natomiast ich temperaturę (38-39C) żródełka zawddzięczają wulkanom; tutaj w przypadku Caldeira Velha- wodę "podgrzewa" wulkan Fogo
zanim dojdziemy do samych źródeł trzeba przejść kawałek przez las.... i już na sam widok tej ścieżki i tego co ją otacza - ja zakochałam się w tym miejscu od pierwszego wejrzenia:); mamy tu całkiem sporo czasu ok 2,5 godziny, więc nie jest to "króciutka wizyta turystyczna":) jak może myśleć wielu; a ja jeszcze nie doszłam do tych źródeł a już byłam tu "kupiona"
wiele osób, które były tu wcześniej, piszą, ze wstęp tutaj kosztował 2 E; obecnie to już przeszłość; wejsciówka na teren tego "parku-rezerwatu" kosztuje 5E bez względu na to czy korzystamy ze żródlanych kąpieli czy nie; płaci się za sam fakt wejścia tutaj; teren jest naprawdę duży i jest tu gdzie połazić, a nawet Ci którzy się nie kąpią- też mają gdzie tutaj pochodzić i spędzić czas; tutaj niepodzielnie rządzi Matka Natura; tutaj podziwia się NIESAMOWITĄ przyrodę w tym zielonym otoczeniu i korzysta się z dobrodziejstw tych źródeł
Piea
dalej zanurzam się w tą zieleń; najpierw spacerujemy i zaglądamy za każdy krzaczor:) ; a potem wyskakujemy z ciuchów i chlup w te gorące źródełka:))
występują tu małe fumarole; ziemia tutaj bulgocze, chlupocze jakies błotko.... a po powierzchni tego bajorka (nie jest do kąpieli!:)) pływają liczne gorące bąble a woda tutaj to piekielny wrzątek! , ale taki uwaga! nie jak w gotującym sie czajniku, tylko raczej jak w piecu hutniczym:)) : 700-800C!!!
; miejsca z takim ukropem są tu stosownie oznaczone, ogrodzone i opatrzone tablicą ostrzegawcząl tak na wypadek gdyby komuś przyszło do głowy tu wskoczyć:)) .. raczej byłby to to skok ostatni takiego delikwenta :); nalezy zdawać sobie sprawę, że to nie żarty! to moc wulkanu!
wychodzi mocniejsze słonko... robi się przyjemniej, to idziemy się pochlapać:))
żeby zrobić takie zdjęcia musiałam się poświęcić i wyleźć z wody; wszak telefony zostały w bezpiecznej odległości:)
woda była tutaj ciepluśka jak zupka ; potem przemieściłysmy się dalej do źródła zasilanego wodą z ciepłego wodospadu; ale tutaj było odczuwalnie znacznie chłodniej (temp. wody ok 26C)
powiem Wam, że to miejsce było fantastyczne!!!
w małych drewnianych domkach sa tu wygodne przebieralnie; gdzie mozna dokonać zmiany garderoby z mokrej na suchą:) (aha, i zaleca się jakis stary kostium /albo przynajmniej ciemny, bo jednak ta zawartośc żelaza w połączeniu z dużą zawartością siarki i innych minerałów z trzewi ziemii - może nam nieco uszkodzić kostium, więc jakiegoś nowego, super hiper modelu raczej się tutaj nie zaleca:)
dla mnie to miejsce to była rewelacja! zwłaszcza ta gorąca kąpiel!
juz po powrocie do domu znalazłam gdzieś jakiś blog, gdzie przeczytałam wpis doświadczonej "w takich klimatach" podróżniczki, która po wizycie tuataj napisała, że :
cyt: " Park Caldeira Velha zrobił na mnie większe wrażenie niż Blue Lagoon na Islandii, czy gorące źródła termalne wciśnięte w cudowne Szwajcarskie Alpy. To dlatego, że jest niezurbanizowany, to element natury, a nie gospodarki. Nie kupicie tam kawy ani kanapki, nie wypożyczycie nawet ręcznika. Ingerencja człowieka w ten obszar była minimalna i nie naruszyła jego naturalnego uroku. Są tam przebieralnie, prysznice, centrum informacyjne i to tyle. Niezbędne minimum. Przekraczając bramy parku wchodzicie do dzikiego lasu, a nie do SPA..."
i ja absolutnie się z tym zgadzam; no może poza faktem, że nie ma tam możliwości kupienia kawy czy kanapki; obecnie jest; przed kasami jest mała budka, gdzie napiłyśmy się kawki , ale takiej w papierowym kubku, więc nie było czego focic:)
żegna nas tu taka miła parka:))
i jeszcze widoczki, z parkingu gdzie stał nasz busik
i jedziemy dalej, bo to jeszcze nie koniec atrakcji tego dnia....
Piea
naprawdę nikomu z Was nie podobała się ta Caldeira Velha?
; mnie bardzo ukrzekł ten "cud pierwotny"!
dalej jedziemy na północ do miasteczka Ribeira Grande
miasteczko - Ribeira Grande, co w dosłownym tłumaczeniu oznacza Wielką Rzekę; i faktycznie, przez miejscowość przepływa rzeka, choc nazywanie jej wielka jest dużą przesadą:) bo wcale nie jest wielka:) za to niezwykle malownicza, bo sporą atrakcja jest na niej wodna kaskada pod mostem, która robi wrażenie wodospadu, zwłaszcza jak sie tu stoi obok i słyszy ten huk z jakim spada woda!
rzeka w Ribeira Grande oprócz tego, że sama w sobie stanowi dość urodziwą atrakcję stanowi też centrum życia mieszkańców., bowiem wzdłuż jej końcowego fragmentu powstała ładnie i ciekawie zaaranżowana przestrzeń rekreacyjna jako mini ogródek z ławeczkami, rzeźbami, boiskiem, małą muszlą koncertową a wszystko to w otoczeniu pięknych roślin; mieszkańcy często tutaj przesiadują spotykając sie ze znajomymi na ploteczki:)) ; trzeba przyznać, że miejsce to robi wrażenie...
widoczek na uroczy arkadowy most
fragment tej samej rzeki (no, tutaj to rzeczki) w innej części miasta
Piea
tak, miejsce jest zachwycające
ten jurajski las paprocie ale ... bałbym się aktywności wulkanu, dinozaurów i tego chodzenia pod górkę
papuas
Piea, Caldeira Velha oczywiście do wpisania na listę miejsc do odwiedzenia. Niepowtarzalne widoki miejsce do relaksu. Ja też bym chętnie wlazła do wody, lubię takie atrakcje. Strój to nie problem. Ale pamiętam z Tunezji, że ciężko było zmyć z ciała te żelaziste osady.
A terenów rekreacyjnych w Ribeira Grandez niesamowitymi widokami można tylko mieszkańcom pozazdrościć.