no to klops, bo z wnętrza foto nie mam, musicie zrozumieć - jak się wtarabaniło do środka sześć osób z bagażami ... to nie było co focić mogę jedynie opisać
na piętrze 2 sypialnie - 3 oraz 2 łóżka - pościel i ręczniki były na cały pobyt, a na parterze salonokuchnia i mała łazienkoubikacja mieszcząca kabinę prysznicową, umywalkę i ubikację oraz piecyk gazowy; w salonokuchni - wersalka ze stolikiem, stół z krzesłami i kuchnia z pełnym wyposażaniem na tylnej ścianie domku: elektryczny piec i czajnik, lodówka, zmywarka, zlewozmywak i szafki z naczyniami; przez całość od ściany do pieca blat acha, były jeszcze kaloryfery a pewien pogląd daje zapamiętany wyciąg z regulaminu: domek musi zostać zdany w stanie zastanym, za szkody odpowiada najemca, zabrania się wprowadzania do domku rowerów, wnoszenia sprzętu narciarskiego ( tak, w Tyliczu znajduje się jakiś większy ośrodek narciarski) oraz palenia wewnątrz papierosów zabrania się wchodzenia, przebywania jednocześnie na schodach 2 dorosłych osób ... i fakt, te schody nie wyglądały zbyt solidnie - te deseczki trochę takie cienkie i drugi słaby punkt to jedna łazienka na 6 osób połączona jeszcze z ubikacją Byliśmy w domku jedynie od wieczora do rana i niby świnia i turysta z wody nie korzysta jednak po całym dniu na trasie umyć się warto, a to nie takie proste. I jest kolejka.
[/quote
No patrz, a my będąc koło Żywca http://trip4cheap.pl/forum/relacje-polska/urlopowe-wedrowki-w-okolicach-zywca w podobnej wielkości domkach mieliśmy 3 sypialnie (w każdej spanie dla 2 osób),: dwie na górze, każda z łazienką , na dole salon z kuchnia i jadalnią, sypialnia i ogólnodostępna łazienka (duża, największa ze wszystkich) w której można bylo postawić rower . I schody solidne A teren teraz jest wyposażony w wiele udogodnień (co można sprawdzic na stronie).
Po wyjściu z muzeum chodzimy trochę po Krynicy oglądając dawne pensjonaty i budynki, odwiedzamy B. Kaczyńskiego, park zdrojowy i idziemy do kolejki do kolejki na Górę Parkową. Wjeżdżamy na G.Parkową, oni wchodzą i to jest przerażające co z gór robi komercja. Na dolnej stacji uzdrowiskowy klimat, gdzie po monitorach przechadzają się dawni kuracjusze. Po wjechaniu na Górę Parkową chciałem krzyczeć: ludzieee wypuście mniee!! Obok stacji płot i budowa wieży widokowej dalej barierki i jakieś zjeżdżalnie; nawet nie bardzo wiadomo jak dalej iść, żeby się z tych płotów wydostać. Niemal każdy kawałek gruntu zabudowany jest czymś - by kasować forsę. Nawet niepozorna łączka, na której kiedyś można było przysiąść to dziś, co najmniej w połowie ogród czegoś tam z płatnym wstępem. Z Parkowej schodzimy wymyśloną przez zięcia trasą w pobliże samochodów. Drogę przebiegają nam sarny, spotykamy drozda śpiewaka, wiewiórkę, kolorowe motylki - jest sielankowo. Na ostatnim odcinku zejścia urządzenia do wykonywania doświadczeń technicznych; o dziwo darmowe. Po zejściu jemy małe co nieco i jedziemy do Muszyny po drodze odwiedzając mofetę w Jastrzębiku.
Ciekawostką okolic Tylicza są występujące tu mofety. Cóż to takiego? To chłodne wyziewy, gdzie z jakiś głebokich pęknięć wydobywają się gazy, głównie w postaci dwutlenku węgla, co przy niesprzyjających warunkach klimatycznych może być zabójcze dla małych zwierząt.. To 15min na mofetę w Jastrzębiku, a potem Muszyna, gdzie wchodzimy na zamek.
Na prawym brzegu Popradu, na stromym wzgórzu znajdują siię ruiny zamku, który kiedyś strzegł szlaku handlowego na Węgry. Przez dłuższy czas był siedzibą starosty tzw. państwa muszyńskiego; popadł w ruinę w połowie XVIII wieku. Dziś to wieża i resztki murów, skąd piękne widoki na okolicę.
hi hi Asia - Twój domek nie mógł być podobnej wielkości, tylko sporo większy, bo jednak pokoje z łazienkami, na które tu nie było po prostu miejsca teren fajny, trawiasta łączka z przepływającym ciekiem (nie, nie, żadna płynąca smrodlawka) miejsca do leżenia i zrobienia ogniska oraz grilowa wiata ze stołem i siedziskami, w której drugiej części stał stół pingpongowy ze sprzętem, więc wnuczki po powrocie z wycieczki mogły jeszcze poszaleć.
Po zejściu z wzgórza zamkowego podjeżdżamy do Muszyny na zapopradzie i oglądamy jedynie nowy park tzw. ogród sensoryczny. Piwko, kawa, lody i wracamy do Bazy. Ogród dobrze utrzymany i ciekawie zaaranżowany ze sadzawką i egzotycznymi ptakami we wolierach.
Ja w Krynicy byłam 2 razy ale tylko zimą i oba wyjazdy były typowo narciarskie, mało zwiedzania. Z ciekawością więc ogladam wersję letnią..
A w Tyliczu byłam kiedys na wyjeżdzie na studiach. Próbowałam sę wtedy uczyć na nartach,ale zjechałam na kręchę , rąbnęłam w drzewo i to już był koniec nartowania na długo ha ha
Dla mnie góry to wszystkie sezony poza zimą, bo w młodości sporo po nich chodziłem, więc mogę powiedzieć, że polskie góry znam dokładnie, a i w słowackich mam rozeznanie. Narty są mi całkowicie obce i cały czas jestem na etapie ewentualnego zjazdu na krechę. W polskich Tatrach pozostało mi dosłownie kilka szlaków (może z pięć), których nie przeszedłem; no i już nie przejdę - chyba że w następnym wcieleniu.
Następnego dnia córka z rodziną jadą do słowackiego Bardejova, a my z żoną robimy rajd po okolicznych kościołach - dawnych łemkowskich cerkiewkach. Dziś to już zabytki, ale dobrze, że kiedyś pozostawiono w nich ikonostasy świadczące o historii tych ziem. Do większości można zajrzeć. Drewniana architektura to jeden z moich koników, a na sądeczcyźnie tych pozostałości po Łemkach od groma. Jeden dzień to zobaczenie tylko kilku, tym bardziej, że żona zawsze musi w plany igerować. Ale zaczynamy po mojemu od Mochnaczki Niżnej; tu można nawet wejść do wnętrza. osiemnastowieczna cerkiew Archanioła Michała przebudowana w połowie XIXw jest dziś kościołem pw. MB Częstochowskiej.
[quote=papuas]
no to klops, bo z wnętrza foto nie mam, musicie zrozumieć - jak się wtarabaniło do środka sześć osób z bagażami ... to nie było co focić
mogę jedynie opisać
na piętrze 2 sypialnie - 3 oraz 2 łóżka - pościel i ręczniki były na cały pobyt, a na parterze salonokuchnia i mała łazienkoubikacja mieszcząca kabinę prysznicową, umywalkę i ubikację oraz piecyk gazowy; w salonokuchni - wersalka ze stolikiem, stół z krzesłami i kuchnia z pełnym wyposażaniem na tylnej ścianie domku: elektryczny piec i czajnik, lodówka, zmywarka, zlewozmywak i szafki z naczyniami; przez całość od ściany do pieca blat acha, były jeszcze kaloryfery a pewien pogląd daje zapamiętany wyciąg z regulaminu: domek musi zostać zdany w stanie zastanym, za szkody odpowiada najemca, zabrania się wprowadzania do domku rowerów, wnoszenia sprzętu narciarskiego ( tak, w Tyliczu znajduje się jakiś większy ośrodek narciarski) oraz palenia wewnątrz papierosów zabrania się wchodzenia, przebywania jednocześnie na schodach 2 dorosłych osób ... i fakt, te schody nie wyglądały zbyt solidnie - te deseczki trochę takie cienkie i drugi słaby punkt to jedna łazienka na 6 osób połączona jeszcze z ubikacją Byliśmy w domku jedynie od wieczora do rana i niby świnia i turysta z wody nie korzysta jednak po całym dniu na trasie umyć się warto, a to nie takie proste. I jest kolejka.
[/quote
No patrz, a my będąc koło Żywca http://trip4cheap.pl/forum/relacje-polska/urlopowe-wedrowki-w-okolicach-zywca w podobnej wielkości domkach mieliśmy 3 sypialnie (w każdej spanie dla 2 osób),: dwie na górze, każda z łazienką , na dole salon z kuchnia i jadalnią, sypialnia i ogólnodostępna łazienka (duża, największa ze wszystkich) w której można bylo postawić rower . I schody solidne
A teren teraz jest wyposażony w wiele udogodnień (co można sprawdzic na stronie).
Właśnie dlatego...
Właśnie dlatego...
Po wyjściu z muzeum chodzimy trochę po Krynicy oglądając dawne pensjonaty i budynki, odwiedzamy B. Kaczyńskiego, park zdrojowy i idziemy do kolejki do kolejki na Górę Parkową. Wjeżdżamy na G.Parkową, oni wchodzą i to jest przerażające co z gór robi komercja. Na dolnej stacji uzdrowiskowy klimat, gdzie po monitorach przechadzają się dawni kuracjusze. Po wjechaniu na Górę Parkową chciałem krzyczeć: ludzieee wypuście mniee!! Obok stacji płot i budowa wieży widokowej dalej barierki i jakieś zjeżdżalnie; nawet nie bardzo wiadomo jak dalej iść, żeby się z tych płotów wydostać. Niemal każdy kawałek gruntu zabudowany jest czymś - by kasować forsę. Nawet niepozorna łączka, na której kiedyś można było przysiąść to dziś, co najmniej w połowie ogród czegoś tam z płatnym wstępem. Z Parkowej schodzimy wymyśloną przez zięcia trasą w pobliże samochodów. Drogę przebiegają nam sarny, spotykamy drozda śpiewaka, wiewiórkę, kolorowe motylki - jest sielankowo. Na ostatnim odcinku zejścia urządzenia do wykonywania doświadczeń technicznych; o dziwo darmowe. Po zejściu jemy małe co nieco i jedziemy do Muszyny po drodze odwiedzając mofetę w Jastrzębiku.
papuas
Ciekawostką okolic Tylicza są występujące tu mofety. Cóż to takiego? To chłodne wyziewy, gdzie z jakiś głebokich pęknięć wydobywają się gazy, głównie w postaci dwutlenku węgla, co przy niesprzyjających warunkach klimatycznych może być zabójcze dla małych zwierząt.. To 15min na mofetę w Jastrzębiku, a potem Muszyna, gdzie wchodzimy na zamek.
Na prawym brzegu Popradu, na stromym wzgórzu znajdują siię ruiny zamku, który kiedyś strzegł szlaku handlowego na Węgry. Przez dłuższy czas był siedzibą starosty tzw. państwa muszyńskiego; popadł w ruinę w połowie XVIII wieku. Dziś to wieża i resztki murów, skąd piękne widoki na okolicę.
I można se wszystko zidentyfikować.
papuas
papuas
Po zejściu z wzgórza zamkowego podjeżdżamy do Muszyny na zapopradzie i oglądamy jedynie nowy park tzw. ogród sensoryczny. Piwko, kawa, lody i wracamy do Bazy. Ogród dobrze utrzymany i ciekawie zaaranżowany ze sadzawką i egzotycznymi ptakami we wolierach.
papuas
Ja w Krynicy byłam 2 razy ale tylko zimą i oba wyjazdy były typowo narciarskie, mało zwiedzania. Z ciekawością więc ogladam wersję letnią..
A w Tyliczu byłam kiedys na wyjeżdzie na studiach. Próbowałam sę wtedy uczyć na nartach,ale zjechałam na kręchę , rąbnęłam w drzewo i to już był koniec nartowania na długo ha ha
No trip no life
Dla mnie góry to wszystkie sezony poza zimą, bo w młodości sporo po nich chodziłem, więc mogę powiedzieć, że polskie góry znam dokładnie, a i w słowackich mam rozeznanie. Narty są mi całkowicie obce i cały czas jestem na etapie ewentualnego zjazdu na krechę.
W polskich Tatrach pozostało mi dosłownie kilka szlaków (może z pięć), których nie przeszedłem; no i już nie przejdę - chyba że w następnym wcieleniu.
papuas
Następnego dnia córka z rodziną jadą do słowackiego Bardejova, a my z żoną robimy rajd po okolicznych kościołach - dawnych łemkowskich cerkiewkach. Dziś to już zabytki, ale dobrze, że kiedyś pozostawiono w nich ikonostasy świadczące o historii tych ziem. Do większości można zajrzeć. Drewniana architektura to jeden z moich koników, a na sądeczcyźnie tych pozostałości po Łemkach od groma. Jeden dzień to zobaczenie tylko kilku, tym bardziej, że żona zawsze musi w plany igerować. Ale zaczynamy po mojemu od Mochnaczki Niżnej; tu można nawet wejść do wnętrza. osiemnastowieczna cerkiew Archanioła Michała przebudowana w połowie XIXw jest dziś kościołem pw. MB Częstochowskiej.
papuas