...superowsko klimatyczne zdjęcie z "kapiąca wodą" !!!! : )
Spacerki były obowiązkowe, nawet dwa razy dziennie. Przy pięknej słonecznej pogodzie spacer to sama przyjemność, mróz nie był bardzo dotkliwy. Jak to mówią nie ma złej pogody jest tylko zle ubranie, sama najlepiej wiesz J
Na końcu spaceru robimy jeszcze kilka zdjęć czapek (tutaj już mama zabrała cały zapas) i wyruszamy w drogę powrotną
A że to nie było wcale daleko (może kawałek za połową drogi do granicy Czeskiej) to wracamy i idziemy w drugą stronę, w stronę Czerniawy.
Jako że jest już środa, dzień po Trzech Króli i okres wolno-świąteczny się skończył widać to doskonale po parkingu:
Odrestaurowanie czy wręcz stworzenie parku zdrojowego w Czerniawie w 2024 roku poszło z wielką parą - Teżnia, trasy spacerowe, huśtawki, amfiteatr, fontanny - w zimie może większość atrakcji nei działa ale wygląda to nieźle. A oczywiście wszystko to oświetlone. Kilka dni później poszliśmy na spacer po ciemku, żeby właśnie to zobaczyć.
Jeszcze kilka zdjęć kilku innych czapek i można z powrotem do ciepełka
Zdjęcia mi przypomniały, że wróciliśmy do hotelu tylko wypić herbatkę i odpocząć, bo popołudniu znów się ubieramy w warstwy i wychodzimy. Wbrew pozorom wcześniejsze spacerki to jednak bardzo którtkie były, zwłaszcza do parku zdrojowego i tężni, to może 5 minut górką w dół (krócej, jeśli na tyłku :D) a w stronę granicy również nie szliśmy jakoś bardzo daleko.
Zahaczamy o Antik, bo wciąż rozmyślam o obrazach, które widzieliśmy w niedzielę, a tu pan pokazał nam kolejny obraz
No, ale idziemy po miasteczku, totalnie okrężną drogą z powrotem. Jest początek stycznia, czyli dni króciutki, o godzinie 16 już zaczyna się mocno ściemniać. - dlatego może wychodzimy za jasnego, ale wrócimy już całkiem po ciemku
Wbrew oczekiwaniom niewiele domów jest przystrojonych w światełka, ale jesteśmy na innym wzgórzu, więc widać w oddali park zdrojowy z Czerniawską Kopą, na krótej jest nasz hotel
I to już ostatni spacer na dziś, starczy. A następny dzień był ciekawy, ale to już wkrótce.
Następnego dnia jedziemy do Krobicy, do kopalni Św. Jana.
Za stroną internetową kopalni:
Trasa zwiedzania prowadzi przez zabytkowe chodniki dawnej kopalni cyny i kobaltu, w których najstarsze fragmenty liczą aktualnie około 450 lat. Schodząc kilkadziesiąt metrów pod ziemię odwiedzający poznają autentyczną przestrzeń pracy dawnych gwarków. Ślady ręcznego wydobycia oraz surowa forma wyrobisk pozwalają poczuć skalę ich codziennego wysiłku, a dzięki temu zrozumieć, jak wyglądało górnictwo w czasach, gdy alchemia nie była tylko nauką z kart powieści. Całość uzupełniona salą ekspozycyjną oraz opowieścią wykwalifikowanego przewodnika daje pełny obraz izerskiego złotego wieku, a więc okresu gdy region przyciągał nie tylko górników, lecz także rzemieślników, uczonych i poszukiwaczy nowych technologii wraz z całą ich wiedzą i umiejętnościami
Kopalnia została po raz pierwszy uruchomiona dokładnie 450 lat temu.
W niewielkiej - bodajże 7 osobowej grupie, schodzimy pod ziemie, a raczej - do wnętrza góry.
W przeszłości była to jedyna kopalnia w Europie, w której wydobywano kobalt.
Niektóre korytarze i ścieżki są wzmacniane i tak dalej, inne są jednak mocno autentyczne.
Wielu zdjęć w sumie nie mamy, bo korytarze naprawdę ciasne i ciemne. Tak naprawdę, to są dwie kopalnie, bo jedną wchodzimy, a drugą wychodzimy. Wycieczka trwa około godziny i prowadzący mówił naprawdę ciekawie.
Z kopalni jedziemy do Mirska, jesteśmy już rzut kamieniem od tego miasteczka.
Jest to niewielkie, stare miasteczko - do przejścia w ok 10 minut. Nie posiada większych zabytków, ani atrakcji - nie bójmy się tego powiedzieć. Jedynie wstąpiliśmy na pierogi do baru, bo mama wypatrzyła a jest wielką fanką pierogów.
W następnej kolejności pojechaliśmy do Gryfowa Śląskiego - kolejnego niewielkiego, ale bardzo starego miasteczka
Jednym z większych zabytków jest Kościół św. Jadwigi
Za wikipedią:
Źródła historyczne podają, że kościół istniał już w roku 1252, w obecnej formie powstał on w roku 1512, w 1542 dobudowano wieżę, a w 1561 wieńczący ją hełm. W roku 1603 kościół częściowo spłonął, w 1612 został odbudowany. Kolejne przebudowy miały miejsc w 1694 i 1697. W roku 1928 odkryto dekorację sgraffitową, pochodzącą z roku 1551, restaurowaną w 1964 roku. Decyzją wojewódzkiego konserwatora zabytków z dnia 25 listopada 1949 r. budynek został wpisany do rejestru zabytków.
Spacerki były obowiązkowe, nawet dwa razy dziennie. Przy pięknej słonecznej pogodzie spacer to sama przyjemność, mróz nie był bardzo dotkliwy. Jak to mówią nie ma złej pogody jest tylko zle ubranie, sama najlepiej wiesz J
Na końcu spaceru robimy jeszcze kilka zdjęć czapek (tutaj już mama zabrała cały zapas) i wyruszamy w drogę powrotną
A że to nie było wcale daleko (może kawałek za połową drogi do granicy Czeskiej) to wracamy i idziemy w drugą stronę, w stronę Czerniawy.
Jako że jest już środa, dzień po Trzech Króli i okres wolno-świąteczny się skończył widać to doskonale po parkingu:
Odrestaurowanie czy wręcz stworzenie parku zdrojowego w Czerniawie w 2024 roku poszło z wielką parą - Teżnia, trasy spacerowe, huśtawki, amfiteatr, fontanny - w zimie może większość atrakcji nei działa ale wygląda to nieźle. A oczywiście wszystko to oświetlone. Kilka dni później poszliśmy na spacer po ciemku, żeby właśnie to zobaczyć.
Jeszcze kilka zdjęć kilku innych czapek i można z powrotem do ciepełka
Pieknie tam w zimowej odsłonie...no i tak bliziutko mamy
Pokażesz odsłonę wieczorną, z oświetleniem ?
No trip no life
Zdjęcia mi przypomniały, że wróciliśmy do hotelu tylko wypić herbatkę i odpocząć, bo popołudniu znów się ubieramy w warstwy i wychodzimy. Wbrew pozorom wcześniejsze spacerki to jednak bardzo którtkie były, zwłaszcza do parku zdrojowego i tężni, to może 5 minut górką w dół (krócej, jeśli na tyłku :D) a w stronę granicy również nie szliśmy jakoś bardzo daleko.
Zahaczamy o Antik, bo wciąż rozmyślam o obrazach, które widzieliśmy w niedzielę, a tu pan pokazał nam kolejny obraz
No, ale idziemy po miasteczku, totalnie okrężną drogą z powrotem. Jest początek stycznia, czyli dni króciutki, o godzinie 16 już zaczyna się mocno ściemniać. - dlatego może wychodzimy za jasnego, ale wrócimy już całkiem po ciemku
Wbrew oczekiwaniom niewiele domów jest przystrojonych w światełka, ale jesteśmy na innym wzgórzu, więc widać w oddali park zdrojowy z Czerniawską Kopą, na krótej jest nasz hotel
I to już ostatni spacer na dziś, starczy. A następny dzień był ciekawy, ale to już wkrótce.
wieczorne zawsze fajne, ale mnie najbardziej podobają się foty śniegu pod słońce i z bocznym oświetleniem
papuas
Następnego dnia jedziemy do Krobicy, do kopalni Św. Jana.
Za stroną internetową kopalni:
Trasa zwiedzania prowadzi przez zabytkowe chodniki dawnej kopalni cyny i kobaltu, w których najstarsze fragmenty liczą aktualnie około 450 lat. Schodząc kilkadziesiąt metrów pod ziemię odwiedzający poznają autentyczną przestrzeń pracy dawnych gwarków. Ślady ręcznego wydobycia oraz surowa forma wyrobisk pozwalają poczuć skalę ich codziennego wysiłku, a dzięki temu zrozumieć, jak wyglądało górnictwo w czasach, gdy alchemia nie była tylko nauką z kart powieści. Całość uzupełniona salą ekspozycyjną oraz opowieścią wykwalifikowanego przewodnika daje pełny obraz izerskiego złotego wieku, a więc okresu gdy region przyciągał nie tylko górników, lecz także rzemieślników, uczonych i poszukiwaczy nowych technologii wraz z całą ich wiedzą i umiejętnościami
Kopalnia została po raz pierwszy uruchomiona dokładnie 450 lat temu.
W przeszłości była to jedyna kopalnia w Europie, w której wydobywano kobalt.
Niektóre korytarze i ścieżki są wzmacniane i tak dalej, inne są jednak mocno autentyczne.
Wielu zdjęć w sumie nie mamy, bo korytarze naprawdę ciasne i ciemne. Tak naprawdę, to są dwie kopalnie, bo jedną wchodzimy, a drugą wychodzimy. Wycieczka trwa około godziny i prowadzący mówił naprawdę ciekawie.
Korytarze ciemne i niskie mówisz.. to już nie dla mnie , nie weszłabym tam . Ale kto może, to na pewno warto zobaczyć i poczuć to miejsce
No trip no life
Z kopalni jedziemy do Mirska, jesteśmy już rzut kamieniem od tego miasteczka.
Jest to niewielkie, stare miasteczko - do przejścia w ok 10 minut. Nie posiada większych zabytków, ani atrakcji - nie bójmy się tego powiedzieć. Jedynie wstąpiliśmy na pierogi do baru, bo mama wypatrzyła a jest wielką fanką pierogów.
W następnej kolejności pojechaliśmy do Gryfowa Śląskiego - kolejnego niewielkiego, ale bardzo starego miasteczka
Jednym z większych zabytków jest Kościół św. Jadwigi
Za wikipedią:
Źródła historyczne podają, że kościół istniał już w roku 1252, w obecnej formie powstał on w roku 1512, w 1542 dobudowano wieżę, a w 1561 wieńczący ją hełm. W roku 1603 kościół częściowo spłonął, w 1612 został odbudowany. Kolejne przebudowy miały miejsc w 1694 i 1697. W roku 1928 odkryto dekorację sgraffitową, pochodzącą z roku 1551, restaurowaną w 1964 roku.
Decyzją wojewódzkiego konserwatora zabytków z dnia 25 listopada 1949 r. budynek został wpisany do rejestru zabytków.
hu hu ha a tu już wiosna śliczne kamieniczki na ostatnim foto
papuas