--------------------

____________________

 

 

 



Panama, czyli..."w kanał niewpuszczeni" ; )

Asia-A
Obrazek użytkownika Asia-A
Offline
Ostatnio: 16 godzin 58 minut temu
Rejestracja: 01 wrz 2015

Widoczki z balkonu fajne, ludzi nie widać bo pora wczesna?

Bye Zobacz mnie na Facebooku Relaks na drutach! Yes 3

mabro
Obrazek użytkownika mabro
Online
Ostatnio: 1 godzina 31 minut temu
Rejestracja: 26 wrz 2013

Doczytałam wszystko!

Wioska Indian, którą odwiedziłam była inna - położona na wysokim brzegu i szło się do niej po "stopniach". Z tego co pamiętam pilotka mówiła, że takich wiosek jest wzdłuż rzeki sporo i poszczególni organizatorzy wycieczek mają swoje ulubione. Za to program pobytu w wiosce identyczny. W czasie rejsu po rzece, szczególnie w drodze powrotnej, widzieliśmy dużo ptactwa wodnego ale niewiele udało się sfocić bo łódka płynęła bardzo szybko.

Rejs na wysepki baaardzo fajny! Szkoda, że nie mieliśmy go w programie bo bardzo lubię takie miejsca z rajskimi widoczkami. No a płycizna - rewelacja!!!

Ps. U mnie nie widać ostatniego filmiku Sad

ssstu-6
Obrazek użytkownika ssstu-6
Offline
Ostatnio: 1 tydzień 5 godzin temu
Rejestracja: 31 maj 2016

....hmmm, mabro nie wiem dlaczego (ostatni) filmik jest "niewidoczny" !??? sprawdzałem i "jutub" nie nałożył na niego żadnych "sankcji" ?!!! ciekawe jak u innych oglądających ??? a co do "wioski" to dopłynęliście do niej z tej samej przystanii ? Pytam,bo my płynąc nie widzielismy żadnego innego "indiańskiego siedliska". Choć tak sobie teraz mysle że ta rzeka to "kawałek wody" z licznymi odnogami i pewnie "gdzieś tam" było miejsce które odwiedziłaś.

...Asia ,wydaje mnie się (nie pamietam) ale "balkonowe zdjęcia zrobiłem zaraz po naszym wejściu do pokoju. Więc pora to..."późne popołudnie". A brak ludzi na fotkach ? W tym czasie upał jest tak niemożliwy że wszyscy sa albo w "barkowym cieniu" albo "w basenie",ewentualnie schowani pod "zadaszonymi leżakami" ; ) zdecydowanie nikt "nie szwęda" sie po terenie ; ))

Czas pokazać hotel "na zewnatrz". Budynki to podobne do siebie "bloki" fajnie odcinajace sie od wszechobecnej zieleni...

ta część "z kopułami" to hotelowe lobby i recepcja...

choć to "koniec zimy",sporo krzewów kwitnie...

bardziej od kwiatków "intrygowały mnie" te rośliny o "czerwonawych pniach" (łodygach ???)...

z czasem,przyzwyczailismy sie do "niemal wszechobecnych" jaszczurów. Jeszcze będzie o nich i ich..."agresywności" ; )

ptakom poświęcę "odcinek specjalny" bo...zaserwowały nam "widowisko a,la Attenborough" ; ) Oczywiście nie mogło zabraknąc basenu.Spory i z wodą o "fajnej" temperaturze. Niezbyt zimna i "nie zupiasta". Taka..."w sam raz" ; )

Budynek "ze strzechą" to główna (bufetowa) restauracja...

a ten mniejszy to ,jak łatwo sie domyślić, hotelowy barek (zewnętrzny). Obsługiwany, jak to jest zazwyczaj "z wody" i z lądu"...

Nie zabrakło "sekcji do podjadania" ; ) W pojemnikach bułki,chips,y,burgery,parówki itp... Otwierano ten przybytek w godzinach południowych więc kto zgłodniał pomiedzy obiadem a kolacją mógł się tu odnaleźć ; )

Tu czas "wrzucić kamyczek do ogródka". Kto uważnie oglądał zdjęcia zauważył z pewnościa że brak miejsca...ze stolikami !!! Mówiąc krótko,należało naszykować sobie "przegryzkę" i...albo wrócic na leżak albo "wcinać" na stojaco !!! Zapewniam że jedna i druga wersja bardzo niewygodna : ( Podobnie rzecz się miała z drinkami. Pijalismy stojac lub leżąc. A świetnie było by przysiąść w cieniu i raczyć się "napitkiem" .Niestety,w tym hotelu można jedynie pomarzyć o takiej wersji a pamietajmy że jesteśmy "w pięciu gwiadzkach" ((

Plaża. Typ "zalewowy". Czasem szerokawa a czasem prawie całkowicie skryta pod wodą. Piasek ciemny,choć nie "czarny",typowy na pacyficznym wybrzeżu w tym regionie. Na szczęście miękka ,bez "koralowych pozostałości". Najwygodniejsza do spacerowania wczesnym rankiem lub wieczorkiem. W środku dnia, możliwe do przejscia "kilka metrów" i szybki powrót w zbawienny cień. Przy okazji "cień". Zarówno ilość leżaków jak i ich "zadaszenie' było w niewystarczającej ilości !!! Jeśli ktoś myślał że zajmie miejsce przychodząc "po śniadaniu" to pierwsze dni "wyleczyły go" z takiej nadziei ; ) Do tego większość gości to kanadyjczycy. Sympatyczny ale i "prosty" narodek ; ). Dla nich "polowanie na leżaki" rozpoczynało sie..."o świcie" !!! Chyba nigdy nie byłem w obiekcie gdzie o godzinie 6.30 najbardziej atrakcyjne miejscówki były już zajęte !!! Przymuszeni,zajmowalismy nasze "upatrzone leżaki" w podobnej porze. Choc przyznam szczerze NIGDY nie udało sie nam "osiąść" na tych najbardziej atrakcyjnych. Ulokowanych przy zadaszeniu i w pobliżu palmowego cienia ; )))

Fotki plaży...

Na zdjęciach widać że z jednej ze stron plaża i  hotel były "odgrodzone ściana lasu". 

Po powrocie pytano nas :"a jak z kąpielą w morzu ? woda była ciepła,czysta itp ??".Odpowiadałem:"nie wiem i nie widziałem nikogo kto by sie w oceanie pluskał" !!! Odpowiedzią na zdziwione miny była ta fotka ; )

a jutro ostania nasz awycieczka. Do rezerwatu Gamboa...

...no to w drogę... żeby się oburzać i podziwiać
...zdumiewać i wzruszać ramionami...wybrzydzać i zachwycać...Radoslav

Piea
Obrazek użytkownika Piea
Offline
Ostatnio: 5 godzin 53 minuty temu
Rejestracja: 19 wrz 2017

ha ha, no kąpiel z krokodylami - wątpliwa przyjemność Lol 

a hotel bardzo fajny! otoczony zieleniną; no i są dwie umywalki! czyli Radzio lubi Biggrin

Piea

papuas
Obrazek użytkownika papuas
Offline
Ostatnio: 6 godzin 5 minut temu
Rejestracja: 22 maj 2021

jaszczureczki (no iguany) bardzo fajne   no nigdy bym nie przypuszczał, że w renomowanym hotelu może trwać walka o leżak   Biggrin   i to od samego świtu   krokodyl, oprócz różańcowego zawsze kojarzył mi się ze słodką wodą, a nie z morzem  i na ogół to miłe stworzonka; ludzi atakują tylko te największe   ale fakt, po yakich ostrzeżeniach też bym się nie kąpał

papuas

ssstu-6
Obrazek użytkownika ssstu-6
Offline
Ostatnio: 1 tydzień 5 godzin temu
Rejestracja: 31 maj 2016

...co do krokodyli to byliśmy kompletnie zaskoczeni. Zupełnie nie kojarzyliśmy Ameryki Południowej z występowaniem krokodyli słonowodnych !!! Ja umiejscowiałem takowe w Azji i Australii. Przy okazji "morskich kąpieli". Po"zapoznaniu się z tablicami" poszedłem do recepcji z zapytaniem "czy to właśnie z powodu wystepowania gadów dzień w dzień powiewają na plaży "czerwone flagi" !??? Dziewczyna odpowiedziała że...nie tylko ; ) Dopytałem: "rekiny też wystepują" ??? Zaśmiała się,"nie ale z falą przypływów pojawiają się "parzące medusy" a najwiekszym niebezpieczeństwem jest,nazwała to, "podwodne falowanie". Tak określiła silne prądy morskie nasilajace się w czasie pływów. Ponoć,potrafią być tak mocne że...przewracają kapiących !!! Nawet gdy "na powierzchni" brak jakichkolwiek oznak "tego typu działań". Wystarczyło,nigdy do wody morskiej nie weszlismy ; )))

A co do "renomowanego hotelu",na koniec panamskiej relacji podsumując pobyt w tymże lokum ; )

Treaz wycieczka. Nie mogliśmy odżałować niezobaczenia dżunglii w na przełęczy Darien. Aby choć troszkę zrekompensować sobie "stratę" wykupilismy kolejny wypad do lasu. TYm razem ,celem był rezerwat Gamboa. Wyjazd był podzielony na "dwie atrakcje" i tak też spróbuję wycieczkę opisać...

O 7.30 podjechał po nas kierowca. Autko spore,rodzaj "mini-bus,a". Wygodny,dobrze klimatyzowany. Nie bedziemy jedynymi "zwiedzaczami".Spod sąsiedniego hotelu zabieramy małżenstwo. Pani jest "anglojęzyczna",okaże sie amerykanką z Chicago. Typ osobowy: "wiem wszystko a mimo to o wszystko pytam" ; ) A dlaczego jedziesz tędy ? Sprawdzałam na mapie że tamtędy jest bliżej. Co to za most,jak się nazywa? !!! I tak bez końca...

Szczęście że podróż trwała około godziny... bo..."bym zszedł" ; )

Podjeżdżamy pod hotel przy którym jest główna recepcja Parku Narodowego Gamboa. Nasz kierowca udaje sie po bilety a my...mamy czas wolny. Zaciekawieni okolicą idziemy poogladac teren...

Widoczki z hotelowego lobby i tarasu...

Jest tablica "z info" odnośnie cen wycieczek. Dla osób które "dojechały do parku" wynosi 135 $ p/p natomiast hotelowi goście płacą...85$ od osoby. My zapłacilismy (w naszym hotelu) 370$ za dwie osoby. Oznacza to że "dowózka" oraz obiad to dodatkowy koszt stu dolarów. Myśle że całkiem..."uczciwie"...

Gdy grupa była juz w komplecie a bilety potwierdzone,zostajemy dowiezieni do przystani. Tym razem kierowca zostaje a "opiekować się " nami będą dwaj pracownicy parku. Pierwsza częśc wycieczki to..."Isla de los Monos" czyli "po naszemu" "Monkey Island" ; )) Tu wtręt. Otóż użycie w nazwie "liczby pojedyńczej" sugeruje że dopłyniemy do jednej wyspy. Tymczasem odwiedzimy kilka małych wysepek. Cały czas pozostając na pokładzie łodzi...

Nenufary przy pomostach wyglądają...swojsko...

Nasze pływadełko...

Basia juz czeka,więc zajmujmy miejsca ; )

Kolejny wtręt. Kanał Panamski był tym co nas zupełnie nie interesowało ; ))) Wystarczały "dane ze szkoły" a zasady działania śluz itp.znamy z Irlandii. Oczywiście "te nasze" sa minaturowe w porównaniu z panamskimi ale zasady działania identyczne. Stąd i brak naszego kanałem zaineresowania ; ))) Jednakże,będąc w Panamie od "spraw kanałowych" się nie ucieknie. Jezioro Gatun,czyli to po którym pływaliśmy jest częścią drogi wodnej. Nasi przewodnicy "raczyli nas" informacjami więc zapamietałem że: "droga wodna" ma (w tym miejscu) głebokość 26 metrów. Statki MUSZĄ płynąć przez kanał z minimalna prędkością aby zminimalizować falowanie (obrywanie brzegów). Ruch na kanale odbywa sie zawsze w dwóch turach dobowych. Raz statki płyną z atlantyku na pacyfik. A nastepnie odwrotnie. Najbardziej zainteresowała mnie opłata jaką wnosi statek za JEDNORAZOWE przepłynięcie. Otóż największe jednostki płacą...50-się tysiecy dolarów. Nic dziwnego że "pomarańczowy" co i rusz przebąkuje że odbierze panamie kanał ; )))

Kilka fotek z "knanałkiem związanych"...

Po kilkunastu minutach odbijamy od głównego szlaku. Zaczyna sie poszukiwanie "małpich wysepek"...

Zamiast "czwororęcznych" przewodnik dostrzega na gałezi jaszczura. Podpływamy...

"Iguana",objaśniaja. Jest roslinożerna i..."przyjazna" ; ) Odpływamy szukając małp...

Dostrzeżono "cuś" ciemnego wśród gałęzi. To wyjce. Małpy sa nieufne. Nie dają sie zwabić ani "podrabianymi przez przewodnika odgłosami" ani kawałkami bananów...

Małpiszony sa zbyt zajęte objadaniem się lokalnymi owocami...

Zostawiamy "niegościnne zwierzaki". Ponoć, "kapucynki" sa bardziej towarzyskie. Szukamy zawzięcie. 

Kolejny "dragon". Tym razem to...bazyliszek. Podobno,jaszczurki te potrafią..."biegać po wodzie na tylnych łapach" !??? Ten,nie chciał opuścic gałęzi...

Jest i pierwsza kapucynka. Rzeczywiście,wyglada na zaciekawioną naszą obecnościa...

Jej ciekawośc przeradza sie w...śmiałość. Odwiedza łódź. "Pomagają" w tym kawałki bananów podkładane przez przewodnika...

Na koniec,"deser", prawdziwe żywe "przytulanki". To "tamaryna białoczuba". Niewielka małpka z panamskiego lasu. 

To i tyle w "małpim temacie". Przewodnik dostrzegł  "mini-kolonię" małych nietoperzy. Za dnia śpią,w nocy jedzą. Głównie moskity...

Jako ciekawostkę pokazano nam...gniazdo termitów "zwisajace z gałezi". Ogromna konstrukcja biorąc pod uwage rozmiar mrówek !!!

To i tyle z popływania po kanałku ; )) Wróciliśmy na przystań i do hotelu na "lunch". Jak dla nas pierwsza część wycieczki superowska. Prowadzona w dobrym tempie. "Prelekcja" zwięzła i interesująca". Nie zawiodły zwierzaki. Czego chcieć więcej ; )

Jutro CD z rezerwatu Gamboa...

jest i filmik z "małpiej wyspy" ; )

...no to w drogę... żeby się oburzać i podziwiać
...zdumiewać i wzruszać ramionami...wybrzydzać i zachwycać...Radoslav

Asia-A
Obrazek użytkownika Asia-A
Offline
Ostatnio: 16 godzin 58 minut temu
Rejestracja: 01 wrz 2015

papuas :

jaszczureczki (no iguany) bardzo fajne   no nigdy bym nie przypuszczał, że w renomowanym hotelu może trwać walka o leżak   Biggrin   i to od samego świtu   krokodyl, oprócz różańcowego zawsze kojarzył mi się ze słodką wodą, a nie z morzem  i na ogół to miłe stworzonka; ludzi atakują tylko te największe   ale fakt, po yakich ostrzeżeniach też bym się nie kąpał

No ale w morzu się nie wykąpać ?– oj bardzo byłabym zawiedziona. Oczywiście nie chciałabym spotkać tego zwierzaczka oko w oko.

Bye Zobacz mnie na Facebooku Relaks na drutach! Yes 3

Asia-A
Obrazek użytkownika Asia-A
Offline
Ostatnio: 16 godzin 58 minut temu
Rejestracja: 01 wrz 2015

Filmik pokazujący małpki supersaśny. A małpiszony spryciarze chętnie korzystają z poczęstunku.

Bye Zobacz mnie na Facebooku Relaks na drutach! Yes 3

ssstu-6
Obrazek użytkownika ssstu-6
Offline
Ostatnio: 1 tydzień 5 godzin temu
Rejestracja: 31 maj 2016

...dokończmy wycieczke do Parku Narodowego Gamboa. Wróciliśmy do hotelu w którym zakupione były ,na poczatku, bilety do parku. Czas na obiad. Tu wtręt. Jedzenie było o wiele lepsze od tych jakie "serwowano" w naszym "pobytowym hotelu". Tym drugim rzecz jasna ; )

Forma bufetu. Wybór oraz "jakość i ilość" bardzo dobra !!! Tak właśnie powinny wygladać "pięciogwiazdkowe posiłki" ; )

Czas na..."zwiedzanie lasu". Trzeba poczekać aby ponowie "zmontowano grupę" W czasie oczekiwania ,idziemy "do ogrodu"...

Ogladamy "Panama-Tree", drzewo symbol kraju w którym jesteśmy. Teraz "odbudowuje" swe listowie...

sa też i "bardziej widowiskowe" rośliny...

takie jak np.ten storczyk z maleńkimi kwiatami...

czy "popularna " helikonia...

nie można nie wspomnieć o..."dziobie papugi" ; )

generalnie roślin jest sporo i przyjemnie się je oglada. Gdyby tak jeszcze..."przykręcic temperaturę" ; )))

Mnie  od roslinek o wiele bardziej zainteresowały...płazy. A zwłaszcza informacje o tych "kolorowych stworkach" ; ). Domyślałem się że ..."są trujace" ale nie wiedziałem iz same nie produkuja toksyn. Wydalają "przez skórę, trucizny jakie konsumują wraz z pożywieniem. A zjadaja pająki,krocionogi itp. Dlatego ich naskórek jest "zmiennie jadowity" w zależności od tego co ostatnio żabka jadła ; )))

"żaba truskawkowa" także nie nadaje sie do...pocałunku. W najlepszym wypadku można "nabawić się" ust a,la Kardashian...na stałe ; )))

nie zabrakło motyli. Niestety te najfajniejsze za nic nie chciały "przysiąść na kwiatku"...

grupka żółwi "wcinała zieleninę" mając turystów w..."dużym poważaniu" ; )

na koniec,"sierociniec" dla leniwców. Tu wtręt. Nie udało się nam zobaczyć tych zwierzaków w stanie dzikim. Podobno można je napotkać w lesie jaki okalał nasz hotel !!! Wymagało to jednak dłuższej,zazwyczaj porannej lub wieczorowej obserwacji. Do tego,trzeba znać upodobania zwierzaków. Nie przesiadują,że tak nazwę ich "zwis na gałezi",na "byle jakich drzewach. Mają swoje "preferowane gatunki". Nam się nie udało ich dostrzec w zielonym gąszczu : (

Te które ogladalismy to albo osobniki "po wypadku" albo osierocone maluchy których ,matka zgineła,najczęściej na drodze. Z relacji wynikało, że nigdy nie wrócą do "dzikiego życia". Nie wygladały na nieszczęśliwe z tego powodu" ; ) Trudno je było "namówić do pozowania". Opioekun podtykał im kwiaty które...czasem ignorowały,a czasem zjadały. Leniwie...jak to leniwce...

Dostajemy info że grupa już gotowa. Jedziemy do "wyciagu".Tam,pojedziemy kilkaset metrów aby po wyjściu z gondoli udać sie do wieży widokowej. Najbardziej zależy nam aby zobaczyc ...tukany. Od razu powiem,nie widzielismy tych ptaków. Ponoć,pora dnia była nieatrakcyjna. Siedziały w gęstwinie listowia chroniąc sie przed palacym słońcem. Słyszeliśmy tylko ich specyficzne odgłosy...

"Krańcówka" przypomniała mi tego typu przybytki jakie widziałem dawno,dawno temu w polandzie...

Rozsiadamy sie w gondoli i jazda...

zaraz na starcie "odwiedza nas" ptaszor. Nie ucieka, ogląda przybyszów...

gałezie drzew są "na wyciągnięcie reki"...

troszke niżej,"starzy znajomi"...

sa i inne "twory" przyczepione do gałezi drzew...

jestesmy na tyle wysoko że miejscami widać to co normalnie skrywają korony drzew...

były i palmy ze swymi "owocowymi kiśćmi"...

Wysiadamy u podnóża wieży widokowej. Zostało kilka metrów dojścia...

Wdrapujemy sie na szczyt jako pierwsi. Możemy jeszcze "bez przeszkód" zrobić panoramiczne fotki...

Jak mówiłem,w Panamie trudno uciec od "kanałowych tematów" ; )

Gdy inni dopiero wchodzą na platformę widokowa my już jestesmy gotowi wracać. Ostanie ,pamiątkowe zdjęcia...

Powrót jest idntyczny choć przewodnik żartował że będziemy wracać...pieszo przez dżunglę ; ) Na nasze szczęście "amerykanka z małżonkiem" także była w grupie tych osób ktore jako pierwsze wróciły do samochodu. Podróż powrotna,bez ekscesów. Nawet nasz gaduła milczy. Zmógł ją upał ; )))

Podsumowanie. Warto odwiedzić Park Gamboa. Pierwsza część (ta z małpami) znacznie atrakcyjniejsza ale i tę druga "można zaliczyć". Niedosyt pozostawił "brak tukanów" ale...nic to,może...next time ; )))

Była to ostania wycieczka w trakcie panamskiego pobytu. i...wystarczy ; )))

jutro "ptasi spektakl". Oczywiście jest filmik z "podróży nad drzewami"...

...no to w drogę... żeby się oburzać i podziwiać
...zdumiewać i wzruszać ramionami...wybrzydzać i zachwycać...Radoslav

Piea
Obrazek użytkownika Piea
Offline
Ostatnio: 5 godzin 53 minuty temu
Rejestracja: 19 wrz 2017

no urodziwa przyrodnicza wycieczka! z liczną fauną i florą!

a ta żabka mocno mnie zaciekawiła; urocza! Biggrin

nigdy takiej nie spotkałam, choć wiadomym jest, że w przyrodzie, że to co ładne (to najczęściej szkodliwe, toksyczne, trujące albo  jadowite! zarówno w faunie jak i florze:) najładniejsze kwiatki- nie pachną,  najbardziej wredne grzyby- są ładniutkie, itd.... Biggrin 

a ten tarasik widokowy - no dosłownie jak w Kenii... ach, jak mi się zatęskniło... Biggrin 

Piea

Strony

Wyszukaj w trip4cheap