--------------------

____________________

 

 

 



Panama, czyli..."w kanał niewpuszczeni" ; )

ssstu-6
Obrazek użytkownika ssstu-6
Offline
Ostatnio: 1 tydzień 5 godzin temu
Rejestracja: 31 maj 2016

...odnośnie tego czy Panama to "drogie miejsce" jestem...rozdwojony ; ) Otóż, taksówki,te "żółte",były "śmiesznie tanie". Za kurs,około, kilkukilometrowy płacilismy od pięciu do trzech USD. Zasada podstawowa,cenę ustalamy przed rozpoczęciem jazdy. Pamietajmy że auta nie maja licznika w znaczeniu naszych taksówek. Ale dwa piwa (Stella) w przybasenowym barku (hotel RIU) kosztowały 13 $ lub...nie wiedziec czemu 15$. Więc sporo,w naszym odczuciu. Zapoznane małżeństwo z Chile,będzie jeszcze okazja o nich wspomnieć, twierdziło że Panama jest "turystycznie droga" choć...nie tak jak Chile ; ))

Wróćmy na łodkę... Gdy dojeżdżalismy do przystani,widząc wodę, zapytałem kierowcy: "to jezioro z którego wypływa rzeka która popłyniemy" ? Miałem wrażenie,"wielkościowe i kolorystyczne",że patrzę na..."wodę stojącą". Zdziwiony odparł:"jezioro !??? to właśnie jest "nasza rzeka"...

rozgladam sie po brzegu. Dopiero teraz dociera do mnie że mimo iż otacza nas "wiecznie zielony las deszczowy" to sporo drzew jest..."bezlistnych" !!! Najnormalniej w świecie,przechodzą

cykl rozwoju i utraty liści podobnie jak nasze drzewa !!! A że jestesmy "na końcu zimy" (poczatku wiosny !???) to sporo z nich (drzew) jest..."nagich" ...

w pobliżu przystani z której wypływalismy widać na brzegach "ślady ludzkiej bytnośći"...

woda w rzece zdecydowanie przyjęła zielona barwę. Ciekawe ,że patrząc na jej powierzchnie nie można odczytać kierunku przepływu wody !!! Jest tez zadziwiająco chłodna !!! Oczywiście nie zimna ale nie jest to "zupa" jakiej sie spodziewałem. Po kwadransie zniknęły na brzegach "ludzkie ślady". Teraz jest tylko "zielona ściana". Dziwnie..."martwa i nieprzyjazna" w odbiorze...

gdyby nie kołujące wysoko nad drzewami ptaki las wydawał by się..."martwy". Ani śladu życia" Pamietam ,z jakiejś podróżniczej relacji którą oglądałem w TV że zobaczenie zwierząt w takiej lokacji jest niemal niemożliwe. Byłem sceptyczny do takiej opinii. Aż do teraz ; )

Widzimy jedno miejsce w którym "coś" przychodzi do rzeki z głebi lasu. Ślad jest dyży i świeży" czyli odwiedziny są regularne...

pojawiają się odnogi. Są sporo węższe od głównego koryta. Niemal całkowicie osłoniete. Ich "tajemniczość" pobudza wyobraźnię...

W jeden z takich "kanałów" sternik kieruje łódź...

Teraz jest już naprawdę dżunglowo !!!

z każdym przepłyniętym metrem robi się coraz węziej.Indianin na dziobie wstaje i daje znaki sternikowi. W wodzie pnie drzew,skały i nne niebezpieczeństwa które canoe musi omijać. Nieraz..."na styk"...

widać wąśki przesmyk a w jego pobliżu inne łodzie...

jesteśmy. "Na parkingu" tłok ; )

wysiadka z chybotliwego czółna jest dla niektórych "wyzwaniem" ; ) Nam udało sie nie wypaść ; ))

Wchodzimy na kamienisty brzeg. Jest bardzo śliski i niełatwo się po nim przemieszczać. Rozumiem teraz sugestie dziewczyny z "turystycznej recepcji" o konieczności posiadania odpowiedniego obuwia. Klapki w takim miejscu to,w najlepszym wypadku,poobijane stopy !!!

Załoganci i przewodnik namawiaja nas na "wspinaczkę" ; )

Stajemy na sporym kamieniu skąd widać cały wodospad. No,może...wodospadzik ; ) Nie jest duży ale..."klimatyczny". Spora grupa turystów korzysta z możliwośći "popluskania się" . Dla nas,woda jest...mało atrakcyjna temperaturowo ; ))

Po półgodzinnym postoju odpłyniemy w kierunku indiańskiej wioski. Ale o tym jutro...

p.s. wstawiłem filmik który jest "pigułką" z tej części wycieczki. Może uda sie Wam go odtworzyc i obejrzeć ?

...no to w drogę... żeby się oburzać i podziwiać
...zdumiewać i wzruszać ramionami...wybrzydzać i zachwycać...Radoslav

mabro
Obrazek użytkownika mabro
Online
Ostatnio: 1 godzina 5 minut temu
Rejestracja: 26 wrz 2013

Doczytane i obejrzane Biggrin Filmik też!

Wieżowce widziałam tylko z daleka, przemieszczając się przez miasto. Fajnie, że mogliście tam pospacerować. Nasza pilotka mówiła, że Panama City nazywane jest Dubajem Ameryki Łacińskiej m. in. ze względu na tę nowoczesną zabudowę. Zielony "Korkociąg" super!

Wycieczkę do Indian też zaliczyłam ale bez wodospadu. Ciekawe czy widziałam tę samą wioskę co Wy? Czekam więc na kolejną odsłonę wycieczki.

ssstu-6
Obrazek użytkownika ssstu-6
Offline
Ostatnio: 1 tydzień 5 godzin temu
Rejestracja: 31 maj 2016

...dziś CD. wycieczki czyli odwiedziny Indian z plemienia Embera. Też jestem ciekaw czy to ta sama wioska którą widziała mabro !???

Odpływamy od wodospadu. Wpierw wąską "odnogą" tą samą którą przypłynelismy. Myślałem że będzie inny "szlak", jakieś "odbicie w bok" ale nie. Trzeba powtórzyć trasę spływu. Nie szkodzi,obserwacja zielonej gęstwiny jest naprawdę fascynująca.Wpatruję się w "zieloną ścianę"chcąc zobaczyć "coś żywego". Ale i tym razem dżungla jest..."bez cienia życia"...

jesteśmy z powrotem na "szerokiej wodzie"...

widać już zarysy wioski...

zataczamy szeroki łuk...

i po chwili "ceremonia powitalna" ; )

prowadzą nas do..."recepcji" ; ) Tam będzie krótka prelekcja o "historii miejsca,plemienia,lokalnych zwyczajach i rzemiośle. Na szczęście pogadanka "krótka i na temat". A na zakończenie "obiecany" posiłek...

nasze jedzonko,"ryba z frytkami" ; )))

i deser. Tu wyjaśnia sie historia z zakupem owoców w czasie dojazdu. Mianowicie można sobie wybrac jakie owoce lubimy i one właśnie będą przygotowane i serwowane w wiosce (turyści za nie nie płacą,są "w cenie" wycieczki). Rzeczywiście,myślę sobie,gdyby indianie mieli serwować "uprawy własne" to trzeba by przeznaczyć "pół dżungli" na plantację.Indianki przygotowują owoce wedle swojego "stylu"...

Teraz czas na wizytę..."w ratuszu" ; ) To największa hata w wiosce. Ma ciekawą konstrukcje dachu...

oglądamy wystepy zespołu "śpiewu i tańca"...

na zakończenie "czas wolny" ,około pół godziny, który można wykorzystać na "własne obserwacje" i zakupy pamiatek.Idziemy na "plac budowy"...

ogladamy "kwiaty w oknach"...

podgladamy jak..."młody sie wdraża" ; )

na te wszystkie "atrakcje" potrzebujemy ,około,pół godziny i jestesmy gotowi wracać. Okazuje sie ze nie musimy czekać na "reszte wycieczki" !!! To super,poniewaz upał daje sie solidnie we znaki. 

Jestesmy już "na wodzie". Kwadrans i...w klimatyzowanym aucie ; ) 

Czy wycieczka spełniła oczekiwania ?  Naszym zdaniem TAK i jest godna rekomendacji...

p.s. podobnie jak w "pierwszej części" zostawiam "filmik-pigułkę" ; )

...no to w drogę... żeby się oburzać i podziwiać
...zdumiewać i wzruszać ramionami...wybrzydzać i zachwycać...Radoslav

Piea
Obrazek użytkownika Piea
Offline
Ostatnio: 5 godzin 28 minut temu
Rejestracja: 19 wrz 2017

no wycieczka ciekawa.... 

ten rejsik łodeczką wśród dżungli rewela; ja uwielbiam takie miejsca! ; no zupełnie jak w prawdziwej selwie!;

i myślę że dżungla nie jest bez życia.... i wcale nie śpi:) z pewnością patrzyło tam na Was z tych krzaczorów miliony  malutkich oczek... Biggrin 

jedzoonko wygląda bardzo apetycznie, zwłaszcza sposób podania owocków, mniam Biggrin 

a i tubylcy ubrani (czy poprzebierani) w fajne etniczne kubraczki:) 

filmik widzę Good

Piea

papuas
Obrazek użytkownika papuas
Offline
Ostatnio: 5 godzin 39 minut temu
Rejestracja: 22 maj 2021

filmiki obejrzałem    rejsik atrakcyjny - cytując klasyka:  COOL!   za Pieą, też dam głowę, że z nadrzecznej zieloności obserwowało Wasze ruchy mnósrwo zwierzęcych oczu

papuas

Żeluś
Obrazek użytkownika Żeluś
Offline
Ostatnio: 14 godzin 7 minut temu
Rejestracja: 25 kwi 2016

Całkiem przyjemnie...pewnie tez bym sie za ta kwote skusiła na wycieczki bo nie lubie sie targować )) czy cena duża ? no nie wiem Biggrin  Czekam co tam jeszcze widzieliście .

ssstu-6
Obrazek użytkownika ssstu-6
Offline
Ostatnio: 1 tydzień 5 godzin temu
Rejestracja: 31 maj 2016

... czas na drugą wycieczkę. Odbyliśmy ją także z biura turystycznego które miało swe przedstawicielstwo przy hotelu RIU. Kierunek...Guna Yala czyli znane bardziej pod nazwa San Blas "rajskie wysepki" na atlantyckim wybrzeżu Panamy. Skąd wziął sie pomysł aby "gnać" w tym kierunku? Czekała nas (około) trzygodzinna jazda ( w jedna stronę ; ) po drodze ktorą "zarekomendowano" jako: "uciążliwa dla osób z chorobą lokomocyjną". O co chodzi. Jak wspomniałem nawierzchnie panamskich dróg są bez zarzutu. Ta również. Ale połowa odcinka wiedzie przez góry (nooo, górki ; ) i szlak to non-stop serpentyny,ostre zjazdy i takie same podjazdy. Zapodaliśmy sobie "aviomarin" a mimo to Basia czuła sie pod koniec jazdy nie najlepiej...

Wybraliśmy San Blas aby "nacieszyc oczy" cukierkowymi widoczkami. Turkus i biel. Takich atrakcji nie oferuje pacyficzne wybrzeże Panamy w okolicy Panama City. Już wstepna wiadomość dotycząca "czasu wycieczki" nas..."zdegustowała". Otóż "poczatek przygody" ustalony został na godzinę...piątą rano !!! Trzeba więc wstać...o czwartej !!! A my ledwie zaczynaliśmy się przyzwyczajać do tutejszego "rytmu dnia" ; ) Trudno,co było robić. Zdecydowaliśmy sie że mimo "czasowej maltretacji",jedziemy.

Tym razem kierowca przyjechał..."terenówką". Kiepska sprawa, pomyślałem widząc auto. Samochody tego typu z reguły oferuja niski komfort jazdy co nie przeszkadza "w terenie" i na krótkich dystansach ale dłuższa jazda to...udręka. Powodem był ostani odcinek  który należało pokonać "po wybojach" czyli drodze gruntowej ; )

Oto i nasze "vozidlo",Toyota Fortuner. Auto posiada siedem miejsc i "dzieki temu",w drodze powrotnej, zapoznałem sie z "komfortem" miejs z tyłu. Czyli tych "dodatkowych dwóch" ktore czynia auto siedmioosobowym ; )

przy okazji,na zdjęciu widac naszych "towarzyszy niedoli",małżeństwo z Chile. Bardzo ciepli i sympatyczni ludzie. Na wycieczce byli niezwykle pomocni ponieważ ani kierowca,ani "opiekun grupy" nie porozumiewali sie "po angielsku" !!! : (

Jeszcze jedna fotka auta...

Na szczęście nasz agrupa (my i "chilijczycy") byliśmy z tego samego hotelu. Odpadła opcja,ktorej nie lubię, odbierania turystów z innych ośrodków ; ) Piąta rano to w tym "czasie i miejscu" ciemna noc. Niewiele więc zobaczymy,przynajmniej na poczatku wycieczki. Nie minęło pół godziny,kierowca podjeżdża pod dużą stację benzynową. Nie po paliwo jednak. Można teraz skorzystać z toalety,ewntualnie...zjeść śniadanie. My nie byliśmy zainteresowani więc postój był krótki...

Tu rzecz ważna !!! Ponieważ jedziemy do tzw. "strefy autonomicznej" musimy KONIECZNIE mieć przy sobie paszporty !!! Były już skanowane przy zakupie wycieczki. Na poczatku,zanim wsiedliśmy do samochodu kierowca pokazał nam "skan" upewniając się jednoczesnie że..."my to my" ; )

Właśnie przy wjeżdzie do Kuna Yala (obszar autonomiczny w Panamie) Nastepuje kontrola pograniczników. Zabieraja paszporty,sprawdzają,liczą pasażerów. Ogladają samochód. Obwąchuje go także pies. Może brzmi to "niespecjalnie przyjaźnie" ale zapewniam że kontrola jest sprawna i...miła. Uśmiechy i przyjazne gesty ze strony "mun durowych". Oficer oddaje dokumenty ze słowami "ENJOY"...

Ostani stop przed dotarciem na miejsce w "punkcie  widokowym". Cieszymy się bo jest już widno a widoczki za szybą bardzo atrakcyjne. Zalesione "góry i doliny". Te ostanie skryte we mgle i oparach. Świt troszkę jak...na Bali ; )) Od czasu wjazdu do "deszczowego lasu" pada rzęsisty deszcz ; )

Kilka fotek z miejsca postoju...

to "bardzo białe" to...ocean. Jesteśmy już naprawdę blisko celu...

Droga która zapowiadano jako "nieprzejezdną" okazuje się..."normalną" . Z typowymi dla takich miejsc "dziurami i dołami" ; ) Z pewnościa do pokonania przez każde auto !!! Podjeżdżamy pod przystań. Trodzę nam "rzedną miny" bo wygląda to na..."miejsce opuszczone" a nie "marinę" ; )

Pogoda także nie jest zachęcajaca. Widać ślady po niedawnym deszczu.Na szczęście jest bardzo ciepło. Odczuwalnie,około,25-27 stopni. Widać też coraz więcej "błekitnych plam" na niebie...

Kierowca oznajmia,trzeba poczekać. Łodzie i "przewodnicy" przyjadą...o 9-tej. Sęk w tym że jest kilka minut...po ósmej !!! Można było w zupełności wyruszyć spod hotelu o 6-tej i przybyć "na czas". Bez konieczności..."robienia niczego w niczym"...

Basia zecydowała sie na odwiedziny toalety. To Jej pierwsze spotkanie z tego typu przybytkiem "w panamskim terenie"...

jak widac na zdjęciu nie była w tym "odosobniona". Najważniesze doświadczenie. Otóż w kabinach (oddzielnie dla mężczyzn i kobiet) jest tylko sedes !!!.Nie ma wody !!! Jak więc sobie poradzić ? Mianowicie ,przed wejściem do toalety stoją "beczki z wodą" i plastikowymi wiaderkami. Nabieramy i spłukujemy. Proste i skuteczne ; ))) Woda w tychże wiadrach jest uzupełniana z duzych zbiorników widocznych w pobliżu toalet...

Przed dziewiątą pojawiają się pierwsi "opiekunowie grup turystycznych" oraz...kolejne samochody. Można więc było przyjechać później. Widać że w naszym przypadku "siadła organizacja wycieczki"...

Podpływaja również pierwsze łodzie.

Sprawdzanie list i ustalanie..."obiadowego menu" ; ) Nastepnie szybkie "zaokrętowanie" i płyniemy...

dopływamy do pierwszej z wysepek. Jest zamieszkała przez ludność plemienia Kuna. Nasza wizyta ma na celu "zobaczenia życiowych realiów" oraz..."suportu finansowego" poprzez zakup pamiątek. Oglądamy wszystko z zaciekawieniem...

na brzgu..."skromność otoczenia". Ale nie ubóstwo !!! Bardziej..."nieład na styl azjatycki" ; )

co ciekawe, zarówno domostwa jak i oświetlenie (latarnie) zasilane są poprzez energię z paneli !!!

krótka prelekcja "o tym i owym". Po kwadransie pobytu w wiosce wracamy na łódź...

"z wody" osada wygląda jeszcze bardziej..."tajsko,vietnamsko,kambodżańsko" !??? ; )

Wysepki San Blas to,około,czterystu małych "kawałków lądu" z czego jedynie niewielka częśc jest zamieszkała. Dopłyniemy do kilku z nich...jutro ; ))

...no to w drogę... żeby się oburzać i podziwiać
...zdumiewać i wzruszać ramionami...wybrzydzać i zachwycać...Radoslav

ssstu-6
Obrazek użytkownika ssstu-6
Offline
Ostatnio: 1 tydzień 5 godzin temu
Rejestracja: 31 maj 2016

...odpływamy w kierunku wysepki na której będzie najsłuższy "stop". Nawet nie zobaczyliśmy kiedy tak naprawdę się przepogodziło !!! W oddali widać jeszcze "resztki deszczu" ; )

tu rada dla tych ktorzy jeszcze nie płynęli "speed-bootem". Wybierajcie miejsca ,licząc od dziobu łodzi, w rzędach drugim ,trzecim max czwartym. Dlaczego ? Te "bliżej rufy" sa regularnie ochlapywane wodą. Na tyle mocno że jazda staje się ..."mało śmieszna" ; )

Płyniemy w pobliżu wysepek bardzo małych...

średnich...

jak i całkiem sporych...

Niektóre tkwią samotnie...

a inne "w towarzystwie"...

do takiej własnie "dużej" wysepki zaraz dopłyniemy...

Jesteśmy na brzegu. Nasz opiekun mówi że łodzie dopływaja do wysepki na której wyladowalismy naprzemiennie. Np.w poniedziałki,środy i piatki do "naszej" a w pozostałe dni tygodnia do sąsiedniej którą widać na zdjęciu. Wiadomo,chodzi o "rozłożenie zysków" lokalnych restauratorów ; )

Na przystani flagi tego autonomicznego regionu Panamy-Guna Yala. "Swastyka" nawiązuje do "czterech stron świata" jak i do..."czterech rzek".Co ciekawe rysowana (swastyka) bywa zarówno lewo jak i prawo "skrętnie"...

widoczki "zplażowe"...

Wasze "bystre oko" z pewnością zauważy jeden szczegół. Niby drobny ale bardzo istotny. Otóz na plaży (i poza nią) nie ma...leżaków !!! 

A jedynym miejscem gdzie można przysiąść, nie mówiąc o krzesłach na tereni przybarkowym sa takie "zgrabne ławeczki" ; )

Powiecie,co z tego !??? Otóż bardzo wiele. Zapewniam że "po kapieli", jak i bez niej, po kilkunastu minutach "stania",lub siedzenia na desce,marzymy o wygodnym "legnięciu". Najchętniej w palmowym cieniu. Brak takiej możliwości męczy i "narzuca" konieczność łażenia "w te i wewte" ; ))) Tym bardziej że postój miał trwać lekko ponad godzinę. Zabieramy nasze "manele" i ruszamy w strone widzocznych pośród palm "szopek"...

To "pozamykane na głucho" domki do wynajęcia. Nie widziałem ani jednego wskazujacego na "turystyczna bytność". To dziwne ,bo trwa "szczyt sezonu" i hotele ,w tym nasz (e) maja pełne obłożenie. Napisałem "nasze" bo zarówno RIU jak i drugi hotel do którego niebawem sie przeniesiemy były pełne gości.

Im dalej od przystanii tym bardziej "kameralnie". Właściwie wszyscy zostali w pobliżu "oficjalnej plaży" i tamtegoż barku. Dostrzegamy "szopkę na wodzie"...

Postanawiamy "coś spić" ; ) Okazało sie że była to knajpa w której można płacic kartą !!! Bylismy przygotowani gotówkowo ale skoro można "zapłacić online" postanowilismy spróbować ; ))) Część ze stolikami jest zadaszona. Całe szczęście bo z nieba "leje sie żar" !!! Decydujemy sie ,oprócz piwka, na lokalną przekaskę. Zamawiamy "ceviche". Nie bralismy "dużego jedzenia" gdyz jak pisałem w cenie wycieczki był "lunch" na który mieliśmy się niebawem udać. Podana ryba jest zadziwiajaco miękka !!! Przypomina naszego..."śledzika w occie". Ale w tym przypadku marynatą jest...sok z limonki. Zajadamy ze smakiem...

Posiedzielismy troszkę "w cieniu" zerkając na okolice "spod dachu" ; )

Próba "płatnoścfi telefonem"...udana !!! ; ) Ruszamy dalej. Korci nas aby obejśc wysepkę dookoła...

A "dalej" jest już niemal całkiem dziko. Palmowy las daje cień który..."nic nie daje". Mam wrażenie że ...zaraz sie roztopię ; ) Za to część brzegowa fajnie atrakcyjna. Dawno nie widziałem tak "naturalnych obrazków"...

pomiędzy palmami znajdujemy,chyba "w nagrodę za wytwałość",stary hamak. Basia nie mogła sobie odmówić  ; )))

Z planów okrążenia wysepki..."nici". Jest coraz bardziej "nie do przebycia". Chaszcze i ten "zniewalajacy upał". Postanawiamy zawrócić i spocząć "gdziekolwiek" na chłodnego drinka. Trafia sie "szopko-barek" z takim szyldem...

Decyzja może byc tylko jedna..."pinacolada" ; ) Przygotowanie drinka trwa i trwa. Zaczynam sie irytować. Popłyneli po produkty czy co !??? Gdy podają napój wszystko się wyjaśnia. Dawno nie piłem z takiej "szklanki" ; ))

Pewnie nasze "posiedzenie" trwało by dłużej ale ani ławeczka nie była zbyt wygodna ani "niby-daszek" nie skrywał nas przed słońcem. Wypiliśmy "na tempo" i wrócilismy w okolice przystani.

w tym ostanim barku płatnośc jedynie gotówkowa. Nic to bo jak już pisałem "bylismy przygotowani". Ostania fotka i...wsiadamy na nasza łódź...

Kolejna atrakcja to..."basen". Tak nazwano wypłycenie "na środku morza" do którego dopłyniemy...

łodzie stają "na kotwicy" a turyści...do wody ; ) Jest przyjemnie ciepła a zarazem..."schładzajaca". Szkoda że głebokośc tylko "do kolan"...

"towarzystwo" rozłazi się po płyciźnie...

Na jednym z krańców wypłycenia widać mała chatkę. Kusi nas aby spróbować tam dojść. Niestety czas jaki został przeznaczony "na basen" jest zbyt krótki...

Najfajniejsza,naszym zdaniem,jest to miejsce gdzie płycizna przechodzi raptownie w głebinę. Dwa światy...dwa kolory...

Byliśmy już w podobnym miejscu na Dominikanie ale ten "basen" jest znacznie ładniejszy. Na koniec ,pamiątkowa fotka przy "lokalnej bramce". Nasza lódź nie była jedyna toteż musieliśmy poczekać aby zrobić zdjęcie.Reasumując warto tu dotrzeć...

Na zakończenie,wizyta na trzeciej wysepce. Tamże dostalismy ustalone jeszcze przed wypłynięciem z przystani obiad. Wiem że powinny być zdjęcia ale...ani ja ani Basia nie zrobiliśmy ANI JEDNEGO !!! Dlaczego ? Nie było co sfotografować !!! Wysepka na ktorej było...dosłownie NIC. Knajpka z "plastikowymi meblami". Sterta rupieci dookoła , oddalony kibelek i...nic poza tym. Na dodatek spedzilismy tam...dwie godziny !!! Uprażeni,bo "zaro cienia",wymeczeni ,bo jedynie drewniane ławki do siedzenia,zniechęceni bo przebywanie w takim miejscu "DWIE GODZINY" to zupełne nieporozumienie. Podobnego zdania byli nasi znajomi z Chile. To mogła by byc fantastyczna wycieczka gdyby zorganizować ją..."z głową". A tak, po powrocie do hotelu cieszylismy się..."jak dzieci" ; ) Łacznie bylismy w podróży ponad dwanaście godzin. Stanowczo zbyt długo. Gdy teraz spogladam na "cukierkowe widoczki" nie żałuje że "tu byłem" ale wszystkim chcącym odwiedzic San Blas,y sugeruje albo przd zakupem wycieczki dobrze zapoznac sie z jej DOKŁADNYM planem albo...spróbowac wybrać się tu samemu...

p.s na koniec filmik-pigułka a jutro...zmienimy hotel ; )

...no to w drogę... żeby się oburzać i podziwiać
...zdumiewać i wzruszać ramionami...wybrzydzać i zachwycać...Radoslav

Piea
Obrazek użytkownika Piea
Offline
Ostatnio: 5 godzin 28 minut temu
Rejestracja: 19 wrz 2017

ta wycieczka równie udana a te mini wysepeczki wygladają mega rajsko, no super! Good

he he, dla mnie pierdzielniczek azjatycki czy karaibski mają bardzo  wiele wspólnego:)

wprawdzie ani Azji poł-wschodniej, ani Karaibów nie znam za dobrze (byłam rapteam po 2x i tu i tu) - ale pierdzielniczek w mentalności "biedniejszej części świata" wygląda bardzo podobnie, gdziekolwiek by nie był, (przy czym ta Panama chyba plasuje sie nieco wyżej niż "sąsiedzi"?) więc mnie to nie zaskoczyło Biggrin 

a pinacolada w wersji pineapple - no po prostu wymiata! cool Good

Piea

ssstu-6
Obrazek użytkownika ssstu-6
Offline
Ostatnio: 1 tydzień 5 godzin temu
Rejestracja: 31 maj 2016

... czas zmienić hotel. Świadomie pobyt podzieliliśmy na "miejski" i...w terenie" ; ) Przy czym wybierajac drugą lokację chcieliśmy aby hotel był niezbyt daleko od Panama City. Na wypadek gdyby zachciało się nam ponownie odwiedzic stolicę. Oraz oferował pobyt w wersji "all".

Pod uwagę braliśmy dwa sąsiadujace ze soba obiekty w pobliżu miasteczka Veracruz. Pierwszy to "Westin Playa Bonita". Wyglądał na zdjęciach (w realu również) ciekawiej architektonicznie od swego sąsiada. Solidna bryła górowała nad okolicą oferując,zapewne,fajne widoczki z wyższych kondygnacji.

Widok tego hotelu będzie się "przewijał w tle" niemal na wszystkich zdjęciach ; ) Niestety,nie oferował usługi "all inclusive", przez co wybrany nie został. Drugim obiektem był "Dreams Playa Bonita". Miał ciutek niższe noty od hotelu który pokazywałem wcześniej ale..."mieszczące sie w normie". Cena za pobyt...cóż nieadekwatna do jakości usług ale o tym później ; )

Tu wtręt. Mając "niekorzystne doświadczenie",pobyt w Bułgari,z obiektem sieci Hyatt byliśmy przekonani że "nigdy więcej" nie wybierzemy hotelu tej sieci na miejsce naszego pobytu. Ale że,"życie bywa przekorne", lepiej się nie zarzekać ; )

Do hotelu dotarlismy w południe. Mając świadomość że pokój zapewne nie będzie gotowy ponieważ "check in" ustalony był na godzinę 15-stą. W recepcji szybkie potwierdzenie rezerwacji. Tak jak sie spodziewalismy nasz pokój będzie dostepny później ale "od teraz" możemy korzystać ze wszystkiego . Zaczęliśmy "zwiedzać okolicę". Powiem tak,pierwsze wrażenie było bardzo pozytywne. Zadbane budynki,sporo zieleni, co i rusz "cuś kwitnie" a plaża jest fajnie długa. Poszlismy na obiadek. I tu pierwszy "zonk". Wybór (bufet) był..."trzygwiazdkowy" !!! "Jakaś zupka", ryż i ziemniaki w paru wydaniach oraz bardzo przeciętne miesa i ryby. "Zero" deseru a owocki w słabym zestawie i takie jakieś ..."wymęczone". Ale,tak pomyślelismy,może to przypadek ("taki dzień" !???). Do tego "obiad" w znaczeniu wielu kultur to posiłek zazwyczaj skromny i mało "wybiórzy". Zobaczymy jak bedzie dalej...

O trzeciej jesteśmy ponownie przy recepcji. Pokój już czeka. Tylko "zaginął gdzieś" pracownik majacy klucze od "bagażowego schowka" (zostawiliśmy bagaż na czas "szwędaczki po terenie"). No dobra,obiecano dostarczyć nasze tobołki "soon"...

Pokój mamy na drugim pietrze. Jest winda. I właśnie na jej drzwiach widzę "reklamę" która wprawia mnie "w osłupienie". Jest to reklama sieci Hyatt do ktorej obiekt należy. Zaczynam rozumieć "ubogość posiłku" i...mina mi rzednie...

Pokój niemal identyczny,tak wielkością jak i umeblowaniem do poprzedniego. Jednak "jakość i styl" w RIU były lepsze. Podobnie funkcjonalność.

Kilka fotek...

Za to widok z balkonu nie budzi zastrzeżeń ; )

W końcu docierają bagaże. W oczekiwaniu "wczytuje się" w informacje dostarczone przez hotel. Swego rodzaju ciekawostką jest prośba o...niewyłączanie klimatyzacji. Hotel prosi aby temperatura ustalona była ZAWSZE na 23*C. Ma to zapobiec kondensacji pary wodnej w pokoju. Tak też i czyniliśmy przez cały pobyt a mimo to wchodząc do poju ZAWSZE miałem odczucia "piwnicznego zapachu". Także ciuchy pozostawione w szafie i nieużywane "przeszły specyficznym aromatem"...

W pokoju była lodóweczka zaopatrzona w wody i "napoje gazowane" oraz piwo. Muszę przyznać że "ubytki" były codziennie uzupełniane. Ciekawostką okazał się "ekspres do kawy" w rodzaju tych "na kapsułki". Przez cały czas pobytu nie użylismy go ani razu. Nie dlatego że był zepsuty.Nie udało sie nam "rozkminić instrukcji obsługi". Powiecie,gapy jak można nie umieć obsłużyć ekspresu !??? Ano nam sie nie udało. Pierwszy raz mielismy doczynienia z "zaparzaczem" ktory nie miał...pojemnika na wodę !!! ; )

Jutro pokaże "teren wokół hotelu"...

...no to w drogę... żeby się oburzać i podziwiać
...zdumiewać i wzruszać ramionami...wybrzydzać i zachwycać...Radoslav

Strony

Wyszukaj w trip4cheap