Jesteś tutaj
Jesteś tutaj
Udało się mi już "dojść do siebie" tak czasowo jak i klimatycznie. Mogę więc zacząć relację z pobytu w Panamie którą odwiedziliśmy na poczatku lutego br. Tradycyjnie miał to być pobyt głównie wypoczynkowy a ewentualne wycieczki stanowić miały "dodatek do pobytu". Miejscem priorytetowym które chcieliśmy odwiedzić był Park Narodowy Darien przy granicy z Kolumbią. Na miejscu okazało sie że..."nic z tego" : ( Sytuacja w regionie była na tyle nieciekawa że ŻADNE biuro turystyczne z którym mieliśmy kontakt nie oferowało wycieczki w tenże region : ( Tu wtręt: otóż Panama nie ma armi !!! Są jedynie "Panamskie Siły Publiczne" w skład których wchodzi,Policja,Straż Graniczna,itp. Niestabilność regionu przygranicznego, bandy przemytników i rebelianci kolumbijscy skutecznie "zniechęcają" do odwiedzin przełęczy Darien. Cóż,trochę szkoda ale..."safety first"...
Dosłownie "kilka słów" o lotach. Ponieważ z Dublina nie ma połączeń bezpośrednich wybraliśmy linie KLM które oferowały loty ("z" jak i "do") Amsterdamu. Ogólnie rzecz biorąc,przewoźnik "się spisał". Bez (wiekszych) opóźnień z "przyzwoitymi samolotami" ; ) Dzieki temu,długawa (ponad 10-cio godzinna) minęła..." jak z bicza strzeił" ; ))))
Jak podzieliliśmy nasz pobyt ? Otóż zdecydowalismy sie na pięciodniowy pobyt w Panama City a następnie "odsiedzieć" niepełny tydzień w resorcie "na peryferiach". Hotelem miejskim został wybrany "RIU Plaza Panama CITY". Miał całkiem niezła lokację. Taką która pozwala..."nacieszyć się miastem" ; )
W Irlandi brak dużych ośrodków miejskich, nie licząc kilku miast (Dublin,Cork,Limerrick) i tego właśnie ,(oprócz oczywiście słonecznej pogody) brak nam "na wyspie" najbardziej. Mieszkamy w liczącej troszkę ponad dwadzieścia tysiecy "mieścinie" której "miasta rytm" jest,delikatnie mówiąc...prowincjonalny ; ))) Hotel oddalony był od lotniska o,około,20-ścia kilometrów co dawało półgodzinny czas przejazdu. Kierowca TAXI pokonał dystans sprawnie toteż jazda nie była nużąca. Większośc samochodów w Panamie ma solidnie przyciemniane szyby przez które bez problemu można "oglądać swiat" ale fotki wychodzą bardzo mizerne !!! Stąd brak "zdjęć dojazdowych" ; )
Odpawiliśmy sie na stronie RIU jeszcze przed wylotem więc procedura meldunkowa była szybka i sprawna. Dostalismy pokój o numerze 2922 co oznacza iż był na...dwudziestym dziewiatym piętrze !!! ; ) Na szczęście windy były podzielone na te które kursowały pomiędzy parterem i piętrami niższymi (do 20-go) i te ktore "pomijały" piętra od 6-go do 20-go a zatrzymywały sie na wyższych (do 34-j) kondygnacjach.
Kilka fotek z pokoju...
i..."wszystko jasne" ; )))
pokój nie był "gigantyczny" ale i nie należał do najmniejszych co jest typowe dla lokacji wieżowcowych...
Zdążył zapaść zmierzch i bardzo nas ciekawił "widok z okna". Był...całkiem,całkiem...
To i tyle "tytułem wstępu". Jutro czas "na miasto"...
...no to w drogę... żeby się oburzać i podziwiać
...zdumiewać i wzruszać ramionami...wybrzydzać i zachwycać...Radoslav
duży plus za szybkość zupełnie zaskakujące te wojskowo - policyjne info no o przygranicznych niebezpieczeństwach też nie miałem pojęcia mówi się szkoda - trudno bo lepiej nie zobaczyć niż być ofiarą za to z balkonu obrazki zacne no i pomysłowe rozwiązanie z windą, gdzie jadący na ostatnie nie muszą zatrzymywać się na pierwszym i drugim ...
papuas
W takim miejscu to tylko liczyć, że windy się nie popsują/prądu nie zabraknie
Ależ błyskawiczne tempo - ledwo przyjechaliście i już relacja! Super
Chętnie będę śledzić Twoją opowieść bo ja w Panamie byłam 2 lata temu zaledwie "chwilę" i niewiele widziałam
Widok z hotelowego okna fantastyczny!
To ja też zasiadam w pierwszym rzędzie. Wieczorne widoki z okna super, a jakie za dnia?
zasiadam i ja ; Asia, Papuas, Mabro - posuwajta się!
też mnie zaskoczyły te przygraniczmne informacje; zwłaszcza, że ani Dana anoi Cienkibolek nic nie wspominali o tym przy swoich kolumbijskich wspominkach; dobrze Radek, że o ty,m piszesz, bo człowiek pojęcia nie ma o takich rzeczach! w mediach słyszy się to i owo o Wenezueli (nawet biura wycofały tam wycieczki z powodów bezpieczeństwa) ale o Kolumbii to tylko od turystów można sie dowiedziec takich rzeczy!
widok miejski z okna fajny (jak dla kogoś stęsknionego widoku wielkiego miasta:) ; dla mnie to po prostu "betonowa dżunga":) ja na urlopie wolę "wiochę za oknem"
Radek, a ja myślałam, że Wy z Basią mieszkacie w Dublinie! stąd moje zdziwienie, twojej "tęsknoty" za wielkomiejskimi klimatami... (poza tym Dublin ma chyba zupełnie inny, "niższy" charakter, bez wysokościowców, poza jakąś z pewnością dzielnicą city; nie wiem... nie byłam jeszcze w Dublinie...)
Piea
... witam Wszystkich zaciekawionych opowiastkami o Panamie : ) byłem pewien że pisałem o naszej "irlandzkiej lokacji" (miejscu zamieszkania) ale może..."miałem napisać" !?? ; )) co by ten temat zamknąć "raz na jutro",pomieszkujemy w mieście ,he,he, Newbridge Co.Kildare. Tu się powtórzę. Mianowicie to morze skradło "nasze dusze" na zawsze. A mieszkając w "centrum Polski" (Łódź) daleko od solanki bylismy pewni że rozpoczynając "nowe życie" w Irlandii osiądziemy "nad brzegiem oceanu" !!! I co ? I znów muszę minimum godzinę "cisnąć" aby sie zapachem i widokiem morza nacieszyć. Fatum takie czy co !?? ; )))))
Do Panamy wracając. Różnica czasu pomiedzy Irlandia a tą częścią ameryki południowej wynosi pięć godzin. W przypadku Polski sześć. Czyli gdy w Panamie jest południe (12.00) to "na wyspie" 17-sta. Owocuje to tym ,że w pierwszych dniach wybudzamy sie "około czwartej" ponieważ nasz zegar biologiczny wskazuje...dziewiątą rano. Szczerze powiem że wolę "takie przesunięcie" niż w przypadku podróży "na wschód" ; )
Jeszcze jeden plus "jet lag,u". Tak wczesne budzenie daje szanse zobaczenia okolicy w "brzasku dnia" ; ) Stąd "bardzo wczesne" zdjęcia "zaokienne"...
Bardzo często poranek był "cały w chmurach". Tak wyglądali wtedy "sąsiedzi"...
a tak gdy świt był słoneczny...
Jeszcze fajniejszy widoczek oglądalismy z okna na korytarzu. Tu wtręt. Mianowicie,zarówno w pokoju jak i hall,u okno ma wymiar "całej ściany" Do tego brak ogranicznika w postaci "parapetu". Oznacza to że można dojść do szyby i bez ograniczenia spojrzeć w dół. Nie mam odczucia lęku wysokości w takich miejscach ale wrażenie gdy stoimy "na krawędzi" oddzieleni jedynie "cienka szybą" jest..."dziwne" ; )
Do widoczków wracajac...
jeden z tych dwóch "czarnych bliźniaków" jest wciąz w budowie. Jak sie łatwo domyślić najbardziej "zafascynowa nas"... wieżowiec "korkociągowy" ; )
Zachmurzenie które nas zmartwiło. No bo co to za frajda lecieć "pół dnia" i ogladać takie samo niebo jak w Irlandii !!! Okazało się..."zbawienne". Dobrze wiemy że w "takich lokacjach" brak słoneczka nie oznacza chłodu ale zawsze dopada nas "szok termiczny" ; ) Po śniadaniu wychodzimy poogladać ulice gdy jest,o słodka naiwnośći,chłodno ; ))) Z planów spaceru zrealizowane zostało może...10 % ; ) Najnormalniej w świecie nie daliśmy rady łazić w trzydziestostopniowym upale. Fotki tego co udało się zobaczyć...
To "sąsiedztwo hotelu" z poziomu ulicy...
oczywiście był i "Mac". Nie weszlismy do środka ; )
pokazywane już "czarne bliźniaki"...
na tej fotce widać że jeden z nich jest "dobudowywany"...
i nasz "ulubieniec"...
a tu w "odbiciu" u sąsiada ; )
byłem "pod wrażeniem" że duża ilość głownych ulic w centrum (sa wielopasmowe) jest...jednokierunkowa !!!
tam gdzie to możliwe "powtykano zieloność"...
tyle z panamskiej ulicy. Nie ukrywam że lecieliśmy z wyobrażeniem iż odwiedzimy..."trzeci świat". Konfrontacja z rzeczywistością... Nie byłem pewien czy to my nie mieszkamy..."egzotycznie" ; )
Jutro "ulica nocą" i przygotowania do pierwszej wycieczki...
...no to w drogę... żeby się oburzać i podziwiać
...zdumiewać i wzruszać ramionami...wybrzydzać i zachwycać...Radoslav
...na ulicę "wieczorowa porą" wyszliśmy dwukrotnie. Powodowani głównie "sprawdzeniem "nocnych uroków" miasta. Kręciliśmy się w pobliżu hotelu nie oddalając sie od niego zbytni. Góra na kilka przecznic. Nie z powodu "zagrożenia bezpieczeństwa", centrum jest bardzo bezpieczne, ale z powodu..."duchoty" !!! Popatrzylismy na tamtejsze wysokościowce ,które uatrakcyjniały "panoramę". Zamiast "miejskiej włoczęgi" woleliśmy..."przybasenowy leżak" ; ))
Kilka nocnych zdjęć...
nocne ujęcia hotelu...
i wspomnany "basenik"...
tu muszę się przyznać że jednym z powodów dla którego chętnie przebywaliśmy "na basenie" była poznana "rodaczka z Kanady", Ania. Przebywała w Panamie z córką,mąż w tym czasie "zarabiał na chleb" ; ) Była z fali "solidarnościowej emigracji" (lata osiemdziesiate) i chłonęła wszelkie "neewsy" polski i polaków dotyczące ; ) Mieszka na stałe w Toronto. Namawiała nas na odwiedziny Kanady. Tu zarzekała sie że "jeśli kiedykolwiek" odwiedzimy krainę klonowego liścia to musimy...zamieszkać u Niej !!! Oczywiście,jeśli kiedykolwiek dojdzie do takiej wizyty nie ma mowy abyśmy "zwalili się Jej na głowę" ale odwiedzimy na pewno ; ) Od niej dowiedzieliśmy się że w Kanadzie ,praktycznie występują dwie pory roku. Zima i lato !!! A miesiącem w którym powinniśmy byli "wpaść" jest...wrzesień. Ciepły ,słoneczny i kolorowy. Przyznam sie że ten kierunek nas "nie kręci" ale...Ania opowiadała że od Jej domu do "wodospadów Niagara" jest niespełna...10-ęć kilometrów !!! Więc...kto wie ; ))
W hotelu mieliśmy wykupione tylko śniadania (nota bene w dobrym wydaniu !!!) i...wystarczy ; ) Lunch jadaliśmy w trakcie wycieczek a wieczorny posiłek stanowiły albo "przegryzki" kupione w przybasenowym barku albo "yoguryowo-owocowe sety" z hotelowego sklepiku. Czynnego cała dobę. Łaknienie było skutecznie tłumione przez trzydziestostopniowy upał ; )
Nie odwiedzilismy starej części Panama City. Widzielismy ten dystrykt w trakcie wycieczokwych przejazdów. Nie zrobił na nas "dobrego wrażenia". Ot,stare, miejscami "zapuszczone" budyki pomiedzy którymi kręcili sie..."dziwni ludzie". Kierowcy potwierdzali iż nie powinno się odwiedzać tej dzielnicy wieczorem. Był to ,podobnie jak suburbia,najniebezpioeczniejszy "kawałek miasta". Nie "zwizytowaliśmy" żadnego museum,kościoła czy innego zabytku. Najnormalniej w świecie,nie byliśmy zainteresowani takim miejscami. Natomiast nie omieszkaliśmy odmówić sobie wizyty w..."centrach handlowych" ; )) Przeżylismy tam "pełne zaskoczenie". Otóż miejsca te (widzieliśmy dwa) były, w naszym odczuciu,zupełnie...niegotowe do otwarcia !!! Nowe,nowoczesne i...jedynie w małej części wykorzystane. Wyobraźcie sobie znaną Wam "galerie handlową" gdzie na jednym piętrze "działa"...jeden sklep. Reszta "boksów: jest zamknieta i dopiero przygotowywana !!! Taką sytuację napotkalismy dwukrotnie. Raz ,"działała" jedynie...lodziarnia. A w drugim przypadku sklep..."z gadżetami". Taki jak ten na zdjęciu...
Zapewne zobaczylibyśmy "więcej miasta" ale konieczność zmiany wycieczkowych planów (niemożność zobaczenia Parku Darien) spowodowały reorganizację pobytu w pierwszym tygodniu. Zdecydowaliśmy że wykupimy dwie oddzielne (całodniowe) wycieczki. Pierwsza, w drugim (pełnym) dniu to wycieczka "do dżungli". Konkretnie spływ do wodospadu i odwiedziny indiańskiej wioski. A wyprawa druga,zupełnie odmienna od tej pierwszej to odwiedziny atlantyckiego wybrzeża Panamy. Konkretnie popłynięcie na wysepki San Bias...
I o tym bedzie w kolejnej odsłonie...
...no to w drogę... żeby się oburzać i podziwiać
...zdumiewać i wzruszać ramionami...wybrzydzać i zachwycać...Radoslav
Melduje sie i ja...nie zaprzeczę ,że zacieram raczki na San Blasy
mielismy je w planie na marzec no ale jak wiesz zmienilismy plany a Panamę przełozylismy na za rok.Hotelik RiU posprawdzałm i może być a wielkie miasta lubie na urlopie pozwiedzać.
...witam w kolejnej odsłonie. Wspominałem że musieliśmy przeorganizować pobyt pod kątem wycieczowym. Darien,"wypadł", więc postanowiliśmy wybrać się do indiańskiej wioski plemienia Embera. Byłem ciekaw czy hotel posiada w ofercie...jakiekolwiek" tripy !??? Otóż sam hotel nie oferował tego typu atrakcji ale..."wydał zgodę" dla jednej z agencji tyrystycznych aby na terenie przyhotelowym sprzedawała swe usługi. Konkretnie,stanowisko mieściło sie przy podjeździe. Szczęściem,dziewczyna tamże pracująca,"komunikowała się po angielsku". Tu wtręt. Tenże jeżyk nie jest ani lubiany ani "pospolity" wśród panamczyków. Wielokrotnie pierwsze kontakty "z tubylcami" nie układały sie zbyt dobrze. Dopiero oznajmienie: "we are from Poland", owocowało stwierdzenio-pytaniem" Polonia" !??? I po potwierdzeniu rozmowa układała się ,mniej lub bardziej,werbalnie ale zawsze przyjaźnie ; )
Ceny wycieczek w Panamie mieszczą sie w..."strefie stanów średnich" ; ) Zapewne można podobne atrakcje kupić taniej ale nie mieliśmy ani czasu ani choty "drążyć tematu" ; ) Za trzy wycieczki (dwie w pierwszym tygodniu i jedna w drugim) zapłaciliśmy niespełna 1000$. W skład cen wchodziły dowóz,obiad,wejścia do "stref specjalnych". Nigdzie nie musieliśmy (za nic) dopłacać czy kupować wejściówek.
Po sfinalizowaniu transakcji dostajemy potwierdzenie (paragon) i niezbędne "info" odnośnie obuwia,ubrania,konieczności użycia antymoskitowego spray,u itp. Godzina wyjazdu ustalona została na 07.00 AM. Samochód odbierze nas z hotelu. No to...jedziemy ; )
Kierowca przyjeżdża punktualnie. Okazało się że w samochodzie będziemy sami. Honda Odyssey jest bardzo wygodna. Ta jest w "wersji amerykańskiej" więc,mimo wieku,wyposażona we wszelkie "bajery" ; ) Najważniejsze,"klima" posiada strefową regulację. Jedyny minus,solidnie przyciemniane szyby praktycznie uniemożliwiające robienie zdjęć (oraz filmów ; ).
Po drodze kierowca zatrzymuje sie przy owocowym straganie. Pyta czy chcemy kupić owoce "osobiście". Nie bardzo rozumiem pytanie. Nie mamy potrzeby kupowania "fruktów". W dalszej części wycieczki okaże się co miał na myśli ; )))
Jazda trwa lekko ponad godzinę. Drogi w Panamie są bardzo dobrej jakości. Stolicę okala sieć autostrad (płatnych) z limitem prędkości 110km/h. Drogi lokalne równie dobre. Ograniczenie prędkości 80 km/h. W terenach miejskich od 60-ciu do 40-stu km/h. Tu uwaga na obszarach leśnych bardzo często limit "do 40 km/h" ze względu na zwierzynę (leniwce i iguany). Generalnie panamczycy jeżdżą zdyscyplinowanie ale z..."latynowskim temperamentem" ; ). Co oznacza że najlepiej przechodzić przez jezdnie w miejscach do tego przeznaczonych ("zebra" lub sygnalizacja świetlna). Panie musza sie przyzwyczaić do..."delikatnego obrąbienia" co jest oznaką...uznania dla wygladu ; )) Równiez TAXI reagują klaksonem (delikatne zatrąbienie) gdy widzą turystę. Ta "kooperacja" okazuje się niezwykle pomocna jesli interesuje nas znalezienie taksówki...
Droga do recepcji gdzie kierowca wykupi nam "wejściówki na caone"...
parking i recepcja...
załatwianie formalności troszkę trwa więc wychodzimy z auta. Obok nas dziwne,"uschniete" drzewo. Jest na nim ...jeden kwiat !!!
za to pod drzewem leży ich (kwiatów) spora ilość. Doczytam później że to "Pseudobombax",cokolwiek to znaczy ; ) Drzewo zakwita zanim pojawią się jego liście. Taka panamska..."magnolia" ; ))
Kierowca wraca "z biletami" i ruszamy. Po kwadransie jesteśmy "na przystani". Tak na parkingu jak "na wodzie" ciżba !!!
dostajemy "łódkowy przydział" i zajmujemy miejsca. W canoe nie będziemy sami. Jest kilka "postronnych" osób i nasz kierowca. Okazało się że będzie także naszym "przewodniko-opiekunem" w czasie spływu...
To ten jegomośc w "niebieskiej kamizelce".
Obowiązkowo,wszyscy (turyści ; ) w łódce muszą mieć na sobie kamizelki ratunkowe. "Nawigator i sternik" nie używaja takich "pomocy" ; )
Siedząc,rozgladam się dookoła. łodzie są tyleż kolorowe co...leciwe. Najsolidniej wygladają ich...silniki ; )))
Pomimo sporej ilości "żądnych atrakcji" turystów załadunek jest sprawny i ,w miare,szybki. Kolejne "canoe" odbijaja od nabrzeża. W końcu,ruszamy i my. "Jak sie płynęło"...juz jutro ; ))
...no to w drogę... żeby się oburzać i podziwiać
...zdumiewać i wzruszać ramionami...wybrzydzać i zachwycać...Radoslav
panamska "Magnolia" śliczna... cokolwiek to jest
ale powiem Ci że 1000$ za 3 wycieczki dla 2 osób to jednak całkiem sporo! jakoś błędnie myślałam że ta Panama jest troche tańsza; no ale wszystko zalezy CO TO za WYCIECZKI! wszak wiadomo, że przecież wycieczka-wycieczce nie równa:)
Piea