Ruszamy zatem do hotelu w Agadirze; po drodze jeszcze krótki postój na foto z klifu, a w Agadirze podjeżdżamy pod mury cytadeli i tutaj kończy się program Cesarskich Miast.
Ostatnie dwa foto wykonane spod ruin cytadeli na port i hotele Agadiru.
no chętnych na przekąskę znalazło by się tu sporo mnie najbardziej spodobały się niebieskie rybackie łódki
Jesteśmy w Agadirze. Dzień oczekiwania na uczestników następnej objazdówki ”Magiczne Południe” spędzamy na szwendaczce po Agadirze - rozpoznanie sklepów, obejrzenie doliny ptaków - takie mini zoo, spacery po nadmorskiej promenadzie i wizyta w porcie, gdzie w lokalnej smażalni o swoistym klimacie jemy grilowane sardyny. No, plaża piaszczysta i ogromna, lecz bez jakiejś specjalnej infrastruktury. Na wzgórzu z cytadelą napis, nocą podświetlony, Allah, Ojczyzna, Król - taki mocno podobny do znanego polskiego.
”Magiczne Południe” ma również swój początek w Agadirze i zaczyna dokładnie tam gdzie kończyła poprzednia czyli pod murem cytadeli ; po trzęsieniu ziemi z cytadeli pozostał jedynie mur. Inaczej niż u Asi - nie ma mgły i są widoki na miasto i plażę. Ruszamy zatem na Południe.
ano fajnie zwykle objazdówki do Maroka sprzedawane są w wersji 7 + 7 czyli objazd + wypoczynek ale 7 dni nicnierobienia to dla mnie zbyt wiele
Jak wcześniej pisałem - niektóre zawody w Maroku utrzymują się wyłącznie z opłat za foto: zaklinacze węży, treserzy małp, wszelkiej maści muzykujący oraz nosiwody. Ubrani w czerwone szaty i fikuśne kapelusze nosiwody niby wszystko mają - skórzane bukłaki, kubeczki ... tylko wody nie mają, bo szkoda dźwigać jedynie do foto. Wyjeżdżamy z Agadiru i pierwszy postój w Tarudant przy pałacu Salam, w którym dziś hotel. I ... jak bym tu już był - wysokie blankowane mury w kolorze ochry a po drugiej stronie zielone ogrody. Częstują nas tu miętową herbatką i znów pewien paradoks - w Maroku (i nie tylko), odwrotnie niż w Polsce, pije się miętową, a czarną na dolegliwości żołądkowe. W Tarudant przechodzimy przez miejscowy targ i przerwa dla głodomorów. Na foto pałac Salam i fotogeniczne drzwi, potem na suku kulinarne specjalności kraju - kiszone cytryny i oliwki oraz stojące na podium wg Piei daktyle. Te dodawane do niektórych potraw kiszone cytryny powodują charakterystyczny, nie do podrobirnia smak.
Idziemy na bastion, a tam ocean nie żartuje.
Wchodzimy na suk. Tak, wiem - wszystkie targi są bardzo podobne, ale ten bardziej morski, przynajmniej w części.
Jest i wieża zegarowa.
papuas
Słoneczko świeci, wracam więc na mury, bo poprzednio wypatrzyłem pod bastionem żerującego kamusznika i trza mu foto zrobić.
papuas
Ruszamy zatem do hotelu w Agadirze; po drodze jeszcze krótki postój na foto z klifu, a w Agadirze podjeżdżamy pod mury cytadeli i tutaj kończy się program Cesarskich Miast.
Ostatnie dwa foto wykonane spod ruin cytadeli na port i hotele Agadiru.
papuas
dużo chętnych byo na świeże rybki ha ha
No trip no life
no chętnych na przekąskę znalazło by się tu sporo mnie najbardziej spodobały się niebieskie rybackie łódki
Jesteśmy w Agadirze. Dzień oczekiwania na uczestników następnej objazdówki ”Magiczne Południe” spędzamy na szwendaczce po Agadirze - rozpoznanie sklepów, obejrzenie doliny ptaków - takie mini zoo, spacery po nadmorskiej promenadzie i wizyta w porcie, gdzie w lokalnej smażalni o swoistym klimacie jemy grilowane sardyny. No, plaża piaszczysta i ogromna, lecz bez jakiejś specjalnej infrastruktury. Na wzgórzu z cytadelą napis, nocą podświetlony, Allah, Ojczyzna, Król - taki mocno podobny do znanego polskiego.
papuas
może kogoś skusi wieczorna plaża??
”Magiczne Południe” ma również swój początek w Agadirze i zaczyna dokładnie tam gdzie kończyła poprzednia czyli pod murem cytadeli ; po trzęsieniu ziemi z cytadeli pozostał jedynie mur. Inaczej niż u Asi - nie ma mgły i są widoki na miasto i plażę. Ruszamy zatem na Południe.
Spotkany w ruinach, jak sam się określał, Berber.
papuas
Fajny chyba taki dzień na luzie ? można go sobie dowolnie spędzić
No trip no life
ano fajnie zwykle objazdówki do Maroka sprzedawane są w wersji 7 + 7 czyli objazd + wypoczynek ale 7 dni nicnierobienia to dla mnie zbyt wiele
Jak wcześniej pisałem - niektóre zawody w Maroku utrzymują się wyłącznie z opłat za foto: zaklinacze węży, treserzy małp, wszelkiej maści muzykujący oraz nosiwody. Ubrani w czerwone szaty i fikuśne kapelusze nosiwody niby wszystko mają - skórzane bukłaki, kubeczki ... tylko wody nie mają, bo szkoda dźwigać jedynie do foto. Wyjeżdżamy z Agadiru i pierwszy postój w Tarudant przy pałacu Salam, w którym dziś hotel. I ... jak bym tu już był - wysokie blankowane mury w kolorze ochry
a po drugiej stronie zielone ogrody. Częstują nas tu miętową herbatką i znów pewien paradoks - w Maroku (i nie tylko), odwrotnie niż w Polsce, pije się miętową, a czarną na dolegliwości żołądkowe. W Tarudant przechodzimy przez miejscowy targ i przerwa dla głodomorów. Na foto pałac Salam i fotogeniczne drzwi, potem na suku kulinarne specjalności kraju - kiszone cytryny i oliwki oraz stojące na podium wg Piei daktyle. Te dodawane do niektórych potraw kiszone cytryny powodują charakterystyczny, nie do podrobirnia smak.
papuas
Papuas, a byliście w hotelowej toalecie, którą opisywałam? http://www.trip4cheap.pl/forum/relacje-maroko/magiczne-poludnie-drugi-raz-w-maroko?page=5

ach ..moje ulubione daktyle ! a kiszonej cytryny nie próbowałam jeszcze . Czy jest mniej czy bardziej kwaśna ?
No trip no life