No i jesteśmy w hotelu w Fezie, a od rana zwiedzanie miasta, do którego właśnie zawitał król, więc mundurowych od groma. Zwiedzanie zaczynamy od bram pałacu królewskiego. Pałac to obszarowo cała dzielnica otoczona potężnym murem. Przewodnik ostrzegał, że nie wolno fotografować mundurowych, a przed każdą bramą po kilku. Robimy foto reprezentacyjnej bramy i idziemy do mellah - dawnej dzielnicy żydowskiej. Ciasne uliczki i aż dziw, że niektóre budynki jeszcze się nie zawaliły; popodpierane drewnianymi belkami dumnie stoją. Tu klucząc zaułkami wchodzimy do synagogi Danan, której powstanie datuje się na koniec XVIw. Pod salą modlitewną znajduje się rytualna mykwa, a z tarasu można dostrzec stary cmentarz.
W pobliżu potężnej bramy Semmarine w murach oddzielających mellah od arabskiej mediny wsiadamy do autokaru i wjeżdżamy na bastion płn skąd podziwiamy panoramę Fezu. Potem manufaktura ceramiki, oczywiście z możliwością kupna, ale nam wystarcza sama obserwacja precyzyjnej pracy glazurników.
W centrum mediny widoczny zabytkowy meczet Karawijjin z IXw, do którego podczas spaceru po medinie będziemy zaglądać. I zaraz upolowana pustółka.
W manufakturze wytwarza się różne wyroby - naczynia od tadżinów i talerzy do potężnych amfor, płytki ceramiczne, z których wykonuje się mozaiki; niektóre naczynia ozdabia się metalowym drutem ... no różności, niektóre bardzo ładne. Na początek tradycyjny piec do wypalania małych wyrobów i kręcenie tadżinów.
Po manufakturze zjeżdżamy ze wzgórza pod mury znajdującej się na liście UNESCO mediny i wchodzimy w nią. Oczywiście prowadzi nas miejscowy przewodnik, a uliczki czasem na jednego człowieka; kluczymy, przechodzimy przez place, suki, znowu uliczki .... no suki bardzo egzotyczne, gdzie kupisz wszystko; obok jatki ze świeżym mięsem pani wyrabia supercienkie placki ciasta, a nieco dalej eleganckie pantofelki, daktyle czy też oliwki i kiszone cytryny.
No może przesadziłem i na suku nie ma przemieszania mody z warzywami, bo teraz po suku spożywczym zaczynają się butiki. Ale wśród odzienia znajdziemy i słodkości.
Dochodzimy do zabytkowego meczetu Karawijjin z IX wieku, który był w części wyższą uczelnią. Oczywiście wejść nie wolno, a tylko pozaglądać z placyków sprzed. W okolicy inne wiekowe obiekty - biblioteka, mauzoleum Mulaja Idrisa II, zespół Nejjarine, dawny funduk dla kupców gdzie tkanie na krosnach i sprzedaż wyrobów. Wtedy do biblioteki chyba również nie można było wejść, a trzeba powiedzieć, że ta jedna z najstarszych bibliotek może poszczycić się nie lada zabytkami jak rękopis koranu z IX wieku czy XII-wieczna kopia ewangelii św Marka. I foto zaczynając od wejścia do biblioteki i dziedzińca neczetu w wymienionej kolejności.
Idziemy dalej przez wąskie uliczki i placyki jak baranki lebo osiołki wpatrzeni w poprzednika, żeby się tylko nie zagubić i wreszcie wychodzimy na taras z widokiem na pocztówkową, średniowieczną garbarnię. No to jest gwóźdź programu, tym bardziej, że wiaterek powiewał w dobrą stronę i nie było żadnych niemiłych zapachów.
wiem, wiem Piea
ale tu na Tripku większe foto to i lepiej się ogląda i więcej szczegółów można zobaczyć
a to tadżin - naczynie i potrawa duszone na wolnym ogniu warzywa z dodatkiem mięsa nawet smaczne Nel
no widziałem Asia tylko Twoje Południe
papuas
No i jesteśmy w hotelu w Fezie, a od rana zwiedzanie miasta, do którego właśnie zawitał król, więc mundurowych od groma. Zwiedzanie zaczynamy od bram pałacu królewskiego. Pałac to obszarowo cała dzielnica otoczona potężnym murem. Przewodnik ostrzegał, że nie wolno fotografować mundurowych, a przed każdą bramą po kilku. Robimy foto reprezentacyjnej bramy i idziemy do mellah - dawnej dzielnicy żydowskiej. Ciasne uliczki i aż dziw, że niektóre budynki jeszcze się nie zawaliły; popodpierane drewnianymi belkami dumnie stoją. Tu klucząc zaułkami wchodzimy do synagogi Danan, której powstanie datuje się na koniec XVIw. Pod salą modlitewną znajduje się rytualna mykwa, a z tarasu można dostrzec stary cmentarz.
I wracamy z mellahu pod bramę mediny.
papuas
W pobliżu potężnej bramy Semmarine w murach oddzielających mellah od arabskiej mediny wsiadamy do autokaru i wjeżdżamy na bastion płn skąd podziwiamy panoramę Fezu. Potem manufaktura ceramiki, oczywiście z możliwością kupna, ale nam wystarcza sama obserwacja precyzyjnej pracy glazurników.
W centrum mediny widoczny zabytkowy meczet Karawijjin z IXw, do którego podczas spaceru po medinie będziemy zaglądać. I zaraz upolowana pustółka.
papuas
W manufakturze wytwarza się różne wyroby - naczynia od tadżinów i talerzy do potężnych amfor, płytki ceramiczne, z których wykonuje się mozaiki; niektóre naczynia ozdabia się metalowym drutem ... no różności, niektóre bardzo ładne. Na początek tradycyjny piec do wypalania małych wyrobów i kręcenie tadżinów.
papuas
Po manufakturze zjeżdżamy ze wzgórza pod mury znajdującej się na liście UNESCO mediny i wchodzimy w nią. Oczywiście prowadzi nas miejscowy przewodnik, a uliczki czasem na jednego człowieka; kluczymy, przechodzimy przez place, suki, znowu uliczki .... no suki bardzo egzotyczne, gdzie kupisz wszystko; obok jatki ze świeżym mięsem pani wyrabia supercienkie placki ciasta, a nieco dalej eleganckie pantofelki, daktyle czy też oliwki i kiszone cytryny.
W stronę widocznego minaretu meczetu Karawijjin.
papuas
No może przesadziłem i na suku nie ma przemieszania mody z warzywami, bo teraz po suku spożywczym zaczynają się butiki.
Ale wśród odzienia znajdziemy i słodkości.
papuas
Uwielbiam daktyle , zawsze je wcinam jak jestem w krajach gdzie rosną.
Najlepsze były w Tunezji,ale tych marokańskich nie próbowałam jeszcze
No trip no life
papuas
Dochodzimy do zabytkowego meczetu Karawijjin z IX wieku, który był w części wyższą uczelnią. Oczywiście wejść nie wolno, a tylko pozaglądać z placyków sprzed. W okolicy inne wiekowe obiekty - biblioteka, mauzoleum Mulaja Idrisa II, zespół Nejjarine, dawny funduk dla kupców gdzie tkanie na krosnach i sprzedaż wyrobów. Wtedy do biblioteki chyba również nie można było wejść, a trzeba powiedzieć, że ta jedna z najstarszych bibliotek może poszczycić się nie lada zabytkami jak rękopis koranu z IX wieku czy XII-wieczna kopia ewangelii św Marka. I foto zaczynając od wejścia do biblioteki i dziedzińca neczetu w wymienionej kolejności.
papuas
Idziemy dalej przez wąskie uliczki i placyki jak baranki lebo osiołki wpatrzeni w poprzednika, żeby się tylko nie zagubić i wreszcie wychodzimy na taras z widokiem na pocztówkową, średniowieczną garbarnię. No to jest gwóźdź programu, tym bardziej, że wiaterek powiewał w dobrą stronę i nie było żadnych niemiłych zapachów.
papuas