--------------------

____________________

 

 

 



WYSPA FRANKLIN ISLAND, ONTARIO: BIWAKOWANIE I PŁYWANIE NA KANU, 13-19 CZERWCA 2014 r.

6 posts / 0 nowych
Ostatni wpis
Jacek_1000
Obrazek użytkownika Jacek_1000
Offline
Ostatnio: 4 dni 1 godzina temu
Rejestracja: 24 paź 2022
WYSPA FRANKLIN ISLAND, ONTARIO: BIWAKOWANIE I PŁYWANIE NA KANU, 13-19 CZERWCA 2014 r.

.

Mapa wyspy Franklin Island i nasze trasy pływania na kanu wg GPS

.

W lipcu 2014 r., gdy powracaliśmy z wycieczki do parku Killarney Provincial Park, zatrzymaliśmy się blisko osady Pointe au Baril w marinie Payne Marina na zatoce Georgian Bay i nawiązaliśmy rozmowę z parą małżeńską (Rob Harris z żoną), którzy byli na łodzi i przygotowywali się do opuszczenia przystani. Spytaliśmy się ich, czy jest możliwe dopłynięcie na kanu do niedaleko znajdujących się wysp i brzegów i zatrzymanie się na nich na biwak—po kilku minutach zaprosili nas na trzydziestominutową przejażdżkę na ich łodzi pontonowej, wraz z ich uroczymi terierami! Okolica była niezmiernie malownicza, upstrzona wieloma skalistymi wysepkami, świetnie nadającymi się na rozbicie biwaku, jednakże trochę obawiałem się tych dość sporych połaci wodnych, kompletnie nieosłoniętych od wiatru i fal, na których musielibyśmy płynąc na kanu. Bardzo im podziękowaliśmy i po powrocie do domu, spędziłem kilka godzin, wertując mapy, książki i strony internetowe; zaowocowało to naszą następną wycieczką—13 lipca 2014 r. byliśmy znowu w drodze do nowego miejsca, a mianowicie wyspy Franklin Island, położonej na zatoce Georgian Bay, na północ od miasta Parry Sound.

.

Miejsce biwakowe nr 1139 w parku Killbear Provincial Park—było urocze!

.

Po ponad 2 godzinach zatrzymaliśmy się w mieście Parry Sound, gdzie tradycyjnie wstąpiliśmy do sklepów No Frills i Hart. W tym ostatnim kupiłem dwie książki, które zdawały się być ciekawe: „Child 44” (Dziecko nr 44) autorstwa Tom Rob Smith i „Enrique’s Journey” (Podróż Enrique) napisaną przez Sonia Nazario.

.

Mogliśmy oglądać przepiękny zachód słońca z naszego miejsca w parku Killbear.

.

Po przejechaniu 8 km dojechaliśmy do wyjazdu nr 241 i skręciliśmy w drogę nr 559, prowadzącą do wielu przystani na zatoce Georgian Bay, która kończyła się w parku Killbear Provincial Park. Skręciliśmy w drogę Snug Harbour Road i przybyliśmy do Snug Harbour. Nie było tam zbyt wiele ludzi. Gdy stanęliśmy na doku, od razu zorientowaliśmy się, że jest zbyt wietrzenie, aby ryzykować płynięcie na wyspę. Udaliśmy się do ciekawej restauracji (Gilly’s Restaurant and Marina) na kawę; przy jednym ze stołów siedziała liczna grupa kajakarzy, którzy zapewne właśnie zakończyli wyprawę. Postanowiliśmy spędzić noc w pobliskim parku Killbear Provincial Park i ponownie tu przybyć następnego dnia o poranku.

.

Park Killbear, lipiec 2008 roku—celebrujemy „Canada Day”, święto Kanady!

.

W parku Killbear byłem po raz pierwszy w sierpniu 1991 r. i przez tydzień biwakowałem z kolegą na miejscu nr 1030—to właśnie wtedy miał miejsce w ZSRR Pucz Moskiewki/Sierpniowy przeciwko Gorbaczowowi. Siedemnaście lat później, w 2008 r., biwakowałem w tym parku podczas długiego weekendu Canada Day—była to impreza grupy Meet-Up (www.meetup.com), którą współorganizowałem, zarezerwowaliśmy 4 miejsca biwakowe i razem przybyły 24 osoby. Z pewnych względów była to dla mnie bardzo doniosła i niezapomniana impreza!

Park Killbear posiada setki miejsc biwakowych, niektóre są niezmiernie prywatne, położone na brzegach jeziora i muszą być zarezerwowany miesiące naprzód. Ponieważ była niedziela, spodziewaliśmy się, że dużo miejsc będzie wolnych i uda się nam otrzymać jedno z lepszych miejsc.

.

Na naszym miejscu biwakowym w parku Killbear.

.

Jeżdżąc po parku i szukając miejsca, byliśmy zaszokowani, że wycięto setki drzew! Dewastacja była ogromna, wyglądało, jakby przez park przeszła trąba powietrzna i huragan! Powód był wszelako o wiele bardziej prozaiczny, a mianowicie choroba kory brzozowej, która osłabia brzozy i powoduje, że ich gałęzie mogą się złamać albo też całe drzewa nagle runąć. Ponieważ w parku nieraz biwakuje nawet 5000 turystów i wiele z miejsc kempingowych znajduje się blisko brzóz, istniało zagrożenie, iż drzewa lub ich gałęzie mogą znienacka spadać na miejsca biwakowe, drogi i szlaki turystyczne—i park w tym przypadku mógłby być odpowiedzialny na powstałe szkody. Tak więc na jesieni 2012 r. zarząd parku zaczął wycinać tysiące drzew brzozowych i obecnie w niektórych miejscach więcej jest pniaków, niż drzew, jak też wiele poprzednio prywatnych miejsc biwakowych jest obecnie kompletnie odsłoniętych.

.

Jeszcze jedna okazja delektować się czerwonym winem!

.

Po 30 minutach zdecydowaliśmy się zatrzymać na miejscu nr 1039, które jakimś cudem było wolne. Szybko udaliśmy się do biura parku w celu otrzymania pozwolenia—w tym momencie strzelono ostatniego gola Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej i Niemcy pokonali Argentynę 1-0, wygrywając po raz czwarty Puchar Świata. Miejsce mieściło się nad wodą i rozciągał się z niego wspaniały widok na zatokę Georgian Bay i kilka wysepek. Było ono dość odkryte i z powodu urwistego wiatru, trochę zajęło mi czasu rozłożenie namiotu, ale za niedługo wszystko pomyślnie zakończyłem i udaliśmy się na znajdujące się paręnaście metrów od nas skały, gdzie usiedliśmy i popijając czerwone wino, delektowaliśmy się spektakularnym zachodem słońca, jak też obserwowaliśmy bardzo zdeterminowanego windsurfera, który, pomimo licznych wywrotek, wdrapywał się z powrotem na deskę i kontynuował surfowanie.

.

Latarnia morska Snug Harbour Lighthouse, koło której przepłynęliśmy w drodze do wyspy Franklin Island.

.

Po kilku minutach zaczęli przybywać inni biwakowicze i siadali koło nas na skałach, aby podziwiać zachód słońca—oczywiście, mieliśmy najlepsze ‘miejsca’! Z daleka widzieliśmy przylądek Harold’s Point, będący też niezmiernie popularnym miejscem podziwiania zachodów słońca. Gdy słonce zanurzyło się w bezkresnych wodach zatoki Georgian Bay, rozpaliłem ognisko i mieliśmy smaczne żeberka. Jako że zamierzaliśmy wstać bardzo wcześnie, szybko udaliśmy się do namiotu i powoli zasnęliśmy, utulani do snu szumem wiejącego wiatru.

.

Na biwaku na wyspie Franklin Island. Trochę padało, dlatego przewróciliśmy kanu, aby nie dostała się do niego woda.

.

W poniedziałek, 14 lipca 2014 r. wstaliśmy przed szóstą rano. Gdy się pakowaliśmy, oswojony dzięcioł nieustępliwie opukiwał pobliskie drzewo, kompletnie nie przejmując się naszą obecnością. Również zauważyliśmy kilka saren stojących przy drodze. Na doku w Snug Harbour prędko zwodowaliśmy kanu, rozpakowaliśmy samochód i zaparkowaliśmy go na pobliskim bezpłatnym parkingu (niestety, w następnym roku bezpłatny parking został zlikwidowany).

.

Gotowi do wypłynięcia-w oddali latarnia morska Snug Harbour Lighthouse. Parę lat później to zdjęcie ukazało się na pierwszej stronie gazety wydawanej w Parry Sound.

.

Wyspa została nazwana na cześć słynnego brytyjskiego żeglarza i badacza Arktyki, Sir John Franklin (1786-1847), który przepływał zatoką Georgian Bay w 1825 r. podczas drugiej wyprawy do Arktyki. W 1845 roku Franklin wyruszył w ostatnią ekspedycję w poszukiwaniu Przejścia Północno-Zachodniego na północy Kanady. Załoga porzuciła dwa statki uwięzione w lodach i w rezultacie sam eksplorator i 128 osobowa załoga powoli zginęli z głodu, hipotermii, gruźlicy, zatrucia się ołowiem i szkorbutu. W 2015 r. naukowcy kanadyjscy i brytyjscy, po zbadaniu pozostałości 36 popękanych kości znalezionych na wyspie King William Island doszli do wniosku, że przekazywane słownie przez Eskimosów opowieści o mającym miejsce kanibalizmie wśród członków załogi ostatniej ekspedycji Franklina były prawdziwe

.

Przed dopłynięciem do latarni morskiej Snug Harbour, skierowaliśmy się na północ i płynęliśmy wzdłuż brzegów wyspy Snug Island, przez malowniczy kanał.

.

Wyspa Franklin Island ma kształt jajowaty, o wymiarach 5.5 km na 3 km i po stronie wschodniej oddzielona jest od lądu kanałem Shebeshekong Channel, którego szerokość wynosi od niecałych 100 metrów do ponad 2 kilometrów, toteż dopłynięcie na wyspę nie jest trudne i nie zajmuje zbyt wiele czasu.

.

Bardzo popularny wąż wodny, Northern Watersnake (Nerodia sipedon ssp. sipedon) Oczywiście, nie jest on jadowity (jedynym jadowitym wężem w Ontario jest grzechotnik, Eastern Massassauga Rattlesnake), ale posiada dość ostre zęby i jego ugryzienie może spowodować infekcję, jak też jego ślina zapobiega krzepliwości krwi do 9 godzin po ugryzieniu. Węże można głównie napotkać w wodzie lub na brzegach jezior, ale czasem znajdowaliśmy je na miejscu biwakowym, około 20 metrów od wody. Polują one na ryby, żaby i często, gdy myję w jeziorze ręce, naczynia lub pływam, pojawiają się węże wodne, aby zobaczyć, co się dzieje—zorientowawszy się, że to nic jadalnego, szybko odpływają. Gdy biwakowaliśmy przed laty na wyspie, na niedalekich skałach, gdzie zazwyczaj siedzieliśmy i spożywaliśmy posiłki lub się opalaliśmy, tych węży było dziesiątki—może uda mi się o tamtej wycieczce zamieścić opis.

.

Piżmoszczur nieopodal naszego biwaku.

.

Wyspa jest skalista, jej brzegi upstrzone skałami i zatoczkami, a w środku posiada kilka jezior. Najpiękniejsza część wyspy wychodzi na zachód, tzn. na bezkresne wody zatoki Georgian Bay i Mink Islands (Wyspy Norek)—i właśnie tam zamierzaliśmy biwakować! Poza tym, wyspa stanowi własność korony i nie ma żadnych opłat za pobyt na niej.

.

Na otwartych i bezkresnych wodach zatoki Georgian Bay.

.

Zamiast wiosłować prosto w kierunku wyspy, wybrałem trochę dłuższą, aczkolwiek bardziej malowniczą trasę—przed dopłynięciem do latarni morskiej Snug Harbour (Zaciszna Przystań), skierowaliśmy się na północ i płynęliśmy wzdłuż brzegów wyspy Snug Island, przez malowniczy kanał, i dopiero po wypłynięciu z kanału skręciliśmy w lewo, w kierunku wyspy Franklin Island. Tu i tam widzieliśmy skaliste wysepki, na niektórych stały prywatne domki letniskowe. Przepłynąwszy 3 km, dotarliśmy do południowych brzegów wyspy, usianych ciekawymi formacjami skalnymi i zatoczkami.

.

Trudno jest nawet wyobrazić sobie, jaka to frajda siedzieć na tych skałach i wpatrywać się w bezkresne wody zatoki Georgian Bay! Tego nie można kupić za żadne pieniądze—a nasz koszt? $0.00! „The best things in life are free (najlepsze rzeczy w życiu są za darmo)!!!”

.

Posuwaliśmy się pomiędzy jej brzegami i kilkoma masywnymi skalnymi wyspami, o złowrogiej nazwie Okrutne Skały (Savage Rocks). Pomimo że prawie nie było wiatru, widzieliśmy—i czuliśmy—jak powoli przelewały się wody zatoki Georgian Bay, tworząc pewnego rodzaju masywne fale, zapewne pozostałości niedawnych silnych wiatrów. Mieliśmy uczucie, że spokojna zatoka ucięła sobie jedynie drzemkę, ale w każdym momencie była gotowa się przebudzić i zademonstrować swoją ukrytą potęgę.

.

Zatoczki i różne formacje skalne są częścią wyspy Franklin Island.

.

Osiągnęliśmy południowo-zachodni przylądek wyspy, Henrietta Point, skręciliśmy w prawo i płynęliśmy w kierunku północnym, wzdłuż jej zachodnich brzegów, manewrując pomiędzy solidnymi skalnymi wysepkami, mniejszymi skałami wystającymi z wody i skałami schowanymi pod powierzchnią wody, często ostrymi i ledwie widocznymi. Czytaliśmy, że wiele wodniaków biwakuje na przylądku Henrietta Point; Catherine poszła na krótką przechadzkę. Znalazła kilka zrobionych miejsc na ogniska i wiele miejsca na rozbicie namiotów, idealne dla grup składających się z kilkunastu lub więcej uczestników—dla nas za duże, toteż popłynęliśmy dalej na północ.

.

Nasze miejsce biwakowe—w tym miejscu „parkowaliśmy” kanu i zrobiliśmy naszą kuchnię.

.

Po niecałych 10 minutach natrafiliśmy na przejście w skałach, prowadzące do malowniczej zatoczki, następnie wpłynęliśmy do następnej zatoczki i dobiliśmy do skalnego brzegu i tam postanowiliśmy rozbić biwak.

.

 

Lokacja satelitarna naszego miejsca biwakowego:

.

45°22'47.6"N 80°20'41.4"W / 45.379884, -80.344824

.

Cóż za przepiękny krajobraz rozciągał się z naszego miejsca biwakowego!

.

Miejsce było istotnie niepowtarzalne: pomiędzy nim a zatoką Georgian Bay było kilka zatoczek, na których mogliśmy bez problemu pływać nawet podczas silnych wiatrów, jak też po wschodniej stronie były następne zatoczki, oddzielone od pozostałych bardzo wąską skałą (czasem przenosiliśmy przez nią kanu) — na tamte zatoczki można było też wpłynąć kanałem z zatoki Georgian Bay i zatrzymywało się w nich sporo łodzi motorowych z kabinami oraz żaglówek. Siedząc przy ognisku, mieliśmy przepiękny widok na skalne zatoczki oraz bezkresne wody zatoki Georgian Bay. Prawie-że na przeciwko (5,5 km od nas) wyrastała masywna latarnia morska na skale Red Rock (posiadała na dachu lądowisko dla helikopterów); wieczorem, co 10 sekund wysyłała jednosekundowe sygnały świetlne. A na marginesie… swego czasu zastanawiałem się, czy nazwa „latarnia morska” może być używana w odniesieniu do latarni umieszczonych na jeziorach. Na szczęście „Wikipedia” udzieliła mi właściwej odpowiedzi: „Wbrew polskiej nazwie może występować również na brzegu odpowiednio dużego zbiornika śródlądowego (jeziora), na którym prowadzona jest żegluga.”

.

Z naszego miejsca widzieliśmy latarnię morską Red Rock Lighthouse-na szczycie znajdowało się lądowisko dla helikopterów.

.

Bardziej na północ rozciągały się na prawie 10 km połacie wysp Mink Islands, do których często przypływają kajakarze—są one niezmiernie malownicze, na niektórych znajdują się prywatne domki letniskowe i nieraz trudno jest znaleźć dobre miejsce biwakowe. 

.

Wędrując z plecakiem w Polsce w latach siedemdziesiątych XX wieku w Beskidach i Pieninach natknęliśmy się na spore formacje skalne, przypominające ogromne księgi. W przewodniku wyczytaliśmy, że w tych kamiennych księgach zawarte są przyszłe losy całego świata, ale tylko wybrańcy są w stanie je odczytać. Spoglądając na te formacje skalne znajdujące się kilkadziesiąt metrów od naszego biwaku, przypomniała mi się tamta historia z Polski: one również wyglądały niczym otwarta książka. Może i w niej można byłoby wyczytać przyszłe wydarzenia?

.

Rozważaliśmy popłynięcie do wysp Mink Islands z naszego miejsca, ale obawialiśmy się pogody—pomiędzy nimi a naszą wyspą nie ma żadnych wysepek i przez 5-6 kilometrów płynęlibyśmy na kompletnie otwartych wodach zatoki Georgian Bay—w razie zmiany pogody i nawet stosunkowo lekkiego wiatru, moglibyśmy się znaleźć w dużych tarapatach albo też nie być w stanie dopłynąć z powrotem do naszego biwaku.

.

Przepiękne formacje skalne na wyspie Franklin Island, nieopodal naszego miejsca biwakowego

.

Skalne formacje były fantastyczne i zrobiłem wiele zdjęć; do tego było masę krzewów jagodowych i już pojawiały się jagody, które zbieraliśmy. Następnego dnia zobaczyłem w gąszczu prymitywną toaletę, była umieszczona w podmokłej niecce i nie można było jej używać.

.

Przepiękny widok z naszego miejsca! Te liczne zatoczki stanowiły świetną barierę od otwartych wód zatoki Georgian Bay i nawet w czasie dużych wiatrów bez problemu mogliśmy na nich pływać.

.

Namiot rozbiliśmy na skale, a zaraz koło niego zawiesiliśmy plandekę, chroniącą nas od deszczu. Jako że czasem padało, czytałem kupione w sklepie Hart książki. Obie były świetne i tak byłem pochłonięty ich czytaniem, że często nie wiedziałem, gdzie się znajduję. „Child 44” po mistrzowsku odtworzyła subtelną atmosferę barbarzyńskiego i idiotycznego systemu Sowieckiego w latach pięćdziesiątych XX wieku, tuż przed i po śmierci Stalina. „Enrique’s Journey” to autentyczna historia 17 letniego chłopaka z Hondurasu, który zaryzykował podróż ze swojego kraju, przez Meksyk, to Stanów Zjednoczonych, aby połączyć się z przebywającą tam (nielegalnie zresztą) matką. Niestety, ale za mądry to ten człowiek nie był… Obie książki otrzymały wiele nagród i w pełni zasługiwały na wszystkie entuzjastyczne recenzje. Nota bene, oglądałem też filmy zrobiony na podstawie książki „Child 44” i niezmiernie się nim rozczarowałem.

.

Nasz namiot i plandeka od deszczu; chociaż trochę prymitywna, to zdała egzamin. Zresztą otaczające nas przepiękne formacje skalne i krajobrazy rekompensują wszelkie niedogodności.

.

Catherine trochę kręciła nosem na parkujące niedaleko łodzie i non-stop szczekające psy, jak też głośne łodzie typu „Zodiak”, na których wodniacy pływali dookoła zatoczek, ale ogólnie rzadko ich widzieliśmy i słyszeliśmy.

.

Grzechotnik albo niejadowity Fox Snake… ale parę lat później „eksperci” orzekli, iż był to jedynie niegroźny Eastern Milksnake (Lampropeltis triangulum).

.

Jednego ranka Catherine wyszła boso z namiotu i gdy ja za nią wychodziłem, zobaczyłem małego węża, prawie-że na niego nadepnęła! Sądziłem, że był to malutki grzechotnik (Eastern Massasauga Rattlesnake), ale gdy już w domu przejrzałem na Internecie fotografie i więcej o nim poczytałem, nie byłem tego pewny, to mógł być mały, nie-jadowity Eastern Fox Snake. Co ciekawe, małe grzechotniki są o wiele groźniejsze, niż dorosłe, ponieważ nie potrafią kontrolować ilości wstrzykiwanego jadu. Wąż był niezmiernie mały i jeżeli był to w rzeczywistości grzechotnik, to nie wykształcił jeszcze grzechotki. Pomimo, że bez ustanku potrząsał ogonem (węże Fox Snakes robią to samo), nie wydawał żadnego dźwięku.

.

Niepowtarzalne widoki z naszego miejsca biwakowego!

.

Ostrożnie włożyłem go do papierowego kubka na kawę—wtedy mogliśmy słyszeć grzechotanie, gdy ogon uderzał o ścianki kubka—i wypuściliśmy go z dala od namiotu. Również natknąłem się na o wiele większego węża koło ogniska, ale był to powszechny i niejadowity Garter Snake (coś w rodzaju polskiego zaskrońca)—a gdy płynęliśmy na kanu, spostrzegłem wygrzewającego się na skale węża wodnego, jak też kilka rodzin gęsi i kaczek, z niezdarnymi małymi gąskami i kaczuszkami.

.

Nasz namiot i za nim plandeka od deszczu.

.

Chociaż niedźwiedzie z łatwością potrafią przypłynąć na wyspę, nie spotkaliśmy ani ich, ani ich śladów. W nocy zainstalowałem specjalną kamerę wideo koło naszej podręcznej ‘lodówki’, jedynie pojawiła się na filmie mała myszka. Gdy siedzieliśmy wieczorem przy ognisku, usłyszałem jakieś szelesty i zaświeciłem latarką w to miejsce—jedynie zobaczyłem parę świecących się oczu, które szybko zniknęły w lesie.

.

Rodzina kanadyjskich gęsi.

.

Od czasu do czasu przyglądaliśmy się samotnemu piżmoszczurowi pływającemu w zatoczce, gdzieś niedaleko musiało się znajdować jego mieszkanko. Jednego dnia zobaczyliśmy coś nadzwyczajnego—autentycznego orła (bielik amerykański), leciał dość nisko nad naszym kanu! Nie przypuszczam, abym kiedykolwiek poprzednio widział na wolności tego imponującego ptaka.

.

Na naszym miejscu biwakowym: przepiękne krajobrazy!

.

Bardzo chcieliśmy opłynąć na kanu wyspę! Kilka razy dziennie słuchałem prognozy pogody dla wodniaków (generalnie się sprawdzała, z jednym wyjątkiem). Niestety, generalnie było wietrznie i praktycznie mogliśmy tylko płynąć w zatoczkach; gdy raz wypłynęliśmy zaledwie kilkanaście metrów na wody zatoki Georgian Bay, zaczęło tak podrzucać kanu, że momentalnie zawróciliśmy i byliśmy szczęśliwi, iż nic się nam nie stało.

.

Catherine i jej nowe hobby—zbieranie kamieni…

.

Wreszcie pogoda się ustabilizowała, przestało wiać i wybraliśmy się na całodzienną przejażdżkę na kanu dookoła wyspy. Miałem ze sobą GPS, bo inaczej zgubilibyśmy się w licznych zatoczkach i pośród wysp. 

.

Wszędzie skały!

.

Widzieliśmy sporadyczne domki letniskowe, nawet porozmawialiśmy z ich mieszkańcami na wyspie Dick Island—a następnie przepłynęliśmy przez mały ‘kanał’ pomiędzy skałami i dopłynęliśmy do przystani Dillon’s Cove Marina and Resort, gdzie wstąpiliśmy na lody i frytki.

.

Dillon’s Cove Marina and Resort.

.

Z restauracji rozciągał się przepiękny widok! Po godzinie opuściliśmy to miejsce i kontynuowaliśmy naszą wycieczkę, płynąc na południe cieśniną pomiędzy wyspą Franklin Island i wyspą Narrow Island; mijaliśmy sporo łodzi motorowych, a na ‘stałym lądzie’ było sporo domków—byliśmy zadowoleni, że biwakowaliśmy na drugiej stronie wyspy, widok był kompletnie inny! W sumie przepłynęliśmy 18 km i niezmiernie się cieszyliśmy, że udało się nam ‘zaliczyć’ tą wycieczkę.

.

Widok na nasze miejsce biwakowe ze strony zachodniej.

.

W piątek, 19 lipca 2014 r. spakowaliśmy się i pożegnaliśmy wyspę i nasze wspaniałe miejsce biwakowe. Pogoda była idealna i powoli dopłynęliśmy do malowniczej latarni morskiej Snug Harbour i do doku. Na szczęście nie było dużo ludzi i nie musieliśmy się śpieszyć z ładowaniem samochodu.

.

Samolociki dla turystów w mieście Parry Sound. Kiedyś sobie zafundowałem taki lot nad zatoką Georgian Bay-niepowtarzalny!

.

W drodze do Toronto zatrzymaliśmy się w Parry Sound koło mostu kolejowego, gdzie spożyliśmy lunch. Był to przepiękny wieczór; pojechaliśmy do niedaleko znajdującego się Centrum Artystycznego im. Charles W. Stockey, w którym mieściła się sala koncertowa na 480 miejsc oraz Galeria Sławy poświęcona legendarnemu hokeiście Bobby Orr. Akurat miał miejsce koncert, ale mogliśmy przejść się po lobby i wstąpić do sklepiku.

.

Na przystani w Parry Sound zakotwiczony jest statek turystyczny „The Island Queen”, który obwozi turystów po Krainie 30 tysięcy Jezior.

.

Budynek sali koncertowej był położony na brzegach zatoki Georgian Bay i wraz z innymi ludźmi przez jakiś czas oglądaliśmy cudowny zachód słońca. Ociągając się, wyruszyliśmy w powrotną drogę do Toronto, obiecując solennie tutaj za rok powrócić!

.

Tradycyjnie wycieczkę kończymy w mieście Parry Sound, po zwyczajowym skonsumowaniu lunchu pod mostem kolejowym. Catherine pozuje do ostatniego zdjęcia na tle samochodu „Dodge Grand Caravan” i naszego kanu „Mona 300”.

.

Dla ciekawości: Samochód kupiła w 2012 roku za $17.995 (dolarów kanadyjskich) + 13% podatku (wytargowałem się dość dużo, bo początkowo sprzedawca chciał ponad $20.000), a sprzedała go w końcu 2019 roku, ponad 7 lat później, za $6.000 (tym razem dolarów amerykańskich, ok. $8.000 dolarów kanadyjskich)—doskonała cena! Generalnie Dodge Grand Caravan nie miał dobrej reputacji, ale jego cena niwelowała wszelkie jego ujemne cechy—podobne samochody (Toyota Sienna lub Honda Odyssey) kosztowałyby 2 razy drożej. Zresztą tym samochodem przejechaliśmy bez żadnych problemów dziesiątki tysięcy kilometrów, m. in. podróżując z Ontario do Minnesoty do Pacyfiku i z powrotem, a jego pojemność nie mogła chyba konkurować z żadnym innym samochodem.

.

.

To urocze wideo, zrobione z drona (NIE przeze mnie) świetnie pokazuje wyspę Franklin Island. Nasze miejsce biwakowe pojawia się pomiędzy 3:01 i 3:44, od prawej strony do środka.

Asia-A
Obrazek użytkownika Asia-A
Offline
Ostatnio: 9 godzin 56 minut temu
Rejestracja: 01 wrz 2015

Ale niesamowite miejsca pokazujesz. Dla zwyklych turystów takie widoczki sa niedostepne.

Bye Zobacz mnie na Facebooku Relaks na drutach! Yes 3

papuas
Obrazek użytkownika papuas
Offline
Ostatnio: 6 godzin 19 minut temu
Rejestracja: 22 maj 2021

Fajny, ale może i niebezpieczny ten wężyk. Piszesz "... Co ciekawe, małe grzechotniki są o wiele groźniejsze, niż dorosłe, ponieważ nie potrafią kontrolować ilości wstrzykiwanego jadu" - polemizowałbym z tym stwierdzeniem, bo na czym polega ta kontrola?? Węże kąsają w dwóch przypadkach - zdobycie pożywienia i obrona (gdy czują się zagrożone). Herpetologiem nie jestem, ale wąź z pewnością nie ocenia wielkości i masy napastnika, a jeszcze musiałby przeliczyć ilość wstrzykniętego jadu na tą masę. Nie - po prostu broniąc się kąsa.    No to oprócz niedźwiedzi-łasuchów mamy następne zagrożenie.  Biggrin   Wydaje mi się jednak, że największym zgrożeniem może być nagła zmiana warunków pogodowych zwłaszcza gdy znajdujemy się na wodzie, a od najbliższej ziemi dzieli nas spora odległość.

papuas

Piea
Obrazek użytkownika Piea
Offline
Ostatnio: 3 tygodnie 1 dzień temu
Rejestracja: 19 wrz 2017

no cudne te okoliczności przyrody! Good 

a ta fotka znakomita! Air kiss

no ale Papuas zaskoczyłeś mnie totalnie! wiedziałam, że z ciebie niezły ornitolog i botanik, ale że i ofiolog i znawca wężowych nawyków - to Cię nie podejrzewałam...  fju fju... ciekawe co tam jeszcze skrywasz za talenty?  Good

Piea

Jacek_1000
Obrazek użytkownika Jacek_1000
Offline
Ostatnio: 4 dni 1 godzina temu
Rejestracja: 24 paź 2022

Asia-A: Do wielu parków można dojechać samochodem i wszystko bez problemu obejrzeć. Albo nawet przejechać się statkiem.

.

Papuas: Co do węży, również czytałem, że to jest mit, iż małe węże są groźniejsze od tych większych. Ale to, co napisałem, jest nadal akceptowane przez niektórych naukowców. Mogę się tylko opierać na tym, co czytam-a nie zamierzam sprawdzić tych rzeczy na sobie lub moich znajomych.... Podobnie jak pisałem o niedźwiedziach: fakty, które są przyjęte i publikowane w Ontario są, według innych źródeł, mitami. Tak czy owak, staram się na węże uważać-chociaż grzechotniki są rzadkie i ogólnie ich jad nie jest tak zabójczy jak jad grzechotników żyjących w USA, to absolutnie nie chciałbym go doświadczyć.

.

Piea: Papuas ma z pewnością o wiele więcej doświadczenia na polu jadowitych węży, Australia z nich słynie, czytałem swego czasu o tajpanach i o pierwszym człowieku, co go złapał i dostarczył do szpitala, aby można było wyprodukować surowicę-zapłacił za to swoim życiem. W Ontario średnio 2 osoby rocznie są ukąszone przez grzechotnika—czasem nikt, czasem nawet 9 osób. I od ponad 50 lat nikt z tego powodu nie zmarł.

achernar51swiat
Obrazek użytkownika achernar51swiat
Offline
Ostatnio: 3 godziny 44 minuty temu
Rejestracja: 01 cze 2020

Piękne miejsca. Może w przyszłym roku uda nam się odwiedzić rejon Wielkich Jezior w USA, w sumie - nie tak odległy od terenów, które pokazujesz... Pozdrawiam. Biggrin

Wyszukaj w trip4cheap