Fotorelacja Jamajka 10.2010 ( Riu Club Negril )

41 posts / 0 nowych
Ostatni wpis
Strony
bepi
Obrazek użytkownika bepi
Offline
Ostatnio: 3 dni 14 godzin temu
Rejestracja: 04 wrz 2013

budynki bardzo podobne do naszych ,tylko w odcieniu różowym , i na tarasie zamiast plastikowych krzeseł i stoliczków są wygodniejsze leżaczki z materacem , ten hotel nie przypomina wogóle jakiegoś sztywnego ogromnego pałaca? jak te w Meksyku czy na Dominikanie, wygląda bardziej luzacko ..basen wielkością i kształtem w sumie jest bardzo podobny do naszego , tylko jest bardziej elegancki bo jest kilka rzeźb w basenie , teren hotelu bardzo podobny do naszego riu Negril , jest więcej zieleni i palm między budynkami mieszkalnymi ,my kierujemy się w kierunku lobby. Odpalamy laptopa i wifi faktycznie działa ! Spędzamy trochę czasu w necie , słonka jakoś nie widać więc tym bardziej siedzimy w lobby, lobby mniejsze od naszego ale bardziej eleganckie , stylowe, jest tam fajny bar Cubano, kelnerki same podchodzą do naszego stolika i pytają się co chcemy się napić.. u nas w lobby barze trzeba samemu iść do baru zamawiać driny, nikt nie podchodzi, nie pyta i nie przynosi do stolika -)hehe.. obserwuję co tam mają w barze z konkretów..i widzę zdecydowanie więcej markowych alkoholi, rum bacardi i hawana u nas tylko jamajski apletton hehe.. w pałacu.. jest też kilka markowych whiskaczy. Mówimy kelnerce że jeśli to nie problem to chcemy 2 razy mohito , ale jesteśmy z części riu Negril i czy my również możemy zamawiać drinki tutaj, stwierdziła że nie, może nam podać ale napoje bezalkoholowe..hehe.. a mój Mis mówi że z takich? napoi to poproszę piwo?. buhehe ?roześmiała się ta kelnerka na maxa z mojego Misia.. po czym przyniosła nam jednak mohito. Wracamy do naszego hotelu, tym razem nie plażą ale idziemy główną drogą, na chodniku co chwilę mijamy jakiegoś przejechanego kraba, mijają nas samochody ciągle ktoś trąbi( jak w Egipcie), podjeżdża, pyta czy gdzieś podwieźć , oczywiście podjeżdżają również do nas jamajczycy z zapytaniem czy chcemy zakupić zielsko?jeden nawet taki zabawny podjechał na motorku , i całą drogę nas odprowadzał aż pod lobby naszego hotelu, najpierw ściemka..wypytywał skąd jesteśmy, itp., a po chwili znowu wyciąga worek z zielskiem.. to jest niesamowite !!! marycha dostępna na każdym kroku, w hotelu, poza hotelem, na plaży, wszędzie !!! Po powrocie do pokoju zaczyna znowu padać, więc aby ukoić nerwy zapodajemy sobie drinusie i siedzimy na balkonie, w taką pogodę te karafki i barki z alkoholem w pokoju naprawdę są przydatne.

Późnym popołudniem idziemy na obiad do restauracji przy plaży Shadow,

jest ona czynna do godziny 16.00 bardzo tam ładnie , stolików i miejsc jest mnóstwo, na górze restauracji są miejsca jeszcze fajniejsze, można jeść obiad i rozkoszować się widokiem całej zatoki Bloody Bay, jeśli chodzi o wybór jedzenia w tej restauracji to z reguły :zupa, filety z ryby, kotlety ze schabu, z kurczaka, kurczak w ostrym sosie, lazania, makarony z sosami, pizza ( niedobra ), hamburgery, hod-dog, czasem krewetki, tortile z sosem serowym, zapiekane tortile z kurczakiem i serem ,tosty , frytki, jakies purre, jamajska kapusta zasmażana z szpinakiem i boczkiem, ryż, opiekane warzywa, zawsze są dostępne 4 rodzaje sałatek, zimna płyta, warzywa surowe, 4-5 smaków lodów, mnóstwo ciast , tortów, ciasteczek, deserów, no i owoce banany, mandarynki, arbuzy, melony, marakuja itp. Natomiast po godzinie 16.00 otwierają restaurację Luigi, tam też można coś przekąsić nim zacznie się kolacja czyli bufet główny.

bepi
Obrazek użytkownika bepi
Offline
Ostatnio: 3 dni 14 godzin temu
Rejestracja: 04 wrz 2013

Cały dzień spędzamy włócząc się po hotelu, skoro słońca i tak nie ma to leżenie na plaży i kąpiele w zamulonym.. morzu jak na razie nie mają sensu?Robert idzie do Spa skorzystać z sauny , ( jest za free w ramach all) ja buszuje.. po straganach w hotelu, co drugi dzień przyjeżdżają sprzedawcy i rozciągają swoje bibeloty i kramiki wokoło lobby. Sprzedają sporo biżuterii, pierścionki, bransoletki, łańcuszki, zawieszki itp. torby, plecaki z motywami oczywiście Boba, są też zabawne czapeczki , berety w barwach Jamajki z dredami , sporo masek, rzeźb z drewna. Na razie nic nie kupuje, bo nie mam jeszcze rozeznania i porównania w cenach , choć upatrzyłam już sobie kilka rzeczy..hehe.. ale z reguły ceny w hotelach są 100% wyższe , więc zakupy zostawiamy jak będziemy w centrum Negril

bepi
Obrazek użytkownika bepi
Offline
Ostatnio: 3 dni 14 godzin temu
Rejestracja: 04 wrz 2013

Trzeciego dnia pobytu na Jamajce pobudka jak zwykle o godz. 5 .00 , karaibskie żaby ..dają czadu od samego rana, jak zwykle ponad godzinę spędzam na balkonie wsłuchując się w szum fal i brzęczenie żab , siedzę i modlę się aby wreszcie wyszło słoneczko z rana, tak jak to zawsze bywało na urlopie czyli zero stresu o pogodę, przecież promienie słońca budziły mnie zawsze na wakacjach , a tu jakoś inaczej.. ale tego dnia modły zostały wysłuchane , hehe.. jest! jest! nareszcie !!! powoli wyłania się około 6.30 jupii !!! idziemy na śniadanie już o godz.7.00 tym razem w promykach słońca , podczas całego pobytu wstawałam codziennie o godzinie 5 , a na śniadaniu byliśmy jedni z pierwszych ..jak jacyś emeryci.. kurde..jakoś nie mogliśmy się tym razem przestawić czasowo..

Kilka widoczkow z RIU Negril , w drodze do restauracji

wieczorem o 22.00 już nas spanie brało, a rano łazikowanie po terenie hotelu. Tym razem jest tak pięknie że śniadanie jemy na tarasie na dworze, z widokiem na plaże i morze. Miś jak zwykle objada się rybkami z kociołka kuchni jamajskiej, przy śniadaniu towarzyszą nam takie pięknie białe ptaki, siadają na krzesłach obok i tylko czekają aż ktoś na chwilę odejdzie od stolika aby porwać resztki ryby z talerza hehe..


O 7.30 już jesteśmy na plaży, jest pusto !!! miejsc i leżaków do koloru i wyboru ja muszę wykorzystać ten słoneczny dzień maksymalnie ! zabieramy ze sobą piwka z pokoju , bo bary przy plaży i basenie otwierają dopiero o godzinie 10.00.
Spacerujemy wzdłuż całej zatoki Bloody Bay, dzisiaj już morze spokojniejsze, woda robi się coraz bardziej klarowna, przezroczysta, widać setki rybek które pływają nawet przy brzegu.
Po drodze mijamy hotel Couples Negril, plaża w tym miejscu tez ładna , jest kilka palemek, morze ma ładniejszy lazur niż u nas .W tej okolicy spotykamy plaże nudystów.. ło matko byłam w szoku , bo nie wiedziałam że ta plaża jest akurat tutaj, gdzieś tam wcześniej w necie czytałam że na Jamajce są takie ..plaże, ale nie sądziłam że tu.. szliśmy z Misiem spacerując brzegiem kiedy nagle z morza wyszła naga syrena.. w pierwszym momencie to myślałam że chyba źle widzę po tych kilku drinkach była calutka naga .. ja to nie wiedziałam gdzie mam patrzeć , bardziej się chyba wstydziłam niż ta kobieta która bez stresu spacerowała brzegiem, obracam się w stronę plaży a tu na leżaczkach leżą sobie starsi panowie z fujarami.. na wierzchu ? ło matko ! idziemy dalej ! choć Miś stwierdził że musimy tu jeszcze przyjść hehe .. świntuch jeden ! Idziemy dalej wchodzimy do hotelu Breezes ex Grand Lido , mijamy basen a tu znowu siedzą sobie dziadki.. na tarasie jak ich Pan Bóg stworzył, w barach i basenach ludzie całkowicie nadzy , widok okropny , tym bardziej że średnia wieku 60 .-) bez urazy dla starszych osób , ale ciała w tym wieku już nie powinno się już całkiem nago eksponować.. sam hotel nawet fajny , ładny tarasik, malownicze skałki na tarasie , w ogrodzie sporo zieleni, ale pokoje i budynki mieszkalne mi się nie podobają , u nas zdecydowanie ładniej , w tym hotelu jest takie ogromne drzewo w ogrodzie ma chyba z 300 lat !!! pień , korzenie i wielkość jest imponująca , nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziałam. Wracamy do naszego hotelu w krzaczorach.. po drodze dzisiaj sprzedawców jest mnóstwo, sprzedają ręczniki z motywami Boba, torby, plecaki, t-shirty, biżuterię, sukienki itp. Idziemy dalej i już z daleka czujemy niesamowite zapachy grillowanych kurczaków, na plaży w naszym hotelu jest taka drewniana budka Jerk Chicken codziennie w południe jest rozpalany grill i są grillowane kurczaczki ale są naprawdę rewelacyjne, tak pysznych chrupiących , i przede wszystkim doprawionych kurczaków jeszcze nigdy w życiu nie jadłam , jak raz je spróbowaliśmy tego dnia to już do końca pobytu byliśmy stałymi bywalcami jerk chickena, do którego dodawali rozmaite ostre sosy! po prostu palce lizać ! rewelacja!
W tym dniu poznajemy na plaży sympatyczną parę polaków którzy również przylecieli tym samym lotem ale którzy mieszkają w Norynbergi. Popołudniu znowu zaczęło padać ale już krótko około pół godziny , ale znowu piasek i plaża zrobiła się taka ciemna i ubita .. Wieczór spędzamy jak zwykle na drinkowaniu już w większym gronie bo z nowo poznanymi na plaży znajomymi Kasią i Miro.
Najbardziej na Jamajce mi smakuje mohito i capirinia , te dwa drinki robią wyśmienite ! wszędzie gdzie byliśmy wcześniej to mohito i capirinia dla mnie były trochę za kwaśne , capirinia to już w ogóle czasem aż usta cierpły tyle było limonki, a tutaj są takie w sam raz dla mnie idealne .. słodko-kwaśne, kosztuję tez wszystkie drinki z menu ale jednak mohito the best !, fajnie też smakuje pina colada ale z podwójnym ciemnym rumem , bo tradycyjna jest dla mnie jednak za słodka . Wybór drinków podobny jak na Dominikanie czy w Meksyku. Wieczorem są czynne 3 bary, jeden w lobby, tam jest taki sympatyczny barman które często głośno śpiewa sobie w barze, drugi bar jest przy basenie, oraz trzeci przy samej arenie. Barmani są bardzo sympatyczni i mają znakomitą pamięć kiedy drugiego dnia daliśmy napiwek kilku barmanom aby nam robili drinki tylko z podwójnym alkoholem nie tam jakieś siki.. Weroniki ?to do końca pobytu takie nam serwowali ! nawet jak wróciliśmy z wyczieczki fakultatywnej z jęzorami do kolan? do od razu nas w lobby rozpoznawali i mówili; Roberto double ron.. hehe..
O godzinie 23.00 rozpoczynała się dyskoteka Pacha jest zaraz obok areny, więc lokalizacja super bo z daleka od budynków mieszkalnych więc nie słychać w nocy żadnych hałasów. W dyskotece nie byliśmy ani razu , jakoś nie mogliśmy się przestawić czasowo i z reguły po wieczornym show grzecznie chodziliśmy spać-) o 23.00. Jeśli chodzi o wieczorne show i występy to rewelacja ! bardzo nam się podobało , wieczorem jest muza na żywo , co trzeci dzień śpiewa klimaty regae niesamowity gość z dredami, śpiewa rewelacyjnie i z pasją ! W tym czasie wiele osób w tym i my często tańczyliśmy zwłaszcza jak słyszeliśmy muze Boba i nie tylko. Grupa animatorów w hotelu Riu Negril jest tak wysportowana i sympatyczna po prostu szczęka opada, czegoś takiego jeszcze nie widziałam ! Idelanie do nich pasuje stwierdzenie "wyginam ciało śmiało..hehe" to są chyba ludzie z gumy..

bepi
Obrazek użytkownika bepi
Offline
Ostatnio: 3 dni 14 godzin temu
Rejestracja: 04 wrz 2013

bepi
Obrazek użytkownika bepi
Offline
Ostatnio: 3 dni 14 godzin temu
Rejestracja: 04 wrz 2013

Kolejny 4 dzień wakacji spędzamy tak jak lubię Pleasantry

czyli cały dzień opalanie, drinkowanie, jedzenie i taplanie się w morzu, pogoda super ! temp w dzień ok. 31 st, w nocy temp w sam raz , czyli ok. 24 st . z naszych wszystkich wakacji karaibskich to jednak Jamajka to najchłodniejsze? miejsce, jakoś mniej odczuwamy wilgotność powietrza , w ogóle się nie pocimy, a o tej porze w Mex. w ubiegłym roku mieliśmy temp . 38 st a w nocy 27st . hehe..


Idziemy tego dnia na kolację do restauracji ala carte tj. Sir Andrew, jest calkiem OK. ! ale bez jakiś fajewerków .. jak to z regóły bywa w tych restauracjach tematycznych..hehe ..zamawiamy zupy-kremy z kraba, troche mam obawy bo nie jem owoców morza , ale jest OK. !nie czuje w smaku żadnych wodnych stworków-) więc zjadliwe.
Na przystawkę wybieram jakies danie w ciemno ..a przynoszą mi jakieś muszle a w środku jakiś stworek.. zapieczony z szpinakiem i serem , smakuje to super ! ale do teraz nie wiem co to było .. Roberto bierze jakąś sałatkę z łososiem, na drugie danie bierze steka z wołowiny , a ja filet z kurczaka z nadzieniem z szpinaku w sosie carry, bardzo smaczne, stek Roberta troche gumowaty..na deser biorę naleśniki zapiekane z lodami polane gorącym sosem cytrynowym, pyszota!
Wieczorem tego dnia na plaży jest regae party, i tak było 3 razy w tygodniu. Czasami jakieś śmieszne konkursy , tańce, zabawy . Kiedy Ufoludor z forum z Anetką przylecieli na Jamajkę to już pierwszego dnia załapali się właśnie na takie party i Anetka wygrała złocistego rumaka..heh
Wreszcie nadeszła niedziela na którą czekałam, bo tego dnia odbywają się te msze w kościele Gospel a koniecznie chciałam zobaczyć to widowisko..tyle się naoglądałam filmów z scenkami z tego kościoła ze chciałam zobaczyć czy tak tam wesoło jest w rzeczywistości.
Raniutko po śniadaniu idziemy do lobby do ochroniarza podpytać jak daleko jest ten kościół, ale ten jest tak najarany ..że nic nie kuma.. co do niego Roberto mówi , coś tam bełkocze.. pod nosem niezrozumiale, oczy od marychy hehe jak od diabła , wogóle większość jamajczyków ten język angielski ma bardzo dziwny akcent , skracają końcówki , ciężko czasami się z nimi dogadać .
Wystarczy że wyszliśmy przed hotel i zaraz naprzeciwko hotelu jest kilka taxi i takich prywatnych kierowców, jak nas zobaczyli w niedzielny poranek to sami pytali czy chcemy do kościoła pojechać, Pytamy za ile , proponuje 10$ , my mu na to że za drogo , że 5$ nam pasuje , zwłaszcza że jest tak wcześnie i tak o tej godzinie nie ma co robić , na to kierowca mówi 6$ jest ok! więc wsiadamy !nasza pierwsza jazda ! , musimy jechać ok. 8 km , cały czas jedziemy wzdłuż morza, kolorki wody cudowne lazurki , po drodze mijamy mnóstwo hoteli , ale są one już zdecydowanie mniejsze , skromniejsze nie tak rozległe jak sieć RIU , dlatego resorty RIU są poza centrum w zatoce bloody bay , bo gdyby były w centrum to są tak ogromne że zajęły by prawie całą plażę. Kierowca nasz jedzie jak szalony, trąbi, wyprzedza jak szalony, regae w aucie leci na maxa !a ten się w trakcie jazdy rusza w rytm Shaggy, heh niezły jest ! wszystkie szyby pootwierane , przeciąg że szok , ja włosy napierzone jak by mnie prąd kopnął! Zamykam wszystkie szyby ,to zaś po chwili dupsko przylepione do tapicerki skórzanej , i mnie to już jest niedobrze ze stresu bo nie lubię wyprzedzania na trzeciego.. mowię Miskowi że kolejnej takiej jazdy na trzeźwo nie zniosę ! jeździć mogę ale tylko z aplettonem !!!(jamajskim rumem)


Msza zaczyna się o godzinie 9.30 i ten kościółek jest w centrum Negril obok stacji benzynowej. Mnie się coś w głowie pomieszało i w tym kościele już byliśmy o 8.30 heh

lordowski (nieaktywny)
Obrazek użytkownika lordowski

ale z Was fajne dzieciaczki...Crazy

bepi
Obrazek użytkownika bepi
Offline
Ostatnio: 3 dni 14 godzin temu
Rejestracja: 04 wrz 2013

dziecziaczki...ROFL

Wink

To było 3 lata temu, ale teraz czytając ta relację , sama się z siebie śmieję Pleasantry

pewnie połowę wspomnień teraz napisałabym zupełnie inaczej ..no nic kopiuje dalej..może się komuś przyda bo jakos każdy boi... się tego kierunku .. że wróci zawiedziony... a ja kocham to miejsce a z perspektywy czasu , tęsknię coraz bardziej , mam nadzieję że uda mi się tam wrócićBlum 3 a fotki to takie byle jak.. cykane bez pomyślunku..dlatego troche  kiepsko to wygląda..Preved

 Więc mamy jeszcze sporo czasu do rozpoczęcia mszy ale kościółek jest już prawie pełny, więc wchodzimy do środka i pytamy się gdzie i w którym miejscu możemy przebywać podczas mszy , zabawna i sympatyczna murzynka.. w czerwonym kapeluszu wskazuje nam drogę na górę więc idziemy na górę na tzw. chór.. tam widzimy grupę ślicznych dzieciaków które właśnie ćwiczą i recytują modlitwy, coś w rodzaju lekcji nauki religi. Siadamy z boczku i obserwuję te śliczne murzyniątka.., są takie słodkie, zabawne i radosne ,niesamowicie wystrojone , ubrane w przepiękne sukienki , buciki, skarpetki, gumeczki na włosach wszystko idealnie dopasowane i pod kolor , ładnie wyczesane, chłopcy również wystrojeni, każdy ma eleganckie spodnie i koszulę i pełne buty wypastowane że się świecą z daleka, niektórzy chłopcy widzę że mają buty chyba z kilka numerów za duże ..pewnie pożyczone od starszych braci, ale nikt nie jest ubrany w japonki czy klapki , czy w jakieś sportowe adidasy.. każde dziecko jest bardzo zadbane i mega wystrojone. Na dole w ławkach siedzą eleganckie czarne kobiety ,prawie wszystkie mają kapelusze na głowie, z reguły kolorystycznie dobrane do całego ubioru, niesamowite ! Czekamy na rozpoczęcie mszy, coraz więcej pojawia się białych turystów w kościele. O godzinie 9.30 rozpoczyna się msza , na początku dzieciaczki i dorośli na ołtarzu recytują wiersze, potem powoli rozkręca się atmosfera.. na ołtarzu stoi z lewej strony chórek mężczyzn z prawej strony chórek kobiet , zaczyna się chwalenie Boga całym sobą, śpiewem i tańcem, niesamowity klimacik , nikt się nie przejmuje i nie stresuje tylko oddaje się w rytm muzyki która jest niesamowicie fajna, wesoła , rytmiczna, wszyscy stoją , klaszczą i tańczą w rytm muzyki, to nie to co u nas? w kościele że można oszaleć.. z nudów?-) i ciągle tylko się patrzy na zegarek o której godzinie skończy się ta nudna ..msza.-) Dlatego ja jestem katoliczką ale nie praktykującą.. nie chodzę do kościoła w Polsce bo nie mogę wytrzymać tej godziny w niedziele na mszy ..natomiast na Gospel nabożeństwie to co innego , cała ceremonia trwa 4 godziny, ale to nie jest takie nudne , poprzez klimacik który tam panuje , czas się w ogóle nie dłuży ..my jesteśmy tam 2,5 godziny, nie bardzo mi się chce wychodzić stamtąd bo im dłużej trwa nabożeństwo to śpiewają i tańczą coraz fajniejsze i skoczniejsze.. pieśni, człowiek po czasie tak się nakręca w to co się dzieje dookoła że po czasie zauważam że sama zaczynam klaskać w rytm muzyki i śpiewać ..hehe..Niektóre modlitwy miejscowi niesamowicie przeżywają , unoszą ręce w górę i krzyczą na cały głos jakieś słowa , powtarzając je kilkanaście razy jak nakręceni.. właśnie w takim momencie nagle obraca się do nas w ławce czarna siostra..i zaczyna obejmować mojego Misia, potem do mnie podaje rękę i obejmuje z całej siły, kurde.. nie wiem o co chodzi ale tez ją serdecznie ściskam..hehe..
W połowie mszy dostajemy zeszyt aby się do niego wpisać tj. imię i nazwisko i narodowość, wpisujemy się i powoli zbieramy się ku wyjściu, jeszcze wrzucamy czarnej siostrze..przy wyjściu do koszyczka na tzw. ofiarę... $ , wychodzimy już, bo na zewnątrz jest bardzo słonecznie więc trzeba wykorzystać taki słoneczny dzień na plaży w centrum Negril czyli Seven Miles.

Kierujemy się w stronę ronda w centrum Negril, , potem w prawo i mijamy niewielki bazar, i już z daleka razi..nas po oczach lazurem !!!! jak ja to kocham ! te kolory ,jesteśmy wreszcie na plaży! Seven Miles Beach ? to ponad 6 kilometrowy odcinek pięknej białej plaży

Zaczynamy spacer od samego początku tej plaży, tam kąpie się kilku miejscowych , a więc i ja zrzucam z siebie szmaty i wskakuję szybko do morza, tym bardziej że w tym miejscu stały ogromne kolumny na plaży z których słychać regae klimaty. Jupii! jak fajnie! Nareszcie jestem na Jamajce ! marzyłam o tych klimatach tyle lat !Cieszę się i pluskam w morzu jak dziecko ! kolorki morza , takie jak powinny być na Karaibach !! piękny lazur ! piaseczek jaśniutki, palm na samej plaży w tym miejscu nie ma, są jakieś krzaczki , drzewa, woda jest cieplutka, dno przezroczyste, w morzu ani jednego kamyka, jest cudownie! Obok mnie kapie się śliczna murzyneczka .. boziu.. jakie te dzieci są słodkie, jakie oczy , włosy o rany! najchętniej zabrałabym ze sobą do polski takie murzyniątko ..Biggrin

Idziemy dalej plażą , co chwilę mijamy jakiegoś rasta na plaży , temperatura ponad 30 st, a oni dredy czasem do kolan? sztrykowane ciepłe kolorowe berety na głowie, albo takie wełniane czapy z daszkiem , oj gdybym założyła te ichnie czapy w takim klimacie to chyba głowa by mi się odparzyła.. pytają skąd jesteśmy , próbują sprzedać maryche, i inne duperele.. na razie nic nie kupujemy a nadal za nami idą , ta plaża to idealne miejsce, żeby poznać bliżej mieszkańców wyspy. Ludzie są tutaj niezwykle otwarci, są ciekawi świata , zabawni ,wypytują o różne pierdoły, idziemy dalej mijamy po drodze mnóstwo malutkich kolorowych hotelików wzdłuż plaży, ale standard różny? przy plaży w większości hotele małe, skromne, bary i restauracje trochę obskurne, generalnie to raczej w większości hotele dla młodzieży która chyba nie przywiązuje zbyt dużej uwagi to ładnego otoczenia ale raczej do dostępu zielska i bliskości nocnych rozrywek na samej plaży hehe..Specerując plażą w Negril odczuwa się atmosferę luzu, swobody i wszędobylskiej beztroski , na tej plaży jest też mnóstwo fajnych klimatycznych barów , z regae muzyką, takich typowo jamajskich , kolorowych, drewnianych , bary z huśtaweczkami na sznurach na których można się pobujać w rytm regae musik sącząc drineczki i delektując się lazurem morza karaibskiego, pięknie! zwłaszcza że wszędzie w każdym barze są regae klimaty, bardzo nam się podoba ta plaża w centrum, takie kolorki ładne ! i przede wszystkim ta atmosfera.. widziałam już wiele ładniejszych plaż , bardziej egzotycznych ale tutaj największą atrakcją są ludzie rasta i klimaty regae ten luz ,i na każdym kroku NO PROBLEM !!!

jak widzę takie kolorki to niestety dostaje głupawki..

moje ulubione foto z Negril

Na tej plaży można kupić róznego rodzaju pamiątki, ręczniki, koszule t-shirty z postacią Boba Marley-a, pareo, sukienki, spodenki, płyty, wiele drewnianych rzeżb, figur, masek, sporo biżuteri , czapek jamajkich, rum , cygara itp., ja na plaży zakupiłam 2 husty na głowę, targowanie z jamajczykami to czysta przyjemność, to nie tak jak z arabami że potrafią ci wejść na głowę byleby tylko sprzedać towar, i oczywiście stracisz sporo czasu i nerwów nim coś wytargujesz,..mój zakup husty wyglądał następująco ..pytam ile kosztuje 1 szt, na to rasta mówi 5$ , na to ja się śmieje mówię że drogo i proponuję 3$ za szt, a On na to mówi ?no problem ? ! daje mu 5$ bo nie mam drobnych, pyta czy za to chce 2 szt ? a ja na to ?No problem? ! hehe..


Idziemy dalej , po drodze mijamy jakiś okręt zatopiony w morzu, a kolorki morza coraz piękniejsze , od lazuru po granaty, szmaragdy, cudownie ! w południe taki piękny lazur, czasem na plaży mijamy jakieś pojedyńcze.. palmy, czasem jakieś figurki wyrzeźbione w miejscu starych wyciętych drzew na plaży, z tymi palmami ale to nie jest tak jak na Punta Canie że tych palm kokosowych są gaje.. , na tej plaży jest więcej krzewów, drzew , niż palm. Idziemy do samego końca tej plaży , na końcu znajduje się fajny hotel który polecam ale jest drogi , to Swept Away, fajna plaża , sporo palm ! między palmami hamaki, leżaczki zadbane , czyste, bardzo tam ładnie !


Przeszliśmy całą tę plażę, aż do skałek które oddzielają Seven Miles Beach od zatoki Bloody Bay, tam przejścia nie ma, więc musimy wyjść na główną ulicę łapać jakąś okazję, zatrzymuje się taxi na czerwonych tablicach ale ci sobie za dużo liczą bo chcą 10$ za taki kawałeczek drogi, więc olewamy.. nie dajemy zarobić nie będziemy im rozbestwiać jak amerykanie ! idziemy dalej i podjeżdża kolejny samochód jakiś prywatny , zabiera nas do hotelu i zawozi pod same lobby cena ustalona na 3 $ za kurs z okolic od Sandalsa do riu Negril, jedziemy , ale znowu drobnych nie mamy, a na Jamajce trzeba mieć zawsze drobne , bo jak widzą że płacisz grubymi dolcami to niechętnie wydają resztę , dajemy 5$ i czekamy na resztę , nasz kierowca udaje że nie wie o co nam chodzi .... hehe prosimy o reszte ..mówi NO PROBLEM wydaje w szmatach..czyli dolarach jamajskich.. ale i tak nas ciula.. na 1 dolca? heh
Dlatego zaraz po powrocie do lobby rozmieniamy 50 $ na 1 dolarówki , aby następnym razem nie było jakiś nieporozumień ..

bepi
Obrazek użytkownika bepi
Offline
Ostatnio: 3 dni 14 godzin temu
Rejestracja: 04 wrz 2013

Od tego dnia pogoda zrobiła się już przepiękna, codziennie od samego rana słoneczko ! i mniej zachmurzenia !internet wifi w naszym lobby hotelu RIU Negril działa bez zarzutu, codziennie do samego końca pobytu.
Wieczorem idziemy do restauracji ala carte tym razem kuchnia brazylijska . Dostajemy zupe krem z dyni, bardzo smaczna, przekąski i sałatki można sobie wybrać z bufetu w tej restauracji , miś jest zachwycony bo jest sporo łososia wędzonego, sery pleśniowe , krewetki małe i jakieś większe, ja ich i tak nie rozróżniam bo nie jadam..-)jakieś muszle , i inne żyjątka morskie. Ja tam i tak
czekam na danie główne na mięsiwo , nie jem żadnej zieleniny , Najpierw podają nam ryż i warzywa smażone, i takie dziwne słodziutkie ziemniaki a chrupkie jak chipsy, bardzo smaczne , potem 4 sosy , i nareszcie idą ogromneee szaszłyki z grilla ,już mi się mordka śmieje , bo jestem głodna jak wilk po tym powrocie z Negril , kelnerka podchodzi do każdego stolika i nakłada ile kto chce mięsa , najpierw dostajemy baraninę , kolejny przeogromny szaszłyk jest z wołowiny, następny z wieprzowiny, pyszota ! no i na końcu indyk. Tyle tego zjadłam że nie mogę się ruszać , nawet nie mam miejsca na deser ! kuchnia brazylijska dla mnie jest super ! góry mięsa i to takiego grillowanego i chrupkiego!

Późnym wieczorem idziemy do lobby na spotkanie z naszym kierowcą wycieczek fakultatywnych z Owenem, jego namiary znalazłam na tym forum od forumowiczki Mopsik. Wcześniej już z polski mailowałam do niego w celu ustalenia cen za poszczególne fakultety. Było to trochę skomplikowane do ustalenia bo nie wiedziałam ostatecznie do którego Riu trafię na tej szpajrajzie RIU.
Punktualnie podjeżdża pod lobby wrzosowa Honda Owena, wychodzi uśmiechnięty od ucha do ucha, od razu na dzień doberek tradycyjne :Yah Man ?, wita się z nami serdecznie jakbyśmy się znali już latami hehe.. No muszę przyznać że niezły z niego przystojniaczek , hehe .. jest na czym oko zawiesić..-), czysty , zadbany, ubrany znowu w sztrykowany beret z daszkiem z pod którego wychodzą dredy, pokazuje nam samochód, jesteśmy pod wrażeniem, bardzo czyściutko, automatyczna skrzynia biegów, siedzenia jasne zadbane skórzanne, klima. Woww ! Super wypasik jak na Jamajkę hehe .. jak sobie przypomnę z przed lat wycieczkę do Hawany jak jechaliśmy Mercedesem s.. klasy ? ..ale chyba co najmniej 30 letnim.. też z prywatnym kierowcą .. to teraz mamy jednak full wypas !


Ustalamy na wtorek wycieczkę ( w poniedziałki wodospad jest nieczynny) i negocjujemy cenę wycieczki na Black River i wodospad Y. S. Falls , szkoda że nie mamy NA RAZIE..nikogo kto by chciał się z nami zabrać na fakulteta, bo jak jest więcej osób to zawsze weselej i tez taniej, cena jest za kurs a nie ilość osób a do busika mieści się 5 osób + Owen.
Na koniec żegnamy się z Ołenem i przy okazji pytamy czy pamięta Mopsika z forum , która dobrze go wspomina i wiemy od niej że Africa United to jest jego best song hehe..i prezentujemy? krokodyla z Black River hehe.. ale na to on się uśmiał .. He He He.. .
Wieczorem spotykamy naszych znajomych z Norynbergi Kaśkę i Miro, oni byli na spotkaniu u rezydentki TUI i wykupili wycieczkę na kolibry( 90 $ za osobe) Następnego dnia siedzimy na plaży , pogoda przepiękna, opalamy się a tu nagle przychodzi Miro i Kaśka a my w szoku, bo mieli być na fakultecie, ale TUI im odwołał wycieczkę bo nie nazbierali odpowiedniej ilości osób także nie ma przewodnika w języku niemieckim. Proponujemy abyśmy razem pojechali na Black River i Y. S. Falls. Zgadzają się i calutki dzionek spędzamy razem na drinkowaniu na plaży i na opalaniu. Miro to zapalony nurek i ciągle coś tam wyławia z morza, rozgwiazdy, innym razem widział nawet węża morskiego, szok, od tej pory już miałam trochę stracha wchodzić do morza . Tylko mohito dawało odwagę wejścia do morza aby nie myśleć o wężach..

bepi
Obrazek użytkownika bepi
Offline
Ostatnio: 3 dni 14 godzin temu
Rejestracja: 04 wrz 2013

Następnego dnia raniutko o godz. 7.00 idziemy na śniadanie, pakuję również prowiant na wycieczkę i jakieś bułki i słodkości dla Owena. Miś zabiera z pokoju napoje z lodówki i złocistego aplettona aby nam podróż spokojnie i bez stresów przebiegała . Punktualnie o godzinie 7.30 czeka na nas Owen w lobby. Ruszamy na wycieczkę, najpierw jedziemy na Black River na spotkanie z krokodylami. Z Negril jedzie się tam około 2 godziny, droga jest fatalna , wąska , mnóstwo dziur w drodze, więc jedziemy z prędkością chyba 40 km /godz, masakra, jedziemy samymi wioskami, co chwilę mijamy grupki dzieciaków w mundurkach szkolnych spacerujące przy samej drodze, nie mogę na to patrzeć, bo to strasznie niebezpieczne, co chwilę hamujemy bo jakaś koza jest na drodze, po czasie takiej jazdy już mi jest niedobrze ze stresu. W dodatku Owen ma w aucie zabudowane jakieś turbo.. czy coś takiego i jak wyprzedza to człowiek się czuje chwilowo jak w samolocie.. takie to ma dźwięki i przyspieszenie, w dodatku ten ruch lewostronny .. ciągle mam wrażenie że ktoś na nas wjedzie .Całą drogę jedziemy jednak wzdłuż morza więc od czasu do czasu cieszymy oczy lazurem morza.

Wreszcie docieramy do przystani czarnej rzeki gdzie są zacumowane łodzie , w tym czasie nagle dzwoni telefon do Owena podaje mi słuchawkę mówiąc że to do mnie..hmm..? kto by miał do mnie dzwonić i to na telefon Owena..po chwili okazuje się że to nasz forumowicz Ufoludor.. hehe ..podpytuje jak nam czas leci na wycieczkach ,hehe..
Kupujemy w tym miejscu bilety wstępu na krokodyle i od razu bilety na wodospad za dwie osoby płacimy 62 $ , czyli wychodzi ok. 15 $ na głowę za 1 atrakcję . Czekamy na naszą łodź i kapitana , tutaj udaje nam się spotkać nawet kolibry. Nachylam się bliżej rzeki aby zrobić kilka zdjęć i Owen zabrania mi zbliżania się do rzeki, mówi że był już przypadek kiedy krokodyl wyskoczył nagle z wody i zagryzł kobietę. Ponoć te krokodyle kiedy widzą ptaka nad powierzchnią rzeki mogą wyskakiwać z rzeki na wysokość nawet 1,5 metra !
Po chwili już płyniemy łodzią w górę najdłuższej rzeki na Jamajce, ta rzeka jest faktycznie czarna.. ale woda bardzo czysta i klarowna , więc pewnie będzie dobrze widać krokodyle.. hehe.. w tym czasie podziwiamy bujną, nadrzeczną roślinność i ptactwo żyjące na brzegach , płyniemy wśród drzew namorzynowych, kapitan nawołuje krokodyle, po chwili pojawia się pierwszy gad ale mały , podpływamy bliżej oglądamy z bliska i płyniemy dalej szukać większych okazów, Capitan już z daleka widzi kolejnego gada ,wpływamy w drzewa namorzynowe i mamy okazję podziwiać gada ten jest naprawdę duży, nagle nasz kapitan wkłada mu rękę do paszczy , i pokazuje nam jego zęby, ło matko.. niezły jest, pytamy czy się nie boi, mówi że ten krokodyl jest najedzony.. i nie powinien atakować .. hehe..

bepi
Obrazek użytkownika bepi
Offline
Ostatnio: 3 dni 14 godzin temu
Rejestracja: 04 wrz 2013

Safari na rzece trwa około 1,5 godziny, w tym czasie mamy okazję zobaczyć około 5-6 krokodyli. Po dopłynięciu do przystani dajemy napiwek kapitanowi łodzi i idziemy jeszcze zobaczyć krokodyle które żyją w zamkniętych klatkach w okolicy przystani, są tam też żółwie.
Następnie jedziemy około 30 minut na wodospad Y.S.Falls . Po drodze mijamy plantacje bananowców, papai, zatrzymujemy się aby zrobić kilka zdjęć. Docieramy na miejsce i aby dojechać na wodospad to najpierw wsiadamy do takiego otwartego wagonu który ciągnie traktor , okolica w tym miejscu bardzo mi się podoba, mijamy pięknie położone zielone łąki, pastwiska , mnóstwo owiec, krów, takie wiejskie klimaciki, ogromne drzewa , które mają niesamowite korzenie które wystają ponad ziemię, przepięknie !

Po około 10 minutach traktor podwozi nas pod wodospad. Przed wodospadem jest taka drewniana altana z której z środka dachu wyrasta przepiękne ogromne drzewo, niesamowite ! jestem zachwycona tym widokiem, drzewo to wygląda bardzo dziwnie i egotycznie .. konary drzewa wyglądają jakby takie włochate ..hehe..a pień obrastają jakieś dziwne liście i krzaczki. Na tym ogromnym drzewie na górze jest podest i są przyczepione liny na których można się jak tarzan.. huśtać się i z wysokości ok. 1,5 metra rzucić do zimnej wody wodospadu. My nie mamy odwagi na takie atrakcje..jednak za mało aplettona ..( jamajskiego rumu) we krwi..nie tym razem.. Aby zobaczyć dokładnie każdą kaskadę wodospadu wpinamy się stromo po takich drewnianych schodach zatopionych w dżungli
Y. S. Falls składa się z ośmiu kaskad oddzielonych basenami z wodą, w których można pływać, jak dla mnie to cudne miejsce, które aż trudno opisać a zdjęcia nie pokazują w pełni piękna tego naturalnego wodospadu. Są to wodospady które znajdują się w środku dżungli i są otulone zielenią i pięknymi czerwonymi kwiatami, niestety nie pamiętam nazwy tych kwiatów. A ja właśnie uwielbiam kwiaty , przyrodę klimaty dżunglowate.., dlatego ja jestem zachwycona tym rajskim widokiem , ale mój Miś nie bardzo .. nie powala go na kolana ?dla niego wodospad to wodospad .. marudzi że woda jakaś taka zamulona ..i sobie inaczej to wyobrażał .. że woda będzie jak kryształ? spływała z wysokich gór.. eh ci faceci!!! Pewnie już mu w głowie był zimny drineczek albo piwko a nie wodospad dlatego nie docenił jego piękna..-)i tylko kombinował o której będziemy w hotelu.
Przy wodospadzie poznajemy dwie miłe dziewczyny które też są polkami, jedna prowadzi biuro podróży na Jamajce a druga dzięki jej usługom zwiedzała całą Jamajkę, pytam ją o wrażenia z tych dwóch pozostałych słynnych wodospadów:
Dunn?s River
Mayfield Falls ,
ale mówiła że przy tym pierwszym jest bardzo tłoczno , mnóstwo ludzi zaś okolica i przyroda nie jest aż tak rajska jak przy Y.S. Falls, a ten drugi wodospad nie jest tak okazały, ale przyroda ładna i bardziej wyczerpująca wycieczka, bo trzeba iść ponad godzinę wśród ładnej przyrody. O na to moje oczy się zaświeciły .. ładna przyroda to coś dla mnie? jak przyjadę jeszcze raz na Jamajkę to wtedy koniecznie zobaczę Mayfields Falls, bo tym razem nie mam odwagi mojego misia molestować ..aby znowu pojechać na kolejny wodospad , skoro juz na ten kręci nosem..

Strony

Wyszukaj w trip4cheap