Przejeżdżamy przez Ckaltubo dawne uzdrowisko, które przeżywało swój wielki rozkwit w latach 50. XX wieku. , w czasach ZSRR. Już w średniowieczu odkryto tu źródła wód radonowych o temperaturze 33-35 stopni. Pozwalały one leczyć choroby układu krążenia, choroby ginekologiczne, ruchowe i choroby układu nerwowego. Zjeżdżali się tu obywatele z całego ZSRR, pociągi z Moskwy przyjeżdżały tu kilka razy dziennie. Rozpad Związku Radzieckiego, ogłoszenie przez Gruzję niepodległości i zamknięcie granic w 1991 roku, przyczyniły się do upadku Ckaltubo. Brakło kuracjuszy a co za tym idzie środków na utrzymanie licznych ogromnych budynków sanatoryjnych. Dziś ruiny opuszczonych sanatoriów są świadectwem epoki komunizmu. Zdjęcia tylko przez okno autobusu.
Wracamy do Kutaisi i meldujemy się w hotelu. Hotel położony jest w niedużej odległości od placu z fontanną. Tu jemy kolacje. Jak to w hotelu – szwedzki stół, ale nie brakuje specjałów gruzińskich, czyli chaczapuri i pysznych gruzińskich serów. To jedna z nielicznych kolacji w hotelu.
Papuas był ciekawy co przywiozłyśmy z Gruzji. Pierwszym zakupem były, na straganavch pod Jaskinią, skarpetki z motywem gruzińskim – czyli z chaczapuri z jajkiem. Ten rodzaj nazywany jest adżaruli. Wywodzi się z regionu Adżarii, leżącego w zachodniej Gruzji, nad Morzem Czarnym, ze stolicą w Batumi. Podobnie jak chaczapuri imeretyńskie (imeruli) jest to rodzaj placka z serem, ale wyróżnia się dodatkiem jajka i wyjątkowym kształtem przypominającym łódź.
Asiu, będę zaglądać do tej relacji regularnie i to z wielką ciekawością, bo Gruzja przede mną a jaskinia piękna, choć tego typu jaskiń widziałam już w różnych krajach całkiem sporo...
Po kolacji idziemy się jeszcze przejść po mieście i kupić jakieś miejscowe winko. Tutaj dodam, że jednym z niedogodności wycieczki tylko z bagażem podręcznym jest niemożność zabrania ze sobą korkociągu i scyzoryka. Raczej na kontroli by odebrali więc nie ryzykowaliśmy. Winko trzeba było zakupić takie, aby w celu konsumpcji nie trzeba było utrącać szyjki Niestety pogoda się trochę schrzanila, zaczął mżyć deszcz, który przerodził się w regularny opad. Mimo zaopatrzenia w kurtki i parasole wróciliśmy więc trochę zmoknięci.
Chyba z takich owoców był jeden z kompotów jaki wcześniej piliśmy.
Następnego dnia, według planu mamy zwiedzanie katedry Bagrata z XI w Kutaisi. Potem , w drodze do Tbilisi (ok. 5h) możliwość odwiedzenia Państwowego Muzeum Józefa Stalina w Gori - za dodatkową opłatą 15 USD/os. (wymagane min. 10 osób). Następnie skalne miasto.
Niestety pogoda nie rozpieszcza Pada deszcz.
Zaczynamy od wizyty kolejny raz w centralnym punkcie Kutaisi aby grupa „warszawska” mogła wymienić pieniążki w kantorze . jest też czas na odwiedzenie bazaru. Kupujemy na spróbowanie orzechy w soku winogron, To gruziński deser o nazwie czurczchela (lub churchkhela), który składa się z nawleczonych na nitkę orzechów (najczęściej włoskich, ale też laskowych) zanurzanych wielokrotnie w gęstym, gotowanym soku winogronowym (zwanym badagi) zagęszczonym mąką, a następnie suszonych, tworząc podłużne, energetyczne "batony" o naturalnej słodyczy. Jest to tradycyjny przysmak wysokoenergetyczny, nazywany „gruzińskim snickers” i symbol gruzińskiego dziedzictwa kulinarnego. Całkiem smaczne.
Bierzemy też na spróbowanie kawałek z widocznych poniżej „zawijańców” – niestety tak na szybko nie znalazłam nazwy, może ktoś podpowie.
doczytane z tym deszczem to pech - zawsze deszcz to przeszkoda w zwiedzaniu i robieniu foto jaskinia Prometeusza bogata w nacieki i piękna; robi wrażenie mimo, iż nie gustuję w oświetlaniu kolorowym światłem - nacieki często pod wpływem dodatków różnych pierwiastków mają nieco inne barwy i nie ma potrzeby podświetlać ich na fioletowo czy czerwono my byliśmy w innej
Przepiękna jaskinia ! A jak długo trwa zwiedzanie ?
Dobry pomysł miał Saakaszwili
No trip no life
Jeśli dobrze pamiętam to niercała godzinę.
Przejeżdżamy przez Ckaltubo dawne uzdrowisko, które przeżywało swój wielki rozkwit w latach 50. XX wieku. , w czasach ZSRR. Już w średniowieczu odkryto tu źródła wód radonowych o temperaturze 33-35 stopni. Pozwalały one leczyć choroby układu krążenia, choroby ginekologiczne, ruchowe i choroby układu nerwowego. Zjeżdżali się tu obywatele z całego ZSRR, pociągi z Moskwy przyjeżdżały tu kilka razy dziennie. Rozpad Związku Radzieckiego, ogłoszenie przez Gruzję niepodległości i zamknięcie granic w 1991 roku, przyczyniły się do upadku Ckaltubo. Brakło kuracjuszy a co za tym idzie środków na utrzymanie licznych ogromnych budynków sanatoryjnych. Dziś ruiny opuszczonych sanatoriów są świadectwem epoki komunizmu.
Zdjęcia tylko przez okno autobusu.
Wracamy do Kutaisi i meldujemy się w hotelu. Hotel położony jest w niedużej odległości od placu z fontanną. Tu jemy kolacje. Jak to w hotelu – szwedzki stół, ale nie brakuje specjałów gruzińskich, czyli chaczapuri i pysznych gruzińskich serów. To jedna z nielicznych kolacji w hotelu.
Papuas był ciekawy co przywiozłyśmy z Gruzji. Pierwszym zakupem były, na straganavch pod Jaskinią, skarpetki z motywem gruzińskim – czyli z chaczapuri z jajkiem. Ten rodzaj nazywany jest adżaruli. Wywodzi się z regionu Adżarii, leżącego w zachodniej Gruzji, nad Morzem Czarnym, ze stolicą w Batumi. Podobnie jak chaczapuri imeretyńskie (imeruli) jest to rodzaj placka z serem, ale wyróżnia się dodatkiem jajka i wyjątkowym kształtem przypominającym łódź.
Asiu, będę zaglądać do tej relacji regularnie i to z wielką ciekawością, bo Gruzja przede mną
a jaskinia piękna, choć tego typu jaskiń widziałam już w różnych krajach całkiem sporo...
Piea
Po kolacji idziemy się jeszcze przejść po mieście i kupić jakieś miejscowe winko. Tutaj dodam, że jednym z niedogodności wycieczki tylko z bagażem podręcznym jest niemożność zabrania ze sobą korkociągu i scyzoryka. Raczej na kontroli by odebrali więc nie ryzykowaliśmy. Winko trzeba było zakupić takie, aby w celu konsumpcji nie trzeba było utrącać szyjki
Niestety pogoda się trochę schrzanila, zaczął mżyć deszcz, który przerodził się w regularny opad. Mimo zaopatrzenia w kurtki i parasole wróciliśmy więc trochę zmoknięci.
Chyba z takich owoców był jeden z kompotów jaki wcześniej piliśmy.

Następnego dnia, według planu mamy zwiedzanie katedry Bagrata z XI w Kutaisi. Potem , w drodze do Tbilisi (ok. 5h) możliwość odwiedzenia Państwowego Muzeum Józefa Stalina w Gori - za dodatkową opłatą 15 USD/os. (wymagane min. 10 osób). Następnie skalne miasto.
Niestety pogoda nie rozpieszcza Pada deszcz.
Zaczynamy od wizyty kolejny raz w centralnym punkcie Kutaisi aby grupa „warszawska” mogła wymienić pieniążki w kantorze . jest też czas na odwiedzenie bazaru. Kupujemy na spróbowanie orzechy w soku winogron, To gruziński deser o nazwie czurczchela (lub churchkhela), który składa się z nawleczonych na nitkę orzechów (najczęściej włoskich, ale też laskowych) zanurzanych wielokrotnie w gęstym, gotowanym soku winogronowym (zwanym badagi) zagęszczonym mąką, a następnie suszonych, tworząc podłużne, energetyczne "batony" o naturalnej słodyczy. Jest to tradycyjny przysmak wysokoenergetyczny, nazywany „gruzińskim snickers” i symbol gruzińskiego dziedzictwa kulinarnego. Całkiem smaczne.
Bierzemy też na spróbowanie kawałek z widocznych poniżej „zawijańców” – niestety tak na szybko nie znalazłam nazwy, może ktoś podpowie.
Gruziński snickers na pewno by mi posmakował.
No trip no life
...heee, powiem Ci ,że Gruzja zupełnie mi się nie kojarzy z...deszczem ; ))))
...no to w drogę... żeby się oburzać i podziwiać
...zdumiewać i wzruszać ramionami...wybrzydzać i zachwycać...Radoslav
doczytane z tym deszczem to pech - zawsze deszcz to przeszkoda w zwiedzaniu i robieniu foto jaskinia Prometeusza bogata w nacieki i piękna; robi wrażenie mimo, iż nie gustuję w oświetlaniu kolorowym światłem - nacieki często pod wpływem dodatków różnych pierwiastków mają nieco inne barwy i nie ma potrzeby podświetlać ich na fioletowo czy czerwono
my byliśmy w innej
papuas