To ja dopowiem: akurat jak mieliśmy biesiadę, to w gospodarstwie (albo w jadalni?) zabrakło prądu, było więc nastrojow, ze świeczkami. Win mieliśmy dwa do próbowania - ciemne i takie bursztynowe, no i czacza. Wszystko własnego wyrobu.
Za dywanik - widziane tylko w tych okolicach, na postoju i potem w miasteczku, zapłaciłam bodajże 40 lari - pi razy drzwi 60 zł. Duży nie jest, ale mi pasuje
Radek Gruzja to jeden z najstarszych chrześcijańskich krajów, gdzie tę religię wyznaje ok. 90% ludności. Meczety nie rzucają się w oczy chociaż są dla tej 9% mniejszości. Do meczetu wchodziłem w Tbilisi i oczywiście wszyscy grzecznie buty rozbierali, bo na zorganizowane wycieczki jeżdżą kulturalni ludzie, a nie aroganci. Ten w stolicy był wyjątkowy (pierwszy raz widziałem), bo we wnętrzu mieścił dwie sale modlitewne dla dwóch odłamów islamu - sunnitów i szyitów.
no dywanik na wymiar a kultura winiarstwa liczy tu kilka tysięcy lat i .... nigdy bym się nie decydował na wycieczkę jedynie z podręcznym bagażem. bo jak przewieźć pamiątki?? kupić i wypić na miejscu??
...ooooo, papuas ,opisz prosze jak wygląda test na oddzielenie tych "kulturalnych" od "arogantów" przy sprzedaży usługi typu "wycieczka zorganizowana" !??? wypęłniacie "jakieś testy" czy jest inna forma. A może sprzdawca...ocenia po wyglądzie ; ))))))
—
...no to w drogę... żeby się oburzać i podziwiać
...zdumiewać i wzruszać ramionami...wybrzydzać i zachwycać...Radoslav
sprzedawca ocenia po wyglądzie po czym pyta: będziecie punktualni, grzeczni i podporządkujecie się poleceniom pilota?? a po potwierdzeniu sprzedaje wycieczkę
hi hi; ja tam kupuję od lat zawsze via/internet na stronie biura!:))
(a tak przy okazji: to zdarzało mi się nie raz (choć na szczęście rzadko) spotkać na wycieczkach współuczestników takich "Buraków"- że wstyd było mi z nimi jeździć! towarzystwo narąbane już z samego rana jak szpadle - wsiadali do autokaru awanturując się potem o wszystko z pilotem z wyraźną dozą typowej agresji pod wpływem... i komentując na głos swoje żałosne punkty widzenia na wszystko! totalna żenada! ; to takie typowe "Rysie" (z góry przepraszam wszystkich grzecznych Ryszardów:)) którzy wyrabiają nam potem tego rodzaju stereotypowe opinie w świecie....!
(a co ciekawe- zawsze powtarza się ten sam schemat: najczęsciej to młodzi ludzie (40+/-50) podróżujący w grupie 3, 4 znajome pary! nigdy nie spotkałam "awanturnika" który jedzie na wycieczke w 2 osoby, najczęściej z żoną/partnerką; czyżby większa grupa znajomych sprzyjała tego typu zachowaniom, że włącza im się głupawka? )
Asia, wizyta w tej winnicy kapitalna! no i ta uczta super! ; fakultet z pewnością warty ceny i uczestnictwa; a czacza smakowała? - bo to podobno jak zwykły bimber jest:)
No Ty to jestes dla mnie mistrzni pakowania!
Jessu , jak się można zpakować na tydzień w mały bagaż podręczny??? czasami wyrzucałam z walizki co bardziej "zbędniejsze" a i tak wychodziło mi około 15kg! (do hoteli pobytowych zdarza mi się upachac w 12-13 kg, ale na objazd zawsze mam cięższy bagaż; fakt, że biorę ZAWSZE 2 małe rzeczy, z którymi nigdy się nie rozstaję w podróży (mały czajnik turystyczny ,elektryczny (taki 300ml , bo ja pijam kawy tuz po przebudzeniu jeszcze w piżamie:) + mini żelazko turystyczne:) he he - no dama musi!:) i obie te rzeczy ważą prawie 0,8 kg, ale miejsce zajmują; reszta to kosmetyki (wszystko w mini-opakowaniach) i garderoba + buty; a i tak wychodzi mi zawsze 15 kilo!
Asia, no szacun! (ja na 2-dniowe delegacje ledwie się mieszczę w mój pokładowy troller! ; właśnie się dziś pakowałam (we wtorek/ środę będę w Łodzi w delagacji) i jak zawsze ledwie dopinam tą mikro walizeczkę i nie zabieram czajnika bo w tych hotelach zawsze jest:) ; ale na cały tydzień -zwłaszcza na objazdówkę - nie byłoby szans; no szacun!
Asia, wizyta w tej winnicy kapitalna! no i ta uczta super! ; fakultet z pewnością warty ceny i uczestnictwa; a czacza smakowała? - bo to podobno jak zwykły bimber jest:)
No Ty to jestes dla mnie mistrzni pakowania!
Jessu , jak się można zpakować na tydzień w mały bagaż podręczny??? czasami wyrzucałam z walizki co bardziej "zbędniejsze" a i tak wychodziło mi około 15kg! (do hoteli pobytowych zdarza mi się upachac w 12-13 kg, ale na objazd zawsze mam cięższy bagaż; fakt, że biorę ZAWSZE 2 małe rzeczy, z którymi nigdy się nie rozstaję w podróży (mały czajnik turystyczny ,elektryczny (taki 300ml , bo ja pijam kawy tuz po przebudzeniu jeszcze w piżamie:) + mini żelazko turystyczne:) he he - no dama musi!:) i obie te rzeczy ważą prawie 0,8 kg, ale miejsce zajmują; reszta to kosmetyki (wszystko w mini-opakowaniach) i garderoba + buty; a i tak wychodzi mi zawsze 15 kilo!
Asia, no szacun! (ja na 2-dniowe delegacje ledwie się mieszczę w mój pokładowy troller! ; właśnie się dziś pakowałam (we wtorek/ środę będę w Łodzi w delagacji) i jak zawsze ledwie dopinam tą mikro walizeczkę i nie zabieram czajnika bo w tych hotelach zawsze jest:) ; ale na cały tydzień -zwłaszcza na objazdówkę - nie byłoby szans; no szacun!
Piea potwierdzam wszystko co piszesz, że na delegację 2-3 dniową czasem ciężko się zapakować w kabinówkę, szczególnie zimą. A przy locie z dużą walizką zawsze walizka pełna a waga, na wylocie co najmniej 12-13 kg bez czajnika i żelazka (za to z drutami i motkiem wełny –ale to waży mało. Na powrocie już około 20 kilo – zabieramy ze sobą podręczną wagę. Dlatego sami nie wierzyliśmy, że się da – trzeba ubrania dobierać z większą rozwagą i przewidywaniem pogody. Plecak (czyli bagaż podręczny był prawie pusty). No i druty przy takich lotach muszę zabierać bambusowe a nie metalowe (szkoda by było jak by odebrali). Mam natomiast przetestowane, że przechodzą małe nożyczki. Brałam na ryzyko i nigdy nie obczaili.
A jeśli chodzi o czajnik to w Finlandii, w hotelu docelowym (całkiem porządnym) w pokoju nie było czajnika, naprawdę. Podobno na recepcji można było sobie zrobić herbatkę lub kawę ale nie chciało mi się chodzić. A w Gruzji czajnik był w każdym hotelu.
Jak widać miasteczko ma swój fajny klimaciki warto tu przyjechać.
Nazwa nadana została głównie w nadziei na to, że zwabi turystów. Miłosnych historii nie ma tu za wiele, ale jest za to czynny całodobowo urząd stanu cywilnego, ślub można więc tu wziąć o dowolnej godzinie.
Sighnaghi, w odróżnieniu od innych gruzińskich miast, jest stosunkowo młode, bo powstało dopiero w XVIII w. – choć oczywiście na podwalinach dużo starszego siedliska. Jeszcze w XVIII w. w Sighnaghi żyło zaledwie sto rodzin, głównie kupców oraz rzemieślników zajmujących się wyrobem dywanów, kilimów i tkanin. Również dzisiaj w mieście są stoiska na głównych ulicach kuszące przyjezdnych kolorowymi wyrobami. Te dywaniki naprawdę robią przepiękne.
Budynek Urzędu Miejskiego
Miasteczko otaczają mury Twierdzy Signagi z XVII wieku. Niegdyś miały 4 km długości i obwarowane były aż 23 wieżami, co czyniło Sighnaghi miastem niemal nie zdobycia. Mury przetrwały rozliczne najazdy wrogów i wciąż strzegą najstarszej części miasta. Na linii murów stoi wciąż 5 wejść i 23 wieże obronne, z których roztacza się również przepiękny widok na Dolinę Alazani. Miasto porównuje się często do Carcassonne.
Przechodzimy koło Pomnika II Wojny Światowej upamiętniający mieszkańców regionu Sighnagi, którzy zginęli walcząc podczas Wielkiej Wojny Ojczyźnianej (1941–1945). Na dużej ścianie z płaskorzeźbami i wyryte są nazwiska poległych.
Sighnaghi słynie nie tylko z monumentalnych murów miejskich i pięknych dywaników. Rozgłos miasteczku przynosi także postać Niko Pirosmanaszwilego (1862–1918), najsłynniejszego gruzińskiego malarza prymitywisty. Pirosmani, tak samo jak Nikifor, żył i zmarł w okrutnej nędzy. W najtrudniejszym okresie Niko borykał się z bezdomnością, często malował za talerz zupy – i wcale nie wielkie dzieła sztuki, lecz szyldy na zamówienie lokalnych kupców i restauratorów, którzy za pracę płacili mu jedzeniem. Jak do tego doszło? Cóż, mamy tu do czynienia z klasycznym przypadkiem nieodkrytego w porę geniuszu. Niko Pirosmanaszwili urodził się w rodzinie kachetyjskiego chłopa. Zamiast pomagać ojcu w gospodarce, Pirosmani wolał bujać w artystycznych obłokach, co nie przysporzyło mu sympatii. Niko nie miał żadnych szans na stosowną edukację, ale był niesamowicie uparty, dlatego został malarzem – samoukiem. W sztuce koncentrował się na przedstawieniach codzienności Gruzinów, martwej natury i egzotycznych zwierząt.
Naiwny styl malarski Pirosmaniego został doceniony dopiero jego po śmierci, kiedy po I wojnie światowej tego rodzaju twórczością zainteresowała się paryska bohema. Reputacja artysty momentalnie wzrosła, lecz wtedy okazało się, że z ogromnej kolekcji jego obrazów wiele bezpowrotnie przepadło. Zachowane płótna, ukazujące niebywały talent artystyczny Pirosmaniego, są niewątpliwym gruzińskim skarbem narodowym.
W centrum przyciąga uwagę rzeźba „Lekarz na osiołku”, dla której inspiracją był obraz Pirosmaniego pod tym samym tytułem.
To ja dopowiem: akurat jak mieliśmy biesiadę, to w gospodarstwie (albo w jadalni?) zabrakło prądu, było więc nastrojow, ze świeczkami. Win mieliśmy dwa do próbowania - ciemne i takie bursztynowe, no i czacza. Wszystko własnego wyrobu.
Za dywanik - widziane tylko w tych okolicach, na postoju i potem w miasteczku, zapłaciłam bodajże 40 lari - pi razy drzwi 60 zł. Duży nie jest, ale mi pasuje
Radek Gruzja to jeden z najstarszych chrześcijańskich krajów, gdzie tę religię wyznaje ok. 90% ludności. Meczety nie rzucają się w oczy chociaż są dla tej 9% mniejszości. Do meczetu wchodziłem w Tbilisi i oczywiście wszyscy grzecznie buty rozbierali, bo na zorganizowane wycieczki jeżdżą kulturalni ludzie, a nie aroganci. Ten w stolicy był wyjątkowy (pierwszy raz widziałem), bo we wnętrzu mieścił dwie sale modlitewne dla dwóch odłamów islamu - sunnitów i szyitów.
no dywanik na wymiar
a kultura winiarstwa liczy tu kilka tysięcy lat i .... nigdy bym się nie decydował na wycieczkę jedynie z podręcznym bagażem. bo jak przewieźć pamiątki?? kupić i wypić na miejscu??
papuas
...ooooo, papuas ,opisz prosze jak wygląda test na oddzielenie tych "kulturalnych" od "arogantów" przy sprzedaży usługi typu "wycieczka zorganizowana" !??? wypęłniacie "jakieś testy" czy jest inna forma. A może sprzdawca...ocenia po wyglądzie ; ))))))
...no to w drogę... żeby się oburzać i podziwiać
...zdumiewać i wzruszać ramionami...wybrzydzać i zachwycać...Radoslav
papuas
...ha,ha,ha gdby biedaczysko (sprzedawca) wiedział ile razy go okłamano ; ))))))))))
...no to w drogę... żeby się oburzać i podziwiać
...zdumiewać i wzruszać ramionami...wybrzydzać i zachwycać...Radoslav
hi hi; ja tam kupuję od lat zawsze via/internet na stronie biura!:))
(a tak przy okazji: to zdarzało mi się nie raz (choć na szczęście rzadko) spotkać na wycieczkach współuczestników takich "Buraków"- że wstyd było mi z nimi jeździć! towarzystwo narąbane już z samego rana jak szpadle - wsiadali do autokaru awanturując się potem o wszystko z pilotem z wyraźną dozą typowej agresji pod wpływem... i komentując na głos swoje żałosne punkty widzenia na wszystko! totalna żenada! ; to takie typowe "Rysie" (z góry przepraszam wszystkich grzecznych Ryszardów:)) którzy wyrabiają nam potem tego rodzaju stereotypowe opinie w świecie....!
(a co ciekawe- zawsze powtarza się ten sam schemat: najczęsciej to młodzi ludzie (40+/-50) podróżujący w grupie 3, 4 znajome pary! nigdy nie spotkałam "awanturnika" który jedzie na wycieczke w 2 osoby, najczęściej z żoną/partnerką; czyżby większa grupa znajomych sprzyjała tego typu zachowaniom, że włącza im się głupawka? )
Piea
...taaa, Piea słusznie prawi !!!
...no to w drogę... żeby się oburzać i podziwiać
...zdumiewać i wzruszać ramionami...wybrzydzać i zachwycać...Radoslav
Asia, wizyta w tej winnicy kapitalna! no i ta uczta super! ; fakultet z pewnością warty ceny i uczestnictwa; a czacza smakowała? - bo to podobno jak zwykły bimber jest:)
No Ty to jestes dla mnie mistrzni pakowania!
Jessu , jak się można zpakować na tydzień w mały bagaż podręczny???
czasami wyrzucałam z walizki co bardziej "zbędniejsze" a i tak wychodziło mi około 15kg! (do hoteli pobytowych zdarza mi się upachac w 12-13 kg, ale na objazd zawsze mam cięższy bagaż; fakt, że biorę ZAWSZE 2 małe rzeczy, z którymi nigdy się nie rozstaję w podróży (mały czajnik turystyczny ,elektryczny (taki 300ml , bo ja pijam kawy tuz po przebudzeniu jeszcze w piżamie:) + mini żelazko turystyczne:) he he - no dama musi!:) i obie te rzeczy ważą prawie 0,8 kg, ale miejsce zajmują; reszta to kosmetyki (wszystko w mini-opakowaniach) i garderoba + buty; a i tak wychodzi mi zawsze 15 kilo!
Asia, no szacun! (ja na 2-dniowe delegacje ledwie się mieszczę w mój pokładowy troller! ; właśnie się dziś pakowałam (we wtorek/ środę będę w Łodzi w delagacji) i jak zawsze ledwie dopinam tą mikro walizeczkę i nie zabieram czajnika bo w tych hotelach zawsze jest:) ; ale na cały tydzień -zwłaszcza na objazdówkę - nie byłoby szans; no szacun!

Piea
Piea potwierdzam wszystko co piszesz, że na delegację 2-3 dniową czasem ciężko się zapakować w kabinówkę, szczególnie zimą. A przy locie z dużą walizką zawsze walizka pełna a waga, na wylocie co najmniej 12-13 kg bez czajnika i żelazka (za to z drutami i motkiem wełny
–ale to waży mało. Na powrocie już około 20 kilo
– zabieramy ze sobą podręczną wagę. Dlatego sami nie wierzyliśmy, że się da – trzeba ubrania dobierać z większą rozwagą i przewidywaniem pogody. Plecak (czyli bagaż podręczny był prawie pusty). No i druty przy takich lotach muszę zabierać bambusowe a nie metalowe (szkoda by było jak by odebrali). Mam natomiast przetestowane, że przechodzą małe nożyczki. Brałam na ryzyko i nigdy nie obczaili.
A jeśli chodzi o czajnik to w Finlandii, w hotelu docelowym (całkiem porządnym) w pokoju nie było czajnika, naprawdę. Podobno na recepcji można było sobie zrobić herbatkę lub kawę ale nie chciało mi się chodzić. A w Gruzji czajnik był w każdym hotelu.
Następny przystanek – Miasto Miłości.
Jak widać miasteczko ma swój fajny klimaciki warto tu przyjechać.
Nazwa nadana została głównie w nadziei na to, że zwabi turystów. Miłosnych historii nie ma tu za wiele, ale jest za to czynny całodobowo urząd stanu cywilnego, ślub można więc tu wziąć o dowolnej godzinie.
Sighnaghi, w odróżnieniu od innych gruzińskich miast, jest stosunkowo młode, bo powstało dopiero w XVIII w. – choć oczywiście na podwalinach dużo starszego siedliska. Jeszcze w XVIII w. w Sighnaghi żyło zaledwie sto rodzin, głównie kupców oraz rzemieślników zajmujących się wyrobem dywanów, kilimów i tkanin. Również dzisiaj w mieście są stoiska na głównych ulicach kuszące przyjezdnych kolorowymi wyrobami. Te dywaniki naprawdę robią przepiękne.
Budynek Urzędu Miejskiego
Miasteczko otaczają mury Twierdzy Signagi z XVII wieku. Niegdyś miały 4 km długości i obwarowane były aż 23 wieżami, co czyniło Sighnaghi miastem niemal nie zdobycia. Mury przetrwały rozliczne najazdy wrogów i wciąż strzegą najstarszej części miasta. Na linii murów stoi wciąż 5 wejść i 23 wieże obronne, z których roztacza się również przepiękny widok na Dolinę Alazani. Miasto porównuje się często do Carcassonne.
Przechodzimy koło Pomnika II Wojny Światowej upamiętniający mieszkańców regionu Sighnagi, którzy zginęli walcząc podczas Wielkiej Wojny Ojczyźnianej (1941–1945). Na dużej ścianie z płaskorzeźbami i wyryte są nazwiska poległych.
Sighnaghi słynie nie tylko z monumentalnych murów miejskich i pięknych dywaników. Rozgłos miasteczku przynosi także postać Niko Pirosmanaszwilego (1862–1918), najsłynniejszego gruzińskiego malarza prymitywisty. Pirosmani, tak samo jak Nikifor, żył i zmarł w okrutnej nędzy. W najtrudniejszym okresie Niko borykał się z bezdomnością, często malował za talerz zupy – i wcale nie wielkie dzieła sztuki, lecz szyldy na zamówienie lokalnych kupców i restauratorów, którzy za pracę płacili mu jedzeniem. Jak do tego doszło? Cóż, mamy tu do czynienia z klasycznym przypadkiem nieodkrytego w porę geniuszu. Niko Pirosmanaszwili urodził się w rodzinie kachetyjskiego chłopa. Zamiast pomagać ojcu w gospodarce, Pirosmani wolał bujać w artystycznych obłokach, co nie przysporzyło mu sympatii. Niko nie miał żadnych szans na stosowną edukację, ale był niesamowicie uparty, dlatego został malarzem – samoukiem. W sztuce koncentrował się na przedstawieniach codzienności Gruzinów, martwej natury i egzotycznych zwierząt.
Naiwny styl malarski Pirosmaniego został doceniony dopiero jego po śmierci, kiedy po I wojnie światowej tego rodzaju twórczością zainteresowała się paryska bohema. Reputacja artysty momentalnie wzrosła, lecz wtedy okazało się, że z ogromnej kolekcji jego obrazów wiele bezpowrotnie przepadło. Zachowane płótna, ukazujące niebywały talent artystyczny Pirosmaniego, są niewątpliwym gruzińskim skarbem narodowym.
W centrum przyciąga uwagę rzeźba „Lekarz na osiołku”, dla której inspiracją był obraz Pirosmaniego pod tym samym tytułem.