Idziemy na terminal . Jest nieduży,ale wystarczający na obsługę 1 samolotu.
Przy pasie bagażowym spotykamy pierwszego miśka ha ha
Z lotniska bagaże zabierane są bezpośrednio na statek, zobaczymy je już w kajucie. Bardzo to wygodne, nie ttrzeba nic tachać .
My pakujemy się do busów, które zawożą nas do centrum miasta. Zanim zabiorą nas do portu , mamy czas na kilkugodzinną szwendaczkę. Jest to super pomysł, bo pogoda dopisuje a my chętnie po locie rozprostujemy kości.
Miasto mieni się pięknymi barwami w słońcu. Kolorowe domki pięknie kontrastują z ośnieżonymi górami Jest bardzo przestrzenne, niska zabudowa wydaje się jeszcze niższa na tle majestatycznych gór. Idziemy oczywiście głównym deptakiem
Niezłe oponki
W mieście jest podobno więcej skuterów śnieżnych niż aut i rzeczywiście czuć to na ulicach.
Przed domami widać nie tylko auta i skutery ale i rowery a obok narty. Wszystko koło siebie , bo wszystko może się przydać.
Śmiesznie to wygląda.
Fajna nazwa - Arctic cat , szczególnie,że kotów tam nie ma w ogóle.
Longyearbyen =jak wcześniej wspomniałam jest stolicą Svalbardu. Położona jest w środkowej części wyspy Spitsbergen.
Nazwa miasta jest bardzo trudna dla nas to zapamietania . Pochodzi od nazwiska Johna Munroe Longyeara, amerykańskiego właściciela firmy górniczej, który założył miasto na początku minionego wieku.
Nie on był jednak odkywcą Spitsbergenu. i tak naprawdę, to do dziś nie ma pewności co do tego kto nim był.. Możliwe, że już w średniowieczu docierali tutaj Wikingowie.Oficjalną jednak datą odkrycia Spitsbergenu jest sama końcówka XVI wieku, kiedy do archipelagu dotarła wyprawa holenderskiego żeglarza i podróżnika Willema Barentsa ( tak, tak to ten od Morza Barentsa )
10 lat po założeniu miasta przez pana Longyeara ,norweska firma Wielka Norweska Kompania Węglowa wykupiła miejscowość i dalej prowadziła wydobycie węgla. W czasie II wojny światowej miasto zostało zniszczone, ocalało zaledwie kilka budynków.
Po wojnie zostało odtworzone jako osada górnicza i funkcjonowało w ten sposób do lat 90. XX wieku. W 1993 państwo norweskie przejęło miasto , stopniowo przekształciło je w „normalną” miejscowość i tak jest do dziś
Obecni mieszkańcy to ok, 2,5 tys osób 40-50 róznych narodowości.
Piea, najbardziej liczebna grupa to oczywiscie Norwegowie , to blisko 60%. Potem bardzo, długo nikt i Szwedzi i o dziwo .. Tajowie !! ( szok prawda ? ). Jest trochę kolejnej nacji z Azji bo Filipińczycy, oczywiście rodacy, Rosjanie a potem juz drobnica Niemcy,Holendrzy, Brytyjczycy, Islandczycy, Argentyńczycy etc.
Spacerując zaglądamy też oczywiście do kilku sklepów. Broń trzeba zostawić na zewnątrz..
Spotykamy kolejnego miśka ha ha
Kolejna ciekawostka .. na Sptsberganie jest kawiarnia z pieskami Husky ! Jak byłam tu pierwszy raz , z 10 lat temu kawiarnie jeszcze nie było, to nowość.
Oczywiście wchodzimy, nie można pominąć takiej atrakcji
Jest to jednocześnie sklep, można tu kupić różne pamiątki - wszystko lokalne wyroby
Kupujemy kawki i oglądamy pieski. Przy okazji można się trochę ogrzać. Pieski chętnie się bawią i dają głaskać, są bardzo przyjazne. A kawka też pyszna
no widoki fajne, ale nie pojadę tam - żeby się katować ... zimy ci u nas dostatek i nawet zorza polarna była pieski rzeczywiście pieszczochy, a przecie i niedźwiedzia polarnego w sforze huski zaatakują ktoś mi kiedyś mówił, że pies nie lubi dotykania głowy; kark i owszem, ale głowy nie sporo tam pamiątek z lokalnych skór
ja zawsze to powtarzam, że wolę chłodzik od upału:)))) ale mam na mysli taki chłodzik "wycieczkowy" powiedzmy, takie wiosenne 15 C; no tam to raczej chyba rzadkość... średnia dla Spitzbergenu to +4C latem w najcieplejszym lipcu, choc czytałam w sieci o anomalii: któregoś lata zanotowano tam rekordowe 21C! nie dziwota że lodowce sie topią.... ;
knajpa z pieskami czad! ;
he he , my mamy kocie klawiarnie, a tam psiaki.... no urocze ; pies jest trochę jak tygrys...., choć pies to nie kot, ale też nie lubi dotykania głowy;
pamiętam, że jak wlazłam kiedyś (z 10 lat temu) do klatki z tygrysami w Tajlandii, to też nas uprzedzano, żeby nie broń boże nie dotykać głowy tego olbrzymiego kota:) nie dotykałam, i żyję do dzisiaj:)
Miałam pieski , mialam też i mam kotki i wszystkie bardzo lubiły i lubią pieszczoty po głowie. Może mam "dobrą" rękę ?
Papuas, pamiątki w husky cafe są dosyc róznorodne, ale drobne : rękodzieło , książki, magnesy, kalendarze, mydła , pocztówki, czapki , wszystko głównie wykonane przez miejscowych. Skór tam za bardzo nie widziałam, ale nie rozglądałam się aż tak bardzo. A propos wyboru kierunków podróży to raczej każdy wybiera to co lubi i o czym marzy . Nikogo nie namawiam na zimne strony świata i katowanie się jak to ująłeś. To na pewno nie miejsce dla każdego. W relacji raczej starałam się pokazać jak tam jest, bo wg mnie jest zupełnie inaczej .Ale ok, nie będę nikogo już męczyć tą arktyczną zimą..
Neluś, chodziło mi o OBCE psiaki i koty spotykane właśnie gdzies tam w trasie w świecie.... ; są ponoć nieufne w dotykaniu ich za glowę!
a własne - jasne ze uwielbiają:) ja moje koty tarmosze po łebkach co chwila; kochaja to:) no ale to moje koty i mnie znają:)
co do Twojego, cyt: " nie będę nikogo już męczyć tą arktyczną zimą" - to absolutnie masz "męczyć" dalej przynajmniej mnie ja jestem bardzo chętna na te arktyczne widoki! i w odpowiedniej odzieży mogłabym jechac nawet jutro:) nie stopują mnie tamtejsze temperatury (choć wolę cieplejsze) tylko te ceny takich wypraw!
dawaj tą Arktykę i nie przejmuj się mrozo-nie-odpornymi:):))))
Idziemy na terminal . Jest nieduży,ale wystarczający na obsługę 1 samolotu.
Przy pasie bagażowym spotykamy pierwszego miśka ha ha
Z lotniska bagaże zabierane są bezpośrednio na statek, zobaczymy je już w kajucie. Bardzo to wygodne, nie ttrzeba nic tachać .
My pakujemy się do busów, które zawożą nas do centrum miasta. Zanim zabiorą nas do portu , mamy czas na kilkugodzinną szwendaczkę. Jest to super pomysł, bo pogoda dopisuje a my chętnie po locie rozprostujemy kości.
Miasto mieni się pięknymi barwami w słońcu. Kolorowe domki pięknie kontrastują z ośnieżonymi górami Jest bardzo przestrzenne, niska zabudowa wydaje się jeszcze niższa na tle majestatycznych gór. Idziemy oczywiście głównym deptakiem
Niezłe oponki
W mieście jest podobno więcej skuterów śnieżnych niż aut i rzeczywiście czuć to na ulicach.
Przed domami widać nie tylko auta i skutery ale i rowery a obok narty. Wszystko koło siebie , bo wszystko może się przydać.
Śmiesznie to wygląda.
Fajna nazwa - Arctic cat , szczególnie,że kotów tam nie ma w ogóle.
No trip no life
Nel dzieki za linki ))
Longyearbyen =jak wcześniej wspomniałam jest stolicą Svalbardu. Położona jest w środkowej części wyspy Spitsbergen.
Nazwa miasta jest bardzo trudna dla nas to zapamietania . Pochodzi od nazwiska Johna Munroe Longyeara, amerykańskiego właściciela firmy górniczej, który założył miasto na początku minionego wieku.
Nie on był jednak odkywcą Spitsbergenu. i tak naprawdę, to do dziś nie ma pewności co do tego kto nim był.. Możliwe, że już w średniowieczu docierali tutaj Wikingowie.Oficjalną jednak datą odkrycia Spitsbergenu jest sama końcówka XVI wieku, kiedy do archipelagu dotarła wyprawa holenderskiego żeglarza i podróżnika Willema Barentsa ( tak, tak to ten od Morza Barentsa )
10 lat po założeniu miasta przez pana Longyeara ,norweska firma Wielka Norweska Kompania Węglowa wykupiła miejscowość i dalej prowadziła wydobycie węgla. W czasie II wojny światowej miasto zostało zniszczone, ocalało zaledwie kilka budynków.
Po wojnie zostało odtworzone jako osada górnicza i funkcjonowało w ten sposób do lat 90. XX wieku. W 1993 państwo norweskie przejęło miasto , stopniowo przekształciło je w „normalną” miejscowość i tak jest do dziś
Obecni mieszkańcy to ok, 2,5 tys osób 40-50 róznych narodowości.
No trip no life
no to miasteczko fantastycznie zlokalizowane!
ale cyt "Obecni mieszkańcy to ok, 2,5 tys osób 40-50 różnych narodowości"
bardzo zaskakuje, że tyle tam mieszka ludzi z aż tylu narodowości!
Piea
Kapitalne te widoki łączące kolorowe domki i surowe góry
Piea, najbardziej liczebna grupa to oczywiscie Norwegowie , to blisko 60%. Potem bardzo, długo nikt i Szwedzi i o dziwo .. Tajowie !! ( szok prawda ? ). Jest trochę kolejnej nacji z Azji bo Filipińczycy, oczywiście rodacy, Rosjanie a potem juz drobnica Niemcy,Holendrzy, Brytyjczycy, Islandczycy, Argentyńczycy etc.
Spacerując zaglądamy też oczywiście do kilku sklepów. Broń trzeba zostawić na zewnątrz..
Spotykamy kolejnego miśka ha ha
Kolejna ciekawostka .. na Sptsberganie jest kawiarnia z pieskami Husky ! Jak byłam tu pierwszy raz , z 10 lat temu kawiarnie jeszcze nie było, to nowość.
Oczywiście wchodzimy, nie można pominąć takiej atrakcji
Jest to jednocześnie sklep, można tu kupić różne pamiątki - wszystko lokalne wyroby
Kupujemy kawki i oglądamy pieski. Przy okazji można się trochę ogrzać. Pieski chętnie się bawią i dają głaskać, są bardzo przyjazne. A kawka też pyszna
Dają mi się pogłaskać
Może jakaś kiełbaska dla mnie w środku ?
Moja czapka została obwąchana ha ha
No trip no life
papuas
ja zawsze to powtarzam, że wolę chłodzik od upału:)))) ale mam na mysli taki chłodzik "wycieczkowy"
powiedzmy, takie wiosenne 15 C; no tam to raczej chyba rzadkość... średnia dla Spitzbergenu to +4C latem w najcieplejszym lipcu, choc czytałam w sieci o anomalii: któregoś lata zanotowano tam rekordowe 21C! nie dziwota że lodowce sie topią.... ;
knajpa z pieskami czad!
;
he he , my mamy kocie klawiarnie, a tam psiaki.... no urocze
; pies jest trochę jak tygrys...., choć pies to nie kot, ale też nie lubi dotykania głowy;
pamiętam, że jak wlazłam kiedyś (z 10 lat temu) do klatki z tygrysami w Tajlandii, to też nas uprzedzano, żeby nie broń boże nie dotykać głowy tego olbrzymiego kota:) nie dotykałam, i żyję do dzisiaj:)
Piea
Miałam pieski , mialam też i mam kotki i wszystkie bardzo lubiły i lubią pieszczoty po głowie. Może mam "dobrą" rękę ?
Papuas, pamiątki w husky cafe są dosyc róznorodne, ale drobne : rękodzieło , książki, magnesy, kalendarze, mydła , pocztówki, czapki , wszystko głównie wykonane przez miejscowych. Skór tam za bardzo nie widziałam, ale nie rozglądałam się aż tak bardzo. A propos wyboru kierunków podróży to raczej każdy wybiera to co lubi i o czym marzy . Nikogo nie namawiam na zimne strony świata i katowanie się jak to ująłeś. To na pewno nie miejsce dla każdego. W relacji raczej starałam się pokazać jak tam jest, bo wg mnie jest zupełnie inaczej .Ale ok, nie będę nikogo już męczyć tą arktyczną zimą..
No trip no life
Neluś, chodziło mi o OBCE psiaki i koty spotykane właśnie gdzies tam w trasie w świecie.... ; są ponoć nieufne w dotykaniu ich za glowę!
a własne - jasne ze uwielbiają:) ja moje koty tarmosze po łebkach co chwila; kochaja to:) no ale to moje koty i mnie znają:)
co do Twojego, cyt: " nie będę nikogo już męczyć tą arktyczną zimą" - to absolutnie masz "męczyć" dalej
przynajmniej mnie
ja jestem bardzo chętna na te arktyczne widoki! i w odpowiedniej odzieży mogłabym jechac nawet jutro:) nie stopują mnie tamtejsze temperatury (choć wolę cieplejsze) tylko te ceny takich wypraw!
dawaj tą Arktykę i nie przejmuj się mrozo-nie-odpornymi:):))))
Piea