OMAN - OAZY, PUSTYNIE, WĄWOZY i WYJĄTKOWE PLAŻE

70 posts / 0 nowych
Ostatni wpis
Strony
edyta11
Obrazek użytkownika edyta11
Offline
Ostatnio: 1 dzień 20 godzin temu
Rejestracja: 02 lis 2013

Bilad Sayt –Wioska położona jest na zboczu  Gór Al-Hadżar, w pobliżu najwyższego szczytu Sułtanatu Omanu, Jebel Szams . Do Bilad Sayt można dotrzeć przez Wadi Al Sahtan i Wadi Bani Awf lub przez Al Hamra , która jest dostępna tylko dla pojazdów z napędem na 4 koła. I tę ostatnią nieświadomi tego, że nasze auto nie ma odpowiedniego napędu, pokonywaliśmy właśnie z naszymi autostopowiczami, już o zmierzchu…to było szaleństwo. Udało nam się to osiągnąć chyba właśnie dzięki nieświadomości. Jazda była mordercza. Oczywiście, że szczęśliwie zakończona pozostawia w nas tylko dobre wspomnienia i piękne obrazy. Widok tej wioski na pewno zasługuje na dotarcie do niej, ale odpowiednim autem. Rzucają się tutaj w oczy malownicze tarasy – można poczuć się jak w Azji. Palmy, tarasy…tylko tak wyjątkowa, charakterystyczna dla bliskiego wschodu zabudowa. To wszystko sprawia, ze całość wygląda naprawdę egzotycznie.

Nie wiem czy towarzyszący nam stres pozwolił nam w pełni nacieszyć się widokami. Jedziemy jednak dalej. Ale dokąd damy radę? Kiedy nas zastanie noc? Gdzie rozbijemy namiot? Te pytania kłębiły się w naszych głowach i były bardzo intensywne, tym bardziej, że spotykaliśmy innych szaleńców, takich jak my, którzy na przykład jadąc z naprzeciwka pytali nas  o campingi…jakie campingi? Oni też wcześniej niczego nie widzieli…czyli Quo Vadis? Jeszcze inni zatrzymywali się by podzielić się przerażeniem z dotychczas odbytej trasy i braku sił na dalszą…No cóż nie była to wycieczka krajoznawcza, choć tak się na początku  zapowiadało. Nagle Wojtek skręcił z trasy w lewo. To była męska, bez konsultacji decyzja. I dobrze. Zjechaliśmy do miasteczka. Oto ono. Miasteczko, które stało sie na tę noc naszym naturalnym hotelem.

Al Hajir – to miasto wcale nie było w planach, ale wiele mu zawdzięczamy, może nawet więcej niż myślimy, ale wole o tym nie rozmyślać…Trafiliśmy do niego i tu postanowiliśmy przenocować. Oczywiście w namiocie. W tej części świata noc zapada szybko. Jeszcze przed chwilą podziwialiśmy Bilad Sayt, a teraz w egipskich ciemnościach rozbijaliśmy namiot. Gdzieś. Bo co to było za miejsce? Nie mieliśmy pojęcia. Już sobie wyobrażałam, że to jakiś miejski parking i gdy rano wyczołgam się z namiotu ujrzę morze ludzkich twarzy zdziwionych nami. Okazało się, że spaliśmy za placem szkolnym i nikt się nie zdziwił naszą obecnością. Ludzie przechodzący, podchodzili i życzliwie pytali czy wszystko ok i czy nam niczego nie potrzeba. Te informacje o Omańczykach się sprawdziły. Cudowni ludzie. Troskliwi, pomocni, zainteresowani. Tu nie ma znieczulicy społecznej XXI wieku.

Noc. Nasza noc zaczęła się zaraz po rozbiciu namiotu, zjedzeniu kolacji ( mimo warunków na obrusie, talerzach  z zastawą i serwetkami z IKEA ), czyli o 19. To było przeżycie…tacy  niby zawsze przygotowani…tacy oczytani…a temperatura nas pokonała. Zimno na poziomie 2 tys metrów dało nam się we znaki. Gdy nad ranem opatulaliśmy się kurtkami, marzyliśmy o poranku. Ale poranek to dalsza droga. Widzieliśmy informację o tym, że tą trasą tylko 4×4…wiedzieliśmy, że będzie znowu stresująco. Chciałam mieć to za sobą. Przeżyć. Wymazać. Zapomnieć. Straszne. Dzisiaj jest to najsilniejsze wspomnienie, do którego wracam z poziomu kanapy przy iskrzącym  kominku we własnym ukochany domu. Najsilniejsze, ale i wspaniałe. Nigdy wcześniej niczego tak mocno nie przeżywałam jak tej wyprawę ku szczytom.

I wstało słońce…Droga była niesamowita. Ale o dziwo kolejnego dnia jechało się dużo lepiej. Przestaliśmy być zmarznięci dopiero po 2 godzinach. Góry stawały się coraz surowsze, wyższe, strome…właściwie…niekończące się. Kilka kilometrów pokonywaliśmy w żółwim tempie.

„…I dopiero drugiego dnia Wojtek się przyznał, że nie spał całą noc nie tylko z zimna, ale ze strachu, że w tych surowych górach zginiemy, że to auto nas zawiedzie , że zawiodą jego  umiejętności…Nie sądziłam, że aż tyle emocji tłumił w sobie, nie zarażając mnie nimi, właściwie chroniąc. W Omanie poznałam znaczenie słów: Nie wybieraj się w podróż z kimś kogo nie kochasz.”

...................................................................
www.smakowanie-swiata.pl
....................................................................

edyta11
Obrazek użytkownika edyta11
Offline
Ostatnio: 1 dzień 20 godzin temu
Rejestracja: 02 lis 2013

wschód słońca z widokiem na piekielną trasę

Aż wreszcie asfalt!!! Ulga. Radość. Odetchnięcie…po chwili jednak spojrzeliśmy na stromizny z rozrzewnieniem…już ich nie zobaczymy. Ile się nimi nacieszyliśmy to nasze, a że była to radość w sporym stresie to już inna sprawa. i mój bohater

Tam byliśmy, tam gdzie pokazuję palcem…na samym szczycie

Było ciężko, ale trochę jednak żal, że to już za nami. Teraz to już wszystko będzie takie proste…

Z tej podróży wyciągnęliśmy wiele wniosków:

  •  – sprawdzać dokładnie czy auto ma to co powinno mieć ( w naszym przypadku napęd )
  • – wcześniej szukać miejsc noclegowych
  • i chyba najważniejszy: 
  • – możemy na siebie liczyc w każdej sytuacji

Pamietajcie o słowach z poczatku postu :  „Nie wybieraj się w podróż z kimś kogo nie kochasz”

...................................................................
www.smakowanie-swiata.pl
....................................................................

Nel
Obrazek użytkownika Nel
Offline
Ostatnio: 7 godzin 11 minut temu
admin
Rejestracja: 04 wrz 2013

Faktycznie przygody Biggrin ale będziecie pewnie długo  wspominać ten wyjazd

No trip no life

edyta11
Obrazek użytkownika edyta11
Offline
Ostatnio: 1 dzień 20 godzin temu
Rejestracja: 02 lis 2013

oj tak...do dzisiaj Biggrin i jeszcze pewnie długo

Sun bespectacled

...................................................................
www.smakowanie-swiata.pl
....................................................................

alamed
Obrazek użytkownika alamed
Offline
Ostatnio: 7 godzin 42 minuty temu
Rejestracja: 11 kwi 2017

Wow, prawie mrożąca krew w żyłach opowieść, tak superowo opisujesz,zapomniałam o czytaniu relacji na tripku, myślałam,że czytam książkę Shok

Zdjęcia i ujęcia rewelacyjne, zachęcająca do odwiedzenia tego krau relacja Preved

Czekam na ciąg dalszy.

 

Przyszłość to marzenia, przeszłośc to wspomnienia

Żeluś
Obrazek użytkownika Żeluś
Offline
Ostatnio: 2 miesiące 3 tygodnie temu
Rejestracja: 25 kwi 2016

Edi...co za niespodzianka)) fajnie ,że wróciłaś Biggrin

edyta11
Obrazek użytkownika edyta11
Offline
Ostatnio: 1 dzień 20 godzin temu
Rejestracja: 02 lis 2013

Kasia wzięłam przykład z Ciebie Biggrin Kiedy lecisz?

...................................................................
www.smakowanie-swiata.pl
....................................................................

edyta11
Obrazek użytkownika edyta11
Offline
Ostatnio: 1 dzień 20 godzin temu
Rejestracja: 02 lis 2013

W Omanie spędziliśmy Sylwestra. Właśnie nadszedł ostatni dzień roku. 

Są takie momenty, kiedy ludzie podsumowują. Często z okazji pożegnania Starego Roku. Są też takie momenty kiedy ustalają listę zobowiązań – często z okazji Nowego Roku. Kto z nas tego nie czynił? Ja też i to wielokrotnie, ale nie tym razem. Ten dzień – kończący i zaczynający coś nowego, był refleksyjny.

Żegnaliśmy ten rok ciesząc się drobiazgami. I to piękna wskazówka na kolejny, nadchodzący.  I każdy następny. Tak żyć!

Przeżyliśmy w tych górach sporo emocji i choć zmarznięci cieszyliśmy się każdą chwilą na drodze asfaltowej. Radowało nas picie kawy w jednym z wielu barów przy ulicy, smakowaliśmy pysznych soków i to było coś… Gdybym miała pomalować ostatni i pierwszy dzień roku, musiałabym użyć jasnych, optymistycznych barw…wszystko było niebywałe…choć proste, ale w tej prostocie bardzo pozytywne.

Cieszyła nas droga i uspokajała zieleń palm. Zobaczycie jak różnorodny i piekny w tym jest Oman

...................................................................
www.smakowanie-swiata.pl
....................................................................

edyta11
Obrazek użytkownika edyta11
Offline
Ostatnio: 1 dzień 20 godzin temu
Rejestracja: 02 lis 2013

Najważniejsze, że mimo trudności w górach dotarliśmy do Misfah.

O mały włos  zrezygnowalibyśmy z wizyty w tym miasteczku. Trudy podróży, adrenalina towarzysząca nam podczas jazdy przez Green Mountan, sprawiły, że opadliśmy z sił i chcieliśmy jak najszybciej znaleźć się w cywilizacji.  O mały włos…i stracilibyśmy taka perełkę.

OSTATNI DZIEŃ ROKU CZYLI CARPE DIEM W NIZWIE 24 stycznia 2018Kategoria: OmanPodróże

Są takie momenty, kiedy ludzie podsumowują. Często z okazji pożegnania Starego Roku. Są też takie momenty kiedy ustalają listę zobowiązań – często z okazji Nowego Roku. Kto z nas tego nie czynił? Ja też i to wielokrotnie, ale nie tym razem. Ten dzień – kończący i zaczynający coś nowego, był refleksyjny.

Żegnaliśmy ten rok ciesząc się drobiazgami. I to piękna wskazówka na kolejny, nadchodzący.  I każdy następny. Tak żyć!

Przeżyliśmy w tych górach sporo emocji i choć zmarznięci cieszyliśmy się każdą chwilą na drodze asfaltowej. Radowało nas picie kawy w jednym z wielu barów przy ulicy, smakowaliśmy pysznych soków i to było coś… Gdybym miała pomalować ostatni i pierwszy dzień roku, musiałabym użyć jasnych, optymistycznych barw…wszystko było niebywałe…choć proste, ale w tej prostocie bardzo pozytywne.

Cieszyła nas droga i uspokajała zieleń palm.

Najważniejsze, że mimo trudności w górach dotarliśmy do Misfah.

O mały włos  zrezygnowalibyśmy z wizyty w tym miasteczku. Trudy podróży, adrenalina towarzysząca nam podczas jazdy przez Green Mountan, sprawiły, że opadliśmy z sił i chcieliśmy jak najszybciej znaleźć się w cywilizacji.  O mały włos…i stracilibyśmy taka perełkę.

Miasteczko jest przeurocze, choć bardzo zniszczone, zwłaszcza jego stara część. Budynki są w niej odnawiane metodą, nazwijmy ją rzemieślniczą.  Przechodzenie pod stropami uginającymi się pod wpływem lat i siły ciężkości  było ciekawe, ale jeszcze ciekawsze było to jak oni zamierzają je naprawić, a że potrafią to widzieliśmy  po rekonstrukcji fortów.

W miasteczku przepięknie usytułowany jest OLD  HOUSE, w którym mieści się zarówno niewielki hotel, a jak i klimatyczna restauracja, w której można się napić herbaty lub zjeść posiłek z widokiem na oazy. 

Coś pięknego dla każdego  oka wrażliwego na wspaniałe widoki. Tuż przy parkingu, po prawej stronie wejścia do miasta działa  sklepik z rodzimymi wyrobami. Można degustować smaczne miody. Można też je kupić w dość przystępnych cenach. Całe miasteczko było dla nas  przyjemnym przystankiem po trudach wcześniejszej trasy, i chwilą wytchnienia przed kolejnymi atrakcjami.

...................................................................
www.smakowanie-swiata.pl
....................................................................

edyta11
Obrazek użytkownika edyta11
Offline
Ostatnio: 1 dzień 20 godzin temu
Rejestracja: 02 lis 2013

Celem naszym i miejscem na Sylwestra była Nizwa. Nie mieliśmy pojęcia jak i gdzie go spędzimy. Może znowu w namiocie przy jakiejś drodze? Nie planowaliśmy niczego. Zanim do niej dotarliśmy, chcieliśmy zobaczyć kolejny fort ( ile jeszcze przed nami? Bo już mi się mieszają )

Bahla fort – ależ on wielki…Ruiny tego ogromnego fortu, z jego murami i wieżami z niewypalonej cegły i jej kamiennymi fundamentami, są niezwykłym przykładem fortyfikacji i nic dziwnego, że został wpisany na listę UNESCO. Tutaj mogłabym się naprawdę pogubić. Wystarczyło, że Wojtek zniknął mi z oczu, i było ryzyko, ze spotkamy się przy bramie wyjściowej ( o ile ja do niej trafię )  Myślę, że na samo miasto warto mieć więcej czasu. Z perspektywy fortu wygląda dość ciekawie.

Fort ogrom – nawet obiektyw szerokokątny nie wystarczył.

Niestety wyczytałam, ze fort w Nizwie jest czynny do 16 i chcieliśmy dzisiaj do niego dotrzeć. I tu sprostowanie – do 18,00.

NIZWA – drugie pod względem wielkości miasto, które kiedyś było stolicą. Znajduje się tutaj kolejny fort, najbardziej znany, ale wg nas najmniej ciekawy pod względem architektonicznym, choć najdroższy. Ceny za wstępy do wszystkich fortów poza nim to 5 zł. A w Nizwie 50 zł.

OSTATNI DZIEŃ ROKU CZYLI CARPE DIEM W NIZWIE

Są takie momenty, kiedy ludzie podsumowują. Często z okazji pożegnania Starego Roku. Są też takie momenty kiedy ustalają listę zobowiązań – często z okazji Nowego Roku. Kto z nas tego nie czynił? Ja też i to wielokrotnie, ale nie tym razem. Ten dzień – kończący i zaczynający coś nowego, był refleksyjny.

Żegnaliśmy ten rok ciesząc się drobiazgami. I to piękna wskazówka na kolejny, nadchodzący.  I każdy następny. Tak żyć!

Przeżyliśmy w tych górach sporo emocji i choć zmarznięci cieszyliśmy się każdą chwilą na drodze asfaltowej. Radowało nas picie kawy w jednym z wielu barów przy ulicy, smakowaliśmy pysznych soków i to było coś… Gdybym miała pomalować ostatni i pierwszy dzień roku, musiałabym użyć jasnych, optymistycznych barw…wszystko było niebywałe…choć proste, ale w tej prostocie bardzo pozytywne.

Cieszyła nas droga i uspokajała zieleń palmNajważniejsze, że mimo trudności w górach dotarliśmy do Misfah.

O mały włos  zrezygnowalibyśmy z wizyty w tym miasteczku. Trudy podróży, adrenalina towarzysząca nam podczas jazdy przez Green Mountan, sprawiły, że opadliśmy z sił i chcieliśmy jak najszybciej znaleźć się w cywilizacji.  O mały włos…i stracilibyśmy taka perełkę.

Miasteczko jest przeurocze, choć bardzo zniszczone, zwłaszcza jego stara część. Budynki są w niej odnawiane metodą, nazwijmy ją rzemieślniczą.  Przechodzenie pod stropami uginającymi się pod wpływem lat i siły ciężkości  było ciekawe, ale jeszcze ciekawsze było to jak oni zamierzają je naprawić, a że potrafią to widzieliśmy  po rekonstrukcji fortów.

W miasteczku przepięknie usytułowany jest OLD  HOUSE, w którym mieści się zarówno niewielki hotel, a jak i klimatyczna restauracja, w której można się napić herbaty lub zjeść posiłek z widokiem na oazy. Link do hotelu jest tutaj.

Coś pięknego dla każdego  oka wrażliwego na wspaniałe widoki. Tuż przy parkingu, po prawej stronie wejścia do miasta działa  sklepik z rodzimymi wyrobami. Można degustować smaczne miody. Można też je kupić w dość przystępnych cenach. Całe miasteczko było dla nas  przyjemnym przystankiem po trudach wcześniejszej trasy, i chwilą wytchnienia przed kolejnymi atrakcjami.

To co nas najbardziej zaciekawiło, to wystawa zdjęć przedstawiających procesy odbudowy fortu, które miały miejsce nie tak dawno bo w latach 1985-1995. I ekspozycje dawnego a może i obecnego życia Omańczyków.

Aż trudno uwierzyć, że to tego czasu, czli lat 90-tych Oman był biedną właściwie osadą. Przecież kiedyś to było mocarstwo, które władało Kenią, Tanzanią, a na Zanzibar przeniosło stolicę. Za panowania ojca obecnego Sułtana podupadło. Tak bardzo, że w całym kraju było tylko 13 lekarzy. To oczywiście tylko przykład pewnego zacofania, z którego państwo jednak się odrodziło dzięki obaleniu przez obecnego władcę rządów własnego ojca. Obecny Sułtan ma duże ambicje. Kraj się rozwija, zmienia…oby tylko dobrzy ludzie pozostali i by ich konsumpcjonizm nie pokonał. Są wyjątkowo życzliwi i bezinteresowni. Zupełnie inni niż w ZEA.

Opanowałam do perfeckcji mycie głowy, siebie i przebieranie w toaletach. 

Widok z fortu na odnowiony suq

Sam fort można podzielić na dwie części : wielką wieżę i pałac. Wieża jest bardzo praktyczna  – na samej górze jest wiele miejsc do odpoczynku. Oj potrzebowaliśmy chwili. Fort zawiera również wiele eksponatów i artefaktów wyświetlanych w każdym z pomieszczeń . Jest też ładny sklep z pamiątkami i stała wystawa, która ilustruje historię geograficzną Omanu i wiele szczegółów na temat historii Nizwy będącej kiedyś stolicą Omanu.

W naszej subiektywnej opinii fort sprawia wrażenie najbardziej komercyjnego. To czego bardzo żałowaliśmy, to braku dbałości o ekspozycje nocną – zabytki w Omanie raczej nie są oświetlane, a na pewno wiele by wówczas zyskały.

...................................................................
www.smakowanie-swiata.pl
....................................................................

Strony

Wyszukaj w trip4cheap

Ankieta

Ulubiony sposób spędzania wakacji w podrózy?