Jeszcze trochę pieknego hotelu...gdzie do każdego miejsca prowadzą ścieżki wydeptane pod palmami....trzeba tutaj uważać na kokosy bo jest ich ogrom.Plaża w okolicach basenu ma miejsca do relaksu-lezanki,hamaki,leżaczki.Basen jest pieknie połozony a przy nim wygodne kabany sporo lezaków.Obok lobby,bar i centrum sportów-tutaj tez mozna zapisać się na wycieczki .W hotelu jest pieknie połozone spa a przy plazy również kabany do masażu ))
W hotelu jest jedna restauracja pieknie połozona przy basenie.Śniadania sa w cenie -jest bufet i wybór z karty.Lunche i kolacje tylko z karty.Wybór róznorodny..porcje duże i wygladajace smakowicie...no ale jest tutaj jeden minus kucharze chyba nie używaja przypraw ...mało ,które danie nie prosiło się o dprawienie )) Na szczęście ceny i obsługa idealne...no i widoki z restauracji.Co wieczór muzyka na zywo i fidzijskie animacje....
Pierwszy raz na wyjezdzie nam się zdażyło,ze kiedy nie poszlismy na kolację obsługa dzwoniła do nas do willi czy przyjdziemy bo nie wiedzą czy maja na nas czekać? czy chcemy złozyć jeszcze zamówienie room service ))) nO powiem Wam,ze bardzo miło nas to zaskoczyło...Podziękowalismy...a za chwil paręprzyszedł konsjerż i przyniósł nam Prosecco ))
Czas ruszyć się z hotelu i zobaczyć wyspę...fajne jest tutaj to,że wszedzie jest piasek i praktycznie przez cały dzień mozna było chodzic na boso ..no chyba ,że szło się gdzieś wgłąb dzikiej wyspy))
Zaraz za naszym hotelem jest dzika plaża ciagnaca się kilka kilometrów aż do lądowiska helikopterów i avionetek.Gdyby nie to,ze przy hotelu na plaży prawie nie było ludzi to właśnie ta plaża byłaby naszą ulubioną...bo tutaj nigdy nikogo nie widzieliśmy )) stąd wyspęmozna obejśc dookoła -długi spacer i w upale męczący więc robilismy sobie kilka krótszych spacerków przecinając wyspę wśód tropkalnych scieżek ))
Zrobiliśmy sobie kilka razy spacer do siostrzanego Plantation Resort Island Fiji )) W obydwu hotelach są rowerki-w naszym były w cenie-często nimi tez sobie jezdzilismy...W Plantation jest sporo sklepików,kawiarnia z lodami,jest nawet dobrze zaopatrzony supermarket i bardzo dobrze zaopatrzony sklepik z alkoholami.
Teren resortu jest ogronmy a domki sa porozrzucane po całym tym ogromnym terenie.Jest tam tez więcej restauracji i basenów. Na terenie każdego resortu są tablice z wytyczonymi trasami rowerowymi...jest tutaj zdecydowanie więcej gości i jest bardzo głośno...
Na końcu resortu Plantation jest mały port gdzie przypływają łodzie i promy z Denarau...jest to miejsce,gzdie witaja i żegnaja gosci hotelowych...woda tutaj ma przepiękny kolor i rozpościera śie stąd widok na Lomani ,Muscet Cave i większą,górzysta wyspę Malolo ))
Między Plantation a Muscet Cove tuz przy porcie jest sporawe lądowisko)) tutaj kończy sie trasa rowerowa i żeby dostać się do Muscet Cove trzeba zostawić rowerki...są do tego przygotowane miejsca ))
Zostawiamy nasze rowerki i ruszamy na spacer do Muscet Cave...Dlaczego rowery trzeba zostawić? ano nie dlatego,ze po resorcie nie mozna jezdzic na rowerach -bo owszem i mozna i tam też są wytyczone trasy-ale Muscet Cave ma swoja wypozyczalnię "platną" dla swoich gości hotelowych też)) i to nie mało bo dla dorosłej osoby za dzień to około 70 zł ))
Musket Cove odzwierciedla rustykalny styl i swobodną atmosferę Fidżi dzięki przestronnej, otwartej przestrzeni. Wille połozone sa na ogromnym terenie )) chyba z 400 akrów tropikalnych ogrodów, odosobnione szlaki turystyczne i plaże otoczone palmami.Jest tutaj ogrom lagun,kilka restauracji i marina gdzie przypływaja turyści na lunche.Na kilku lagunach są pieknie połozone wille.Mozna w tej części spędzic sporo czasu...sami bylismy tutaj kilka godzin,zjedlismy w marinie lunch i łazilismy ciesząc oczy widokami...
Artunio po codziennym wypływaniu na snurkowanie namówił mnie na jedna wodną wycieczkę )) oczywiscie podczas wycieczki były tez snurki ale głona atrakcja to delfiny...no i powiem szczerze,że pierwszys raz widziałm ich taki ogrom musicie mi uwierzyć na słowo,ze było ich bardzo duzo ale nie zrobiłam ani jednego zdjęcia jedynie siedząc nerwowo na łodzi nakręcałam filmiki)) wycieczka z chińczykami to istny horror )) to co tam wyprawiali,zeby zrobić sobie zdjecia na tle delfinów przeszło moje wyobrażenie....siedziałam i modliłam się,żeby tylko łodzi nie przewrócili ))
Szczęściem było dla mnie dopłynięcie do brzegów pieknej wysepki Taravua gdzie znajduje sie resort,Wysepka słynie z tego,ze są tutaj zawsze pojednej stronie ogromne fale sprzyjające surferom ))
Mielismy jeszcze na nastepny dzień skorzystać z atrakcji Cloud 9-to taki pływajacy ,imprezowy bar po srodku oceanu ...ale jak sobie pomyslałam o chińczykach z hotelu,które taż tam moga być to mi się tej atrakcji odechaciało )))
to po kolei i jakby powiedział smerf Maruda: niby jest pięknie, i wszystko jest - żółty piasek, i krzywe palmy, i cudne kolory wody, i luksusowy hotel ... a tak jakoś "plaskato" (czyt. płasko) tak, oczy można napaść nie bardzo mogę Ci wybaczyć, że nie zrobiłaś ani jednego foto delfina .. ale sam nie wiem jak bym się zachował przy ruchliwych Chińczykach
tak doskonale są widoczne te fale dla surferów, ale to dla zrównoważonych sportowców czy może wyczynowców z równowagą no i fajna tarcza z karapaksu żółwia, ale zabrać tego nie można
Kończymy nasz pobyt na tej wysepce)) czas bardzo szybko minął...pięknie pożegnali nas w lobby w Lomani i meleksem zawiezli do portu przy Plantation.Tutaj jeszcze w głównej recepcji odprawa promowa i przy pożegnajnych spiewach opuszcamy to piękne miejsce ))
Ostatnie dni spędzamy na głównej wyspie .W porcie w Denarau bierzemy taxi i jedziemy do ostatniego naszego lokum.Marriott Momi Bay -bo teraz tutaj bedziemy sie relaksować-oddalony jest od portu o ponadz godzinke jazdy.Jazda przyjemna ale w okolicach portu i kawałek dalej ogromny ruch.
Hotel moloch ogromny ale i tutaj witaja nas tak jak w innych miejscach spiewem,orzykiem Bula i koralikami z muszelek ))
Szybki meldunek w przestronnym hotelowym lobby i mimo tego,ze bylismy w hotelu duzo przed czasem to od razu moglismy korzystać z ALL )) poszlismy sobie na szybki lunchyk,zimnego browarka i zaraz meleks zabrał nas do naszego lokum.
Jeszcze trochę pieknego hotelu...gdzie do każdego miejsca prowadzą ścieżki wydeptane pod palmami....trzeba tutaj uważać na kokosy bo jest ich ogrom.Plaża w okolicach basenu ma miejsca do relaksu-lezanki,hamaki,leżaczki.Basen jest pieknie połozony a przy nim wygodne kabany sporo lezaków.Obok lobby,bar i centrum sportów-tutaj tez mozna zapisać się na wycieczki .W hotelu jest pieknie połozone spa a przy plazy również kabany do masażu ))
W hotelu jest jedna restauracja pieknie połozona przy basenie.Śniadania sa w cenie -jest bufet i wybór z karty.Lunche i kolacje tylko z karty.Wybór róznorodny..porcje duże i wygladajace smakowicie...no ale jest tutaj jeden minus
kucharze chyba nie używaja przypraw ...mało ,które danie nie prosiło się o dprawienie )) Na szczęście ceny i obsługa idealne...no i widoki z restauracji.Co wieczór muzyka na zywo i fidzijskie animacje....
Pierwszy raz na wyjezdzie nam się zdażyło,ze kiedy nie poszlismy na kolację obsługa dzwoniła do nas do willi czy przyjdziemy bo nie wiedzą czy maja na nas czekać? czy chcemy złozyć jeszcze zamówienie room service ))) nO powiem Wam,ze bardzo miło nas to zaskoczyło...Podziękowalismy...a za chwil paręprzyszedł konsjerż i przyniósł nam Prosecco ))
Czas ruszyć się z hotelu i zobaczyć wyspę...fajne jest tutaj to,że wszedzie jest piasek i praktycznie przez cały dzień mozna było chodzic na boso ..no chyba ,że szło się gdzieś wgłąb dzikiej wyspy))
Zaraz za naszym hotelem jest dzika plaża ciagnaca się kilka kilometrów aż do lądowiska helikopterów i avionetek.Gdyby nie to,ze przy hotelu na plaży prawie nie było ludzi to właśnie ta plaża byłaby naszą ulubioną...bo tutaj nigdy nikogo nie widzieliśmy )) stąd wyspęmozna obejśc dookoła -długi spacer i w upale męczący więc robilismy sobie kilka krótszych spacerków przecinając wyspę wśód tropkalnych scieżek ))
Zrobiliśmy sobie kilka razy spacer do siostrzanego Plantation Resort Island Fiji )) W obydwu hotelach są rowerki-w naszym były w cenie-często nimi tez sobie jezdzilismy...W Plantation jest sporo sklepików,kawiarnia z lodami,jest nawet dobrze zaopatrzony supermarket i bardzo dobrze zaopatrzony sklepik z alkoholami.
Teren resortu jest ogronmy a domki sa porozrzucane po całym tym ogromnym terenie.Jest tam tez więcej restauracji i basenów. Na terenie każdego resortu są tablice z wytyczonymi trasami rowerowymi...jest tutaj zdecydowanie więcej gości i jest bardzo głośno...
Na końcu resortu Plantation jest mały port gdzie przypływają łodzie i promy z Denarau...jest to miejsce,gzdie witaja i żegnaja gosci hotelowych...woda tutaj ma przepiękny kolor i rozpościera śie stąd widok na Lomani ,Muscet Cave i większą,górzysta wyspę Malolo ))
Między Plantation a Muscet Cove tuz przy porcie jest sporawe lądowisko)) tutaj kończy sie trasa rowerowa i żeby dostać się do Muscet Cove trzeba zostawić rowerki...są do tego przygotowane miejsca ))
Zostawiamy nasze rowerki i ruszamy na spacer do Muscet Cave...Dlaczego rowery trzeba zostawić? ano nie dlatego,ze po resorcie nie mozna jezdzic na rowerach -bo owszem i mozna i tam też są wytyczone trasy-ale Muscet Cave ma swoja wypozyczalnię "platną" dla swoich gości hotelowych też)) i to nie mało bo dla dorosłej osoby za dzień to około 70 zł ))
Musket Cove odzwierciedla rustykalny styl i swobodną atmosferę Fidżi dzięki przestronnej, otwartej przestrzeni. Wille połozone sa na ogromnym terenie )) chyba z 400 akrów tropikalnych ogrodów, odosobnione szlaki turystyczne i plaże otoczone palmami.Jest tutaj ogrom lagun,kilka restauracji i marina gdzie przypływaja turyści na lunche.Na kilku lagunach są pieknie połozone wille.Mozna w tej części spędzic sporo czasu...sami bylismy tutaj kilka godzin,zjedlismy w marinie lunch i łazilismy ciesząc oczy widokami...
Artunio po codziennym wypływaniu na snurkowanie namówił mnie na jedna wodną wycieczkę )) oczywiscie podczas wycieczki były tez snurki ale głona atrakcja to delfiny...no i powiem szczerze,że pierwszys raz widziałm ich taki ogrom
musicie mi uwierzyć na słowo,ze było ich bardzo duzo ale nie zrobiłam ani jednego zdjęcia jedynie siedząc nerwowo na łodzi nakręcałam filmiki)) wycieczka z chińczykami to istny horror )) to co tam wyprawiali,zeby zrobić sobie zdjecia na tle delfinów przeszło moje wyobrażenie....siedziałam i modliłam się,żeby tylko łodzi nie przewrócili ))
Szczęściem było dla mnie dopłynięcie do brzegów pieknej wysepki Taravua gdzie znajduje sie resort,Wysepka słynie z tego,ze są tutaj zawsze pojednej stronie ogromne fale sprzyjające surferom ))
Mielismy jeszcze na nastepny dzień skorzystać z atrakcji Cloud 9-to taki pływajacy ,imprezowy bar po srodku oceanu ...ale jak sobie pomyslałam o chińczykach z hotelu,które taż tam moga być to mi się tej atrakcji odechaciało )))
to po kolei i jakby powiedział smerf Maruda: niby jest pięknie, i wszystko jest - żółty piasek, i krzywe palmy, i cudne kolory wody, i luksusowy hotel ... a tak jakoś "plaskato" (czyt. płasko)
tak, oczy można napaść nie bardzo mogę Ci wybaczyć, że nie zrobiłaś ani jednego foto delfina .. ale sam nie wiem jak bym się zachował przy ruchliwych Chińczykach 
tak doskonale są widoczne te fale dla surferów, ale to dla zrównoważonych sportowców czy może wyczynowców z równowagą no i fajna tarcza z karapaksu żółwia, ale zabrać tego nie można
papuas
Kończymy nasz pobyt na tej wysepce)) czas bardzo szybko minął...pięknie pożegnali nas w lobby w Lomani i meleksem zawiezli do portu przy Plantation.Tutaj jeszcze w głównej recepcji odprawa promowa i przy pożegnajnych spiewach opuszcamy to piękne miejsce ))
Ostatnie dni spędzamy na głównej wyspie .W porcie w Denarau bierzemy taxi i jedziemy do ostatniego naszego lokum.Marriott Momi Bay -bo teraz tutaj bedziemy sie relaksować-oddalony jest od portu o ponadz godzinke jazdy.Jazda przyjemna ale w okolicach portu i kawałek dalej ogromny ruch.
Hotel moloch ogromny ale i tutaj witaja nas tak jak w innych miejscach spiewem,orzykiem Bula i koralikami z muszelek ))
Szybki meldunek w przestronnym hotelowym lobby i mimo tego,ze bylismy w hotelu duzo przed czasem to od razu moglismy korzystać z ALL )) poszlismy sobie na szybki lunchyk,zimnego browarka i zaraz meleks zabrał nas do naszego lokum.