Jesteś tutaj
Jesteś tutaj
Witam,wczoraj wróciliśmy z tygodniowego pobytu na tej karaibskiej wyspie. Zainspirował nas,nie inaczej,serial TV pod angielskim tytułem "Death in Paradise". U nas znany jako "Śmierć pod palmami". Gdy,sporo czasu temu,byliśmy zaintrygowani gdzie leży filmowa "Sainte Marie" odkryliśmy,lekko zdziwieni,że "utożsamiła się" z nią właśnie Guadeloupa !!! Tak więc "Sainte Marie" to "twór fikcyjny stworzony na potrzeby serialu. Podobnie z resztą jak wiele innych elementów w filmie występujacych. Będzie jeszcze okazja o tym opowiedzieć.
Guadeloupa to zamorskie terytorium Francji. Ma to ten plus że będąc na karaibach jesteśmy...w Europie ; ) Nie ma potrzeby przeliczać waluty (płatnośc w EURO) oraz nie istnieje (przy wjeździe) kontrola lotniskowa. Minus-nie dostaniemy "pamiatkowej pieczątki" w paszporcie ; )
Podobnie ceny. Nie odbiegaja od "europejskich".Oczywiście na terenie hoteli "przepłacamy". Np.cena za piwo oscyluje od pięciu do ośmiu "jojo" a drinki zaczynaja sie od...dwunastu EURO. Podobnie rzecz ma się z jedzeniem,pamiątkami itp. Będę wracał do "cenowego watku" więc teraz się nad nimi (cenami) nie rozdrabniam...
Jak łatwo sie domyslić najlepsze (dla nas,z Irlandii) połączenie lotnicze oferował AirFrance. Czyli,wpierw do Paryża a nastepnie na Guadeloupę. Ponieważ lot ze stolicy Francji trwał (około) dziewięciu godzin,zdecydowalismy się na "dopłatę" aby uzyskać bardziej komfortowe siedzenia. W drodze powrotniej siedzieliśmy na miejscach "zwykłych". Naszym zdaniem,dopłata jest ZUPEŁNIE nie potrzebna. Siedziska "zwykłe" oferują niemal identyczne warunki podróżowania co te "dopłacane" !!! Miejsca "na nogi" jest wystarczajaco dużo. Wyposażenie typu: "kocyk,poduszeczka,słuchawki" są identyczne. Słabiej niż w innych liniach wypadają "świadczenie kulinarne". O ile na trasie z Dublina do Paryża( lot trwa 1h45min) "napitek plus słodkość" (oczywiście w cenie biletu) jest miłym dodatkiem. O tyle jeden posiłek (namiastka obiado-kolacji) na poczatku podróży i rodzaj "śniadania" (w końcówce) to oferta bardzo skromna. Dostepny jest (przy posiłkach) alkohol ale niskoprocentowy...
Aby temat lotów zakończyc muszę wspomnieć o...hmmm "atrakcji" jaka zafundował nam AirFrance. Otóż w drodze powrotnej,gdy mielismy wejść na pokład samolotu do Dublina,okazało sie że...lot jest "przeładowany" (overload) !!! I "system" wykasował nasze karty pokładowe. Mimo,że dokonaliśmy odprawy "on-line" na 24 godziny przed lotem. Mieliśmy juz "karty pokładowe" z przyznanmymi wczesniej miejscami ( przy odprawie on-line). Usłyszeliśmy że "MUSIMY" polecieć nastepnym lotem który jest za...sześć godzin !!! Oczywiście dostaniemy rekompensate finansową (150 EURO p/p). Na takie "dictum" rzecz jasna nie chcieliśmy sie zgodzić. Oznajmiliśmy że jesteśmy po ośmiogodzinnej podróży i nie ma mowy abyśmy zgodzili się czekać tak długo.Wypełnilismy nasze "obowiązki" (odprawa) i teraz nie zrezygnujemy. Krótko mówiąc..."robimy Rejtana" ; ) Narasta konsternacja wśród personelu.Widać że..."sie zgubili". Razem z nami ma pozostać sześć osób które także system usunął z listy pasażerów. Telefony i bieganina. Pytam dodatkowo:"co z naszym bagażem ??? My zostaniemy a on (bagaż) poleci do Dublina" ?!!! Personel zapenia nas że bagaż nie jest jeszcze w samolocie. Aby sprawy nie przeciagać ; ) Ostatecznie "wyczarowano" cztery miejsca więc się załapaliśmy wraz z dwiema pasażerkami. Oczywiście było jak zapewniał personel Bagaż był "na płycie" i...na płycie pozostał. W Dublinie wywołano nas (dwie dziewczyny także) do "bagażowej recepcji" gdzie uzyskalismy "info" iz waliza została i przyleci jutro ; ))) Wypełnilismy odpowiednie kwity i czekalismy na rozwój wypadków. Tu miłe zaskoczenie. Dziś o godzinie 15-stej doszedzł SMS że "waliza już do nas jedzie". I faktycznie,za niespełna godzinkę kierowca "zapukał do drzwi" ; )
Tyle o "transporcie lotniczym" i atrakcjach nam zafundowanych przez przewoźnika. Aby totalnie sprawe zamknąć,muszę dodać że "po drodze" czakała nas jeszcze "blokada" jaka urzadzili irlandczycy w odpowiedzi na wzrost ceny paliw !!! To i tyle na wstępie. Od jutra...same pozytywy ; )
...no to w drogę... żeby się oburzać i podziwiać
...zdumiewać i wzruszać ramionami...wybrzydzać i zachwycać...Radoslav
Chętnie poczytam o Gwadelupie.
Niestety chyba musimy sie przygotować na różne zawirowania w podróżach i wkalkulować to ryzyko
No trip no life
... Jak wspomniałem o wyborze Guadeloupy zdecydował serial telewizyjny. Równiez miejsce pobytu zostało jemu (serialowi) "podporzadkowane" ; ) Ogladajac odcinki,zwróciliśmy uwagę że sporo akcji rozgrywa sie w jednym hotelu. Po identyfikacji obiektu okazało sie że to "Langley Fort Royal". Na zdjęciach wygladał całkiem fajnie a jego lokacja..."bardzo fajnie" ; ) Tu uwaga. Guadeloupa jest jedną wyspą ale "przekopaną" kanałem w jej najwęższym miejscu co sprawia wrażenie że wysepki sa dwie. Całość ,patrząc na mapę, jest podobna do..."płuc" ; ) Z czego prawe to "nadgryzione nikotyną",płuco palacza ; ))) Te "części wyspy" nosza nazwy "Grande Terre",czyli częśc prawa, oraz "Basse Terre" ,po lewo.
Nasz hotel znajdował się na północnym krańcu "Basse Terre". Obie części Guadeloupy znacznie się od siebie różnią. "Prawa", bardzo ucywilizowana z dużymi ośrodkami miejskimi. Pointe-a-Pitre (stolica wyspy),Sainte Anne,Port Louis... Ta częśc jest także bardziej "płaska" a lasy ustąpiły miejsca polom uprawnym. Tutaj także znajdziemy większy wybór "ośrodków turystycznych".
Część "po lewo" to niewielka ilość małych miasteczek na wybrzeżu,"środek" górzysty, porośnięty lasami. Bez ludzkich osad.Oczywiście chodzi mi o "większe ,ludzkie skupiska". Aby nikt nie pomyslał że "Basse Terre" to..."kompletna dzicz" ; )
Ponieważ lotnisko znajduje sie przy stolicy,Pointe-a-Pitre,potrzebowaliśmy transferu do hotelu. Tym razem zdecydowalismy się nie rezerwować taksówki wczesniej wychodząc z założenia że "na miejscu" (przy lotnisku) nie powinno być problemu ze "złapaniem taryfy". Tak też i było. Taksówkę złapaliśmy "od reki". Gdy zapytałem o koszt przejazdu,wczesniej podałem nazwę hotelu,kierowca odpowiedział że : "jedzie na licznik" czyli o zapłacie zdecyduje wskazanie taksometru.Ostatecznie zapłaciliśmy 120 EURO. Co ciekawe,przy powrocie licznik pokazał...80 "jojo". Cóż..."każdy orze jak może"... ; )))
Podróz trwała niemal godzinę. Szkoda że odbywała sie "po ciemku". Stąd w jej trakcie widzielismy...nic ; ) Przy sporej tablicy zjeżdżamy z drogi głównej aby po chwili podjechać pod hotel. Fotki zrobiłem "za dnia",dnia nastepnego...
Kierowca wskazał nam gdzie znajduje sie hotelowa recepcja. Myślałem z poczatku że..."sie pomylił".Na pierwszy rzut oka to miejsce nie wygladało na recepcję.Co najwyżej na..."punkt informacyjny". Jak to bywa,pozory mylą i rzeczywiście staneliśmy pod dachem "hotelowego punktu przyjęć" ; )
Tak wygląda recepcja "z góry". Oprócz niej (recepcji) znajdował sie tam mini-bar,sklepik z pamiatkami i wypozyczalnia sprzewtu sportowego...
Meldunek jest szybki. Dostajemy karty-klucze, "ulotkę" o WI-FI i "garść hotelowych informacji". Bedziemy na drugim piętrze,"chwała Panu" są windy, a pokój nosi numer 207...
Po otwarciu drzwi doznajemy..."szoku". No może nie az tak ale zdziwienie było spore ; ). Pokój to właściwie...pokoik !!! Chyba nigdy nigdzie,no może z wyjatkiem domków campingowych,nie mieszkalismy w "czymś tak niewielkim" !!! NIe mierzyłem ale całość ma powierzchnię.około,20-stu metrów kwadratowych. Odnosimy wrażenie że w pokoju jest...tylko łóżko ; ))) Na szczęście wszystko czyste i bez "obcych zapachów" tak częstych w tropikalnych lokacjach. Równie "kameralne" jak pokoik są łazienka i toaleta. Na szczęście z deszczownicą (umywalka w wiadomej liczbie ; ))).Przybytki sanitarne sa oddzielnie,całe szczęście...
Łóżko o przyzwoitym rozmiarze. Co bardzo "na plus" z wygodnym materacem i równie komfortowym "setem poduszek". Docenimy te walory w czasie pobytu...
Zdjęcia pokoiku zrobiłem także "dnia nastepnego" .Wieczorem ,po przyjeździe ,nie miałem ani sił ani ochoty robić zdjęc czegokolwiek ; )
Wspomniane łóżko ; )
i to co w pokoju było atrakcja najwiekszą. Widok z okna a właściwie..."z łóżka". Nigdy,nigdzie (wyjatek to maledivski domek na wodzie) nie mielismy..."łóżka z widokiem na morze" ; ))
Często "mamy tak" że zmęczenie podróżą daje sie we znaki na tyle iż..."nic nam sie nie podoba". W świetle dnia,po solidnym odespaniu,widzimy otoczenie w "jasnych barwach". Tak było i tym razem.. Ale...o tym jutro ; )
...no to w drogę... żeby się oburzać i podziwiać
...zdumiewać i wzruszać ramionami...wybrzydzać i zachwycać...Radoslav
Melduję sie i ja...o tym co się dzieje w Irlandii właśnie opowiadał mi syn,który ze statku na lotnisko drogę pokonywał prawie cztery godziny
Jestem bardzo ciekawa Waszego pobytu na wyspie.My niestety byliśmy tylko jeden dzień podczas rejsu-oprócz plaż niezbyt wiele tam widzieliśmy.
Ja też się melduję.
dołączam do grona czytaczo-oglądaczy i ja
Piea
czytam i jestem niezmiernie zaskoczony, że samolot może być przeładowany
papuas
no cóż... takie praktyki nadsprzedaży (overbooking) czasami sie zdarzają i to zwykle jest "celowe działanie" linii lotniczej
, na szczęscie niezwykle rzadko ma to miejce (; nasi znajomi wiele lat temu lecieli KLM-em z Amsterdamu do Peru i mieli podobny przypadek (który dla nich skończył się mega zaskakujaco szczęśliwie
), bo po wejściu na pokład samolotu okazało się, że na ich miejscach siedzą już 2 inne osoby!
po sprawdzeniu kart pokładowych - tamci mieli wydrukowane identyczne miejsca
; no sytuacja wielce stresowa, ale szefowa stewardess rozwiązała problem i zaprosiła ich do I klasy, mówiąc że mają tam wolne miejsca; lecieli wiec w luksusach bez dopłaty
Radek a tak w ogóle to jestem pełna podziwu dla Ciebie - no tempo petarda!
dziś powrót- jutro Relacja!
; masz jakiś patent na takie działanie?
; kurde, jak Ty to robisz, że ogarniasz to tak błyskawicznie? ...
ja zanim się "ogarnę" po powrocie to... wiecie jak jest 
Piea
...witam ponownie w "karaibskim wątku" : ) Odnośnie "czasu reakcji" czyli tworzenia relacji to powiem tak. Znacznie łatwiej jest mi opisywać wszystko niemal "na gorąco" niż "po czasie" gdy wspomnienia nie sa już tak wyraźne. A że,jako emeryt,czasu wolnego mam...aż nad to...to siadam i sklecam ; ))))
Co do "przeładowania aviona"."Do teraz" jedynie słyszeliśmy o takiej możliwości. Ale dotyczyło to "tanich linii" w okresie wakacyjnym lub przedświatecznym. Nie mam pretensji że taka sytuacja zaistniała ale nie bardzo rozumiem czym kierował się system odrzucając nas ( mieliśmy dwa loty na jednym bilecie !!!) a nie pasażerów którzy lecieli "tylko" z Paryża do Dublina. Odprawę "on line" zrobiliśmy odpowiednio wcześnie więc linie "widziały nas" jako pasażerów w lotach połączonych. Co zabawne, AirFrance przysłal "na pocztę" prośbę o wydanie opinii odnośnie lotu z Poit-a-Pitre do Paryża ale pominął część z Paryża do Dublina. Zapewne domyślali się naszego "zadowolenia" ; )))
...wróćmy na Guadeloupę. Różnica czasu pomiedzy Irlandia a karaibami wynosi pięć godzin. Tak więc wstawało się łatwo ; ) Sprawę "pobudki" ułatwiała temperatura na zewnątrz. O godzinie siódmej było już 24*C. Z przyjemnościa wychodzilismy na nasz balkonik aby "powitać dzień". A widoczek zarówno na główną,hotelową plażę jak i widoczne w oddali wzgórza były naprawdę "przednie"...
To widoczek "z balkonu" na "
Plage du Petit Bas Vent ......plaża nawet "po deszczu" wyglądała całkiem fajnie !!!
podobnie było ze wzgórzami. Zielone "do bólu" ; ) Prawie zawsze z pokrywą chmur.
a gdy chmury zebrały się "w gromadę", zaczynało padać. A właściwie lać na styl karaibski ; ))
wtedy,morze "zlewało sie z niebem"...
i zaraz po deszczu wzgórza wyglądały najatrakcyjniej. Spowite w opary przypomiały bardzo te...balijskie ; )
Skoro jesteśmy "przy pogodzie". W tym czasie była niezwykle..."zmienna" ; ) Co to znaczy ? Ano,np.wstajemy przy bezchmurnym niebie a gdy wracamy ze śniadania ,zaczyna się solidnie chmurzyć. Popada przez godzinkę i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki chmury się rozstąpią dając do wieczora "upiorny,słoneczny skwar". Takie konfiguracje można ustawiać dowolnie i z całą pewnościa będą odpowiadały "pogodowej prawdzie" ; )
Jutro...połazimy po plażach.Były podobne choć...inne ; )
...no to w drogę... żeby się oburzać i podziwiać
...zdumiewać i wzruszać ramionami...wybrzydzać i zachwycać...Radoslav
Piękne widoczki z balkonu , te z chmurami również
No trip no life
Bezapelacyjnie te widoki to są nasze ...moje ...klimaty ...Wracając jeszcze do ceny przejazdu z lotniska do hotelu ...120 ero )) cholera powiem,że drogo.Nigdy tyle za transport taxi nie płaciliśmy...No i teraz myślę sobie ile by taki transport na Reunion kosztował ??? zaczynam rozumieć dlaczego prawie wszyscy turyści z lotniska wypozyczonymi autami wyjeżdzali .
Pogodą jestem zaskoczona bo myślałam,że teraz to top sezon i będzie tylko słonko...