...upieram się że "wnętrze wyspy" jast...nieciekawe. Kaktusy lubię i ja ale "wymieszane" z kolczastymi krzewami i "zabarwione kurzem" były nieatrakcyjne. Skoro Wam sie podobaja to dowód na to że..."zdjecia przekłamują" ; )))
A co do "słońcem zmożenia". Lubię "teraz i zawsze" gorące lokacje ale...nie jestem "ogniodporny" ; ))))))
Dziś czas na "to i owo" czyli przerywniki...
Zacznę od..."lataków". Było ich sporo ,choć "ustrzelenie fotograficzne" każdego z nich to w moim wydaniu bardziej przypadek niż umiętność...
Trafiały sie kolibry. Piszę trafiały gdyż nie były tak częstymi gośćmi jak na Martynice czy Dominikanie. Który to gatunek ??? Nie mnie wiedzieć ; )
Teraz najczęstsi goście. Nazwalismy je..."wróblami" ; ))) Niezbyt płoche ale w locie "szybkie jak strzała" !!! Lubiły siadać "na poddaszu" ...
wśród gałęzi niełatwo było je dostrzec ...
"na stołówce" można było spotkać podobne w ubarwieniu choć wieksze od tych "wróblowatych" ptaki ...
zdecydowanie najbardziej lubiłem obserwować te..."rybitwy" ; ))) Zawsze zataczały duże okręgi na pograniczu wody i ladu. Nigdy nie zniżały lotu toteż i fotki "z dala"...
tak naprawde to nie wiem czy to ten sam gatunek ponieważ zdawały mi się troszke różnić od siebie...
kilka razy przeleciał nad woda ptak..."pelikano podobny" ale zawsze aparat był "nie pod reką" ; )))
Teraz to co "na brzegu". Krabów była "obfitość". Małe ,duże,przeróżnie ubarwione. Wszystkie niezwykle płoche...
A w wodzie. "Szaleństwo" !!! ; ) Skoro na płyciznach napotykało sie taka ilość "rybiego rodzaju" moge sobie wyopbrazić co działo się na rafach !!! Pierwszy raz widziałem "na żywo" Barrakudę. Małą ale zawsze ; ))
rybu drobiazg kłebił się wszędzie...
a przy skałkach oraz brzegowych umocnieniach spotykało się ryby większe...
po piaskowych plażach biegały..."mini-godzille". Szybkie i..."płoche jak ważka" ; )
nie widziliśmy ani jednego psa !!! Jedynie w hotelu trafił sie wypasiony kocur rozleniwiony "na maxa". Tyle z tamtejszych żyjatek. Zapewne jest ich więcej ale nie pojechalismy tam "z kamerą wśród zwierząt" ; )))
Jutro krótki przerywnik z wizyty "w knajpce na skałkach"...
—
...no to w drogę... żeby się oburzać i podziwiać
...zdumiewać i wzruszać ramionami...wybrzydzać i zachwycać...Radoslav
...wracając ze spaceru do stolicy,Basia namierzyła klimatycza knajpkę nad brzegiem morza. Postanowilismy udać sie tam na obiad. Co jedliśmy,pokazywałem wczesniej,a dziś o samym miejscu i okolicy.
Należało "przejść przez budynek"...
aby "na zapleczu" udać w kierunku "morskim"...
knajpka znajduje się w bardzo bliskiej odległości od skalistego brzegu. Zastanawiałem sie czy przy większym wietrze "od morza" fale nie "podmywają" stolików ; ))
Basia "zaopatrzyła mnie" w kapelusik. Mogłem sobie pozwolić na "kilka słonecznych chwil" ; )))
w oczekiwaniu na zamówione jedzonko,poszedłem zerknąć na ten kawałek wybrzeża. Z restauracyjką sąsiadowały małe hotele...
a ponieważ brak było plaży oraz "naturalnego kapieliska",zbudowano coś w rodzaju..."morskiego basenu". Część brzego odgrodzono kamiennymi umocnieniami i "odkamieniono " morskie dno. Dzieki temy goście mogli korzystać ze słonowodnych kapieli...
a "drugi wtręt" dotyczy..."imprezowania po holendersku" ; ) Wielkim zaskoczeniem był dla nas fakt że nadmorskie,i nie tylko,knajpki wieczorami "świeciły pustką". Ba,wiekszość była zamknieta !!! A gdzie "karaibskie klimaty" ??? Gdzie muza,tańce itp !??? Myślelismy że może to.."nie sezon",może wszystko odżywa gdy turystów jest więcej ??? Z takim przekonaniem pewnie byśmy wyjechali gdyby nie jeden wieczór ; )
Tego dnia wyszlismy podobnie jak w dni poprzednie zobaczyć zachód słońca. W jednej z restauracji "na plaży" widzimy..."ludzka ciżbę" !!!
Oooo, co to się dzieje !??? Panie odstrojone "jak na bal". Piwo "się leje" w ilościach..."wiaderkowych" !!! Właściwie o co chodzi ???
ponieważ holendzy to ludek "mało kontaktowy" nie mieliśmy mozliwośći zapytać z jakiej okazji "ta feta". Tym bardziej dziwne to było że sąsiednie knajpki...zamknięte jak co dzień...
Nie dawało nam to spokoju i wieczorem,przy koilacji w naszym hotelu zapytalismy "ober,a". O co chodziło z ta imprezka na plaży. Odpowiedział że knajpa "tego dnia" i "w tym czasie" ma..."Happy Hour". Dlatego holendrzy tak masowo doń przybywają. Jak dla nas...szok. Mielibyśmy lecieć "przez pół świata" aby pobalować "w jeden dzień" a rezszte pobytu odbyć..."budżetowo" !??? Nie w naszym stylu ; ))))
Jutro..."czas sie przenieść" czyli drugi hotel...
—
...no to w drogę... żeby się oburzać i podziwiać
...zdumiewać i wzruszać ramionami...wybrzydzać i zachwycać...Radoslav
hi, hi z kamerą wśród zwierząi trza było pojechać z wędką - może i jaka większa barrakuda miała by foto kraby super i jakieś niepłochliwe granatowe rybki to pewnikiem jakiś gatunek ustniczka tak te latające na niebie wyrażnie różnią się ogonem, więc z pewnością nie to samo z rozwidlonym ogonem pewnie fregaty
...heh, myślałem wielokrotnie aby zabrać ze sobą sprzęt wędkarski.Raz jeden nawet (do meksyku) spakowałem akcesoria. I co...ani razu nie wędkowałem. Najnormalniej w świecie...nie chciało mi się. Wyjatek: w czasie pierwszej podróży na Dominikanę ,Basia zafundowała mi "morskie Big Game". Złowiłem wtedy marlina ale gdy zobaczyłem jak go "potraktowano" po wyjąciu do łodzi...odechciało mi się takich "atrakcji"...
...a co do temperatury to codziennie oscylowała pomiedzy 32 a 34 *C. Rzecz jasna "w cieniu". Ile było "na słońcu" ? Mogę się jedynie domyslać ; )))
Dziś "przenosiny" do drugiego hotelu. Jak wspomniałem,chcielismy aby był "oddalony" (trochę ; ) od Wilemstad i jednoczesnie miał "pod bokiem" którąś z rekomendowanych plaż. Nasz wybór padł na "Lionsdive Beach Resort". Plaża "graniczyła" z najbardziej "rozrywkową piaskownicą" na Curacao-"Mambo Beach"...
To jedna z niewielu relacji gdzie nie zamieszczam fotek z hotelowego pokoju. Dlaczego ? Otóż pokój był niemal "klonem" tego pokoju który mielismy w hotelu poprzednim. Zauważone różnice:1.wielkośc telewizora (w drugim hotelu był mniejszy ; )) 2. łazienka wyłozona była (przy identycznym rozkładzie i kubaturze) jasnymi,"piaskowymi" płytami co sprawiało mniej surowe wrażenie 3. róznica najbardziej istotna,mianowicie pokój posiadał...WSPÓLNY balkon !!! Po prostu wszystkie pokoje,na obu pietrach,oferowały wyjście na balkonik niczym nie odgrodzony od sąsiadów !!! Pomysł...iście holenderski ; )))
Tak to wyglądał nasz budynek od strony plazy patrząc...
Recepcja jeszcze mniejsza niż u poprzednika.Ponieważ była "na przestrzał", miała wnętrze równie gorące jak na zewnątrz.Nie ratowały sprawy "sufitowe wiatraki"...
I Jeszcze jdna rzecz,"na minus". Pomimo piętrowej zabudowy, nie było wind !!! A na dokładkę personek nie pomagał przy wnoszeniu (jak i wynoszeniu) bagaży. "Umyślny", złapał naszą "reklamówkę" i poprowadził do popkoju (na drugim piętrze). Niech nikt nie pomyśli że wniesaienie walizek to dla nas wielki problem ale chodzi i zasady. Czterogwiadkowy hotel, popbierając oopłate jak za "piątkę" powinien zadbać(naszym zdaniem) o takie "udogodnienia". Przy "pierwszym wrażeniu" ocenilismy jednogłosnie to..."hostel" a nie hotel ; )))
Jakie były kolejne dni...o tym jutro.
—
...no to w drogę... żeby się oburzać i podziwiać
...zdumiewać i wzruszać ramionami...wybrzydzać i zachwycać...Radoslav
...na szczęście,"hotelowe obejście" prezentowało się znacznie lepieju niż sam hotel. Widoczek z "komunalnego balkonu" ; )
po przeciwnej stronie "mini-zatoczki" widać było "Curacao Sea Aquarium" którego wejście (częśc biurowa) stylizowana była na...statek !!!
całość,mam na myśli teren wokół hotelu,była naprawde spora.Trzy baseny,"pare" jadłodalni, duża ilośc leżaków ,parasoli i tego wszystkiego co "wakacyjny turysta" potrzebuje...
"parasolkowo-leżakowy gąszcz" ; )
"naplażowe Spa"...
zatoczka w której można było obserwować "morskie życie" jak i zażywać kapieli...
"kolczasty stolik" w jednej z hotelowych knajpek...
nie zabrakło również zieleni,tak tej "palmowej"...
jak i tej "zwyczajnej", liściastej dającej zbawienny cień...
nie rozkminiłem (żartu !???) z niedotykalskim mango !???
i tak to,"z grubsza" wyglądało. Ulubiliśmy sobie jdno miejsce na plaży i "okupowaliśmy" je dzień w dzień ; )
Jutro...CD rózności i zakończenie...
—
...no to w drogę... żeby się oburzać i podziwiać
...zdumiewać i wzruszać ramionami...wybrzydzać i zachwycać...Radoslav
...upieram się że "wnętrze wyspy" jast...nieciekawe. Kaktusy lubię i ja ale "wymieszane" z kolczastymi krzewami i "zabarwione kurzem" były nieatrakcyjne. Skoro Wam sie podobaja to dowód na to że..."zdjecia przekłamują" ; )))
A co do "słońcem zmożenia". Lubię "teraz i zawsze" gorące lokacje ale...nie jestem "ogniodporny" ; ))))))
Dziś czas na "to i owo" czyli przerywniki...
Zacznę od..."lataków". Było ich sporo ,choć "ustrzelenie fotograficzne" każdego z nich to w moim wydaniu bardziej przypadek niż umiętność...
Trafiały sie kolibry. Piszę trafiały gdyż nie były tak częstymi gośćmi jak na Martynice czy Dominikanie. Który to gatunek ??? Nie mnie wiedzieć ; )
Teraz najczęstsi goście. Nazwalismy je..."wróblami" ; ))) Niezbyt płoche ale w locie "szybkie jak strzała" !!! Lubiły siadać "na poddaszu" ...
wśród gałęzi niełatwo było je dostrzec ...
"na stołówce" można było spotkać podobne w ubarwieniu choć wieksze od tych "wróblowatych" ptaki ...
zdecydowanie najbardziej lubiłem obserwować te..."rybitwy" ; ))) Zawsze zataczały duże okręgi na pograniczu wody i ladu. Nigdy nie zniżały lotu toteż i fotki "z dala"...
tak naprawde to nie wiem czy to ten sam gatunek ponieważ zdawały mi się troszke różnić od siebie...
kilka razy przeleciał nad woda ptak..."pelikano podobny" ale zawsze aparat był "nie pod reką" ; )))
Teraz to co "na brzegu". Krabów była "obfitość". Małe ,duże,przeróżnie ubarwione. Wszystkie niezwykle płoche...
A w wodzie. "Szaleństwo" !!! ; ) Skoro na płyciznach napotykało sie taka ilość "rybiego rodzaju" moge sobie wyopbrazić co działo się na rafach !!! Pierwszy raz widziałem
"na żywo" Barrakudę. Małą ale zawsze ; ))
rybu drobiazg kłebił się wszędzie...
a przy skałkach oraz brzegowych umocnieniach spotykało się ryby większe...
po piaskowych plażach biegały..."mini-godzille". Szybkie i..."płoche jak ważka" ; )
nie widziliśmy ani jednego psa !!! Jedynie w hotelu trafił sie wypasiony kocur rozleniwiony "na maxa". Tyle z tamtejszych żyjatek. Zapewne jest ich więcej ale nie pojechalismy tam "z kamerą wśród zwierząt" ; )))
Jutro krótki przerywnik z wizyty "w knajpce na skałkach"...
...no to w drogę... żeby się oburzać i podziwiać
...zdumiewać i wzruszać ramionami...wybrzydzać i zachwycać...Radoslav
...wracając ze spaceru do stolicy,Basia namierzyła klimatycza knajpkę nad brzegiem morza. Postanowilismy udać sie tam na obiad. Co jedliśmy,pokazywałem wczesniej,a dziś o samym miejscu i okolicy.
Należało "przejść przez budynek"...
aby "na zapleczu" udać w kierunku "morskim"...
knajpka znajduje się w bardzo bliskiej odległości od skalistego brzegu. Zastanawiałem sie czy przy większym wietrze "od morza" fale nie "podmywają" stolików ; ))
stoliki "do zdjęcia" niekoniecznie nadawały sie "do posiedzenia".Były...zbyt nasłonecznione ; ))
Basia "zaopatrzyła mnie" w kapelusik. Mogłem sobie pozwolić na "kilka słonecznych chwil" ; )))
w oczekiwaniu na zamówione jedzonko,poszedłem zerknąć na ten kawałek wybrzeża. Z restauracyjką sąsiadowały małe hotele...
a ponieważ brak było plaży oraz "naturalnego kapieliska",zbudowano coś w rodzaju..."morskiego basenu". Część brzego odgrodzono kamiennymi umocnieniami i "odkamieniono " morskie dno. Dzieki temy goście mogli korzystać ze słonowodnych kapieli...
a "drugi wtręt" dotyczy..."imprezowania po holendersku" ; ) Wielkim zaskoczeniem był dla nas fakt że nadmorskie,i nie tylko,knajpki wieczorami "świeciły pustką". Ba,wiekszość była zamknieta !!! A gdzie "karaibskie klimaty" ??? Gdzie muza,tańce itp !??? Myślelismy że może to.."nie sezon",może wszystko odżywa gdy turystów jest więcej ??? Z takim przekonaniem pewnie byśmy wyjechali gdyby nie jeden wieczór ; )
Tego dnia wyszlismy podobnie jak w dni poprzednie zobaczyć zachód słońca. W jednej z restauracji "na plaży" widzimy..."ludzka ciżbę" !!!
Oooo, co to się dzieje !??? Panie odstrojone "jak na bal". Piwo "się leje" w ilościach..."wiaderkowych" !!! Właściwie o co chodzi ???
ponieważ holendzy to ludek "mało kontaktowy" nie mieliśmy mozliwośći zapytać z jakiej okazji "ta feta". Tym bardziej dziwne to było że sąsiednie knajpki...zamknięte jak co dzień...
Nie dawało nam to spokoju i wieczorem,przy koilacji w naszym hotelu zapytalismy "ober,a". O co chodziło z ta imprezka na plaży. Odpowiedział że knajpa "tego dnia" i "w tym czasie" ma..."Happy Hour". Dlatego holendrzy tak masowo doń przybywają. Jak dla nas...szok. Mielibyśmy lecieć "przez pół świata" aby pobalować "w jeden dzień" a rezszte pobytu odbyć..."budżetowo" !??? Nie w naszym stylu ; ))))
Jutro..."czas sie przenieść" czyli drugi hotel...
...no to w drogę... żeby się oburzać i podziwiać
...zdumiewać i wzruszać ramionami...wybrzydzać i zachwycać...Radoslav
hi, hi z kamerą wśród zwierząi
trza było pojechać z wędką - może i jaka większa barrakuda miała by foto kraby super i jakieś niepłochliwe granatowe rybki to pewnikiem jakiś gatunek ustniczka tak te latające na niebie wyrażnie różnią się ogonem, więc z pewnością nie to samo z rozwidlonym ogonem pewnie fregaty
papuas
Radek, to ile było stopni ,że nie daliście rady konsumować w tak ładnie położonej knajpce przy brzegu
Faktycznie , dziwne te zamkniete knajpki wieczorową porą....jak nie Karaiby
No trip no life
...heh, myślałem wielokrotnie aby zabrać ze sobą sprzęt wędkarski.Raz jeden nawet (do meksyku) spakowałem akcesoria. I co...ani razu nie wędkowałem. Najnormalniej w świecie...nie chciało mi się. Wyjatek: w czasie pierwszej podróży na Dominikanę ,Basia zafundowała mi "morskie Big Game". Złowiłem wtedy marlina ale gdy zobaczyłem jak go "potraktowano" po wyjąciu do łodzi...odechciało mi się takich "atrakcji"...
...a co do temperatury to codziennie oscylowała pomiedzy 32 a 34 *C. Rzecz jasna "w cieniu". Ile było "na słońcu" ? Mogę się jedynie domyslać ; )))
Dziś "przenosiny" do drugiego hotelu. Jak wspomniałem,chcielismy aby był "oddalony" (trochę ; ) od Wilemstad i jednoczesnie miał "pod bokiem" którąś z rekomendowanych plaż. Nasz wybór padł na "Lionsdive Beach Resort". Plaża "graniczyła" z najbardziej "rozrywkową piaskownicą" na Curacao-"Mambo Beach"...
To jedna z niewielu relacji gdzie nie zamieszczam fotek z hotelowego pokoju. Dlaczego ? Otóż pokój był niemal "klonem" tego pokoju który mielismy w hotelu poprzednim. Zauważone różnice:1.wielkośc telewizora (w drugim hotelu był mniejszy ; )) 2. łazienka wyłozona była (przy identycznym rozkładzie i kubaturze) jasnymi,"piaskowymi" płytami co sprawiało mniej surowe wrażenie 3. róznica najbardziej istotna,mianowicie pokój posiadał...WSPÓLNY balkon !!! Po prostu wszystkie pokoje,na obu pietrach,oferowały wyjście na balkonik niczym nie odgrodzony od sąsiadów !!! Pomysł...iście holenderski ; )))
Tak to wyglądał nasz budynek od strony plazy patrząc...
Recepcja jeszcze mniejsza niż u poprzednika.Ponieważ była "na przestrzał", miała wnętrze równie gorące jak na zewnątrz.Nie ratowały sprawy "sufitowe wiatraki"...
I Jeszcze jdna rzecz,"na minus". Pomimo piętrowej zabudowy, nie było wind !!! A na dokładkę personek nie pomagał przy wnoszeniu (jak i wynoszeniu) bagaży. "Umyślny", złapał naszą "reklamówkę" i poprowadził do popkoju (na drugim piętrze). Niech nikt nie pomyśli że wniesaienie walizek to dla nas wielki problem ale chodzi i zasady. Czterogwiadkowy hotel, popbierając oopłate jak za "piątkę" powinien zadbać(naszym zdaniem) o takie "udogodnienia". Przy "pierwszym wrażeniu" ocenilismy jednogłosnie to..."hostel" a nie hotel ; )))
Jakie były kolejne dni...o tym jutro.
...no to w drogę... żeby się oburzać i podziwiać
...zdumiewać i wzruszać ramionami...wybrzydzać i zachwycać...Radoslav
Fakt, to za gorąco,żeby pić piwko na słońcu
Hotel z zewnątrz wygląda fajnie..
No trip no life
no to zaskoczenie
zwykle w turystycznych (k)rajach obsługa dostarcza bagaż do pokoju nawet na objazdówce
papuas
...na szczęście,"hotelowe obejście" prezentowało się znacznie lepieju niż sam hotel. Widoczek z "komunalnego balkonu" ; )
po przeciwnej stronie "mini-zatoczki" widać było "Curacao Sea Aquarium" którego wejście (częśc biurowa) stylizowana była na...statek !!!
całość,mam na myśli teren wokół hotelu,była naprawde spora.Trzy baseny,"pare" jadłodalni, duża ilośc leżaków ,parasoli i tego wszystkiego co "wakacyjny turysta" potrzebuje...
"parasolkowo-leżakowy gąszcz" ; )
"naplażowe Spa"...
zatoczka w której można było obserwować "morskie życie" jak i zażywać kapieli...
"kolczasty stolik" w jednej z hotelowych knajpek...
nie zabrakło również zieleni,tak tej "palmowej"...
jak i tej "zwyczajnej", liściastej dającej zbawienny cień...
nie rozkminiłem (żartu !???) z niedotykalskim mango !???
i tak to,"z grubsza" wyglądało. Ulubiliśmy sobie jdno miejsce na plaży i "okupowaliśmy" je dzień w dzień ; )
Jutro...CD rózności i zakończenie...
...no to w drogę... żeby się oburzać i podziwiać
...zdumiewać i wzruszać ramionami...wybrzydzać i zachwycać...Radoslav
te Twoje żółtawe wróble chyba mają przy dziobie różowe "zajady", a jeśli tak to są cukrzyki
papuas
Znalazłam troszke czasu i dotarłam do relacji )) bardzo czekałam na nią
Owoc ze zdjęcia to pandamus i jest przepyszny )))
Na nim skończyłam czytanie więc zabieram się za dalsza część )) hotelik pierwszy kojarzę...może nawey uda mi się zdjęcia odszukać )))