--------------------

____________________

 

 

 



Curacao,10 wrześniowych dni...

61 posts / 0 nowych
Ostatni wpis
Strony
ssstu-6
Obrazek użytkownika ssstu-6
Offline
Ostatnio: 1 tydzień 5 godzin temu
Rejestracja: 31 maj 2016

...Asia-A , nie odniosłem wrażenia że w sklepiku było taniej. Np.cena za butelke piwa o pojemności 0,33l to 5.35 XCG czyli ,około, 3$. Podobnie słodycze,soki itp. A były to jedyne artykułu jakie zakupiliśmy. Drożyzna wynika zapewne stąd że na Curacao niemal wszystko jest importowane. Wyjatkiem jest niebieski likier,wizytówka wyspy,oraz piwo Brasa no i oczywiście owoce.

Piea ,no tak podsumowałaś Curacao że aż mi głupio dalej narzekać ; ))) Ale...nie odpuszczę. Co było fajne...to fajne ,a co "kupiaste" to..."kupiaste" ; )))))

Kolej na odwiedziny stolicy,miasta Wilemstad. "Zarezerwowaliśmy" sobie czas na całodzienny pobyt. Założylismy że do miasta "się przejdziemy" a wrócimy TAXI. Bylismy przekonani że nnnnnnałazimy sie solidnie.

Tym razem,odwrotnie niż w "marszu po zakupy" po wyjściu z hotelu skrecamy "w lewo". Powiedziano nam że idąc nie za szybko powinniśmy dojść do centrum po około pół godziny.O ile idąc "do sklepu" mieliśmy wrażenie że "wychodzimy z miasta" o tyle tutaj byliśmy praktycznie cały czas "na terenie zabudowanym" ; )

Mijamy "cukierkowa aptekę"...

oraz szereg jeszcze bardziej "słodkich domków"...

jest i..."czerwony demon" ale nie wiem czy "aktywny" czy..."w stanie spoczynku" !??? ; )

te "pół godziny" marszu jakoś zleciało,mimo że upał i...kurz "dawały się odczuć". Dochodzimy do "wizytówek". Przy tych "napisach" każdy strzela pamiatkowe fotki. Strzeliliśmy i my...

jest i "Big Mama". Oczywiście są i pamiątkowe z nia "ujęcia" ; )))

od placyku "z napisami" ruszamy główną ulicą w kierunku kanału...

tak po prawdzie to nie ma tu,dla turysty,niczego ciekawego. Jedynie sklepiki z pamiątkami,jakieś "odzieżówki" i instytucje...

lokalne "modnisie"...

a na końcu ulicy "jakiś rzadowy budynek". Nawet nie maiłem ochoty sprawdzać "co to"...

dochodzimy "do wody". Przed nami portowy kanał i spinajacy brzegi miast "most pontonowy" o śmiesznej ksywie "Huśtajaca Staruszka". Oficjalna nazwa mostu to:"Most Królowej Emmy"...

na most mogą wejść jedynie piesi. Niegdyś,dopuszczone były także powozy konne. Zaskoczyło nas to,że gdy jest "składany",piesi nie muszą go opuszczać !!! Wtedy,chyba,najbardziej buja ; ))

pamiatkowe zdjęcia kolorowych kamieniczek nad kanałem,obowiązkowe ; )

w tej restauracji "pod dachem" usiedliśmy aby zjeść opisywanego wcześniej "taco" ; )

zerkamy także na najwyższy,karaibski most noszacy nazwę "Most Królowej Juliany",podobnie jak ten pontonowy łaczacy dwie dzielnice Wilemstad,Punda,ę i Otrobanda,ę.Mieliśmy okazję jechać po nim w drodze z lotniska do hotelu. Po przeciwnej stronie mostu znajduje się duża rafineria,niegdyś należąca do firmy"Shell"

nieopodal zacumowany okręt pod holenderska banderą. To,zapewne,ten który widzielismy na morzu w dniu..."draki z Trump,em" ; )

mieliśmy frajde,ponieważ siedząc we wspomnianej restauracji widzielismy "operację składania pontonowego mostu". A więc tak. Zostają zamkniete wejścia a osoby które były w tym czasie na moście pozostaja na nim...

most działa podobnie jak...drzwi.czyli jedna częśc jest "jak na zaiasach" i ona pozostaje cały czas w kontakcie z brzegiem. Natomiast drugi koniec jest odłaczany i most,podobie jak drzwi",otwiera sie i zamyka. Tak to wyglada...

wzalezności jak duże jest "pływadełko",tak duża pozostaje otwarta przestrzeń umożliwiajaca mu przepłynięcie ...

wtedy wracały "pontony" więc przestrzeń była niewielka a cała operacja "otwarcia i zamknięcia" moistu trwała dosłownie chwilkę...

Zapewne gdy kursuja duże jednostki most jest otwierany "po całości".Zerknelismy jeszcze na specjalna klatkę do wieszania symboli "niekończacych się uczuć"...

i dwie armaty strzegace wejścia do portu...

korciło nas aby wejść na "wodny tramwaj" i zobaczyć dokąd nas zabierze ale...:na korceniu" sie skończyło ; ))

Upał,który tak uwielbiamy na plaży,w mieście nas po prostu zmógł ; ))) Tak wyglądała wycieczka do Wilemstad. Było warto choć "rozmiar atrakcji" nas rozczarował. Z planowanego "całego dnia" byliśmy tam...trzy godziny.Wróciliśmy także pieszo.

Jutro,nasza najdalsza wcieczka w trakcie pobytu. Zechcielismy zobaczyć jedna z reklamowanych plaż...

...no to w drogę... żeby się oburzać i podziwiać
...zdumiewać i wzruszać ramionami...wybrzydzać i zachwycać...Radoslav

Nel
Obrazek użytkownika Nel
Offline
Ostatnio: 7 godzin 26 minut temu
admin
Rejestracja: 04 wrz 2013

Miasto wydaje się ładne. Te kolorowe domki śliczne, jest czyściutko. Tyle ,że to bardziej przypomina Europę niż Karaiby

No trip no life

Asia-A
Obrazek użytkownika Asia-A
Offline
Ostatnio: 16 godzin 30 minut temu
Rejestracja: 01 wrz 2015

Nel :

Miasto wydaje się ładne. Te kolorowe domki śliczne, jest czyściutko. Tyle ,że to bardziej przypomina Europę niż Karaiby

Te kolorowe domki są jak z bajki, aż za bardzo cukierkowe. Radek, czy z bliska też takie czyściutkie i perfekcyjne?

Nel, jakie miejsce w Europie kojarzy Ci się z tym miasteczkiem?

Bye Zobacz mnie na Facebooku Relaks na drutach! Yes 3

Nel
Obrazek użytkownika Nel
Offline
Ostatnio: 7 godzin 26 minut temu
admin
Rejestracja: 04 wrz 2013

Asia-A :

Nel :

Miasto wydaje się ładne. Te kolorowe domki śliczne, jest czyściutko. Tyle ,że to bardziej przypomina Europę niż Karaiby

Te kolorowe domki są jak z bajki, aż za bardzo cukierkowe. Radek, czy z bliska też takie czyściutkie i perfekcyjne?

Nel, jakie miejsce w Europie kojarzy Ci się z tym miasteczkiem?

 

 Asiu choćby Bergen, Amsterdam

No trip no life

papuas
Obrazek użytkownika papuas
Offline
Ostatnio: 5 godzin 37 minut temu
Rejestracja: 22 maj 2021

fajne te kolorowe domki i płoty    ciekawostka z tymi odciętymi spacerowiczami na moście  Biggrin    piszesz   ... "jedzenie nijakie"   - no w miejscu, w którym nie ma jakiś wybitnych miejscowych kulinarnych tradycji i specyficznych potraw jest po prostu międzynarodowe  Biggrin   chociaż fakt - dosyć drogie

papuas

ssstu-6
Obrazek użytkownika ssstu-6
Offline
Ostatnio: 1 tydzień 5 godzin temu
Rejestracja: 31 maj 2016

...na wakacjach najbardziej lubimy..."robić nic",dlatego głownie przebywamy na terenie "whotelowym" ; ) Ale i nam z czasem opatrzyła się lokalna plaża i zechcieliśmy zobaczyć jedną z tych "rekomendowanych".  Ponieważ na Mambo Beach "mieliśmy zamieszkać" za kila dni,na wycieczkę wybralismy rejon na zachód od Wilemstad. Decyzja-jedziemy na Cas Abao Beach.

Kilka słów o "jechaniu". Niemal wszędzie ,gdzie zamawialismy transport kierowca sam proponował "że zaczeka" lub ,co najmniej,przyjedzie po nas o umówionej godzinie. Nie tym razem. Wozak ustalił cene dowozu na 70 EURO. Nieżle jak na 30 ,kilometrów ; ))) A co do powrotu to...nie był zainteresowany !!! Dał nam jedynie wizytówkę z radą abyśmy na "pół godziny" przed powrotem zamówili transport. Jesli telefon nie ma lokalnego roamingu,mieliśmy poprosić "kogoś" z lokalnej (plażowej) restauracji.

Trzeba się przyzwyczaić że tamtejsze "TAXI" to spore busy mogące zabrać do siedmiu pasażerów. Nie wiem czy cena ulega zmianie przy "pełnym obłożeniu" pojazdu ; )

Ruszamy, mijamy Wilemstad,przejeżdżamy pokazywany wczęsniej "łukowy most" i wyjeżdżamy "za miasto". Drogi są całkiem niezłe (nawierzchnia) o małym natężeniu ruchu. Nie ma "chamoty". Nikt nie trąbi,nie szaleje,wszyscy przestrzegaja przepisów i ograniczeń. Co rzuca się w oczy to niemal całkowity brak jednośladów. Czy to "z napędem" czy tez zwykłych rowerów. Jakże inny obrazek od tych azjatyckich...

Samochód miał przyciemniane szyby dlatego fotki które teraz pokaże nie sa moje. Zapożyczyłem je "z netu". Chce pokazać jak "mało atrakcyjne",delikatnie mówiąc,jest wnętrze wyspy.

Otwarte przestrzenie porastaja "cierniste krzewy" oraz spore kaktusy. Wszystko pokryte kurzem przez co krajobraz jest..."jałowy". Ponoć "ulega zazielenieniu" w porze gdy trafiaja się opady. Wspomniane fotki z netu...

Po niespełna czterdziestu minutach jazdy kieroca zjeżdża "z asfaltu" w booczną,piaszcysta drogę. Teraz rozumiem dlaczego wypożyczający samochody turyści decyduja sie na ...JEEP,y. Takie jak ten...

Tu rada: jesli zdecydujecie sie na taki typ pojazdu to odradzam wersję "WRANGLER" ze składanym,brezentowym dachem. Zapewne domyślacie sie dlaczego ; )

Kilka minut po wertepach i dojeżdżamy do "punktu kontrolnego" .Trzedba uiścić opłatę. Podobno jest "za samochód" ale nas policzono "od osoby". Siedem EURO za dwojga.

Dojeżdżamy do solidnie zapchanego parkingu. Płacimy ustaloną kwotę i...wchodzimy do piekła. Szok termiczny przy opuszczeniu klimatyzowanego wnętza pojazdu jest ogromny. Do tego oślepiajaca wręcz biel piasku. Basia stwierdza: Ja...wracam" !!! ; ))))

Turkus wody jest taki...jaki "być powinien" a piasek miękki i "łagodny w dotyku". Stajemy na chwilkę aby się rozgladnąć...

szukamy wzrokiem "wolnych leżaków". Niemal wszystkie "w cieniu",zajete. A na te w słonecznym żarze nie mamy ochoty...

Basia sie nie poddaje. Rusza na poszukiwania "zacienionego lokum"...

i,o dziwo,udaje sie jej znaleźć dwa leżaki "w cieniu dobrego drzewa" ; ))) Niemal zaraz,jak spod ziemi,zjawia sie "konduktorka" i kasuje za ich (leżaków) wynajęcie...

Ja...chce tylko do wody !!! Tu czeka "niespodzianka". Przyzwyczajeni do "posprzątanej" przy hotelu plaży zapomnieliśmy że "te naturalne" są pełne..."naturalnych atrakcji" ; )

Biel piasku zawdzięczaja "pokruszonym koralowcom".Niestety,brak silnego falowania sprawia że "kruszywo" jest niemal na całej długości !!! Jedynie kilka ,dosłownie metrowych" odcinków ma "wyzbierane koralowe szczątki". Najgorszy jest kawałek przybojowy. Przejście przez take "morskie dno" na bosaka jest prawdziwym wyzwaniem !!!

Najlepiej maja ci ,którzy do plaży...przypłynęli ; ) Łodzie staja na "czystej wodzie" a pasażerowie pluskaja sie bezstresowo. 

Basie "nosi".Mówi że nie da rady leżeć, jest zbyt goraco. Wybiera spacer...

ja...rozgladam sie za..."piciem" ; ))

znajduję troszke cienia i spijam chłodne piwko. O jedzeniu...nawet nie myslę ; )))

podjęliśmy jeszcze kilka prób kapieli i po niespełna godzinie wspólnie decydujemy. "Mamy dość". Idziemy do plażowej knajpki gdzie za radą taksówkarza prosimy o zamówienie transportu do hotelu. Czekamy pó godziny i "błogosławimy chwile" gdy rozsiadamy sie w klimatyzowanym wnęrzu auta. Cała drogę powrotną nie rozmawiamy. Najnormalniej w świecie "zmogło nas" ; ))) Po powrocie do hotelu nie wystawiliśmy nosa na zewnątrz aż do wieczora. Jesli były jakies pomysły aby jeszcze "gdzieś pojechać" to tego dnia..."rozpuściły sie w słońcu" ; )))

Jutro..."przerywniki".

...no to w drogę... żeby się oburzać i podziwiać
...zdumiewać i wzruszać ramionami...wybrzydzać i zachwycać...Radoslav

papuas
Obrazek użytkownika papuas
Offline
Ostatnio: 5 godzin 37 minut temu
Rejestracja: 22 maj 2021

Biggrin   Yahoo   no nie   Radka zmogło ciepełko, które tak lubi    no dobra, nie będę ironizował      a gdzie obiecywane ptaszki??

papuas

Nel
Obrazek użytkownika Nel
Offline
Ostatnio: 7 godzin 26 minut temu
admin
Rejestracja: 04 wrz 2013

A mi akurat te kaktusy ze środka wyspy to sie podobają 

No trip no life

Asia-A
Obrazek użytkownika Asia-A
Offline
Ostatnio: 16 godzin 30 minut temu
Rejestracja: 01 wrz 2015

Nel :

A mi akurat te kaktusy ze środka wyspy to sie podobają 

Ja lubię kaktusy, więc  dla mnie  też kaktusiane widoki ciekawe

Bye Zobacz mnie na Facebooku Relaks na drutach! Yes 3

Piea
Obrazek użytkownika Piea
Offline
Ostatnio: 5 godzin 25 minut temu
Rejestracja: 19 wrz 2017

no fajne te plaże, a Twoja Basia jak Gwiazda! Biggrin 

he he, no też jestem zdziwiona, że Ty taki "żarolubny" i słońce Cię tak szybko pokonało:):)) 

na tej fotce zupełnie tego (pokonania)  nie widać, wręcz przeciwnie... Lol 

ps. a te kolorowe domki to mi się z jakimś kubańskim miasteczkiem kojarzą:) a w Europie najbardziej z portugalskim Aveiro! 

(mam zupełnie odmienne skojarzenia jak Nel, ani Bergen, ani Amsterdamu- kompletnie mi nie przypominają) Biggrin ale każdy "widzi inaczej" Biggrin 

Piea

Strony

Wyszukaj w trip4cheap