no to mamy w końcu kolejną przerwę, tym razem dłuższą późno-lunchowaą więc trzeba się rozejrzeć by coś przekąsić; bo my jak zwykle nie wykupujemy kolacji hotelowych)
w Olde Hansa tłumy i drożyzna w innych knajpach albo też zajęte miejsca albo porezerwowane
znajdujemy co jest ; nie ma wprawdzie miejsc na zewnątrz ale w środku się znajdą... nie tracimy więc czasi i nie marudzimy
estoński talerz "z morza" z łosisiem sashimi z krewetkami i chyba to jakiś kawior był he he, no "wszystko z Bałtyku"!:)))))
w Tallinie warto, a nawet trzeba spróbować ciastko co się tu zowie Kringel;
to taki słodki "wieniec" z ciasta drożdżowego ze spora iloscią cynamonu z kardamonem; raczej z większą ilością niż sporą, bo z tym chyba przesadzili
i znowu wyszło słoneczko,, hurra! a w knajpianym ogródku w knajpce tuż obok na zewnątrz są jakieś wolne miejsca! zajmujemy więc szybko i zamawiamy tu piwko i chwilo trwaj....
na Rynku pod Ratuszem o tej godzinie ciężko złapać jakies miejsca, wszak to najpopularniejsza miejscówka w miescie!
w takich miejscach - wiadomo, zawsze jest ciutek drożej, no ale za to z nie lada widokiem na gotycki Ratusz!
i inne atrakcje:)) np. wesołe śpiewające panny udające się na pożegnanie wolności przyjaciółki (wieczór panieński):))
he he, my też machamy i pozdrawiamy i życzymy udanego życia u boku wybrańca!
co chwila podjeźdżają dorożki z turystami ( ale te przynajmniej końskie, nie to co te udziwnione, elektryczne w Brukseli:)))
za chwilę jakiś rycerz-wesołek z małym katem chcą ukraść nam nasze piwo! bronimy jak twierdzy!
hi hi - tutaj na rynku cały czas coś się dzieje, nawet siedząc przy stoliku z piwkiem - nudy nie ma:) , dlatego zawsze wolimy przysiadac na zewnątrz...al eczasmi nie ma miejsc, a głód ciśnie więc trza do środka
no to najedzone, napiwkowane, i zadowolone mamy jeszcze trochę czasu....
idziemy w TEN narożnik rynku do miejsca, które okazało się prawdziwym hitem naszego czasu wolnego!:)
mieści się tam niesamowita średniowieczna Apteka!
Apteka Ratuszowa - Raeapteek- (zwana też Apteką Magistracką) - pochodzi z poczatków XV wieku! ; jest zlokalizowana przy bocznej uliczce odchodzacej od rynku , naprzeciwko budynku ratusza. Jest to jedna z najstarszych wciąż działających aptek w Europie, a jednocześnie najstarsze przedsiębiorstwo i placówka medyczna w Tallinie.
Po raz pierwszy została wymieniona w dokumentach miejskich w 1422 r. W ciągu długiej historii tej apteki - wielu dostojnych mężczyzn było tutaj farmaceutami. Szczególny zaszczyt należy się węgierskiej rodzinie Burchartów, która pracowała w tej aptece przez dziesięć pokoleń
Obecnie obok apteki znajduje się małe muzeum, w którym można dowiedzieć się nieco o framacji i historii średniowiecznych metod leczenia. Oferowane są tu wycieczki z przewodnikiem, a w piwnicy odbywają się nawet jakieś warsztaty: my nie mamy na to czasu, ale do TAKIEJ Apteki, a jakże - grzech nie wejść!
zwłaszcza, że, no fju fju: 600 lat działalności!!!- to nie lada gratka!
Główną część historycznej apteki można odwiedzić na pierwszym piętrze, gdzie również jst mini-muzeum i wciąż prowadzona działalność aptekarska.
w starych gablotach - całe mnóstwo historycznych instrumentów aptekarskich
a w tych starych szafach: flakoniki, amforki, buteleczki cylindryczne, kamionki i porcelanki, ze szkła, glinki i fajansu ; do tego moździerze apteczne do tłuczenia ziół, a kiedyś pewnie i much, robaczków i innych suszonych żab..;:))
dzis w tym zabytkowym budynku nadal funkcjonuje apteka, jednakże sprzedającą już wyłącznie typowo współczesne, normalne farmaceutyki,
ale nie zawsze tak było... :):)) dawniej Apteka funkcjonowała nieco inaczej ; oprócz "przeciekawych medykamentów", można tu było kupić różne zioła i przyprawy, ale i również inne "leki" jak : wino, tytoń, i karty do gry; hi hi no od takich leków od razu idzie ozdrowieć:)
no ale hitem dla nas dziś jest wiedza na temat ówczesnego asortymentu tej apteki: wśród dawnych medykamentów znajdowały się niespotykane już (na szczęście) obecnie nigdzie "leki", takie jak:
mocz z czarnego kota , proszek z jąder dzika, śluz ze ślimaka, maść z jaszczurek, suszone ropuchy na trudny poród i źle gojące się rany, czy puder z rybich oczu:))) he he.... brzmi fajnie , choć nieco przerażająco:) O! takie coś np:
Apteka ta robi ogromne wrażenie na odwiedzających...oj, doprawdy warto tu zajrzeć... ; jesteśmy wdzięczne naszemu Michałowi, ze przed przerwą lunchową powiedział nam o tym miejscu, żeby chętni koniecznie tu sobie zajrzeli: fajnie, że byłyśmy chętne:)
Dziś oczywiście nie kupimy już tu szczęście żadnych suszonych żab ani innych średniowiecznych specyfików, oferta apteki jest jak najbardziej współczesna:))
ale miejsce jest fenomenalne; cały czas czuć tu "starego ducha" tego miejsca; doprawdy gotycki powiew średniowiecza...
wystrój również mocno średniowieczny, ze starymi meblami , belkami na suficie z wiekowymi polichromiami...
Ja z ciekawością zwiedzam z Tobą znane mi i nieznane miejsca.
Asia, no nie wierzę, że widzisz tu u mnie "miejsca nieznane" ! (???) przecież Ty zdreptałaś ten Tallin wzdłuż i wszerz
Radek, a dla mnie najwiekszą "niezwykłością" była tam ta Apteka!
(a narzeczony tej panny mógł wcale nie byc Estończykiem ; a o co się rozchodzi z tym słoneczkiem? hmm... cóż może być niezwykłego w radości ze słoneczka? cały dzień zachodziło i wychodziło 50 razy na zmianę:) a tak przy okazji: to ja bardzo lubię słoneczko, tylko upałów nienawidzę!!!
po wyjsciu z Apteki błąkamy się jeszcze chwilę wokół rynku ....
ostatni rzut oka na detale Ratusza i jego rzygacze- smoki
a dalej kolejne zaułki tallińskiego starego miasta...
tutaj przeurocza chatka jak domek z piernika to tzw. Pasaż Białego Chleba - w średniowieczu słynący ze słodkich wypieków z białej mąki; a dziś też domek ze sklepikiem z suwenirami
każdy turysta w Tallinie musi przecież mieć fotkę z "piernikowym domkiem" ja mam też
i takie tam tallińskie pstryki....
urocza "rupieciarnia" - suvenir shop w starym stylu....
zegary, bursztyny, ikony, wózki i inne kurzołapki...
ciemnymi zaułkami do kolejnych ciemnych (ale uroczych) zaułków...
Pasaż Św. Katarzyny-(Katariina käik)
nie było tu czasu zanurkować na dłużej, szkoda... bo miejscówka urocza!
i słynne "Trzy Siostry - kamieniczki analogiczne z nazwy do ryskich "Trzech Braci" ;
należały kiedyś do bogatego kupca, który zbudował je dla swoich trzech córek; próbując wydać je i za mąż ; dla każdej z nich tatuś zaplanował po jedym z takich domków:) ; Dla najstarszej córki wykonano dom z dużymi pięknymi drzwiami i oknami aby przyciągnąć potencjalnych zalotników, w domu średniej córki - drzwi i oknabyły sporo mniejsze, więc "wabiły" juz mniej:), a kamieniczka najmłodszej była zupełnie pozbawiona nawet drzwi:) hi hi, to jak tam było wejść?
mnóstwo tu pamiątek, magnesików, kubeczków z wizerunkami tych 3 kamieniczek...
Włosi to mają wyczucie w lokowaniu swoich ambasad w pięknych budynkach:) (pokazywałam Wam w poprzedniej relacji uroczą secesyjną kamienicę w Rydze gdzie ulokowała się włoska ambasada); tutaj w Tallinie ich placówka wprowadziła się do wcale nie gorszego lokum:) w tej ładnej, historycznej, cukierkowo biało-łososiowej kamienicy mieści się estońska placówka Ambasady Włoch:), prawda że uroczo?
Gruba Małgorzata (Paks Margareeta) to dość przysadzista ( he he zgodnie z nazwą) wieża o średnicy aż 24 metry - miejsce, który każdy turysta powinien zobaczyć
została wybudowana w latach 1511–1530; jest niższa niż grubsza:)) jej wysokość to 20 metry a jej mury są w niektórych miejscach grube na 5 metrów; w przeszłości służyła jako zbrojownia, magazyn na proch, a także jako więzienie.
Podczas rewolucji lutowej w 1917 roku, została podpalona przez tłum, a strażnicy więzienni zabici; Obecnie mieści się tu oddział Eesti Meremuuseum (Estońskie Muzeum Morskie), podobno bardzo ciekawe, ale my nie bylismy:(
"Rusałka" (która ogladalismy z okien autokaru) -to pomnik upamiętniający tragedię morską z 7 września 1893 roku, która pociągnęła na dno rosyjski okręt wojenny o nazwie właśnie "Rusałka".
Prom płynął z Tallina do Helsinek; przez 110 lat "Rusałka" spoczywała gdzieś w odmętach wody na dnie zatoki Fińskiej ; dopiero w 2003 roku odkryto miejsce, w którym rzeczywiście spoczywała ta jednostka – 25 kilometryw na południe od ; aby uczcić zaginięcie 177 członków załogi, słynny rzeźbiarz estoński Amandus Adamson stworzył pomnik „Rusałka”, który przedstawia anioła patrzącego w morską dal, w w ręku trzyma krzyż, którym błogosławi statki, chroniąc je przed sztormami
w stronę bramy Viru
po drodze ciekawa rzeźba siedzącej krowy, a w zasadzie byka:)
to byk siedzący na drewnianej ławce zwany jest Czarnym Angusem;
To dość nietypowe dzieło zostało wyrzeźbione w 2011 roku przez estońskiego rzeźbiarza pana Tauno Kango. ; artysta ten wykonał podobną rzeźbę też z wizerunkiem siedzącego byka, tylko w bardziej wyluzowanej pozie, która zdobi wejście tej samej restauracji "Goodwin Steak House" w Helsinkach
Czarny Angus w Tallinnie znajduje się w jednym z najpopularniejszych punktów wejścia na stare miasto tuż przy Bramie Viru.
a sam byczek, he he stał się jedną z najczęściej fotografowanych rzeźb w Tallinnie! nie "Rusałka" czy rózne inne, tylko właśnie Byczek:)
ale trzeba przyznać, że to sympatyczna krowia morda:)
wzdłuz ulicy prowadzącej do bramy Viru ulokowały się kolorowe stragany kwiatowe
Przekraczając bramę Viru wkracza się tu w czasy średniowiecza. Dawniej ta XIV-wieczna brama broniła od wschodu wjazdu do miasta. Dzisiaj to turystyczne wrota do tallińskiej starówki i jedna z topowych atrakcji miasta. Choć z kamiennej budowli do dziś przetrwały tylko dwie bliźniacze baszty nakryte szpiczastymi “czapkami”, wciąż warto je zobaczyć. Brama łączy się z pełną sklepów i restauracji ulicą Viru, która prowadzi na Plac Ratuszowy, ale my wracamy tędy ze Starego Miasta w strone przeciwną
tu nadmieniam, bo nie wiem czy o tym wspaomniałam wcześniej , że tallińska starówka jest w całości wpisana na listę UNESCO i jest jak park narodowy:) czyli ma obszar chroniony i wokół niego strefę buforową
jeszcze spojrzenie na brame Viru w stronę starówki...
...byczek sympatyczny,choć..."bezrożny" ; ))) a starówka COOL !!!
Radek, no "bezrożny" - bo Angusy - to bydło bezrogie jest
*****
wyjeżdżamy na obrzeża miasta...; fajne tramwaje tam mają; z drewnianymi ławkami w środku:) siedzisz jak w parku a jedziesz
jedziemy nieco do oddalonego miejsca; obecnie w dzielnicy na obrzeżach Tallina, ale kiedyś - poza miastem...
Dzielnica Kalamaja, słynąca z kolorowej, drewnianej zabudowy
he he, landrynkowy domek niczym Villa Villekulla - jak "Śmiesznotka" Pippi Pończoszanki
odwiedzamy barokowy Pałac Kadriorg
pałac Kadriorg - po estońsku oznacza: "Dolina Katarzyny", bowiem pałac ten zbudowany został jako letnia rezydencja rodziny carskiej i nazwano ją tak na cześć małżonki cara - Katarzyny I ;
uścislając, trzeba zapamiętać, że pałac ów zbudował car Piotr Wielki dla swojej ukochanej żoneczki, Katarzyny I (i nie należy jej mylić z inną, znacznie bardziej znaną Katarzyną (tą nienasyconą seksualnie -Katarzyną II)
Budowa pałacu rozpoczęła się 22 lipca 1718 r. na rozkaz rosyjskiego cara Piotra I; Car osobiście wmurował w ścianę pałacu trzy cegły po lewej (w północno-wschodnim narożniku pałacu), które są odsłonięte i wyeksponowane jako "wkład" cara w budowę tego pałacowego gmachu! ; a to się napracował!
"carski wkład" w budowę:)
Otaczający pałac - ogrodo-park przeznaczony jest obecnie do spacerów mieszkańców i gości miasta
Od 1919 roku, po obaleniu caratu, w pałacu powstało muzeum. Po remoncie, 22 lipca 2000 roku otwarto tu Kadriogskie Muzeum Sztuki, gdzie można oglądać ponad 900 płócien malarstwa rosyjskiego i europejskiego; my nie mieliśmy już czasu na oglądanie muzealnych wnętrz;
i wracamy....grupa do odwrotu!
przypałacowa architektura drewniana
niedaleko pałacu stoi urocze drewniane Przedszkole (używane przez dzieci okolicznych mieszkańców) z ogródkami warzywnymi "uprawianymi" przez dzieciaki; fajny pomysł, bardzo edukacyjny i zdrowotny:)
drewniana dzielnica super i rzeczywiście niecodzienny, a jakże edukujący pomysł z przedszkolnymi uprawami no, pałac w autentycznie rosyjskim stylu a z tymi matrioszkowymi magnesami to pewnie pod rosyjskich turystów, bo w ciągotki nie wierzę
...heee, papuas , byś sie pewnie zdziwił ale...ja nie ; ))) pracowałem ,lata temu, z łotyszami i estami. Nie musieli ale najchetniej porozumiewali się miedzy soba "po rosyjsku" i chętnie nosili dresy z napisem ...CCCP "na piersi" ; )
—
...no to w drogę... żeby się oburzać i podziwiać
...zdumiewać i wzruszać ramionami...wybrzydzać i zachwycać...Radoslav
Ja z ciekawością zwiedzam z Tobą znane mi i nieznane miejsca.
no to mamy w końcu kolejną przerwę, tym razem dłuższą późno-lunchowaą więc trzeba się rozejrzeć by coś przekąsić; bo my jak zwykle nie wykupujemy kolacji hotelowych)
w Olde Hansa tłumy i drożyzna w innych knajpach albo też zajęte miejsca albo porezerwowane
znajdujemy co jest ; nie ma wprawdzie miejsc na zewnątrz ale w środku się znajdą... nie tracimy więc czasi i nie marudzimy
estoński talerz "z morza" z łosisiem sashimi z krewetkami i chyba to jakiś kawior był
he he, no "wszystko z Bałtyku"!:)))))
w Tallinie warto, a nawet trzeba spróbować ciastko co się tu zowie Kringel;
to taki słodki "wieniec" z ciasta drożdżowego ze spora iloscią cynamonu z kardamonem; raczej z większą ilością niż sporą, bo z tym chyba przesadzili
i znowu wyszło słoneczko,, hurra!
a w knajpianym ogródku w knajpce tuż obok na zewnątrz są jakieś wolne miejsca!
zajmujemy więc szybko i zamawiamy tu piwko i chwilo trwaj.... 
na Rynku pod Ratuszem o tej godzinie ciężko złapać jakies miejsca, wszak to najpopularniejsza miejscówka w miescie!
w takich miejscach - wiadomo, zawsze jest ciutek drożej, no ale za to z nie lada widokiem na gotycki Ratusz!
i inne atrakcje:)) np. wesołe śpiewające panny udające się na pożegnanie wolności przyjaciółki (wieczór panieński):))
he he, my też machamy i pozdrawiamy i życzymy udanego życia u boku wybrańca!
co chwila podjeźdżają dorożki z turystami ( ale te przynajmniej końskie, nie to co te udziwnione, elektryczne w Brukseli:)))
za chwilę jakiś rycerz-wesołek z małym katem chcą ukraść nam nasze piwo! bronimy jak twierdzy!
hi hi - tutaj na rynku cały czas coś się dzieje, nawet siedząc przy stoliku z piwkiem - nudy nie ma:) , dlatego zawsze wolimy przysiadac na zewnątrz...al eczasmi nie ma miejsc, a głód ciśnie więc trza do środka
no to najedzone, napiwkowane, i zadowolone mamy jeszcze trochę czasu....
idziemy w TEN narożnik rynku do miejsca, które okazało się prawdziwym hitem naszego czasu wolnego!:)
mieści się tam niesamowita średniowieczna Apteka!
Apteka Ratuszowa - Raeapteek- (zwana też Apteką Magistracką) - pochodzi z poczatków XV wieku! ; jest zlokalizowana przy bocznej uliczce odchodzacej od rynku , naprzeciwko budynku ratusza. Jest to jedna z najstarszych wciąż działających aptek w Europie, a jednocześnie najstarsze przedsiębiorstwo i placówka medyczna w Tallinie.
Po raz pierwszy została wymieniona w dokumentach miejskich w 1422 r. W ciągu długiej historii tej apteki - wielu dostojnych mężczyzn było tutaj farmaceutami. Szczególny zaszczyt należy się węgierskiej rodzinie Burchartów, która pracowała w tej aptece przez dziesięć pokoleń
Obecnie obok apteki znajduje się małe muzeum, w którym można dowiedzieć się nieco o framacji i historii średniowiecznych metod leczenia. Oferowane są tu wycieczki z przewodnikiem, a w piwnicy odbywają się nawet jakieś warsztaty: my nie mamy na to czasu, ale do TAKIEJ Apteki, a jakże - grzech nie wejść!
zwłaszcza, że, no fju fju: 600 lat działalności!!!- to nie lada gratka!
Główną część historycznej apteki można odwiedzić na pierwszym piętrze, gdzie również jst mini-muzeum i wciąż prowadzona działalność aptekarska.
w starych gablotach - całe mnóstwo historycznych instrumentów aptekarskich
a w tych starych szafach: flakoniki, amforki, buteleczki cylindryczne, kamionki i porcelanki, ze szkła, glinki i fajansu ; do tego moździerze apteczne do tłuczenia ziół, a kiedyś pewnie i much, robaczków i innych suszonych żab..;:))
dzis w tym zabytkowym budynku nadal funkcjonuje apteka, jednakże sprzedającą już wyłącznie typowo współczesne, normalne farmaceutyki,
ale nie zawsze tak było... :):))
dawniej Apteka funkcjonowała nieco inaczej ; oprócz "przeciekawych medykamentów", można tu było kupić różne zioła i przyprawy, ale i również inne "leki" jak : wino, tytoń, i karty do gry; hi hi no od takich leków od razu idzie ozdrowieć:)
no ale hitem dla nas dziś jest wiedza na temat ówczesnego asortymentu tej apteki: wśród dawnych medykamentów znajdowały się niespotykane już (na szczęście) obecnie nigdzie "leki", takie jak:
mocz z czarnego kota , proszek z jąder dzika, śluz ze ślimaka, maść z jaszczurek, suszone ropuchy na trudny poród i źle gojące się rany, czy puder z rybich oczu:))) he he.... brzmi fajnie , choć nieco przerażająco:) O! takie coś np:
Apteka ta robi ogromne wrażenie na odwiedzających...oj, doprawdy warto tu zajrzeć... ; jesteśmy wdzięczne naszemu Michałowi, ze przed przerwą lunchową powiedział nam o tym miejscu, żeby chętni koniecznie tu sobie zajrzeli: fajnie, że byłyśmy chętne:)
Dziś oczywiście nie kupimy już tu szczęście żadnych suszonych żab ani innych średniowiecznych specyfików, oferta apteki jest jak najbardziej współczesna:))
ale miejsce jest fenomenalne; cały czas czuć tu "starego ducha" tego miejsca; doprawdy gotycki powiew średniowiecza...
wystrój również mocno średniowieczny, ze starymi meblami , belkami na suficie z wiekowymi polichromiami...
Piea
....heee, trzy "niezwykłości" :
1. ciastko jak dla mnie,niezwykle "apetycznie wygląda",jeśli to właściwe okreslenie dla cistka !???
2. "jakiejś" szczęściarze udało się znaleźć nażeczonego co w takim kraju (deficyt mężczyzn bardzo znaczny) to ..."rzecz niezwykła" !!! ; )
3. a rzecz trzecia...ucieszyłaś sie ze słoneczka...to "prawdziwa niezwykłość" ; )))))
...no to w drogę... żeby się oburzać i podziwiać
...zdumiewać i wzruszać ramionami...wybrzydzać i zachwycać...Radoslav
Asia, no nie wierzę, że widzisz tu u mnie "miejsca nieznane" ! (???) przecież Ty zdreptałaś ten Tallin wzdłuż i wszerz
Radek, a dla mnie najwiekszą "niezwykłością" była tam ta Apteka!
(a narzeczony tej panny mógł wcale nie byc Estończykiem
; a o co się rozchodzi z tym słoneczkiem? hmm... cóż może być niezwykłego w radości ze słoneczka?
cały dzień zachodziło i wychodziło 50 razy na zmianę:) a tak przy okazji: to ja bardzo lubię słoneczko, tylko upałów nienawidzę!!!

Dobrej Nocki!
Piea
po wyjsciu z Apteki błąkamy się jeszcze chwilę wokół rynku ....
ostatni rzut oka na detale Ratusza i jego rzygacze- smoki
a dalej kolejne zaułki tallińskiego starego miasta...
tutaj przeurocza chatka jak domek z piernika
to tzw. Pasaż Białego Chleba - w średniowieczu słynący ze słodkich wypieków z białej mąki; a dziś też domek ze sklepikiem z suwenirami
każdy turysta w Tallinie musi przecież mieć fotkę z "piernikowym domkiem"
ja mam też 
i takie tam tallińskie pstryki....
urocza "rupieciarnia" - suvenir shop w starym stylu....
zegary, bursztyny, ikony, wózki i inne kurzołapki...
ciemnymi zaułkami do kolejnych ciemnych (ale uroczych) zaułków...
Pasaż Św. Katarzyny-(Katariina käik)
nie było tu czasu zanurkować na dłużej, szkoda... bo miejscówka urocza!
i słynne "Trzy Siostry - kamieniczki analogiczne z nazwy do ryskich "Trzech Braci" ;
należały kiedyś do bogatego kupca, który zbudował je dla swoich trzech córek; próbując wydać je i za mąż ; dla każdej z nich tatuś zaplanował po jedym z takich domków:) ; Dla najstarszej córki wykonano dom z dużymi pięknymi drzwiami i oknami aby przyciągnąć potencjalnych zalotników, w domu średniej córki - drzwi i oknabyły sporo mniejsze, więc "wabiły" juz mniej:), a kamieniczka najmłodszej była zupełnie pozbawiona nawet drzwi:) hi hi, to jak tam było wejść?
mnóstwo tu pamiątek, magnesików, kubeczków z wizerunkami tych 3 kamieniczek...
Włosi to mają wyczucie w lokowaniu swoich ambasad w pięknych budynkach:) (pokazywałam Wam w poprzedniej relacji uroczą secesyjną kamienicę w Rydze gdzie ulokowała się włoska ambasada); tutaj w Tallinie ich placówka wprowadziła się do wcale nie gorszego lokum:) w tej ładnej, historycznej, cukierkowo biało-łososiowej kamienicy mieści się estońska placówka Ambasady Włoch:), prawda że uroczo?
Gruba Małgorzata (Paks Margareeta) to dość przysadzista ( he he zgodnie z nazwą) wieża o średnicy aż 24 metry - miejsce, który każdy turysta powinien zobaczyć
została wybudowana w latach 1511–1530; jest niższa niż grubsza:)) jej wysokość to 20 metry a jej mury są w niektórych miejscach grube na 5 metrów; w przeszłości służyła jako zbrojownia, magazyn na proch, a także jako więzienie.
Podczas rewolucji lutowej w 1917 roku, została podpalona przez tłum, a strażnicy więzienni zabici; Obecnie mieści się tu oddział Eesti Meremuuseum (Estońskie Muzeum Morskie), podobno bardzo ciekawe, ale my nie bylismy:(
"Rusałka" (która ogladalismy z okien autokaru) -to pomnik upamiętniający tragedię morską z 7 września 1893 roku, która pociągnęła na dno rosyjski okręt wojenny o nazwie właśnie "Rusałka".
Prom płynął z Tallina do Helsinek; przez 110 lat "Rusałka" spoczywała gdzieś w odmętach wody na dnie zatoki Fińskiej ; dopiero w 2003 roku odkryto miejsce, w którym rzeczywiście spoczywała ta jednostka – 25 kilometryw na południe od ; aby uczcić zaginięcie 177 członków załogi, słynny rzeźbiarz estoński Amandus Adamson stworzył pomnik „Rusałka”, który przedstawia anioła patrzącego w morską dal, w w ręku trzyma krzyż, którym błogosławi statki, chroniąc je przed sztormami
w stronę bramy Viru
po drodze ciekawa rzeźba siedzącej krowy, a w zasadzie byka:)
to byk siedzący na drewnianej ławce zwany jest Czarnym Angusem;
To dość nietypowe dzieło zostało wyrzeźbione w 2011 roku przez estońskiego rzeźbiarza pana Tauno Kango. ; artysta ten wykonał podobną rzeźbę też z wizerunkiem siedzącego byka, tylko w bardziej wyluzowanej pozie, która zdobi wejście tej samej restauracji "Goodwin Steak House" w Helsinkach
Czarny Angus w Tallinnie znajduje się w jednym z najpopularniejszych punktów wejścia na stare miasto tuż przy Bramie Viru.
a sam byczek, he he stał się jedną z najczęściej fotografowanych rzeźb w Tallinnie! nie "Rusałka" czy rózne inne, tylko właśnie Byczek:)
ale trzeba przyznać, że to sympatyczna krowia morda:)
wzdłuz ulicy prowadzącej do bramy Viru ulokowały się kolorowe stragany kwiatowe
Przekraczając bramę Viru wkracza się tu w czasy średniowiecza. Dawniej ta XIV-wieczna brama broniła od wschodu wjazdu do miasta. Dzisiaj to turystyczne wrota do tallińskiej starówki i jedna z topowych atrakcji miasta. Choć z kamiennej budowli do dziś przetrwały tylko dwie bliźniacze baszty nakryte szpiczastymi “czapkami”, wciąż warto je zobaczyć. Brama łączy się z pełną sklepów i restauracji ulicą Viru, która prowadzi na Plac Ratuszowy, ale my wracamy tędy ze Starego Miasta w strone przeciwną
tu nadmieniam, bo nie wiem czy o tym wspaomniałam wcześniej , że tallińska starówka jest w całości wpisana na listę UNESCO i jest jak park narodowy:) czyli ma obszar chroniony i wokół niego strefę buforową
jeszcze spojrzenie na brame Viru w stronę starówki...
i opuszczamy już niestety stare miasto...
ale jeszcze nie Tallin:)
Piea
...byczek sympatyczny,choć..."bezrożny" ; ))) a starówka COOL !!!
...no to w drogę... żeby się oburzać i podziwiać
...zdumiewać i wzruszać ramionami...wybrzydzać i zachwycać...Radoslav
Radek, no "bezrożny" - bo Angusy - to bydło bezrogie jest

*****
wyjeżdżamy na obrzeża miasta...; fajne tramwaje tam mają; z drewnianymi ławkami w środku:) siedzisz jak w parku a jedziesz
jedziemy nieco do oddalonego miejsca; obecnie w dzielnicy na obrzeżach Tallina, ale kiedyś - poza miastem...
Dzielnica Kalamaja, słynąca z kolorowej, drewnianej zabudowy
he he, landrynkowy domek niczym Villa Villekulla - jak "Śmiesznotka" Pippi Pończoszanki
odwiedzamy barokowy Pałac Kadriorg
pałac Kadriorg - po estońsku oznacza: "Dolina Katarzyny", bowiem pałac ten zbudowany został jako letnia rezydencja rodziny carskiej i nazwano ją tak na cześć małżonki cara - Katarzyny I ;
uścislając, trzeba zapamiętać, że pałac ów zbudował car Piotr Wielki dla swojej ukochanej żoneczki, Katarzyny I (i nie należy jej mylić z inną, znacznie bardziej znaną Katarzyną (tą nienasyconą seksualnie -Katarzyną II)
Budowa pałacu rozpoczęła się 22 lipca 1718 r. na rozkaz rosyjskiego cara Piotra I; Car osobiście wmurował w ścianę pałacu trzy cegły po lewej (w północno-wschodnim narożniku pałacu), które są odsłonięte i wyeksponowane jako "wkład" cara w budowę tego pałacowego gmachu! ; a to się napracował!
"carski wkład" w budowę:)
Otaczający pałac - ogrodo-park przeznaczony jest obecnie do spacerów mieszkańców i gości miasta
Od 1919 roku, po obaleniu caratu, w pałacu powstało muzeum. Po remoncie, 22 lipca 2000 roku otwarto tu Kadriogskie Muzeum Sztuki, gdzie można oglądać ponad 900 płócien malarstwa rosyjskiego i europejskiego; my nie mieliśmy już czasu na oglądanie muzealnych wnętrz;
i wracamy....grupa do odwrotu!
przypałacowa architektura drewniana
niedaleko pałacu stoi urocze drewniane Przedszkole (używane przez dzieci okolicznych mieszkańców) z ogródkami warzywnymi "uprawianymi" przez dzieciaki; fajny pomysł, bardzo edukacyjny i zdrowotny:)
ostatnie pamiątki i jedziemy do hotelu....
Piea
...hmmm, "magnesiki a,la matrioszki" kojarzą mi sie z Rosją nie Estonią... Czyżby jednak..."tęsknota za przeszłością" ? ; )
...no to w drogę... żeby się oburzać i podziwiać
...zdumiewać i wzruszać ramionami...wybrzydzać i zachwycać...Radoslav
drewniana dzielnica super i rzeczywiście niecodzienny, a jakże edukujący pomysł z przedszkolnymi uprawami no, pałac w autentycznie rosyjskim stylu
a z tymi matrioszkowymi magnesami to pewnie pod rosyjskich turystów, bo w ciągotki nie wierzę
papuas
...heee, papuas , byś sie pewnie zdziwił ale...ja nie ; ))) pracowałem ,lata temu, z łotyszami i estami. Nie musieli ale najchetniej porozumiewali się miedzy soba "po rosyjsku" i chętnie nosili dresy z napisem ...CCCP "na piersi" ; )
...no to w drogę... żeby się oburzać i podziwiać
...zdumiewać i wzruszać ramionami...wybrzydzać i zachwycać...Radoslav